Z zakończonego sezonu pokazów w Jaremie, został jeszcze jeden, dotychczas nieopisany muzycznie. Islandia - rowerem, autostopem i pieszo, to relacja Piotrka Strzeżysza z aż trzech wypraw na "samotną wyspę". Towarzyszyła jej nastrojowa, oniryczna muzyka, w wykonaniu znakomitych artystów, w tym również pochodzących z Islandii. Przygoda Piotra z Islandią zaczęła się jeszcze w 2002 roku, kiedy to samotnie przejechał wyspę rowerem - a więc w typowy dla siebie, ulubiony sposób. Zauroczony jej pięknem i gościnnością mieszkańców wrócił tam jeszcze dwukrotnie. To, co najbardziej go zachwyciło: tryskające gejzery, czynne wulkany, przepiękne wodospady, kolorowe maskonury, niegościnne, surowe góry, pustka i otwarte przestrzenie, mogliśmy zobaczyć i my, na pokazie w Jaremie.
Na początku powitała nas sama Björk - największa. muzyczna gwiazda z Islandii. Oglądając okolice jeziora Myvatn, słuchaliśmy wysublimowanej, wokalnej kompozycji Vökuró, z płyty Medulla (2004). Björk Guđmundsdóttir jest chyba najbardziej znaną Islandką - jedną z najbardziej popularnych wokalistek, a jednocześnie jedną z najbardziej ekscentrycznych kobiet na świecie. Imię Björk po islandzku oznacza "brzozę". Artystka - autorka tekstów, kompozytorka, aktorka, producent muzyczny, posiadaczka niezwykle oryginalnego, przeszywającego głosu - na stałe mieszka obecnie w Nowym Jorku. Historia jej burzliwej kariery, od debiutu w latach 70-tych, poprzez występy z The Sugarcubes i działalność solową, mogłaby być kanwą niejednej, opasłej powieści. Płyta Medulla ("sedno", "istota rzeczy") jest mocno wyciszona, nagrana przy minimalnym użyciu instrumentów (głównie delikatne i pulsujące bity oraz elektroniczne sample), najbardziej chyba introwertyczna w jej dyskografii. Zaskakuje głębią brzmień i przejmującą atmosferą duchem z Islandii. Björk zbliżyła się na niej do estetyki współczesnej muzyki klasycznej i awangardowej. Brak tu wyraźnych melodii, prostych harmonii, rytmu, który zastępuje głośny, miarowy oddech. Wokalistka używa swojego głosu niczym wszechstronnego instrumentu, pokazując, że za jego pomocą można wyczarować każde niemal brzmienie, równie zachwycające, jak dajmy na to partie smyczków. Utwory z Medulli oparte są na wielogłosowych harmoniach, tworzących zbiór tajemniczych, niepokojących dźwięków. W nagraniach udział wzięły dwa chóry: The Icelandic Choir i The London Choir oraz japoński mistrz śpiewu a'capella - Dokaka. Kompozycje przypominają zaaranżowane na nowo utwory średniowieczne. W Vökuró głos Bjork przynosi prawdziwe ukojenie, brzmiąc szczególnie pięknie na tle islandzkiego chóru.
"Jest takie miejsce w sercu wyspy, w którym kończy się droga. Wcześniej wyboista i kręta, na szczycie wzgórza każe się zatrzymać i patrzeć. Przed nami głęboka dolina. Na horyzoncie majestatyczny, błękitno-biały lodowiec. Kraina surowa, ale czysta i pociągająca." Dźwiękową ilustracją dla oglądania takich widoków - szerokich, islandzkich przestrzeni, wygasłych wulkanów i kolorowych, górskich zboczy - była barokowa Sonata wiolinowa J.S.Bacha, wykonana kameralnie przez brazylijskiego skrzypka Luisa Otavio Santosa oraz klawesynistę Pietera-Jana Beldera.
Obrazom z trasy rowerowej wokół wyspy (Ring Road) towarzyszyła muzyka najbardziej islandzkiego z islandzkich, współczesnych zespołów - Sigur Rós. Chyba nie ma na świecie drugiego wykonawcy, którego muzyka tak mocno współgrałaby z nastrojem i duchem rodzinnych stron - ilustrowała ich krajobraz, ubierała atmosferę w dźwięki. Członkowie Sigur Rósmieszkają na wyspie, nagrywają utwory po islandzku, co kilka lat wyruszając z nimi w światowe tournée. Formacja tworzy muzykę całkowicie odpowiednią do miejsca jej powstawania: minimalistyczną i eteryczną, a jednocześnie majestatyczną i surową, daleką od stylistycznych mód i trendów. Młodzi Islandczycy przy pomocy rockowych instrumentów ubarwionych elektronicznymi przestrzeniami, filmowym brzmieniem orkiestry i sekcją smyczkową, tworzą swoiste, muzyczne arcydzieła. Grupa powstała w styczniu 1994 roku, w Reykjaviku. Swoją nazwę zawdzięczają imieniu Sigurrós (Róża Zwycięstwa), młodszej siostry lidera zespołu Jónsi Birgissona, która urodziła się w czasie powoływania "bandu" do życia. Czyż to nie romantyczne i pełne symboliki? Ich niezwykle osobista i intymna muzyka pełna jest głębokich emocji i szczerego przekazu. Zespół rozpoznawany jest dzięki charakterystycznemu falsetowi Jónsiego - wokalisty o prawdziwie smutnym, ale i pięknym głosie.
Hvarf-Heim(2007), to wydawnictwo dwupłytowe, złożone z dwóch krótkich ep'ek (studyjnej i koncertowej), dołączone do filmu dvd Heima(Ojczyzna). To forma kroniki, ukazującej zespół koncertujący w różnych, nietypowych miejscach na Islandii - w ciemnej jaskini, na rozległej łące lub w przetwórni ryb. Muzyczny objazd po najciekawszych miejscach Islandii połączony został z występem w obozie protestujących przeciwko budowie zalewu i elektrowni wodnej na dziewiczych terenach "islandzkiej pustyni" Karahnjukar, w pobliżu Wschodnich Fiordów. Hvarf (Zniknięcie, Przystań), to pięć elektronicznych utworów z niepublikowanych wcześniej nagrań grupy. Z tej płytki usłyszeliśmy dwa nastrojowe, ezoteryczne kawałki: Salka i Von (Nadzieja) - mgliste, delikatne i lepkie niczym pajęczyna.Utwory o nieprzeciętnych aranżacjach (gra na gitarze przy pomocy smyczka od wiolonczeli) i nietypowych formach. Jonsi śpiewa w nich całą mocą swego głosu, o nadzwyczajnej, uspokajająco-niepokojącej barwie. Śpiewane są one w rodzinnym języku, co czyni je jeszcze bardziej autentyczne i naturalne. Drugi krążek - Heim (Dom), składa się z 6 piosenek w wersjach akustycznych, nagranych "na żywo", w trakcie kręcenia filmu. Utwory zagrane są tu w stonowanych, delikatnych wersjach, bez zbędnych dodatków - czyste, lunatyczne dźwięki. Obserwując faunę Zachodnich Fiordów na klifie Latrabjarg – najdalej na zachód wysuniętej części Islandii - wysłuchaliśmy "żywej" wersji utworu Vaka. Między dźwiękami moźna usłyszeć tu śpiew ptaków, krople deszczu uderzajace o intrumenty i kroki chowających się przed deszczem muzyków. Muzyka i obraz idealnie się tu dopełniły. Stale powracał widok ciągnącej się po horyzont drogi. Islandia to jednak bardzo dziwny kraj. Mała wyspa gdzieś na północnym Atlantyku. Trochę ponad dwieście tysięcy mieszkańców. Tak naprawdę jedno, większe miasto. A mimo tego, była w stanie dać światu niezwykłych Björk i Sigur Rós. Niezwykłych i "dziwnych", jak sama Islandia.
Kolejne zdjęcia pochodziły z kilkudniowego, górskiego trekkingu na trasie Landmannalaugar-Porsmork. Metafizyczny nastrój podkreślała tu średniowieczna pieśń O Salutaris Hostia, ze znakomitego albumu Officium (1994). Projekt ten, to muzyczne spotkanie angielskiego, męskiego kwartetu wokalnego The Hilliard Ensemble, specjalizującego się w dawnych chorałach gregoriańskich i norweskiego saksofonisty polskiego pochodzenia Jana Garbarka. Garbarek to jeden z najważniejszych, współczesnych muzyków jazzowych na świecie. Jego muzyka jest źródłowym przykładem brzmienia wytwórni ECM Records, jak również skandynawskiej sceny jazzowej. Jego nastrojowe, melodyjne kompozycje, skoncentrowane na barwie i fakturze, pozbawione są egzaltacji (przez co niektórzy uważają je za "zimne"), ale mimo tego nasycone wewnętrznym, intensywnym uczuciem. Officium, to niepowtarzalne opracowania kilkusetletnich pieśni liturgicznych i sakralnych. Album nagrany został w klasztorze w austriackich Alpach, co nadało mu szczególnej barwy i naturalnej akustyki. Śpiew chóru oraz przejmujące tony saksofonu - który jest niczym piąty głos - działają hipnotyzująco, wspaniale współgrając z chłodną i surową akustyką opactwa. Utwór O salutaris hostia napisał Pierre de la Rue, XV-to wieczny kompozytor franko-flamandzki, tworzący utwory religijne w stylu czterogłosowej tzw. polifonii niderlandzkiej. Na płycie spotkały się dwa muzyczne światy oddalone o kilka stuleci - wzniosłe, średniowieczne, pełne religijnej ekstazy chorały, śpiewane a'cappella motety, oraz XX-wieczne, swobodne, jazzowe improwizacje. Pomiędzy nimi stworzyła się oryginalna muzyczna harmonia. Officium okazało się wybitnym, muzycznym wydarzeniem, trafiającym zarówno do słuchaczy jazzu, jak i muzyki klasycznej.
Ostatnim aktem pokazu była relacja z północno-zachodniej części wyspy - niezamieszkałego półwyspu Hornstrandir. Samotny, trzytygodniowy przemarsz przez półwysep, umożliwił spotkanie z nieskazitelną, dziką przyrodą oraz podpatrywanie i fotografowanie ptaków w dolinie Horn. Oglądając przyrodę mogliśmy wsłuchać się w nasycony głębokimi emocjami, szamański śpiew Meredith Monk - światowej sławy artystki, łączącej wokalną ekspresję z elementami muzyki, teatru i tańca. Mieszkająca w Nowym Jorku Monk, jest cenioną, awangardową kompozytorką, wokalistką, choreografką i reżyserką, od lat 60-tych tworzącą interdyscyplinarne dzieła, filmy i instalacje. Nie przypadkiem określa się ją jako pionierkę multimedialnych spektakli i performance'ów. Jej występy są niezwykłymi wydarzeniami, w których czaruje publiczność "śpiewając ciałem i tańcząc głosem". Drobna i szczupła, z cienkimi warkoczykami, nieustająco dziewczęca, choć ma za sobą już ponad czterdzieści lat nagrań i występów. Jej śpiew, to pokaz wrażliwości, intymności i nieuchwytnej subtelności. Film Bookof Days(1996), to historia żyjącej w średniowieczu Evy, córki wędrownych żydowskich muzyków. Widzi ona obrazy z przyszłości, a zrozumienie znajduje jedynie u nawiedzonej, ulicznej żebraczki, granej przez samą Monk. W utworach ze scieżki dźwiękowej Book of Days - Madwoman's vision i Cave song, Meredith operuje niezwykle silnym głosem, traktując go niczym instrument, osiągając w grze na nim prawdziwą perfekcję. To mieszanka wielu dźwięków: zawodzenia, stęków, płaczu i śmiechu, orgiastycznych westchnień i drżącej ciszy, będących wyrazem samotności, radości, bólu, czy też zwątpienia. W jej wokalizach słowa są dźwiękami wyrażającymi różne emocje - raczej brzmią, niż cokolwiek znaczą. Akompaniując sobie na fortepianie w monotonnym rytmie, wprowadza słuchacza w trans. Artystka z niebywałą ekspresją wiedzie nas w świat tłumionych emocji, porywających energii i pierwotnych, szamańskich rytuałów.
Björk, Sigur Rós, Jan Garbarek i Hilliard Ensemble, Meredith Monk... Ten zestaw artystów wspaniale współgrał z surowymi, rozległymi krajobrazami Islandii - pięknej, samotnej wyspy. To także - nie pierwszy już raz - pokaz niezwykłej, muzycznej wrażliwości Piotrka Strzeżysza - podróżnika i fotografa, autora zdjęć i opracowania dźwiękowej ilustracji pokazu.
Jarema, 04.04.2009
Playlista
1. Björk - Vökuró (Medulla, 2004)
2. Luis Otavio Santos - Sonata wiolinowa w C-moll; Siciliano, Largo - J.S.Bach (Bach: Violin Sonatas, BWV 1017-1019)
3. Sigur Rós – Salka (Hvarf-Heim, 2007)
4. Jan Garbarek, The Hilliard Ensemble - O Salutaris Hostia (Officium, 1994)
5. Sigur Rós – Von (Hvarf, 2007)
6. Sigur Rós – Vaka (Heim, 2007)
7. Meredith Monk – Madwoman's vision (Book of Days, 1996)
8. Meredith Monk – Cave song (Book of Days, 1996)
zdjęcia i opracowanie muzyczne pokazu: Piotr Strzeżysz