Blog > Komentarze do wpisu

Korsykańska polifonia

Polifonia - oznacza wielogłos, rodzaj śpiewu, w którym dwa lub więcej głosów prowadzonych jest niezależnie od siebie. To właśnie Korsykanie w swoich tradycyjnych pieśniach, łączą wieloskalowe głosy, tworząc niezwykłe polyphonies corses, korsykańskie chóry polifoniczne. Na kolejnym pokazie w Jaremie (24.01.), usłyszeliśmy Śródziemnomorską polifonię, czyli Magdę Jackowską i Michała SznÓrka Wichra w wielogłosie opowieści o podróży na Korsykę, ubarwionym tradycyjnymi, korsykańskimi pieśniami i popularnymi, francuskimi przebojami.

Korsyka - malownicza, śródziemnomorska wyspa położona na południowy-wschód od Francji, oddzielona na południu od włoskiej Sardynii wąską cieśniną Bonifacio. Na pokazie zobaczyliśmy stare porty, zabytkowe miasta; podziwialiśmy przyrodę i krajobrazy: piaszczyste plaże, klify, skaliste góry i wąwozy. W trakcie tej slajdowej wędrówki towarzyszyły nam śpiewy i muzyka korsykańska. Tradycyjne pieśni polifoniczne, wykonywane głównie przez mężczyzn, to niezwykły symbol odrodzenia korsykańskiego języka i kultury. Ta prawdziwie mistyczna technika wokalna, zawiera zarówno wiele elementów włoskich, francuskich i greckich, jak też silne wpływy bizantyjskie. Płyta 25ème anniversaire Ricordu; Les plus belles chansons corses (1999), to kompilacja najpiękniejszych pieśni z Korsyki, z których kilka usłyszeliśmy na pokazie. Na początek zespół Canta U Populu Corsu - prekursorzy korsykańskiego śpiewu. Wykonują tradycyjne pieśni paghjelle oraz pieśni lamentacyjne. Piosenka Sonniu to wesoła, rytmiczna melodia zaśpiewana w damsko-męskim duecie, przy akompaniamencie mandoliny i greckiej buzouki. Potem usłyszeliśmy Jean'a Mattei z chórem La Isula Bella, w tradycyjnej polifonii Acula Marina. Kolejny śpiewak, Jean-Paul Poletti wraz z chórem z Sartene, czerpiący inspiracje z dawnej muzyki sakralnej, połączonej z ludowym śpiewem polifonicznym, wykonał podniosłą pieśni lamentacyjną. Chjami Aghjalesi jest jedną z najstarszych grup wokalnych ma wyspie. Tradycyjne polifonie łączą z wesołą melodią, skrzypcami i mandoliną. Piosenka L'altu Pratu, to takie korsykańskie country, zaś Populu Vivu, brzmi niczym skoczna muzyka andyjska.

Slajdową wędrówkę przez Korsykę rozpoczęliśmy od górskich szlaków, uznanych za najtrudniejsze w Europie. Obserwowaliśmy mozolne podejście na szczyt Monte Cinto (2706 m). Romantyczny nastrój skalistych gór, pięknie dopełnił muzyką Stephane Delicq, francuski wirtuoz diatonicznego akordeonu. Delicq wykonuje francuską i bretońską muzykę tradycyjną oraz tańce: m.in. bourrée, walc, rondeau, mazurka. Walc La Luna z towarzyszeniem puzonu i skrzypiec, to muzyka bliska nastrojowym klimatom z filmu Amelia. Na płycie La Discrète (2001), Delicq wprost czaruje dźwiękiem swojego akordeonu. Słuchając tej nostalgicznej i subtelnej muzyki, łatwo w wyobraźni przenieść się do prowincjonalnego, francuskiego miasteczka, gdzie akordeonista na wąskiej, brukowanej uliczce, albo w małej, zapyziałej knajpce, wygrywa tęskne melodie.

W drugiej części pokazu poznawaliśmy dziedzictwo kulturowe Korsyki - pełną zabytków, śródziemnomorską architekturę. Genueńskie wieże, stare cytadele, malownicze miasta-porty (Porto, Calvi) i rozsypane na stokach gór maleńkie kościółki, wprowadziły nas w prawdziwie romantyczny nastrój. W Bastii wysłuchaliśmy miejscowych śpiewaków-amatorów, którzy dali spontaniczny, wieczorny występ przed jednym z zabytkowych kościołów. Usłyszeliśmy także jednego z najbardziej charyzmatycznych wokalistów z Korsyki, Petru Guelfucci. Jego oryginalny, balladowy styl riucadde, łączy polifonię z podniosłą modulacją głosu i rytmiczną melodyką. Isula Idea, Canta incu me, Corsica, to ballady będące pochwałą piękna i uroku wyspy - połączenie śpiewu korsykańskiego z balladą francuską, angielskim folkiem i wokalną manierą algierskiego stylu rai. Jednak prawdziwą, muzyczną gwiazdą pokazu był zespół Caramusa - założony 25 lat temu przez śpiewaków, braci Andreani. Muzycy z niezwykłą wiernością wykonują dawne pieśni (serenady) i melodie ludowe. Pełne emocji interpretacje tej muzyki znajdziemy na płycie Canzoni, musichi e sirinati di l'isula di Corsica (2003), z której na pokazie usłyszeliśmy aż 7 utworów. To prawdziwie ujmująca różnorodnością, piękna muzyczna podróż po wyspie. Dawne pieśni, barwnie i ciekawie zaaranżowane, cudownie wpadają w ucho, niekiedy wręcz porywają (U zigu zagu, O la ricchezza, U general'cadornu). Muzycy grają na pieczołowicie odtworzonych, dawnych instrumentach ludowych, znanych niekiedy jedynie na Korsyce: caramusa, cialamedda, pirula (flety i dudy wykonane z kozich rogów, trzciny, drewna i skóry); urganettu (akordeon diatoniczny); riberbula (harfa); tamburru (bębenek); sunaglieri (dzwonki) i mandulina. To muzyka warta znacznie częstszego słuchania - także poza pokazem.

Ostatnia część pokazu to wakacyjny relaks na łonie natury, a więc piaszczyste plaże, wędrówka nadmorskimi (ale nadal górskimi) szlakami. Tym razem towarzyszą nam taneczne przeboje ze składankowej płyty La vie est une chanson, cz.2/Życie jest piosenką - najlepsze nagrania gwiazd piosenki francuskiej (2001). Album prezentuje niepowtarzalny klimat popularnych, francuskich przebojów z lat 80-tych i 90-tych. Na słonecznej plaży Palombaggia, do tańca porywają nas rytmy wielkiego hitu europejskich dyskotek z 1981 roku - Haut les mains duetu Ottawan. Ech, to były czasy! Te brokaty, nogawki, to afro... ;-) Efemeryczny duet tworzyli Jean Patrick i Anette, dwoje wokalistów i tancerzy z karaibskiej Gwadelupy. Zupełnie inny przebój, to Viens a Saint Germain/Zapraszamy do Saint Germain (1991) - dynamiczny twist z nerwowym rytmem, chrypiącą trąbką i ekspresyjnym wokalem, w wykonaniu Dany Brillant'a, gwiazdora francuskiej piosenki i filmu. Z kolei Une belle histoire, to hipisowski song z wczesnych lat 70-tych, przebój z epoki musicalu Hair, śpiewany przez Michela Fugain z grupą Big Bazar.

Na zakończenie nie można zapomnieć o rejsie na wyspy Lavezzi. Koniecznie trzeba o nim napisać - a w zasadzie o dźwiękach, które mu towarzyszyły. Piękne, turkusowe morze, urwiste klify, prażące, rozleniwiające słońce, a w tle dobiegają improwizowane miniscenki z kultowego Rejsu (1970) Marka Piwowskiego. Ale to nie wszystko. "Parostatkiem piękny rejs, statkiem na parę piękny rejs. Przy wtórze klątw bosmana, głośnych krzyków, aż od rana. Tak śpiewnie dusza łka." Tak, tak, to oczywiście Krzysztof Krawczyk. Parostatek, to wielki przebój połowy lat 70-tych w PRL-u.

Tak, bardzo fajna była ta wakacyjna, korsykańska polifonia.

Rozmowa z Magdą i Michałem w Polskim Radio EURO

sobota, 07 lutego 2009, piotrpiegat
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:

Wirtualne Gęśle