Blog > Komentarze do wpisu

Ladakh czyli tybetański chillout

Tym razem zapraszam w muzyczną podróż do Ladakhu wysokogórskiej krainy nad Indusem, na zachodnim krańcu Himalajów. To właśnie tam najlepiej zachowała się tradycyjna kultura Tybetu, najwięcej jest pięknych, starych klasztorów, zamieszkałych przez buddyjskich mnichów. W trakcie pokazu Iwony i Jurka Maronowskich, wybraliśmy się na wędrówkę przez pustynne góry, docierając do niezwykłych wiosek, w których czas zatrzymał się kilkaset lat temu. Oglądając średniowieczne gompy, wzniesione na szczytach skalistych wzgórz, albo ukryte w kanionach rzek, w skupieniu chłonęliśmy dźwięki relaksującej muzyki. Czasami kontemplacyjnej, z buddyjskimi mantrami, innym razem ilustracyjnej i filmowej. Słowem - tybetański chillout w Ladakhu.

Opis ścieżki dźwiękowej nie należał do zadań prostych. Autorzy, w trakcie ponad godzinnego pokazu, wykorzystali ponad 30 fragmentów różnych utworów i kompozycji. Pomimo niezbyt wielkiego zróżnicowania stylistycznego nagrań, płynne zgranie dźwięków z obrazem i komentarzem było nie lada wyzwaniem. Playlistę pokazu zdominowały przede wszystkim dwa muzyczne gatunki. New age, elektroniczno-etniczny ambient oraz kameralna, ilustracyjna muzyka filmowa. New age, to nurt muzyczny nawiązujący do filozofii New Age - idealistycznego ruchu głoszącego wizję lepszego świata, uwielbienia dla dobra i piękna. To idea, która swą największą popularność święciła w latach 90-tych. Muzyka new age stała się twórczym rozwinięciem tej idei. Stonowane, elektroniczne kompozycje, połączone z elementami etnicznymi, folkowymi i aranżacjami wokalnymi, czerpią garściami z odległych, muzycznych kultur. 

Wyprawa rozpoczęła się w Leh - stolicy Ladakhu - skąd wyruszyliśmy na trasę buddyjskich klasztorów. Na początku był Spitok, gdzie mnisi usypali właśnie doroczną mandalę. Najpiękniejszy klasztor Ladakhu to Thiksey, a w nim Wielki Budda Maitreya. To cały kompleks budynków, które oblepiają górę w kształcie stożka. Klasztor Hemis, to przepiękne i surowe miejsce, w wąwozie wśród granitowych skał. Wędrując wąwozem dotarliśmy na wysokość aż 4250 m, do zawieszonego na skałach małego klasztoru-pustelni Gotsangpy.

Muzyczną kanwę pokazu stanowiły utwory z płyty Tibetiya (1999), firmowanej przez czołowego twórcę nurtu new age Olivera Shanti i jego przyjaciół. Oliver Shanti (właściwie Ulrich Schulz), niemiecki multiinstrumentalista, kompozytor muzyki elektronicznej, zafascynowany muzyką orientalną, wiele lat spędził w indyjskiej dżungli nad Gangesem. Tworzy ezoteryczne dźwięki oparte na muzyce etnicznej z różnych stron świata. Pozostali wykonawcy to: Gandalf (Heinz Strobl) - austriacki muzyk grający na instrumentach klawiszowych, perkusji, gitarze i flecie; Sijano Vodjani oraz eMao (Zhang Da Wei), łączący tybetańską tradycję i współczesną muzykę chińską z elektroniką. Muzyka z Tibetiyi, dzięki użyciu tradycyjnych instrumentów i ciekawym aranżacjom, pozwala przenieść się w świat azjatyckich krajobrazów; kultur i zwyczajów Dalekiego Wschodu; do Chin, Indii i Tybetu. Wycisza, uspokaja i idealnie pasuje do górskich krajobrazów Ladakhu. Inna płyta Olivera Shanti & Friends to Tai Chi Too - Himalaya, Magic & Spirit (1996), wielokrotnie wykorzystywana do pokazów w Jaremie. Medytacyjna muzyka działa jak balsam, odstresowuje i uspokaja, bardzo plastycznie oddaje magię Himalajów, przestrzeń mongolskich stepów, buddyjskiego ducha Tybetu. Dodatkowa atrakcja, to udział w nagraniach muzyków z Mongolii (śpiewających i grających na ih-huur, morin-huur) oraz skrzypka Wojciecha Czemplika, świetnie znanego ze Starego Dobrego Małżeństwa.


Z ambientowej kolekcji Journey to Tibet (1998), kompozycji new age inspirujących się muzyką wysokogórskich obszarów ze wszystkich kontynentów, pochodzi utwór Medwyn'a Goodall'a. To jedna z najważniejszych postaci world music, brytyjski muzyk grający aż na 18 instrumentach. W utworze Nazca
jego elektroniczne podkłady i andyjskie instrumenty (fletnie Pana) tworzą muzykę ilustracyjną, zainspirowaną inkaskimi rzeźbami skalnymi i starożytnymi wzorami z Nazca. 

Wędrując przez tybetańskie pustkowie dotarliśmy do klasztoru Likir. Wokół piękny krajobraz, a w środku mnisi, modlitwy, stare malowidła. To tu mała Zosia (2,5 roku) wypowiedziała tytułowe "Mnichu, daj tsampę!", a ten wyrzeźbił jej z tsampy yaka. Na tyłach klasztoru, w blasku zachodzącego słońca, pięknie lśnił olbrzymi posąg złotego Buddy. Dalsza część wędrówki to wesoła karawana przez górską pustynię. Przez wysoką przełęcz (3650) docieramy do uroczej wioski Yangtang. Tradycyjne tybetańskie domy, gęsto ustawione na wysokim tarasie rzecznym. Pośród nich mały klasztor - gompa z wielkim młynem modlitewnym. Gościnni mieszkańcy w tradycyjnych strojach, spotykają się z przybyszami na wspólnych posiłkach.

Relaksując się na piaszczystej plaży nad Indusem, z należytą uwagą wsłuchaliśmy się w intrygującą historię Ladakhu. Z przekrojowego albumu Rough Guide to the Music of the Himalayas (2002) usłyszeliśmy dwa fragmenty. Ten zbiór, to efekt wielkiej różnorodności brzmień i nastrojów muzyki z "dachu świata" - himalajskich ludów, języków, religii i kultur. Album przedstawia zarówno tradycyjną muzykę ludową, jak i kompozycje inspirujące się kulturami Himalajów. Od tybetańskiej tradycji buddyjskiej, pierwotnych śpiewów z Ladakhu, do indyjskiej muzyki klasycznej i współczesnej chińskiej. Usłyszeliśmy eteryczne dźwięki utworu Himalayas, chińskiego flecisty Guo Yue i japońskiego perkusisty Joji Hiroty, oraz muzykę łuczników z Ladakhu, wykonywaną w trakcie tradycyjnych polowań (Ladakhi Musicians). Nastrojową i melodyjną pieśń Namo Ratna Traya Ya... z płyty Inner Peace (2006), zaśpiewała niezwykła, buddyjska mniszka Ani Choying Drolma z Nepalu, nagrywająca tradycyjne buddyjskie sutry i mantry. Ciekawym, polskim akcentem w ilustracji muzycznej pokazu były instrumentalne dźwięki zespołu Osjan, z albumu Drzewo/Księga Liści (2004). Milo Kurtis, Radosław Nowakowski, Jacek Ostaszewski i Wojciech Waglewski grają akustycznie, intuicyjnie i całkiem niepodobnie do innych. Etniczna, transowa muzyka żyje, oddycha, płynie i rozwija się. To muzyka strumieni, lasów, gór, pełna nieopisanej głębi.

Kolejne klasztory na trasie. Rizong - pięknie położony, ukryty wśród pionowych, skalnych ścian. Z kolei Alchi, to najbardziej zabytkowy w Ladakhu, średniowieczny kompleks klasztorny, ze starymi stupami i gompą. W końcu klasztor Mangyu i pełen przybyłych na religijne uroczystości pielgrzymów klasztor Lamayuru.

Pokaźną część ścieżki dźwiękowej stanowiła ulubiona przez Iwonę i Jurka muzyka filmowa. Nie mogło oczywiście zabraknąć muzyki Bruno Coulaisa z filmu Himalaya (1999). Coulais napisał muzykę, łączącą dwie dalekie tradycje - tybetańską (buddyjski śpiew Lamy Gyurme i solisty Tseringa Lodoe), z wpływami śródziemnomorskimi (polifoniczny chór A Filetta z Korsyki, w połączeniu z orkiestrą). Ilustracyjna muzyka nawiązująca do filozofii buddyjskiej - kojące mantry Lamy Gyurme, to tybetańskie modlitwy o uzdrowienie, oczyszczenie i pokój. Inne kompozycje filmowe, to między innymi: nastrojowa, fascynująca swym pięknem i emocjami muzyka Mychaela Nymana z filmu Fortepian; śliczna, elegijna Kołysanka Gorana Bregovica z Królowej Margot; romantycznie liryczny, lekki i przyjemny motyw Nicoli Piovaniego z Życie jest piękne; orkiestrowa partytura Luisa Bacalova z filmu Listonoszłącząca charakterystyczny klimat klasycznej muzyki filmowej, jazzu i folku; orkiestrowa, subtelna i melancholijna kompozycja Alexandre Desplata do filmu Dziewczyna z Perłą; niepokojąca, mroczna, pełna napięcia i grozy muzyka Javiera Navarrete z baśniowego Labiryntu Fauna; romantyczny Walc Amelii Yanna Tiersena - uroczy, intymny walczyk zagrany na akordeonie do obrazu Amelia. Zabrzmiała też w końcu niezapomniana, klimatyczna muzyka Mychaela Danny z Monsunowego Wesela -intrygujący kolaż klasycznej muzyki z Pendżabu, popu i hinduskich pieśni miłosnych rodem z filmów "Bollywood" i współczesnej elektroniki i jazzu.

Ostatnim punktem na trasie był klasztor Phyang, w którym odbywał się kolorowy festiwal buddyjski. Wielobarwny tłum, maski, kostiumy, ozdoby, biżuteria, trębacze i rytualne tańce - wszystko to świadczyło o tym, że Ladakh to nie tylko pełne skupienia i kontemplacji buddyjskie klasztory, ale też tętniąca życiem i muzyką, radosna i przyjazna kraina.

Cała, długa playlista pokazu w poprzednim wpisie.

piątek, 23 stycznia 2009, piotrpiegat
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:

Wirtualne Gęśle