sobota, 14 kwietnia 2012

"W naszej podróży chcieliśmy odkryć urodę Gruzji dla siebie. Posmakować kachetyjskiego wina, powędrować pod Kazbek, zadumać się w ciszy osamotnionych klasztorów Dawid Garedża i Wardzii, nacieszyć się górską przestrzenią Swanetii, poczuć wielki świat nadmorskiego Batumi i stołecznego Tbilisi. Nasze spotkanie z Gruzją to konfrontacja mitu z rzeczywistością.  A także konfrontacja z literackimi głosami piewców urody Sakartwelo z jednej, a obrazoburczymi krytykami, z drugiej strony. Jak wypadła ta konfrontacja?" (mw,mj)

Tego właśnie mogliśmy się dowiedzieć na pokazie z gruzińskiej podróży Marzi Wodnickiej, Magdy Jackowskiej i ich przyjaciół Ani, Ali i Sznurka. Jak to zwykle bywa w Jaremie, pokaz był bogato ubarwiony muzyką, w przeważającej mierze wykonywaną przez artystów gruzińskich lub tych, którzy swoje korzenie wywodzą z Gruzji. Nie zabrakło utworów takich gruzińskich legend i znakomitości, jak: Bułat Okudżawa, Gija Kanczeli, czy Kwintet Urmuli. Usłyszeliśmy też zespoły Mgzavrebi i The Shin, męski chór polifoniczny Ensemble Georgika, a nawet urodzoną w Kutaisi, niejaką Ketevan Melua.


 "Gruzja zawróciła nam w głowie. Uderzyła mieszanką upału, górskiej rześkości, oddechem przestrzeni, zapachem traw (bardzo dosłownie!), klaustrofobiczną ciasnotą skalnych jaskiń, alkoholowymi procentami. Zawróciła też nasze myślenie, każąc na każdym kroku podważać utarte schematy i konfrontować się z kwestiami mniej lub bardziej fundamentalnymi…" (mw,mj)

  • Gdzie bije religijne serce Gruzji?

Mscheta nad  brzegiem rzeki Mtkwari (Kury), to siedziba najwyższych władz Kościoła Gruzińskiego. Przez wieki stolica Królestwa Iberii, jednego z dwóch obok Kolchidy wielkich, gruzińskich królestw. Tu w IV wieku, iberyjski król przyjął chrześcijaństwo. Podziwiając widoki z kościoła Dżwari (Św. Krzyża) na łączące się doliny dwóch rzek – Aragwi i Mtkwari, usłyszeliśmy pierwsze dźwięki kompozycji Interlude Giji Kanczelego. To utwór napisany w 1979 roku, specjalnie na potrzeby sztuki teatralnej Rola dla Debiutanta, według powieści gruzińskiego pisarza i dramaturga Tamaza Chiladze, wystawionej w 1980 roku w Tbilisi. Gija Kanczeli, to obecnie 77-letni, kompozytor muzyki współczesnej i awangardowej. Po ukończeniu studiów w tbiliskim Konserwatorium, zaczął pisać muzykę dla filmów i miejscowych teatrów. Od 1971 roku był kierownikiem muzycznym Teatru im. Rustaweli w Tbilisi. W latach 90-tych zamieszkał na stałe w belgijskiej Antwerpii, komponując dla Filharmonii Flamandzkiej. Kanczeli tworzy zarówno popularne piosenki, jak i muzykę kameralną oraz orkiestrowe symfonie. Dla Zachodu odkrył go Manfred Eicher, szef niemieckiej wytwórni ECM Records, który w latach 70-tych zaczął wydawać jego muzykę na płytach. Do dzisiaj wydał ich już kilkanaście. W 2009 roku ukazał się nutowy zbiór kompozycji zatytułowany Simple Music for Piano - 33 Miniatures for Piano, obejmujący muzykę pisaną przez Kanczelego na potrzeby kina i teatru. Większość tematów pochodzi z lat 60-tych i 70-tych, z często już zapomnianych filmów i sztuk. To dosyć proste, muzyczne miniatury, najczęściej spełniające funkcję typowo ilustracyjną. Jedną z takich kompozycji jest temat przewodni do sztuki Rola dla Debiutanta (Main theme from The Role For A Beginner). Wesoła i chwytliwa melodia jest raczej nietypowa dla stylu tego kompozytora.


  • Z czego słynie Kachetia?

Wschodnia Gruzja. Kachetia, to kraina kościołów, zabytków i wina: monastyr Ikalto, w którym podobno nauki pobierał Szota Rustaweli; dawna twierdza Sihnagi, teraz malownicze, turystyczne miasteczko; górująca nad okolicą katedra Alawerdi; piwniczki do przechowywania wina. Podobno szał robią tutejsze "snikersy" Czurczcheli. Czy można znaleźć lepszą ilustrację dla niezapomnianej Pieśni gruzińskiej Bułata Okudżawy? Song ten usłyszeliśmy w interpretacji Witalija Petraniuka, mieszkającego od wielu lat w Krakowie, ukraińskiego aktora i barda, lidera Muzycznego Teatru Zwierciadło.

"Winogrona ziarenko w ciepłej ziemi ułożę, ucałuję owoce potem zerwę dojrzałą już kiść.

I przyjaciół zawołam i na miłość serce otworzę... jeśli nie - po cóż miałbym na wiecznym świecie tym żyć?"

Bułat Okudżawa (1924-1997), to legendarny, rosyjski poeta, pieśniarz, kompozytor ballad, pieśni lirycznych i satyrycznych, prozaik i dramaturg. Był synem Ormianki i Gruzina, jednym z filarów rosyjskiego ruchu poetyckiego lat 60, autorem zbiorów poezji, opowiadań i powieści. Największe uznanie zdobył własną i niepowtarzalną interpretacją swoich wierszy z akompaniamentem gitary. W poezji Okudżawy dominuje zaduma, smutek, refleksja nad ludzkim losem.

Witalij Petraniuk pochodzi z Kijowa, a od 1992 roku mieszka i występuje w Krakowie. W latach 80-tych był współtwórcą kijowskiego Teatru Dzerkało. Komponuje, śpiewa i pisze piosenki, występuje w teleserialach. Do dzisiaj nagrał 9 płyt – dwie z pieśniami Okudżawy, dwie z własnymi utworami oraz pięć z muzyką ukraińską i klezmerską, z zespołem Zwierciadła. Pieśni Bułata Okudżawy (2000) to pierwszy solowy album Petraniuka, który gra tu na gitarze akustycznej oraz śpiewa wiersze w języku rosyjskim. Na płycie gra również kilku muzyków, w tym m.in: Mykoła Myronenko na klarnecie i saksofonie, tworząc nowocześnie zinstrumentalizowane aranżacje, tak nietypowe dla bardowskiej poezji Okudżawy.

  • "Ile chinkali da się zjeść na obiad?"

O tym przekonać się można wędrując po Kachetii pod opieką gościnnych Gruzinów. Wycieczka po krainie wina; zajadanie się arbuzami; wizyta w miejscowej fabryce wina i w "domowej wytwórni" siostry gospodarza; stół i wino, lokalne jedzenie - supra-chinkali i zupa lobio; oraz tradycyjna muzyka gruzińska w wykonaniu grupy Mgzavrebi. Zespół założony został w 2006 roku przez gitarzystę i kompozytora Gigi Dedalamaziszwili. Początkowo składał się ledwie z 3 muzyków, a z czasem rozrósł się do 15-osobowej, prawdziwej orkiestry. W 2008 roku wydali swoją debiutancką płytę Me Movigone... (2008), a w 2011 najnowszą Meore Albomi. W ojczyźnie Mzgavrebi cenieni są za swój indywidualny styl przesycony emocjami i improwizacją, wypełniony elementami gruzińskiego folku i muzyki klasycznej. Tradycyjne instrumenty (fanduri, gruziński bęben) łączą z klasycznymi (wiolonczela, fortepian, flet), jazzowymi i rockowymi. No i jak to Gruzini, swoje polifonie wykonują aż na 9 głosów. Słuchaliśmy dwóch kawałków z pierwszej płyty Mgzavrebi: Ubralod, mgzavri var (Jestem po prostu pasażerem) i Cremlebs tuchebze (Łzy na ustach).


Dawid Garedża, to pełen starych fresków kompleks monastyrów z VI wieku, na granicy z Azerbejdżanem. Wokół rozciągają się przestrzenne widoki na dawny, radziecki poligon, obecnie teren sporny między dwoma sąsiadami. A jak intrygująco i twórczo łączyć odmienne tradycje i kultury pokazali: gruzińska grupa The Shin oraz muzycy łotewscy pod kierunkiem Valtsa Pūce, w projekcie Es Arī, opartym na łotewskiej i gruzińskiej muzyce tradycyjnej. W utworze Way to Stairway artyści śpiewają, że "dusza nie potrzebuje schodów do nieba, bo dusza już tam jest".

Etno-jazzowe trio The Shin jest obecnie jednym z najbardziej znanych, gruzińskich bandów. Grupa działa od 1998 roku w Niemczech, gdzie na stałe mieszkają jej założyciele: Zaza Miminoshvili (gitara, panduri), Zurab J. Gagnidze (bas, wokal) i Mamuka Gaganidze (wokal, perkusja). Muzyka The Shin nawiązuje do gruzińskich korzeni, łączy ludowe melodie i śpiew polifoniczny z elementami jazzu i rocka; melodie Bliskiego Wschodu i flamenco z nowoczesnymi brzmieniami Zachodu. Nazwa zespołu, oznaczająca w języku ojczystym muzyków "Drogę do domu", oddaje ich zdaniem charakter tworzonej przez nich muzyki. To wycieczka w przeszłość, do dzieciństwa, wspomnienia smaków, zapachów, obrazów... ojczystej mowy, tradycji i kultury. W rodzinnej Gruzji cieszą się statusem muzycznych gwiazd. Na koncie mają siedem wydanych płyt (m.in. świetna EgAri (2006), muzykę do spektakli Teatru Narodowego w Tbilisi, gruzińskich filmów, radia i telewizji. W Polsce zagrali dwa razy: w Sali Kongresowej w ramach festiwalu Jazz Jamboree 2010 oraz na Etno Jazz Festival 2008 we Wrocławiu.

Muzyk i kompozytor Valts Pūce (pol. Sowa) znany jest na Łotwie z łączenia łotewskiego folku, muzyki klasycznej i rockowej. Jego filozoficzno-poetyckie kompozycje opierają się na stylistycznych niuansach i zgłębianiu tradycyjnej kultury łotewskiej. Komponuje musicale, pieśni chóralne, muzykę do filmu i teatru. Na co dzień jest liderem Pūces Etnogrāfiskais Orķestris (Etnograficzna Orkiestra Sowy), poruszającej się w stylistyce folk-rocka. Artyści z Orkiestry Sowy są bardzo dobrze znani i cenieni na Łotwie. Zane Šmite - mistrzyni łotewskiego śpiewu tradycyjnego, znana z udziału w wielu projektach etnograficznych i folkowych - przez wiele lat była wokalistką najpopularniejszej na Łotwie, folk-rockowej grupy Iļģi. Normunds Šnē, światowej sławy oboista, jest dyrektorem orkiestry kameralnej Sinfonietta Ryga. Skrzypek Raimonds Ozols jest członkiem łotewskiej Narodowej Orkiestry Symfonicznej, autorem i wykonawcą solowych projektów crossover. Valdis Muktupāvels jest mistrzem tradycyjnych kokli - narodowego instrumentu Łotyszy. Kristīne Kārkle-Puriņa, to wokalistka, znana ze współpracy z wieloma łotewskimi zespołami folkowymi i ludowymi, m.in. Laimas Muzykanti, Skandinieki, Vilkači i Iļģi. Z kolei Valters Pūce to wiolonczelista, grający zarówno muzykę klasyczną, tanga Piazzolli, jak i rocka.

Wiele niezwykłych i ważnych wydarzeń w tym świecie pojawiło się przez przypadek. Wśród nich i to gruzińsko-łotewskie spotkanie. Artyści spotkali się w 2008 roku, podczas łotewskiego Festiwalu Porta, w trakcie którego grali swoje koncerty. To spotkanie doprowadziło do nawiązania niecodziennej współpracy, której efektem jest unikalny album Es Arī (I ja też), łączący elementy łotewskich i gruzińskich melodii i pieśni ludowych, jazz i world music. Są w niej zarówno elementy tradycyjne, nuty klasyczne, jak i całkiem współczesne bity. W utworach wykorzystywane są instrumenty tradycyjne typowe dla obu kultur. Nagrania powstały w lecie 2009 roku, w domu Valts Pūce nad brzegiem Bałtyku. Oprócz Łotyszy i Gruzinów w nagraniach uczestniczył gościnnie Shankar Lal Chaterjee - tablista i śpiewak z Indii. Es Arī to jedność przeciwieństw i harmonia kontrastów, gdzie chłodna Północ staje się gorącym Południem, i na odwrót. Pozornie sprzeczne elementy łączą się tu ze sobą: zamyślenie, spokój i bałtyjski dystans, z kaukaską bezpośredniością i spontanicznością; krystalicznie czyste głosy łotewskich kobiet, z gruzińskim, koronkowym brzmieniem męskiej polifonii; proste konstrukcje północnych rytmów, ze skomplikowanymi polirytmiami Południa.


  • "Czy Gruzini kochają swojego prezydenta i czy czacza ma władzę nad gruzińskimi kierowcami?"

Tym podobne dywagacje towarzyszyły naszym bohaterom w drodze z Tbilisi do miasta Kazbegi (obecnie Stepancminda) przy granicy z Rosją, u podnóża kaukaskiego szczytu Kazbek (5034 m). A to dzięki niezwykle otwartym i gadatliwym, gruzińskim kierowcom (i ich czaczy?), w trakcie nocnej jazdy busem-taksówką, z ogromnymi tablicami nagrobnymi w zastępstwie dodatkowych pasażerów (sic!). Dość, że KGB Song, to nader trafnie do konkluzji rozważań kierowców, dobrany tytuł kolejnego utworu łotewsko-gruzińskiego projektu Es Arī. Chociaż faktycznie, piosenka ta jest chyba o... miłości (w tłumaczeniu dowolnym).

"Moje oko sokoła bacznie Cię obserwuje. Znam każdy Twój ruch, wiem wszystko o Tobie i myślę, że cię znam. Ale twoje serce jest przede mną ukryte i nie wiem, co myślisz o mnie."


  • "Czy można przejść przez lodowiec nie zauważywszy go?"

Bazą wypadową w Kazbegi była gwarna kwatera u Nazi, w której atmosfera panowała jak w izraelskim kibucu. A to dzięki licznemu gronu młodych turystów z tego właśnie kraju. Ze stoków Kazbeku spływają liczne, rozległe lodowce - po stronie gruzińskiej jest to lodowiec Gergeti. Wędrówka we mgle do jego podstaw, obfitowała w budzące emocje wydarzenia, jak np. spotkanie niewielkiego niedźwiadka, znalezienie porzuconej pary starych, górskich butów, w końcu sam, niezauważony jęzor lodowca. Wędrówce tej towarzyszyła tradycyjna muzyka gruzińska w wykonaniu sławnego Kwintetu Urmuli. Powstali w 1991 roku w Tbilisi. W swoim repertuarze mają zarówno muzykę instrumentalną, jak i pieśni polifoniczne, pochodzące niekiedy jeszcze z czasów średniowiecza. Gruzińskie pieśni i melodie ludowe aranżowane są przez muzyków w sposób tradycyjny - zarówno pieśni wielogłosowe, jak i utwory wykonywane na oryginalnie brzmiących instrumentach, takich jak: salamuri, panduri, duduki, czonguri, czuniri i cziboni. Kwintet Urmuli wydał dotychczas 6 płyt, pod zbiorczą nazwą Gruzińska Muzyka Wieków, koncertował w wielu krajach na całym świecie. W Polsce zespół występował w Warszawie na Festiwalu Nowa Tradycja 2009, gdzie byli jedną z gwiazd, a także w Poznaniu, w 2009 i 2010 roku. Mzchemsis Pikrebi to kompozycja na tradycyjny flet gruziński salamuri, z akompaniamentem pozostałych instrumentów.

Z Kazbegi kolejna wędrówka - tym razem wąwozem Truso - przez opuszczone, zniszczone wioski, w pobliże granicy z Osetią Północną (Ałanią). Piękne, górskie widoki południowych stoków Kaukazu podkreślał Satrpialo (Love song) - kolejny, instrumentalny kawałek Kwintetu Urmuli z ich pierwszej w serii płyty Georgische Musik der Jahrhunderte Vol.I z 1997 roku. Artyści są prawdziwymi mistrzami improwizacji oraz nauczycielami śpiewu i gry na instrumentach tradycyjnych. Około 30 instrumentów na których grają, pochodzi ze wszystkich zakątków Gruzji. Jeden z najstarszych instrumentów gruzińskich, drewniany flet salamuri, pochodzi z wschodniej Gruzji. Panduri jest najbardziej popularnym tu instrumentem lutniowym. Ma trzy nylonowe struny, drewniane progi i charakterystyczny, miękki dźwięk. Na panduri gra się zazwyczaj taneczne melodie, wesołe i radosne pieśni. Czuniri to instrument służący przeważnie do akompaniamentu lub grania smutnych melodii. Strunowe czonguri ma kształt gruszki z długą szyją. Nie ma progów i dlatego można na nim uzyskać efekt płynnego przejścia od jednego dźwięku do drugiego. Duduki, to instrument z ponad 1500-letnią tradycją, odpowiednik ormiańskiego duduka. Niewielka fujarka wykonana z drewna morelowego, z ustnikiem z trzciny. Dźwięk duduki jest ciepły, miękki i ma nieco nosowy tembr. Jego delikatny i smutny dźwięk jest odbierany przez Gruzinów w sposób bardzo intymny. Na duduki gra się przeważnie w duecie, gdzie jeden z muzyków wygrywa melodię, zaś drugi gra spokojne i monotonne tło.

Kolej na gruzińską stolicę. Tbilisi swoją stołeczność zawdzięcza ciepłym źródłom, przy których powstawały liczne łaźnie. Panoramę starej części miasta tworzą obok siebie: twierdza, kościół ormiański, katolicki, cerkiew gruzińska, synagoga, meczet i łaźnie. Jest też blichtr nowoczesnej stolicy - wielka cerkiew z pomnikiem Wachtanga Gorgasalego, nowa katedra Św. Trójcy, nowoczesne obiekty - parlament, albo most na rzece Kura, czemuś nazywany "Always". Oglądając te obrazki słuchaliśmy jakże wymownej Pieśni o Tbilisi (Песня о Тбилиси/Simgera Tbilisze): "Radziłsja ja w Tbilisi, zdzieś maja ziemlia. Zdzieś garit swiecioj maja prawasławnaja dusza..." Ta popularna piosenka śpiewana przez Gruzinów w dziesiątkach wersji, zabrzmiała tym razem po rosyjsku, w kiczowato-weselnej aranżacji disco-pop. Swoista stylistyka, tak popularna w krajach byłego CCCP, swobodnie łączy rytmy zapożyczone z naszego disco polo, z charakterystycznym, drapieżnym i szorstkim wokalem a'la Włodzimierz Wysocki.   

  • "Ile „żyć” trzeba mieć, żeby przejść przez tbiliską ulicę?"

Przejście przez ulicę "jak w grze komputerowej" (tam ma się wiele żyć...), zamaskowane straganami przejście podziemne, wyburzane stare kamienice, zastępowane nowymi - oto prawdziwe, żywe Tbilisi. Wycieczka po starej części miasta pokazała nam nostalgiczne oblicze miasta - smutne odczucia, duch czegoś znikającego. Taki nastrój pogłębiła dodatkowo jazzowa ballada Shy Boy, w wykonaniu Katie Melua.

Urodziła się w gruzińskim Kutaisi jako Ketevan Melua. Mieszkała z rodzicami w Batumi, aż w 1993 cała rodzina wyemigrowała do irlandzkiego Belfastu. Po kilku latach przenieśli się do Londynu. Pierwsze piosenki zaczęła pisać jeszcze jako nastolatka, a mając 15 lat wygrała w angielskiej telewizji konkurs piosenki. Melua została odkryta przez kompozytora i producenta Mike'a Batta, który poszukiwał artysty śpiewającego "jazz i blues w ciekawy sposób". Jej pierwszy album ukazał się w 2003 i wszedł na pierwsze miejsca brytyjskich list przebojów. Drugi, Piece by Piece z 2005 roku, potwierdził status Katie jako najlepiej sprzedającej się brytyjskiej wokalistki. Do dzisiaj nagrała 5 płyt studyjnych, w tym najnowszą Secret Symphony (2012), z udziałem orkiestry symfonicznej. Melua obraca się w kręgu akustycznego, nastrojowego folk-popu. Posiada niezwykłą umiejętność łączenia różnych typów muzyki w jedną, zgrabną całość. Czerpie ze swojego ojczystego folkloru i łączy go z europejską muzyką pop. Katie jest uroczą dziewczyną i raczy nas swoim zmysłowym, melodyjnym głosem, obok którego nie można przejść obojętnie. Z jej piosenek bije szczerość i autentyczna melancholia. Płyta Piece by Piece to album niezwykle nastrojowy, wypełniony ciepłym i delikatnym głosem. Dwanaście utworów, zawieszonych jest pomiędzy bluesem, delikatnym jazzem i folkiem, a wśród nich między innymi niezapomniany przebój Nine Million Bicycles. Spokojne, melancholijne piosenki śpiewane są zarówno z towarzyszeniem gitary i fortepianu, jak i przy delikatnym akompaniamencie zespołu. Kojący głos Katie i jej nastrojowa muzyka są idealnym panaceum na skołatane myśli dnia codziennego.


  • "Czy Gruzini złapali bakcyla kapitalizmu" i czy udaje się podryw "na lemoniadę"?

Region Meschetia, miasteczko Achalciche. Życie toczy się tu leniwie, dostojnością wyróżniają się tylko budynki państwowe i policyjne. Miejscowa knajpa z tubylcami w sobotnie popołudnie i próba podrywu "na lemoniadę". I jeszcze jedno zadziwienie – w okolicy Wardzi kwatera z meblami "a la wczesny Putin", u miejscowego przedsiębiorczego Gruzina. Jak mawiają starzy Rosjanie: "Biez poł litra nie rozbieriosz!" Stąd zapewne Gruzinski samogon (czyli popularna Czaczia), bliżej nieokreślonego artysty, weselno-dancingowy przyczynek do ognistych, gruzińskich toastów. Mocne jak sama czaczia i niewątpliwie pouczające.

Skalne miasto Wardzia (oraz pobliski, mniejszy Wanis Kwabebi) w głębokim kanionie rzeki Mtkvari, to największa atrakcja turystyczna Mescheti. Kompleks wykutych w skale komnat, korytarzy, schodów, kościołów, a nawet skalny klasztor, przez lata był jednym z głównych ośrodków religijnych w Gruzji. Oglądając tzw. "skalny plaster miodu" słuchaliśmy raz jeszcze Kwintetu Urmuli, tym razem w utworze Aslanuri Mrawalzhamieri (Holiday song).

  • "Gdzie można najlepiej wypocząć w cieniu terminalu?"

Czyli czas na prawdziwe, gruzińskie wakacje. Najpierw gruzińskie "spa", czyli betonowy basen przy gorących źródłach w okolicach Wardzi, a potem już Adżaria i okolice sławnego Batumi. Czarnomorska plaża przy tureckim przejściu granicznym w Sarpi i wypoczynek w pobliżu granicznego terminalu... Prawdziwe Acapulco, jak śpiewała niegdyś w swoim niezapomnianym przeboju italo-disco grupa Ricchi e Poveri. Radosna pioseneczka o gorących plażach Meksyku, to był prawdziwy szlagier wszystkich dyskotek początku lat 80-tych, do dzisiaj obowiązkowy punkt programu "tradycyjnych", polskich wesel i dancingów. Ricchi e Poveri (Bogaci i Biedni) byli jednym z najpopularniejszych, włoskich zespołów disco-pop. Powstali w 1967 roku w Genui. Na początku lat 80-tych zdobyli popularność, sprzedając ponad 20 milionów płyt i wygrywając "szałowy" festiwal piosenki włoskiej w Sanremo. Angela, Franco i Angelo wylansowali dziesiątki popularnych w tamtym czasie przebojów, m.in: Che Sara, Mamma Maria, Sarà perche ti Amo, Ciao Italy ciao amore, Voulez vous danser, Made in Italy (O Cherie, Cherie!) czy właśnie Acapulco - hit lata 1983 roku, z płyty Voulez vous danser (Zatańczysz...?) A był ktoś, kto wtedy nie chciał zatańczyć? Grali ich po prostu wszędzie.


  • "Czy Batumi nadal jest królestwem gruzińskiej herbaty?"

"Batumi, ech Batumi, herbaciane pola Batumi..." - to z tą piosenką Filipinek kojarzy się to pełne kontrastów miasto. Z jednej strony postsowieckie, biedne oblicze, szczególnie smutne w deszczu, z drugiej - nadmorska promenada uderzająca przepychem i bogactwem, szczególnie nocą. Piękna, czarnomorska roślinność do zobaczenia w ogrodzie botanicznym, a gruzińska herbata - jako produkt na wyginięciu - widoczna w ogrodzie i na okolicznych zboczach. I raz jeszcze zespół Mgzavrebi, w utworze tytułowym z płyty Me Movigone... (2008).


Udajemy się do górskiej Swanetii.


  • "Jaka grupa zawodowa - choć ubrana w szorty - cieszy się społecznym uznaniem?"

Szybki przelot na północ, samolotem dowodzonym przez pilotów w szortach, do kaukaskiej Swanetii. Na początek krótka wizyta w rozkopanej stolicy regionu - Mestii. A tam aż prosiło się zanucić razem z Golec uOrkiestra: "Tu na razie jest ściernisko, ale będzie San Francisko, a tam gdzie to kretowisko, będzie stał mój bank." Ściernisco to jeden z największych przebojów braci Golec, absolutny hit "nowego, polskiego kapitalizmu". Golec uOrkiestra została założona przez Pawła (puzon, tuba, śpiew) i Łukasza (trąbka, śpiew) Golców w Milówce, w Beskidzie Żywieckim. Ich znak firmowy to pełne energii i humoru połączenie muzyki góralskiej z jazzem, rockiem i popem - przebojowe kompozycje, świetnie zgrana sekcja dęta i góralski temperament. Elementy folkloru mieszają się ze stylistyką miejskich ballad, rock'n'rollem, jazzowym big bandem, energetycznym ska, a często również kabaretem. Zespół zawojował rodzimą scenę w roku 1999, płytą Golec uOrkiestra 1, z której wylansowali takie przeboje jak Lornetka, czy Crazy is my live. W 2000 roku potwierdzili swój megasukces płytą Golec uOrkiestra 2. Sztandarowe, symboliczne Ściernisco, zostało okrzyknięte hymnem pokolenia nowej, odradzającej się po 1989 roku Polski. Żartobliwy, pełen optymizmu tekst, cytował nawet George W. Bush, w swoim oficjalnym przemówieniu podczas wizyty w Warszawie. Inne hity z tego albumu to: żartobliwe Słodycze, Pieniądze to nie wszystko, czy żywiołowy Szarpany. Niesamowite - minęła już ponad dekada, jak te przeboje hulały po całym kraju.

  •  "Czy kultura i tradycja Swanetii mają szanse przetrwać?"

Swanetię zamieszkuje grupa etniczna Swanów. Posługują się swanuri, jednym z dialektów języka gruzińskiego. Zarówno język, jak i obyczaje wyraźnie różnią ich od Gruzinów z innych regionów. Oryginalna kultura Swanów powstawała na skutek wielowiekowej izolacji mieszkańców regionu od reszty Gruzji. Docieramy do Uszguli, trudno dostępnej wioski w śródgórskiej dolinie na wysokości 2200 m, znana jest z oryginalnych, zabytkowych baszt mieszkalno-obronnych. W podkładzie instrumentalna kompozycja Samschoblo, to jeszcze jeden utwór Kwintetu Urmuli, zagrany na tradycyjnym gruzińskim salamuri.

Uszguli położona jest u stóp najwyższej góry Gruzji Szchary (5068 m). W okolicach Uszguli nasi wędrowcy podjęli kolejną próbę dotarcia do górskiego lodowca. A my słuchaliśmy jeszcze jednej, tradycyjnej pieśni polifonicznej, śpiewanej tym razem przez męski chór Ensemble Georgika. Gruzini szczycą się swoją tradycją męskiego śpiewu wielogłosowego. Polifonie stanowią istotę ich muzyki, w której harmonia jest dużo ważniejsza niż melodia. Każdy region, od wysokich Gór Kaukazu, po brzegi Morza Czarnego, posiada swój własny, oryginalny styl. Tradycja śpiewu wielogłosowego utrzymywana jest przede wszystkim przez mieszkańców wsi, gdzie spełnia on wiele ważnych funkcji w życiu lokalnych społeczności. W gruzińskiej tradycji bogato zastawiony stół, wokół którego zbierają się przyjaciele i goście, jest tak jak i w przeszłości, miejscem, gdzie tradycyjny śpiew na głosy kwitnie w najlepszym, bo żywym wydaniu.

Zespół Georgika powstał w 1989 roku w Tbilisi, jako pierwsza grupa po 70 latach władzy radzieckiej, działająca bez państwowego patronatu, państwowych funduszy i wsparcia. Zaczynali jako 13 osobowy chór pod dyrekcją Davita Szanidze, wykonujący pieśni pracy, biesiadne i obrzędowe, ale też gruzińskie śpiewy liturgiczne. Później dołączyli do nich trzej muzycy, grający na tradycyjnych instrumentach gruzińskich: salamuri, panduri i czonguri. Na wydawanych przez siebie płytach Ensemble Georgika zabiera słuchaczy w muzyczną podróż przez ogromnie zróżnicowane, gruzińskie krajobrazy, rozciągające się pomiędzy Kaukazem i Morzem Czarnym. Na płycie Ensemble Georgika - Vol. III (1996) 22 utwory pokazują muzyczną różnorodność i oryginalność 10 regionów historyczno-etnograficznych Gruzji, ich bogatą kulturę i burzliwą, pełną nieustannych tragedii historię. Szaratin aszua, to tradycyjna, abchaska pieśń i taniec, wywodzące się z wysokogórskich regionów Kaukazu. Śpiewacy ustawiają się w kręgu, który w trakcie śpiewu zaczyna się obracać. Rytualny charakter tańca ma również swoje odzwierciedlenie w mitologicznym tekście:

"Wszystkie strumienie są suche, / pozostały bez nawet kropli wody. / Olcha, po której pnie się winorośl, / też nie daje wina."


Okazuje się, że spokojne na pozór życie Uszguli zdominowane jest przez "świńskie gangi". Nie da się ich nie zauważyć, a nawet przejść obok spokojnie - prawdziwa mafia. Całą tą mafijną menażerię oglądaliśmy przy dźwiękach Tematu Miłosnego, kultowej już kompozycji z Ojca chrzestnego (1972) Francisa Forda Coppoli. Nino Rota (1911-1979), włoski kompozytor pochodzący z Mediolanu, był jednym z najbardziej cenionych i rozpoznawalnych twórców muzyki filmowej. Zilustrował muzycznie ponad 150, często wybitnych obrazów. Współpracował przede wszystkim z Federico Fellinim - tworząc wyrazistą i wyrafinowaną muzykę do jego największych filmów - a także z innymi, znakomitymi reżyserami włoskimi: Luchino Viscontim, Franco Zeffirellim, czy właśnie Coppolą. Pisał muzykę do teatru, symfonie, opery, muzykę kameralną i chóralną. Nino Rota obdarzony był subtelną wyobraźnią i niezwykłą inwencją melodyczną. W swoich kompozycjach sięgał często do muzyki dawnej (baroku) i klasycznej (Wagner). Najbardziej znaną kompozycją Nino Roty pozostanie charakterystyczny motyw z dwóch pierwszych części Ojca chrzestnego. W wersji oryginalnej z 1972 roku, ścieżkę dźwiękową do I części filmu nagrali czescy filharmonicy z City of Prague Philharmonic Orchestra.

Okolice Uszguli to prawdziwa, wiejska sielanka. Nie licząc "świńskiego gangu", bez przeszkód można obserwować życie miejscowych rolników, pasterzy, wypasające się swobodnie konie. W ten sielankowy klimat wprowadziła nas gruzińska piosenka Pataro Qalo - modny przebój wylansowany przez Grupę Mirage (Jgufi Miraji). Shotiko i Dundua, czyli dwóch panów z Tbilisi, Shota i Paata Dunduebi, podbijają serca młodych Gruzinek łzawymi, romantycznymi balladami, silnie zabarwionymi tradycyjnymi, gruzińskimi melodiami. Jak widać przystojni Gruzini zawrócili w głowach także i naszym koleżankom. Ale w końcu nie ma się czemu dziwić, skoro miało być Gruzjawisko? Prawdziwie zjawiskowy zawrót głowy. No i tak to wszystko w końcu się wydało. 


"Od mieszanki świeżego powietrza, widoków, smaków i zdziwień wciąż kręci nam się w głowie… I wciąż nie potrafimy odpowiedzieć sobie na pytanie: jaka właściwie jest ta Gruzja?" (mw,mj)


* fragmenty relacji, zdjecia i opracowanie muzyczne pokazu: Marzi i Magda


Playlista:

1. Giya Kancheli - Interlude (Main theme from The Role For A Beginner, 1979)

2. Witalij Petraniuk - Gruzińska pieśń (Pieśni Bułata Okudżawy, 2000)

3. Mgzavrebi - Ubralod, Mgzavri Var (Me Movigone..., 2008)

4. Mgzavrebi - Cremlebs tuchebze (Me Movigone..., 2008)

5. The Shin & Valts Pūce - Way to Stairway (Es Arī / Me too, 2009)

6. The Shin & Valts Pūce - KGB Song (Es Arī / Me too, 2009)

7. Quintett Urmuli - Mzchemsis Pikrebi (Georgische Musik der Jahrhunderte Vol.I, 1997)

8. Quintett Urmuli - Satrpialo (Georgische Musik der Jahrhunderte Vol.I, 1997)

9. Simgera Tbilisze (Песня о Тбилиси)

10. Katie Melua - Shy Boy (Piece by Piece, 2005)

11. Gruzinsky samagon

12. Quintett Urmuli - Aslanuri Mrawalzhamieri (Georgische Musik der Jahrhunderte Vol.I, 1997)

13. Ricchi e Poveri - Acapulco (Voulez vous danser, 1983)

14. Mgzavrebi - Me Movigone... (Me Movigone..., 2008)

15. Golec uOrkiestra - Ściernisco (Golec uOrkiestra 2, 2000)

16. Quintett Urmuli - Samschoblo (Georgische Musik der Jahrhunderte Vol.I, 1997)

17. Ensemble Georgika - Sharatin ashua (Ensemble Georgika Vol. III, 1996)

18. Nino Rota - Love Theme from The Godfather (The Godfather OST, 1972)

19. Jgufi Miraji - Patara Qalo

sobota, 24 marca 2012

To opowieść o najpiękniejszym wybrzeżu Europy, gdzie ciepła woda, olbrzymie fale i majowe słońce miesza się z zapachem atlantyckiego powietrza. Małe, senne wioski i miasteczka położone na klifie. Postrzępione skały, stare zamki, wiatr i szum oceanu." (IJM)


Właśnie takie, romantyczne obrazy mogliśmy zobaczyć na kolejnym pokazie slajdów w Jaremie. Tym razem to pokaz Iwony i Jurka Maronowskich, którzy wraz z córeczkami Zosią i Helenką, wiosną zeszłego roku wybrali się do odległej, nadatlantyckiej Portugalii. I Portugalia ta, w oczach Iwony i Jurka, okazała się krajem dzikich, pustych plaż i małych, prowincjonalnych miasteczek. To Portugalia daleka od stereotypowego spojrzenia "zwykłego turysty", bez popularnych, nadmorskich kurortów, historycznych miast i portów, sławnych zabytków i wszelkich atrakcji Lizbony, Setubal, Coimbry, Bragi czy Porto. Tak, to trochę inna - nie mniej malownicza - twarz nazywanej "krainą łagodnych obyczajów" Portugalii.  

"Maj to w Portugalii okres jeszcze przed początkiem sezonu turystycznego. W wielu miejscach nie ma jeszcze żadnych turystów, plaże są puste, a na uliczkach zabytkowych miasteczek można spotkać jedynie stałych mieszkańców. Każdy hotel czy pensjonat oferuje dla nielicznych gości specjalne ceny. Jednocześnie przyroda jest w największym rozkwicie. Pola, które latem są spieczone słońcem, w maju pokryte są kobiercem kwiatów. Strumienie toczą dużo wody, a ptaki nie ustają w swoich śpiewach. Portugalia to też kraj muzyki. Kraj, który dzięki swoim koloniom stał się miejscem spotkania muzyki z wielu zakątków świata." (IJM)



Poszukiwanie dzikich plaż rozpoczęliśmy w okolicach Lizbony, w Sesimbrze, od wędrówki po klifie przy plaży Meco. Praia do Meco jest cicha i spokojna, idealna dla szukających odrobiny samotności. Stąd już tylko mały krok na przylądek Cabo Espichel, ze starym klasztorem, latarnią morską i klifami. Wokół wzburzone fale Atlantyku, na horyzoncie pierwszy, malowniczy zachód słońca, a w tle piosenka lizbońskiego kwartetu Deolinda. Ten rodzinny zespół, grający tzw. "alternatywne fado", albo jak kto woli "fado z uśmiechem", powstał w 2006 roku z połączenia czwórki muzyków mających doświadczenia w muzyce klasycznej, jazzowej, etnicznej i tradycyjnej. Dwaj gitarzyści klasyczni, bracia Pedro da Silva i Luis José Martins zaprosili do współpracy swoją kuzynkę, wokalistkę Anę Bacalhau oraz jej męża, kontrabasistę José Pedro Leitão. Ana jest prawdziwą duszą zespołu, przykuwającą uwagę swoją postacią, śpiewem i osobowością. Panowie skromnie ograniczają się do muzycznego akompaniamentu.

Deolinda podchodzi do tradycji fado w sposób odmienny, od utartego kanonu. Dla nich ten "portugalski blues", ten "los i przeznaczenie", nie są tak smutne i melancholijne, choć przecież wcale też nie wesołe i radosne. Fado Deolindy bardzo różni się od dekadenckiego, nostalgicznego "saudade" z zadymionych, lizbońskich Domów Fado lub brukowanych uliczek z romantycznych fantazji turystów. Ich piosenki nie są smutne, teksty fatalistyczne, nie grają na portugalskich gitarach fado, a muzycy nie ubierają się na czarno. To fado nie powstaje w portowych zaułkach Alfamy czy Mourarii, ale na równie biednych, jednak całkowicie już współczesnych przedmieściach. Lizbońskie suburbia, osiedla wielkich bloków, to prawdziwy konglomerat pokazujący lokalny koloryt współczesnego, portugalskiego społeczeństwa. Skupiają ludzi z północy i południa kraju, z byłych portugalskich kolonii w Afryce i Ameryce Południowej. W muzyce Deolindy słychać zarówno inspiracje starymi, tradycyjnymi pieśniami fado, ciepłymi nastrojami Wysp Zielonego Przylądka, gorącymi rytmami Brazylii, jak i popularnymi piosenkami portugalskimi z lat 70-tych. To "fado śpiewane z uśmiechem" - jest w nim miejsce na humor, ironię, wesołe i szybkie rytmy. Teksty "nie są oderwane od rzeczywistości i nie smęcą o pięknych młodzieńcach, którzy dali dyla do Brazylii". Prosty śpiew z akompaniamentem dwóch klasycznych gitar i kontrabasu, urozmaicony jest dźwiękami tradycyjnych ukulele, cavaquinho, guitalele, czy viola braguesa. Utwór Se Uma Onda Invertesse A Marcha pochodzi z płyty Dois Selos e Um Carimbo wydanej w 2010 roku. 

Sesimbra, to malownicze, rybackie miasteczko, z krętymi i stromymi uliczkami, portem, starym fortem i górującym nad całością, potężnie ufortyfikowanym zamkiem. W Sesimbrze pierwszy raz usłyszeliśmy At Tambur, portugalski zespół tradycyjnej muzyki ludowej, w utworze Sorrizo. Muzycy At Tambur czerpią inspirację z różnych kultur, a zwłaszcza arabskiej i Afryki Północnej, zawsze jednak podkreślając korzenie i koloryt kultury portugalskiej. Wspólnie grają od 1999 roku, początkowo jako kapela Domu Tańca, odtwarzająca dawne, europejskie tańce ludowe, przy których publika uczyła się podstawowych kroków i układów tanecznych. Kilka lat później stworzyli projekt równoległy, złożony z większej liczby instrumentów i zapraszanych wokalistów, z którym zaczęli występować na scenie. W swojej muzyce łączą bębny, skrzypce, gitarę akustyczną, lirę korbową i akordeon, flety, dudy galicyjskie, celtycki bodhrán, kontrabas i żeńskie głosy (Anabela Fernandes, Margarida Simas, Xana Abreu). Płyta zatytułowana At Tambur (2003) sięga do ludowych korzeni portugalskich, z bogatymi wpływami muzyki dawnej, klasycznej i jazzu. 




Przed nami dzikie plaże regionu Alentejo. Podziwiamy urwiste wybrzeże obok wzgórz Serra da Arrábida, z ukrytymi plażyczkami, przeźroczystą wodą i białym piaskiem. Góry opadają tu stromymi, zalesionymi zboczami wprost do oceanu. Oniryczne dźwięki ilustracyjnego pianina, to dzieło koreańskiego pianisty o pseudonimie Yiruma i jego kompozycji May Be. Yiruma (właściwie Lee Ru-ma), to pochodzący z Seulu kompozytor i pianista, którego albumy sprzedawane są w całej Azji, Stanach i Europie, ale przede wszystkim w internecie. W latach 90-tych studiował w prestiżowych szkołach muzycznych w Londynie, a swoją muzyczną karierę rozpoczął w Japonii. Koreańczycy zachwycili się nim dopiero po tym, jak skomponował tytułową melodię do znanego, koreańskiego serialu. Yiruma wykonuje wciągające swoim spokojem i prostotą kompozycje na fortepian. W 2001 roku wydał swój najpopularniejszy jak dotąd album First Love. Relaksujące, sentymentalne brzmienia fortepianu, uzupełnione kojącymi dźwiękami skrzypiec, wiolonczeli i altówki, są niczym muzyczne wspomnienia pierwszej, młodzieńczej miłości.



W drodze na południe odwiedzamy miasteczka Porto Covo (znane z połowów krabów) i Vila Nova de Milfontes. Wzdłuż głównych uliczek stoją parterowe domki w stylu charakterystycznym dla regionu Alentejo - niskie, pobielane, z niebieskimi bądź żółtymi motywami. Słuchamy melodyjnej piosenki śpiewanej przez dwie niezwykłe, portugalskie wokalistki, niekwestionowane gwiazdy world music i fado. 

Sara Tavares, swoje korzenie wywodzi z Wysp Zielonego Przylądka. Urodziła się już w Lizbonie - gdzie mieszka do dzisiaj - w rodzinie emigrantów, którzy przybyli tu w poszukiwaniu pracy. Od dzieciństwa przejawiała talent muzyczny, jako nastolatka założyła pierwszy w kraju chór gospel. Wygrywała lokalne konkursy wokalne, które dały jej przepustkę na Festiwal Eurowizji i szansę na nagranie pierwszej płyty Mi Ma Bo (1999). Po początkach w stylu gospel i R&B, przeniosła się w rejony muzyki popularnej, by wreszcie odnaleźć się w osobliwym połączeniu klimatów afrykańskich, brazylijskich i portugalskich, tak charakterystycznym dla współczesnej Lizbony. Tavares śpiewa, gra na gitarze i komponuje. Jasne, pogodne piosenki są zmysłowe, intensywne i liryczne, pobrzmiewają w nich pozytywne, funkowe rytmy z Cabo Verde i Afryki. Sara śpiewa zarówno po portugalsku, w kabowerdyjskim kriolo, jak i w lokalnym, ulicznym slangu. Śpiewa głównie o miłości, a w jej tekstach nie brak filozoficznych refleksji o życiu. Jej druga płyta Balancê (2006) przyniosła uznanie i międzynarodową popularność. "Dla mnie Balancé to płyta o równowadze - balansowaniu uczuć, pomiędzy smutkiem a radością, dniem a nocą, solą a słodyczą. Poruszamy się zawsze po cienkiej linie i staramy się utrzymać równowagę. Musimy na niej tańczyć, aby utrzymać się, jeżeli będziemy zbyt sztywni, spadniemy" – opowiada Sara. W piosence De Nua towarzyszy jej Ana Moura - gwiazda młodego pokolenia fado. Ana pochodzi z Santarém, stolicy prowincji Ribatejo, a jej mocny głos o przejmującej barwie, czaruje intymnością i kameralnością. 


Costa Vincentina na zachodnim wybrzeżu, to najpiękniejsze i najdziksze plaże Portugalii. Tu po raz drugi zabrzmiał tradycyjny At Tambur, tym razem w akustycznym, folkowym kawałku Sonho.

Zalesione, wulkaniczne pasmo Serra de Monchique tworzy naturalną granicę pomiędzy równinami Alentejo i kurortami Algarve. Górskie miasteczko Monchique znane jest ze względu na swoje położenie i zabytki: XVI-wieczny kościół Igreja Matriz oraz górujące nad miastem ruiny klasztoru Franciszkanów. Na południe od Monchique, w pełnej zieleni dolinie rozłożyło się urocze uzdrowisko Caldas de Monchique, słynące z gorących źródeł. I raz jeszcze dobiega nas delikatna i ciepła muzyka Sary Tavares. Tym razem to prawdziwy przebój - Lisboa Kuya z płyty Balancé (2006). Sara ujmuje swoim dźwięcznym, dziewczęcym głosem i ekspresją. Jej piosenki pełne są motywów afrykańskich, ciepłego, portugalskiego wokalu i melodyjnych, akustycznych brzmień gitar. Delikatny i ciepły, chwilami kokietujący śpiew, gitary i stonowana perkusja, przeplata łagodne pianinko. Smakowicie łączy tradycyjne rytmy z Cabo Verde (mornę, coladeirę, batuku i fundnę) z reggae, soulem, brazylijską sambą i bossa novą. Sara Tavares występuje na wielu scenach i festiwalach na całym świecie. W zeszłym roku była między innymi gwiazdą naszych, krajowych festiwali: Siesta Festival w Gdańsku i Skrzyżowania Kultur w Warszawie. Jej piosenki pojawiają się na wydawanych przez Marcina Kydryńskiego składankach z serii Siesta. Na najnowszej płycie Anny Marii Jopek Sobremesa (2011), wspólnie zaśpiewały właśnie Lisbona Kuya, czyli tutaj Lizbona, Moja Miłość.


Silves, to jedno z kilku wartych obejrzenia, położonych w głębi lądu miast regionu Algarve. Pod panowaniem Maurów, Silves (dawniej Xelb) było stolicą muzułmańskiej prowincji Al-Gharb. Pozostałością po dawnym mieście są zbudowane z czerwonego piaskowca, ogromne mury Castelo de Silves (najlepiej zachowanej twierdzy Maurów w Portugalii), stara katedra Se postawiona na fundamentach dawnego meczetu oraz ogromna Cisterna da Moura Encantada (Cysterna Zaczarowanej Mauretańskiej Dziewczyny), do dzisiaj dostarczająca do miasta wodę. Silves dużo bardziej przypomina miasteczko gdzieś w północnej Afryce niż w Europie. I chyba nie przez przypadek zabrzmiał tu kawałek Arabesca, ze znanej nam już płyty At Tambur (2003).

Z kolei Senhora Da Azenha to prawdziwy, folkowy przebój znanego u nas kwartetu Dazkarieh [patrz: Portugalia - nie tylko fado]. Zespół pochodzący z Lizbony, łączy muzykę portugalską z rockiem oraz wpływami innych kultur. Używają zarówno tradycyjnych instrumentów portugalskich, jak i skandynawskich, celtyckich czy arabskich. Choć muzycy grają na instrumentach akustycznych, potrafią z nich wyzwolić niesamowitą energię i niemal elektryczny ładunek. Lider i autor muzyki Vasco Ribeiro Casais gra na szwedzkiej nyckelharpie, greckim bouzuki i portugalskich dudach (gaita-de-fole). Rui Rodrigues gra na gitarze i portugalskim ukulele, zwanym tu cavaquinho. Urocza Joana Negrão śpiewa, pisze teksty oraz gra na portugalskich tamburynach - adufe i pandeiro. Perkusista João Campos gra również na darabuce i kubańskim cajón. Dazkarieh jest częstym gościem wielu festiwali, zarówno w Portugalii, jak i poza jej granicami, np. w Warszawie, gdzie zagrali na festiwalu Skrzyżowanie Kultur 2007. W zeszłym roku byli gośćmi największego festiwalu folk-rockowego na Litwie Mėnuo Juodaragis 2011. Do dzisiaj zespół wydał pięć albumów. W roku 2006 ukazała się płyta Incóngita Alquimia. Największy przebój z tej płyty, a jednocześnie najbardziej znany utwór Dazkarieh, to oczywiście  Sinhora d'Azenha:

Nossa Sinhora d'Azenha / A minha mãe / Minha Madrinha                             

(Nasza Sinhora d'Azenha / Matka moja / Matka Chrzestna)


Docieramy na południowe wybrzeże Costa do Algavre, nazywane tu Costa Dourada (Złote Wybrzeże). To całe kilometry złotych plaż z pocztówkowo błękitnym niebem i oceanem. Podziwiamy najbardziej fotogeniczne klify, zatoczki i skalne bramy Algarve, w czasie wiosennego sztormu, wsłuchując się raz jeszcze w tradycyjne brzmienia At Tambur - tym razem w nostalgicznej pieśni Folhinha do Salgueiro.

W nastrój relaksu wprowadziła nas z kolei spokojna muzyka fortepianowa. Moonrise to popularna i wykorzystywana w wielu ścieżkach dźwiękowych (np. jako podkład do audiobooków) kompozycja Briana Crain'a z albumu A Simple Life (1999). W necie bardziej znany jest jednak cover tego utworu zatytułowany Moonlight, a wykonywany przez Koreańczyka Yirumę. Brian Crain, pianista i kompozytor, pochodzi z Hollywood. Wiele z jego kompozycji było wykorzystanych w filmach i reklamach telewizyjnych na całym świecie. Na swoich najnowszych albumach Crain poszedł w kierunku minimalizmu, pisząc duety na fortepian i wiolonczelę oraz fortepian i skrzypce. Wielu muzyków na całym świecie wykonuje kompozycje Crain'a, w tym również Yiruma.

Czas na nocny spacer wąskimi uliczkami Lagos. Znany kurort, położony nad zatoką Baia de Lagos, przyciąga turystów sławnymi, okolicznymi plażami. Lagos wpisało się w historię odkryć i podbojów świata. To stąd w 1499 roku wyruszył w swą podróż Vasco da Gama. Wejścia do starego portu strzeże XVII-wieczny Fort Ponta da Bandeira. W centrum, przy Praça da República, odbywał się pierwszy w Europie i jedyny w Portugalii targ niewolników (Mercado de Escravos). Dzisiaj w miejscu dawnego targu usłyszeć można portugalskie i afrykańskie reggae.

Zespół Mercado Negro (Czarny Rynek) to połączenie jamajskiego reggae, angolańskiej, afrobeat'owej kizomby i portugalskich tekstów. Założycielem i liderem kapeli jest Messias - pochodzący z Angoli wokalista, były członek grup Terrakota oraz kultowej już Kussundulola, pionierów reggae w Portugalii. W trakcie spędzonego w Angoli dzieciństwa Messias nasiąknął afrykańską kizombą. Młodość w latach 90. w Lizbonie to już fascynacja reggae i występy z największymi tuzami tej muzyki w Portugalii. W roku 1999 Mesjasz założył i został duchowym mentorem Mercado Negro. W 2004 roku ukazała się ich pierwsza płyta zatytułowana właśnie Mercado Negro. W nagraniu wzięło udział kilkunastu muzyków oraz zaproszonych gości, w dużej mierze pochodzących z Angoli. Przed wydaniem płyty pojawił się singiel Beija-Flor (voa), skoczne ska, uznane za jeden z największych radiowych hitów w Portugalii. My wysłuchaliśmy dwóch, innych przebojów z tej płyty: chwytliwego Oh Lua (encontro) i rytmicznego Sente o Coração (naya) z wyraźnymi wpływami muzyki afrykańskiej i brazylijskiej capoeiry. To niezwykle pozytywna i radosna muzyka, z przeplatającymi się, afrykańskimi wokalami. Teksty w języku portugalskim krążą wokół typowych dla reggae tematów - Jah, Babilonu, miłości, walki dobra ze złem...


I tak, słuchając portugalskiego reggae, docieramy do cichego miasteczka Tavira. Ciągnie się ono malowniczo wzdłuż brzegów rzeki Gilao, przeciętej kilkoma mostami, z których najstarszy pamięta czasy rzymskie. Dawniej Tavira była obronną twierdzą. Zachowały się tu aż 32 kościoły i wiele cennych zabytków. Nad miastem górują średniowieczne mury (pozostałości po zburzonym zamku), z których roztacza się widok na całe miasto, a właściwie jego charakterystyczne, czterospadowe dachy. W pobliżu Tavira, kolejką po grobli wśród rozlewisk, dojeżdża się do rozległej, piaszczystej plaży.

W końcu jednak opuszczamy złote plaże Algavre i przez interior wracamy na północ do Alentejo. Kilka kilometrów od granicy regionu leży Mertola. To malowniczo położone, między rzekami Gwadiana i Oeiras miasteczko, z przerobionym z meczetu kościołem i kamiennym mostem-akweduktem z czasów rzymskich. Oglądamy pobliski wodospad Pulo do Lobo (Wilczy Uskok) i słuchamy folkowego zespołu Vai de Roda w pieśni A Roupa do Marinheiro.

Vai de Roda ("Chodzić w koło" - rodzaj tańca chodzonego) pochodzą z Porto. Grupa powstała w 1978 roku z inicjatywy Manuela Tentúgala i wydała w sumie trzy płyty, w tym ostatnią Polas Ondas w 1996 roku. W latach 80. tworzyli kilkunastoosobową, tzw. "spółdzielnię etniczno-kulturową", która poza odtwarzaniem muzyki tradycyjnej, prowadziła badania terenowe, odszukiwała dawne, ludowe teksty i odtwarzała instrumenty muzyczne. Grali tradycyjne dźwięki z północnej Portugalii, z pogranicza z hiszpańską Galicją, w których wyraźne są korzenie celtyckie. Muzyka Vai de Roda opierała się na dźwiękach portugalskich, tworząc jednocześnie kulturowy dialog z sąsiednią, hiszpańską prowincją. Do swoich projektów zapraszali muzyków z Galicji, określając swój styl jako współczesny folk iberyjski. Wykorzystywali przeróżne, tradycyjne instrumenty ludowe - zarówno z Portugalii, jak i Galicji; iberyjskie, jak i celtyckie: lira korbowa, dudy galicyjskie, bodhran, akordeon, braguesa, gitara portugalska, trocanhola, koncha, ukelele, berimbau... i wiele, wiele innych. W 2000 roku grupa zmieniła formułę, tworząc Towarzystwo Kulturalne Bailadouro - Warsztat Muzyczny, które za swój cel postawiło zachowanie i upowszechnianie portugalskiego dziedzictwa kulturowego.

Muzyka na płycie Polas Ondas (Poprzez Fale) świadczy o wielkiej, kulturowej różnorodności Półwyspu Iberyjskiego. Vai de Roda szczególny nacisk położyli na prezentację tradycji portugalskich regionów Minho, Beira, Montes, atlantyckiej Madery, ale też hiszpańskich Galicji i Kastylii. Nie brakuje również brzmień celtyckich i bardziej jeszcze północnych. To niezwykła, muzyczna podróż przez historyczne krainy i źródła ludowej tradycji. W tym morskim rejsie "Poprzez Fale", doskonale prezentuje się pieśń A Roupa do Marinheiro (Mundur dla Marynarza), śpiewana przez galicyjską wokalistę Uxíe. Uxía Domínguez Senlle jest jedną z najbardziej znanych i cenionych pieśniarek w Galicji. Melodyjnym głosem śpiewa pieśni głęboko zakorzenione w tradycji i atmosferze jej rodzinnego regionu. Na swoich płytach Uxía stworzyła ekscytującą kolekcję muzyki, odtwarzającą historię tego mało znanego regionu jakim jest Galicja. W A Roupa do Marinheiro, pieśni z przygranicznej prowincji Minho w północnej Portugalii, śpiewa z towarzyszeniem muzyków grających na gaita de foles (dudy galicyjskie), portugalskiej gitarze, celtyckim flecie low whistle i skrzypcach.

Docieramy do granicy z Hiszpanią. Serpa to kolejne miasteczko w iberyjskim interiorze Alentejo. Podziwiamy dawne mury obronne z potężną bramą Porta de Beja, zamek i średniowieczny kościół Convento de Santo António. Kolejny, folkowy zespół z Porto to Pé na Terra w utworze Escadas de Luar.

Pé na Terra to stosunkowo młody zespół. Powstali w 2005 roku, współtworząc współczesną scenę nowego, portugalskiego neofolku. To świeży nurt, który bazując na portugalskiej tradycji, nie stroni od współczesnej stylistyki i nowoczesnego podejścia do brzmienia. Mówią o sobie, że chcieliby pozostawić muzyczny ślad swoich stóp na starej, portugalskiej ziemi - Pé na Terra to po portugalsku właśnie "Stopa na Ziemi". Zespół założyli muzycy grający na lokalnych, tradycyjnych instrumentach: Cristina Castro (śpiew i akordeon); Ricardo Coelho (instrumenty dęte: dudy, gralha, tarota) i Tiago Soares (perkusja i instrumenty perkusyjne: adufe, tar, bilha, sanzula, darbuka). Wykonują zarówno dawne tematy, zbierane i interpretowane w swoim, oryginalnym stylu, jak i własne utwory jedynie inspirowane tradycją, w których poezja uzupełnia się z tanecznymi rytmami. W roku 2007 do grupy dołączyli Adérito Pinto (bass) i Hélio Ribeiro (gitara, braguesa) - muzycy z doświadczeniem w kapelach rockowych, wnosząc do muzyki zespołu rockowe, elektryczne brzemienia. W tym samym roku Pé na Terra wydali swój pierwszy maksi-singiel, zaś w 2010 płytę zatytułowaną "13". 13 zebranych piosenek pokazuje szereg pomysłów i doświadczeń, które Pé na Terra wniosła do nowego, portugalskiego folku. Escadas de Luar (Schody w blasku księżyca) zachęca do wieczornego spaceru w świetle księżyca, w radosnym, tanecznym rytmie, po wąskich uliczkach małego, portugalskiego miasteczka...


Monsaraz, to przygraniczne, średniowieczne miasteczko nad rzeką Gwadianą, w którym mieszka niewiele ponad sto osób. Wznoszące się na wzgórzu, niedostępne Monsaraz, przez mieszkańców nazywane jest Ninho das Águias (Orle Gniazdo). Całe otoczone jest murami, a po środku znajduje się ufortyfikowany zamek. Obecnie, dziedziniec zamku służy kilka razy w roku jako arena walk byków. W Monsaraz panuje średniowieczna atmosfera, jakby współczesność nigdy tu nie dotarła. Starzy ludzie przyglądają się przybyszom, siedząc spokojnie w cieniu swoich domów. Dzięki temu przybysze mogą spokojnie zrobić zdjęcia i obserwować nielicznych mieszkańców w ich Orlim Gnieździe. A wszystko to przy radosnym Cantaria, kolejnym kawałku folkowego Dazkarieh, z płyty Incognita Alquimia (2006). 

Ze wzgórza Monsaraz rozpościerają się malownicze pejzaże Alantejo. Z jednej strony widok na rzekę Gwadianę, z drugiej na Hiszpanię. W rozległej panoramie dominują łagodne wzgórza porośnięte dębami korkowymi i drzewami oliwnymi. Z głośników rozbrzmiewa ludowa piosenka Na Taberna do Jacinto (W Tawernie Jacinto), w neofolkowej interpretacji Cerebral Pain.

Cerebral Pain to projekt Tiago Marques'a, multiinstrumentalisty, kompozytora i producenta. Po początkowych eksperymentach z akordeonowym dark ambientem, Marques zdecydował się na eklektyczną stylistykę współczesnego neofolku. Projekt łączy popularne, portugalskie melodie i piosenki ludowe z muzyką klasyczną, jazzem, elektroniką, industrialem, a nawet metalem. Marques sam gra na wszystkich instrumentach - a jest ich wcale nie mało - różne gitary, akordeon, mandolina, irlandzkie bouzouki, ukulele, tamburyn galicyjski, afrykańskie djembe, marakasy. Prawdziwy "Ból Mózgu", którego efekt został w 2010 roku zarejestrowany na płycie A Viagem (Podróż), nagranej w domowym studiu, za pomocą jednego mikrofonu i starego laptopa. Wszystkie utwory skomponował i zagrał na wszystkich instrumentach Tiago Marques, zaś w kawałku Na Taberna do Jacinto gościnnie zaśpiewał niejaki Michael Smith.

Wracamy na plaże zachodniego wybrzeża w okolicach Lizbony. W zatoce Lagoa de Albufeira, przy dźwiękach relaksującego, fortepianowego easy-listening w wykonaniu Yirumy, oglądamy wyczyny szalonych kitesurfingowców. Kompozycja The Day After pochodzi z trzeciego albumu koreańskiego pianisty From The Yellow Room (2003). 

Jednak największa frajda dla małych dziewczynek, to bez wątpienia skoki po piasku na wydmach, w blasku zachodzącego nad oceanem słońca. Można się poczuć niczym Superman - a właściwie Supergirl. Zwłaszcza, gdy w tle rozbrzmiewa temat przewodni z Supermana, w kompozycji Johna Williamsa. Pochodzący z Nowego Jorku pianista i dyrygent jest jednym z najwybitniejszych w historii kompozytorów muzyki filmowej. Kto nie zna Marszu Imperialnego z Gwiezdnych wojen, czy motywów przewodnich z przygód Indiany Jonesa? Williams jest zdobywcą aż pięciu Oscarów (za muzykę do Listy Schindlera, Szczęk, E.T., Gwiezdnych wojen, część IV: Nowa nadzieja oraz adaptację musicalu Skrzypek na dachu; nominowany w sumie aż 47 razy), niezliczonych, muzycznych i filmowych nagród: Grammy, Złotych Globów, Emmy... Dzięki Williamsowi ponownie doceniono w muzyce filmowej rolę orkiestry symfonicznej. Jego partytury charakteryzuje majestatyczność, znakomite orkiestracje i niezwykła chwytliwość tematów przewodnich. Ścieżka dźwiękowa z filmu Superman, w oryginalnym wykonaniu Londyńskiej Orkiestry Symfonicznej, ukazała się w roku 1978. Theme from Superman (Main Title), to jeden z najbardziej imponujących motywów jaki kiedykolwiek został napisany do filmu - Superman utożsamiany jest głównie z tą właśnie kompozycją. Podstawę tworzą tu marszowe fanfary dęciaków, uzupełniane solowymi partiami trąbki, porywające aranże, potęga i ogromna majestatyczność.

Sintra, to niewielkie, urocze miasteczko niedaleko Lizbony. To tu oglądaliśmy stare zabawki zgromadzone w prywatnym muzeum przez pewnego, starego Portugalczyka. Tu dosłownie każdy może na chwilę cofnąć się do lat beztroskiego dzieciństwa. Domki dla lalek i ich wystrojone lokatorki; morskie okręty i statki; niemieccy żołnierze i ich motocykle; stare samochody i "ruskie" czołgi; postacie z Gwiezdnych wojen; lalki Barbie... Gdzieś w tle zamajaczył nawet wypchany siankiem pluszowy miś. Było tam prawie wszystko - no może z wyjątkiem "dziewczyny co trąbę ma" :-) A całej tej zabawkowej menażerii towarzyszyły niezwykłe i jakże adekwatne przeboje.

Tą zabawkową mozaikę rozpoczęli Czarno-Czarni w poszukiwaniu szczęścia i tej jedynej dziewczyny: "Gdzie jest dziewczyna co trąbę ma, Ona mi jedna szczęście da!" Trąbo-Twist z debiutanckiej płyty Czarno Czarni (1998), to jeden z pierwszych przebojów swingowo-rockowej grupy, powstałej z połączenia sił muzyków łódzkiego Big Cyca i specyficznego, rubasznego poczucia humoru Jarka Janiszewskiego - wokalisty trójmiejskiej Bielizny. Czarno-Czarni w swoich bigbitowych piosenkach powracają do rock'n'rollowych brzmień lat 60. opierając je na pastiszu i słownym komizmie. Debiutancką płytę nagrali przy użyciu "starych, bułgarskich wzmacniaczy, enerdowskich gitar i radzieckich organów, a samą perkusję przy pomocy tylko trzech mikrofonów". Inny, wielki przebój z tej płyty, to oczywiście szalone, rockandrollowe Nogi.


Niemieccy żołnierze i ich wojskowe motocykle... - zagrać musiał więc niemiecki, metalowy Rammstein. Nazwa zespołu pochodzi od amerykańskiej bazy lotniczej w Niemczech. Zaczynali w 1993 roku od mrocznego, industrialnego metalu. Patetyczne, podniosłe hymny, ciężkie riffy gitar, dopełniały ich totalitarno-industrialną estetykę. Z czasem przerzucili się na bardziej przebojowy i romantyczny "tanz metal". Ognisty, taneczny metal Rammsteina, pełen jest muzycznych kontrastów, inspiracji house'em i techno. Amerika, to przebój z 2004 roku, pochodzący z albumu Reise, Reise. To swoisty, metalowy protest song, w sposób ironiczny opisujący, jak Ameryka traktuje całą resztę świata i jak olbrzymie są wpływy amerykańskiej kultury. To jedna z niewielu piosenek Rammsteina, w której używany jest język angielski. W refrenie pojawiają się słowa, będące parafrazą Yellow Submarine, genialnego przeboju Beatles'ów:

"We’re all living in America, America, America... ...Amerika ist wunderbar". 

 

Stare samochody, traktory, czołgi...

"Zawsze chciałem mieć takie coś, Właśnie po to, by wozić ją..." śpiewali Blendersi w swoim pamiętnym "czarnym Ciągniku". Gdański zespół Blenders działa z przerwami już od ponad 20 lat. Grają przebojowe kawałki utrzymane w klimatach funk, disco, pop i rapcore, a ich znakiem rozpoznawczym są humorystyczne teksty i stylowo aranżowane wokale, śpiewane charakterystycznym falsetem. W pierwszych latach ich działalności za te niezwykle wokale odpowiadali: Glenn Meyer (Amerykanin znany jako Glennsky); Marcel Adamowicz i gitarzysta Szymon Kobyliński. Zadebiutowali w 1995 roku płytą Kaszëbë, a ich najbardziej znany przebój Ciągnik, znalazł się na albumie Fankomat z 1996 roku, którym w tamtym czasie podbili nasz krajowy rynek.




Jeżeli zabawkowe figury z Gwiezdnych wojen, to oczywiście musiał zabrzmieć Marsz Imperialny (Darth Vader's Theme), kultowy motyw ze ścieżki dźwiękowej Johna Williamsa, z pamiętnej, V części gwiezdnej sagi: Imperium kontratakuje, z 1980 roku. Muzyka z Gwiezdnych wojen to prawdziwa ikona wszechobecnej, amerykańskiej popkultury, która zawojowała również świat zabawek, a więc dziecięcych marzeń i fascynacji. Kto z nas nie był w dzieciństwie Lukiem Skywalkerem, Hanem Solo albo księżniczką Leylą? Nikt na pewno nie był za to Lordem Vaderem - nie prawda?



 

 

Lale, lalki, laleczki... oj tak, było tego trochę. Nie łatwo dostrzec ich przykurzoną elegancję i urodę, a więc jak śpiewają Leszcze w swoim wakacyjnym hicie:

"Kombinuj dziewczyno nim Twe wdzięki przeminą, Uśmiechaj się zdrowo, jeśli chcesz wyjść za mąż młodo."

To kolejny zespół z Trójmiasta, który wybrał się w kierunku dancingowego pastiszu, z dominującym barytonem wokalisty Maćka Miecznikowskiego - niedoszłego śpiewaka operowego i trębacza. Zadebiutowali w 2001 roku, a dwa lata później ukazał się ich pierwszy album Kombinuj dziewczyno z przebojem wakacji 2003.




I raz jeszcze Czarno-Czarni, tym razem w swoim Wydłubanym misiu, polifonicznym rarytasie a capella z krążka Niewidzialni, wydanego w 2000 roku. "Czarni" pozostali wierni swojemu rubasznemu, radosnemu stylowi w bigbitowym klimacie. W cyklu kawałków opiewających dziecięce zabawki znalazł się zaśpiewany na głosy Wydłubany miś, historia zawiedzionego uczucia i... zmasakrowanej pluszowej przytulanki ;-)

"Wydłubałaś sianko z naszego misia, Nie chcę się z tobą więcej spotykać..."


Mocno sentymentalny charakter ma za to Kaczuszka, historia pewnego faceta wspominającego wspólne kąpiele w wannie, w towarzystwie gumowej kaczuszki. To od lat ulubiona piosenka Iwony i Jurka ;-)

"Kiedy powrócą tamte dni, Byliśmy tak szczęśliwi, kaczuszka ja i ty"


W pobliżu Sintry, na najwyższym wzniesieniu gór Serra de Sintra, jeden król-artysta zbudował w połowie XIX wieku wspaniały Palacio da Pena. Pałac otoczony jest olbrzymim, egzotycznym parkiem, gdzie wśród romantycznych altanek i fontann wiją się tonące w bujnej zieleni ścieżki. Druga już na pokazie piosenka Deolindy Om Contra O Outro (Przeciwko sobie), pochodzi z płyty Dois Selos e Um Carimbo, wydanej w 2010 roku. W tym numerze ich "fado z uśmiechem" zachęca do wyluzowania się i optymistycznego spojrzenia na życie:

"Chodź, zrób sobie przerwę. Zaparkuj samochód, przerwij wyścig, opuść tę wojnę, bo meta jest po drugiej stronie twojego życia. Wyjdź z domu i chodź ze mną na ulicę. Chodź, bo życie, które masz, im więcej innych żyć wygrasz, to ono więcej straci..." Tłumaczenie całego tekstu na blogu A Canção do Mar - Pieśń Morza. Portugalia moimi oczami....


 

Na północ od Lizbony wybrzeże robi się coraz bardziej skaliste i niedostępne. Na Cabo de Roca (Przylądku Skalistym) odnajdujemy wysoki, 140-metrowy klif. Poszarpane skały o różowo-szarej barwie, urywają się w lazurowo-turkusowym Atlantyku. Cabo de Roca, z latarnią morską i piękną panoramą na ocean, to najdalej na zachód wysunięty punkt kontynentalnej Europy. A River Flows In You Yirumy nastroił nas do romantycznego zamyślenia i zapatrzenia w kierunku dalekich, zamorskich lądów i kolejnych, egzotycznych, muzycznych podróży. 

Na sam koniec obejrzeliśmy jeszcze położoną w pobliżu Sintry, otoczoną malowniczymi, wysokimi klifami Praia da Adraga, uważaną za jedną z najpiękniejszych plaż w Europie. Jak wiec widać, poszukiwanie dzikich plaż na portugalskim wybrzeżu, zakończyło się dla rodzinki Maronowskich pełnym sukcesem. Co lepiej mogło to opisać, niż szum fal, spokój oceanu i błoga cisza, cisza, cisza...



* fragmenty relacji, zdjecia i opracowanie muzyczne pokazu: Iwona i Jurek Maronowscy 


Playlista:

01. Deolinda - Se Uma Onda Invertesse A Marcha (Dois Selos e Um Carimbo, 2010)

02. At Tambur - Sorrizo (At Tambur, 2003)  

03. Yiruma - May Be (First Love, 2001)   

04. Sara Tavares - De Nua (feat. Ana Moura) (Balancé, 2006) 

05. At Tambur - Sonho (At Tambur, 2003) 

06. Sara Tavares - Lisboa Kuya (Balancé, 2006) 

07. At Tambur - Arabesca (At Tambur, 2003) 

08. Dazkarieh - Senhora Da Azenha (Incognita Alquimia, 2006) 

09. At Tambur - Folhinha do Salgueiro (At Tambur, 2003) 

10. Brian Crain - Moonrise (A Simple Life, 1999) (aka Yiruma - Moonlight) 

11. Mercado Negro - Oh Lua (encontro) (Mercado Negro, 2004)  

12. Mercado Negro - Sente o Coração (naya) (Mercado Negro, 2004)  

13. Vai de Roda & Uxia - A Roupa do Marinheiro (Polas Ondas, 1996 ) 

14. Pé na Terra - Escadas de Luar (13, 2010)  

15. Dazkarieh - Cantaria (Incognita Alquimia, 2006)  

16. Cerebral Pain - Na Taberna do Jacinto (A Viagem, 2010)

17. Yiruma - The Day After (From The Yellow Room, 2003)  

18. John Williams - Theme from Superman (Main Title) (Superman: The Movie [OST], 1978)

19. Czarno-Czarni - Trąbo-Twist (Czarno-czarni, 1998)   

20. Rammstein - Amerika (Reise, Reise, 2004) 

21. Blenders - Ciągnik (Fankomat, 1996)

22. John Williams - The Imperial March (Darth Vader's Theme) (Star Wars Episode V: The Empire Strikes Back [OST], 1980) 

23. Leszcze - Kombinuj dziewczyno (Kombinuj dziewczyno, 2003)

24. Czarno-Czarni - Wydłubany miś (Niewidzialni, 2000)

25. Deolinda - Om Contra O Outro (Dois Selos e Um Carimbo, 2010) 

26. Yiruma - A River Flows In You (First Love, 2001) 

(Jarema, 14.01.2012)



piątek, 17 lutego 2012

Sri Lanka - niewielki kraj na wyspie Cejlon, położonej na Oceanie Indyjskim, na południe od Półwyspu Indyjskiego. W sanskrycie "Sri Lanka" oznacza „Olśniewający Kraj” - a może jakoś inaczej?

"Lanka znaczy wyspa, słówko Sri ma wiele znaczeń: błogosławiony, szczęśliwy, olśniewający (...) Sri Lanka to zatem Wyspa Błogosławiona - i rzeczywiście błogosławieństw tu nie brakuje. Nawiedzający wyspę regularnie monsun przynosi ożywczą wilgoć dla pól ryżowych, zagajników bananowców i plantacji herbaty. Na wybrzeżu piaszczyste plaże wyglądają jak wycięte z folderu biura turystycznego". (maf)

I póki co, przy okazji opisu kolejnego pokazu slajdów w Jaremie, zatytułowanego Sri Lanka - Błogosławiona Wyspa, tej wersji będziemy się trzymać. Właśnie taki tytuł wybrali autorzy pokazu Malwina i Artur Flaczyńscy, którzy podróżowali po Sri Lance wraz z trójką swoich dzieci - Alą, Agą i Piotrkiem. Pokaz ubarwiły muzycznie zarówno dźwięki oryginalnej muzyki lankijskiej (Thriloka i Ravibandhu Vidyapathy), jak też lustracyjne brzmienia new age w wykonaniu popularnych twórców tego gatunku: Adiemus, Oliver Shanti, Shiva feat. Magdalena.



Pokaz zaczął się od Kolombo - największego miasta Sri Lanki, centrum gospodarczego i biznesowego, do lat 80. stolicy kraju. Kolombo to wielokulturowa i wieloetniczna mieszanka zamieszkana przez Syngalezów, Murów, Tamilów oraz liczną kolonię obcokrajowców, zarówno pozostałości europejskiej kolonizacji (Portugalczycy, Holendrzy), jak i współczesnej ekspansji azjatyckiej (Chińczycy, Malajowie). Na zdjęciach oglądaliśmy nowoczesne wieżowce i eleganckie rezydencje, parki i ruchliwe centrum z budynkami w stylu wiktoriańskim, zbudowanymi w XIX wieku przez Anglików.

Muzycznie na początek Inwokacja i Thriloka (fon."Thrai-lo-kaa"), działający od 2006 roku jazz-rockowy zespół ze Sri Lanki, inspirujący się tradycyjną muzyką wyspy oraz lokalną tradycją gry na bębnach. Muzyka zespołu to oryginalne połączenie lankijskiej muzyki ludowej, indyjskich rag i progresywnego jazz-rocka. W tradycji hinduizmu Triloka to występujący w Wedach - najstarszych, świętych księgach hinduizmu - potrójny system wszechświata (Loka). Triloka (Trzy Światy) to niebo, ziemia i piekło. Zdaniem zespołu ich muzyka zawiera w sobie wiele elementów właściwych każdemu z tych światów - raz spokojna, melancholijna i kojąca, innym razem pełna energii i wręcz agresywna. Dominuje progresywne brzmienie gitarowego hard rocka i elementy stylistyki fusion. Metalowe riffy łączą się z acid-jazzową gitarą; melancholijne i nieco psychodeliczne dźwięki klawiatury mieszają się z rytmami etnicznymi. Wszystkie wykorzystane na pokazie utwory Thriloka, pochodzą z ich debiutanckiej płyty Bisura: Realm of Higher Listening (Królestwo Wyższego Słuchania) z 2009 roku, wydanej na Sri Lance przez firmę Maharaja Entertainments. Invocation, to jeden z niewielu na płycie utworów śpiewanych, pokazujący charakterystyczny styl Thriloka. Niczym mantrę powtarzają tradycyjną melodię, zagłębiają się w jej esencję i nadają własną, oryginalną interpretację.

Pozostając na zachodnim wybrzeżu wyspy, na chwilę zahaczamy o rozlegle plaże w popularnym kurorcie Negombo. Towarzyszy nam elektroniczny ambient utrzymany w niezwykle popularnej w połowie lat 90. stylistyce new age. Shiva feat. Magdalena to efemeryczny projekt, który na rynku europejskim zaistniał dwoma przebojami oraz płytą Shiva’s Dance (1996). Ta dosyć tajemnicza i enigmatyczna formacja, nie dorobiła się osobnej rubryczki w muzycznych annałach. Ciekawe czy zasłużenie? Za całym tym projektem stał niemiecki producent Volker Barber, znany z animacji takich "gwiazd" jak chociażby Milli Vanilli, Terence Trent D'Arby, Cantara czy Folake Adu (siostra Sade). Grający na syntezatorach kompozytor, poza muzyką rozrywkową, pisze również muzykę do filmów, reklam i telewizji. W swoich projektach często wykorzystuje elementy etniczne i stylistykę world music. W projekcie Shiva feat. Magdalena udział wzięła pochodząca z Gdyni, niemiecka gimnastyczka Magdalena Brzeska. W wieku 14 lat wyjechała z Polski do Niemiec, gdzie 16 razy zdobywała mistrzostwo kraju w gimnastyce artystycznej. Punktem kulminacyjnym jej kariery sportowej był udział w Olimpiadzie w Atlancie w 1996 roku. Na fali jej ówczesnej popularności Barber wymyślił i wyprodukował tą muzyczną efemerydę, angażując 17-letnią wówczas Magdalenę do roli wokalistki i tancerki. Brzeska do dzisiaj jest popularną w Niemczech celebrytką, gościem programów telewizyjnych, okładek kolorowych pism i brukowców. Występuje w reklamach, TV-szołach, ma też własną szkołę gimnastyki artystycznej. Shiva feat. Magdalena to do tej pory jedyny jej epizod wokalno-muzyczny. Utwór Far Behind the Skies, to relaksacyjna, ilustracyjna elektronika, mistyczny ambient, urozmaicony transowymi elementami hinduskimi i improwizacyjnymi wokalizami Magdaleny.


W samym sercu wyspy wyrasta stary, prekambryjski masyw górski. Tu, wśród gór rozłożyło się Kandy, drugie co do wielkości miasto Sri Lanki, do XIX wieku stolica wyspy. W Kandy zobaczyliśmy buddyjską Świątynię Zęba (Dalada Maligawa), w której przechowuje się ząb Buddy - najcenniejszą relikwię w kraju. Świątynia stanowiła część zespołu pałacowego Radżów - władców królestwa Kandy - z którego zachowały się: Pałac Królowych, Łaźnie Królewskie; Sala Audiencyjna (drewniany pawilon ozdobiony rzeźbionymi kolumnami z drewna tekowego). Jest tu również Muzeum Słonia Radży, z wypchanym słoniem, który prowadził niegdyś uroczyste procesje. Wieczorna atrakcja Kandy to pokaz tańców, kolorowo ubranych przedstawicieli lankijskich plemion: "Jaskrawe barwy kwiatów, ptasich piór i kobiecych sari wydają się żywcem wyjęte z płócien Gauguina." (maf)

Oglądając malownicze Kandy po raz pierwszy słuchaliśmy Ravibandhu Vidyapathy, najbardziej znanego muzyka tradycyjnego na Sri Lance, jednocześnie tancerza i choreografa lankijskiego tańca klasycznego. Ravibandhu jest mistrzem gry na bębnach kandyan, który kontynuuje i twórczo rozwija liczącą ponad 2,5 tys. lat muzyczną tradycję wyspy. W swoich występach łączy ją z zachodnią i indyjską muzyką klasyczną oraz elementami jazzu. Jest synem najsławniejszego, lankijskiego tancerza tradycyjnego i choreografa Somabandu Vidyapathi oraz uczniem mistrza bębnów Guru Chitrasena. Nauki pobierał zarówno na Sri Lance, jak i w Indiach. Prowadzi zespół perkusyjno-taneczny Ravibandu Vidyapathi Drum Ensemble, a także (wraz z żoną Samanthi) szkołę tańca klasycznego. Jego zespół bębniarzy i tancerzy uważany jest za najlepszy w kraju, tradycyjny zespół muzyki i tańca. Koncertuje na całym świecie, występuje na wielu festiwalach, np. WOMAD. Ravibandu grał również z takimi sławami światowego jazzu jak Billy Cobham i Zakir Husajn. Tradycyjna muzyka i taniec ze Sri Lanki są niepowtarzalne i niezwykle oryginalne. Kompozycje Ravibandhu, w duchu modernizmu łączą je z innymi, azjatyckimi tradycjami muzycznymi. Lankijskie bębny zgodnie współbrzmią z hinduskimi instrumentami perkusyjnymi (pahavaj, tabla). Wszystkie wykorzystane do pokazu utwory Ravibandhu pochodzą z jego debiutanckiej płyty Bahu Ranga (2008), wydanej również przez Maharaja Entertainments. W trakcie podziwiania zabytków i okolic Kandy słuchaliśmy trzech kompozycji: Sa Ga Ga Re Ma Ga, Dheem Dheem Dheem, Osaka II. Pomiędzy nimi znalazł się też kawałek Aurora zespołu Thriloka.

W Matale w pobliżu Kandy oglądaliśmy ulokowany w skalnych grotach ozdobionych pięknymi freskami klasztor Aluvihara, w którym po raz pierwszy spisano na liściach palmowych teksty buddyjskiego kanonu. W kompozycji Ravibadhu Reem Dheem słychać połączenie lankijskich i hinduskich instrumentów perkusyjnych z melodią tradycyjnej pieśni ludowej.


Na zdjęciach wykute w skale buddyjskie kaplice, z posągami Buddy w miejscowości Dambulla. Kompozycja Ukussa to oparta na melodii ludowej współczesna interpretacja tradycyjnego tańca orła Ukussa Vanama. Ravibandhu wykorzystał w niej flet i śpiew Kolitha Bhanu Dissanayake. Instrumenty perkusyjne delikatnie mieszają się z brzmieniem fletu i melodyjnym głosem Dissanayake.

"W głębi kraju penetrować można zrujnowane świątynie opuszczonych miast i pokonać strome schody, wiodące do dawnej cytadeli Sigiriya." (maf)
Strome wejście na jedną z największych atrakcji Sri Lanki - samotną, "stołową" skałę Sigiriya. Na jej 180-metrowym, płaskim jak stół wierzchołku znajdują się resztki fortecy i pałacu króla Kassyapy. W połowie skały pysznią się freski przedstawiające postaci kilkunastu pięknych kobiet. I jeszcze raz Ravibandhu w swoim Table Dream, czyli marzeniu o płaskiej jak stół górze Sigiriya.

Pollonaruwa - ruiny dawnej stolicy Syngalezów, przyciągają fragmentami imponujących budowli: dawnego pałacu królewskiego, licznych klasztorów i świątyń buddyjskich. W nastrój buddyjskiej medytacji, kompozycją Huanqiutan Garden wprowadził nas Oliver Shanti. To równie znana, co mocno kontrowersyjna postać ze świata muzyki new age. Oliver Shanti (albo Oliver Serano-Alve), to pseudonim Ulricha Schulza, pochodzącego z Hamburga, niemieckiego producenta muzycznego i multiinstrumentalisty, kompozytora elektronicznej muzyki new age. Utwór pochodzi z płyty Tai Chi (1993) - relaksacyjne dźwięki muzyki Shantiego, często wykorzystywane są właśnie do ćwiczeń tai chi - sygnowanej nazwą Oliver Shanti & Friends. I nie przypadkiem, gdyż obok lidera gra tu całkiem liczne grono świetnych instrumentalistów, zarówno tradycyjnych, jak też klasycznych i jazzowych. Są to muzycy z Niemiec, Japonii, Chin, Indii oraz Polski, grający na niezliczonej liczbie, mniej lub bardziej znanych instrumentów etnicznych (m.in. sitar, gu-cheng, charango, cavaquito, tambura, chińskie gongi, yang-chin, kodo, itp.) Przy tej okazji warto wspomnieć o udziale w tych nagraniach znakomitego skrzypka Wojciecha Czemplika, znanego ze składu i repertuaru Starego Dobrego Małżeństwa. Od prawie 20 lat, w niemieckich i portugalskich studiach, nagrywa z Oliverem Shanti płyty z instrumentalną, medytacyjną muzyką new age. Czemplik ze swoich skrzypiec potrafi wydobyć każdy nastrój, zwłaszcza w bliskich mu klimatach wschodnich. Najciekawsze efekty tej współpracy można usłyszeć na niedawno wydanej u nas kompilacji: Wojciech Czemplik i Oliver Shanti - Medytacje na 4 struny świata (2011).


I jeszcze jedne ruiny, tym razem miasta Anuradhapura, pierwszej stolicy królestwa Syngalezów. Przy okazji postój pod ogromnym, jednym z najstarszych drzew świata, świętym drzewem Bo, które urosło podobno z gałązki drzewa, pod którym w Indiach Budda doznał oświecenia. To wszystko przy akompaniamencie podniosłych dźwięków Adiemus - muzycznego projektu walijskiego kompozytora i producenta Karla Jenkinsa. Ideą projektu było połączenie muzyki ilustracyjnej z elementami etnicznymi i muzyką klasyczną. Harmonie wokalne oparte zostały na średniowiecznych chorałach i śpiewie gospel, a brzmienia etniczne na korzennych rytmach perkusyjnych z Afryki i melodiach celtyckich.
Pochodzący z południowej Walii Jenkins jest wszechstronnie wykształconym i wielce doświadczonym muzykiem i kompozytorem. Studia muzyczne ukończył na Uniwersytecie w Cardiff oraz w londyńskiej Królewskiej Akademii Muzycznej. Doświadczenie zdobywał jako muzyk jazzowy, grając na saksofonie, oboju i klawiszach. W latach 70. grywał w różnych kapelach jazz-rockowych, był muzykiem Soft Machine - jednego z najwybitniejszych, brytyjskich zespołów grających rock progresywny. W latach 80. zajął się komponowaniem i produkcją spotów reklamowych dla telewizji. Pomysł projektu Adiemus narodził się w 1994 roku, właśnie podczas realizacji spotu reklamowego dla pewnej znanej linii lotniczej. Kompozycja Adiemus oparta została na orkiestrowym podkładzie i brzmieniu etnicznym, z chórem wyśpiewującym słowa w nieistniejącym języku. Utwór stał się przebojem i do dziś pozostaje najpopularniejszym dziełem Walijczyka. Zainicjował on cały projekt nazwany Adiemus, który do dzisiaj wydał już 9 albumów. Na czterech pierwszych płytach, wokalistkami były Miriam Stockley i Mary Carewe. Stockley, pochodząca z Johannesburga w Republice Południowej Afryki, wykształcona klasycznie śpiewaczka, znana była głównie jako artystka sesyjna, pracująca przy nagrywaniu reklam. W projekcie Adiemus wykorzystała wszystkie predyspozycje swojego głosu: szeroką, wielooktawową skalę; unikalną, zmienną barwę oraz nabytą w rodzinnych stronach umiejętność śpiewu etnicznego. Połączenie jej niezwykłego głosu z monumentalną, zaaranżowaną i zagraną z wielkim rozmachem przez Orkiestrę Filharmoników Londyńskich muzyką Jenkinsa - to właśnie główna tajemnica sukcesu tego projektu. Jeszcze na przełomie wieków Jenkins wzbogacił swój artystyczny dorobek o kompozycje klasyczne i muzykę religijną; napisał operę, requiem i koncerty na orkiestrę.

W 1995 roku ukazała się pierwsza płyta Adiemus Songs of Sanctuary - zestaw wpadających w ucho, efektownych melodii, nasączonych olbrzymią dawką pozytywnej, wręcz porywającej energii. Potężne w swym korzennym brzmieniu sekcje rytmiczne są tu wsparciem dla całej reszty instrumentów. Słychać sekcję smyczkową, fletnie, kotły, całą masę etnicznych bębenków i gongów. Jednak to, co pozwala postrzegać Adiemusa jako coś zupełnie wyjątkowego, to potraktowane jak kolejny instrument partie wokalne. Pieśni śpiewane są w wymyślonym przez Jenkinsa języku (tzw. sylabicznym), którego "słowa i sylaby" dobrane zostały tak, aby pasowały do melodii i współbrzmiały z resztą instrumentów. Język został wystylizowany tak (sylaby rzadko kończą się spółgłoskami), aby nie rozpraszać uwagi od wysokości i barwy głosu wokalistek. Obie, obdarzone niesamowitą skalą głosu, bawią się zwiewnymi, krystalicznie czysto brzmiącymi w ich ustach "słowami". Utwór Adiemus ma formę piosenki (z podziałem na zwrotki i refren) o fantazyjnym, lekko egzotycznym charakterze. Zwrotki to solowy wokal Miriam Stockley, wyśpiewującej sylaby układające się w nieistniejące słowa. Refren to już żywsza, dynamiczna muzyka, w których nagrane po wielokroć wokalizy Stockley i Carewe, tworzą efekt chóru. Całości towarzyszy schowana w tle orkiestra i stonowana, etnicznie brzmiąca, elektroniczna perkusja. W połowie utworu pojawia się pięknie zagrana przez Mike'a Taylora z zespołu Incantation (zagrali partie etniczne w morricone'owskiej Misji), solowa partia na pochodzącym z Ameryki Południowej, indiańskim flecie quena. Delikatna, ale niepozbawiona patosu muzyka, pobudza wyobraźnię i wprowadza w prawdziwą euforię: "poetyckie uniesienie, pełne chwil szczęścia i radosnego postrzegania przyszłości, życia i świata". Pełne wewnętrznego ciepła, kojące nerwy, pogodne dźwięki, otulają swoim lekko rozmytym, miękkim brzmieniem. Dlatego właśnie tak dobrze sprawdzają się jako muzyczna ilustracja wszelkiego rodzaju pokazów i prezentacji. 


W końcu dotarliśmy do wioski Weddów... "Na krańcu polnej, wyboistej drogi spotykamy się z Weddami - Leśnymi Ludźmi, potomkami pierwszych mieszkańców wyspy." (maf)
Plemię około 400 osób zamieszkuje górskie obszary południowo-wschodniej części wyspy. Weddowie - jedyni rdzenni mieszkańcy Cejlonu - uważani są za jeden z najbardziej pierwotnych ludów na Ziemi. Szczupli, niscy, z burzą kędzierzawych, czarnych, długich włosów, wyglądem przypominają Aborygenów. "Ludzie lasu" utrzymują się ze zbieractwa i łowiectwa, słyną z produkcji wielkich, myśliwskich łuków. Łuki Weddów dochodzą do 3 m wysokości, co – zważywszy na wyjątkowo niską posturę noszących je mężczyzn – jest nie lada sprawnością. Żyją w swoim zamkniętym kulturowo świecie, wyznają od wieków tę samą religię, posługują się rdzennym językiem wedda, nie korzystają z podstawowych zdobyczy cywilizacji. W tym spotkaniu z Weddami towarzyszyła nam Chimera - kolejny utwór zespołu Thriloka - a także dwa nagrania Ravibandhu: żywiołowe Kalabera Journey oraz tytułowe z płyty Bahu Ranga (2008).


Czas na przejazd pociągiem na południe. Po drodze malownicze widoki na góry, wodospad Ravana Ella i największe na wyspie plantacje krzewów herbacianych. Przy okazji zaglądamy do manufaktury herbaty, gdzie odbywa się degustacja różnych, miejscowych gatunków tego szlachetnego napoju.

I już po raz ostatni na tym pokazie słuchaliśmy Thriloka, tym razem w aż trzech utworach: Rana Mayura; Prashasthi; Mirror and I. Pomysłodawca i liderem zespołu jest Pabalu Wijegoonawardane, grający na tradycyjnych instrumentach perkusyjnych: lankijskich bębnach (kandyan, damul, udakki, tammattam), hinduskich (tabla, thavil, chennda, ghatem), brazylijskich kongach i afrykańskich djembe. Pabalu pochodzi ze znanej na wyspie rodziny muzyków i tancerzy. Poza Thriloka pracuje jako instruktor tańca i gry na instrumentach perkusyjnych w lankijskim Teatrze Narodowym. Sarani (gitary) i Uvindu Perera (gitara basowa) to synowie Kalani Perera - sławnego, lankijskiego skrzypka. Harshan Gallage jako dziecko, podobnie jak jego sławny ojciec, chciał zostać zawodowym tablistą - został jednak "prawdziwym perkusistą rockowym". Z kolei Eshantha Peiris, to grający na keyboardach pianista jazzowy i klasyczny. Poza instrumentami etnicznymi i zestawem rockowym, muzycy wykorzystują m.in. drewno bambusa, kamienie, kawałki metalu, wytrząsarki, tzw. "kije deszczu", dzwonki i muszle. W 2010 roku Thriloka nagrali swoją najnowszą płytę Nirmanarathiya. 


A my z powrotem dotarliśmy nad ocean. Unawatuna, to mała wioska rybacka na piaszczystej plaży, zaludniona przez podstarzałych hippisów i innych freaków. Uroku i tropikalnego charakteru nadają jej strzelające ku górze, soczyście zielone palmy. W trakcie ostatniego tsunami Unawatuna została całkowicie zmieciona z powierzchni - jednak, jak widać, odrodziła się. Wokół panuje niezobowiązująca, swobodna atmosfera, która ułatwia wakacyjny relaks. A to tym bardziej, gdy w tle sączy się Miracle of Love - jeszcze jedna, medytacyjna kompozycja Volkera Barbera i jego projektu Shiva feat. Magdalena z płyty Shiva’s Dance (1996). Obok Magdaleny Brzeskiej śpiewa tu jeszcze jedna wokalista - Kerstin Pfau, na co dzień występująca z Rodgau Monotones - popularnym w Niemczech zespole rockowym z Rodgau w Hesji. 

Na koniec jeszcze Galle - miasto w południowej części wyspy, znane z wysuniętego w morze zabytkowego fortu. Fort Galle znalazł się na liście światowego dziedzictwa UNESCO, jako największe i najciekawsze z zachowanych miast fortowych, wzniesionych przez Europejczyków w południowej Azji. Holenderscy kupcy pozostawili po sobie mury obronne, zabytkowe budynki, spichlerze i kamieniczki oraz niepowtarzalny klimat dawnej kolonii. Ostatni utwór mistrza Ravibandhu to chyba najlepszy przykład łączenia różnych kultur i stylów. Osaka, jak sama nazwa wskazuje, oparta została na melodii japońskiej pieśni ludowej. Lankijskim bębnom towarzyszy tu: tradycyjny japoński flet, na którym gra Priyantha Dassanayake; charakterystyczne, japońskie bębny tyco oraz tworzące elektroniczne tło syntezatory. 


Jeszcze tylko krótka puenta samych autorów pokazu - zdjęć, opowieści i doboru ilustracji muzycznej - Malwiny i Artura Flaczyńskich:
"A jednak tym obrazkom z turystycznego raju towarzyszy ciągle cień. Sri Lanka była w ostatnich latach areną tragicznych wydarzeń: wojny domowej i niszczącego tsunami, które pochłonęły setki tysięcy ofiar. Może to zemsta złowrogiego demona Rawany, który więził w tutejszej jaskini królową Sitę, oblubienicę Ramy? W nieśmiałych uśmiechach tamilskich uczennic o długich warkoczykach i w rozbrykanych postaciach kilkuletnich buddyjskich mnichów szukamy nadziei na lepszą przyszłość Błogosławionej Wyspy." (maf)


* fragmenty relacji, zdjecia i opracowanie muzyczne pokazu: Malwina i Artur Flaczyńscy (http://www.flaczynscy.art.pl/)

 Playlista:

01. Thriloka – Invocation (Bisura: Realm of Higher Listening, 2009)

02. Shiva feat. Magdalena – Far Behind the Skies (Shiva’s Dance, 1996)

03. Ravibandhu - Sa Ga Ga Re Ma Ga (Bahu Ranga, 2008)

04. Thriloka – Aurora (Bisura: Realm of Higher Listening, 2009)

05. Ravibandhu – Dheem Dheem Dheem (Bahu Ranga, 2008)

06. Ravibandhu – Osaka II (Bahu Ranga, 2008)

07. Ravibandhu – Reem Dheem (Bahu Ranga, 2008)

08. Ravibandhu – Ukussa (Bahu Ranga, 2008)

09. Ravibandhu – Table Dream (Bahu Ranga, 2008)

10. Oliver Shanti & Friends – Huanqiutan Garden (Tai Chi, 1993)

11. Adiemus – Adiemus (Songs of Sanctuary, 1995)

12. Thriloka – Chimera (Rana Mayura Video Session)(Bisura: Realm of Higher Listening, 2009)

13. Ravibandhu – Kalabera Journey (Bahu Ranga, 2008)

14. Ravibandhu – Bahu Ranga (Bahu Ranga, 2008)

15. Thriloka – Rana Mayura (Bisura: Realm of Higher Listening, 2009)

16. Thriloka – Prashasthi (Bisura: Realm of Higher Listening, 2009)

17. Thriloka – Mirror and I (Bisura: Realm of Higher Listening, 2009)

18. Shiva feat. Magdalena – Miracle of Love (Shiva’s Dance, 1996)

19. Ravibandhu – Osaka I (Bahu Ranga, 2008)

(Jarema, 17.12.2011)

czwartek, 02 lutego 2012

"Według wierzeń Majów bogowie trzy razy próbowali stworzyć człowieka zanim im się to udało. Dopiero gdy zmieszali mąkę kukurydzianą i krew uznali, że powstał twór na tyle doskonały, aby mógł składać im cześć." (al/tc)

Tą i inne opowieści o wierzeniach i kulturze Majów wysłuchaliśmy w Jaremie, na pokazie slajdów "Gwatemala, czyli niemajowa opowieść o Majach", z wyprawy Anki Liwyj i Tomka Chabiora (travelphoto.com.pl) do Gwatemali i Belize.  Gwatemala to kolebka Majów, jednego z największych i najważniejszych dla kultury Ameryki Łacińskiej ludów. Twórcy kamiennych piramid, pisma hieroglificznego, znawcy astronomii i matematyki, pozostawili po sobie spisane kodeksy i cały zbiór tajemnic, które do dzisiaj nie łatwo jest wyjaśnić.


 

Opowieść o Majach rozpoczęliśmy w Chichicastenango - wiosce w środkowej Gwatemali, położonej na wysokości 2 tys m n.p.m. Zamieszkana przez lud z plemienia Quiché, znana jest jako ważny ośrodek kultury Majów, z dobrze zachowanym, tradycyjnym rzemiosłem. Najważniejszym zabytkiem "Chichi" jest XVII-wieczny kościół Santo Tomás, na którego słynnych schodach odbywa się tradycyjny targ.

A muzycznie, na początek Continuando, melancholijna i chwytliwa piosenka Jehro - francuskiego trubadura śpiewającego swoim kojącym, matowym głosem, z towarzyszeniem akustycznej gitary, delikatnie bujające i nastrojowe ballady - z płyty Jehro (2006). Jérôme Cotta - bo tak naprawdę nazywa się Jehro - nagrał materiał inspirowany afrykańsko-karaibskimi rytmami, umiejętnie łącząc folk, reggae, calypso i muzykę latynoską. Pochodzi z Marsylii, jego ojciec był Francuzem (pisał znakomite piosenki), a w żyłach matki płynęła grecko-włosko-korsykańska krew. W młodości zafascynowała go muzyka soul; na emigracji w Londynie zakochał się w miejscowych klubach, a przede wszystkim w gorących rytmach Boba Marleya; w zadymionych knajpkach paryskiego Montmartre, spędzał noce w towarzystwie paryskiej cyganerii. Jehro uwielbia podróże, które stały się dla niego nieustającą inspiracją. Swoje piosenki traktuje jak dziennik podróży - często są odbiciem refleksji i emocji, jakie towarzyszą mu podczas wypraw. Siłą rzeczy, są one bardzo różnorodne, gdyż inspiruje go muzyka całego świata. Na swojej najnowszej płycie Cantina Paradise (2011), Jehro znakomicie przekazuje emocje, tworząc zmysłową, poetycką, a czasami również taneczną aurę, zabierając słuchaczy w podróż na Kubę, Jamajkę, Karaiby, do Afryki, Hiszpanii, czy Brazylii. Jego piosenki to idealne tło do tańca i błogiego lenistwa na gorącej plaży.



 

Angry and Dead Again, to fragment ścieżki dźwiękowej z filmu Piraci z Karaibów: Na nieznanych wodach (2011), czwartej już części hollywoodzkiej produkcji o przygodach ekscentrycznego pirata, Jack'a Sparrow'a (Johnny Depp) i kapitana Barbossy (Geoffrey Rush). Muzyka Hansa Zimmera, jednego z najbardziej utytułowanych kompozytorów Hollywoodu (zdobywcy Oscara z muzykę do Króla Lwa), nagrana została we współpracy z meksykańskim duetem gitarowym Rodrigo Y Gabriela. Hans Zimmer jest jednym z najpopularniejszych i najbardziej cenionych kompozytorów współczesnego kina. Niemiec jako jeden z pierwszych zaczął tworzyć muzykę filmową używając do tego celu komputerów. Współpracował z wieloma najwybitniejszymi reżyserami współczesnego kina, napisał muzykę do ponad 100 filmów, w tym również do dwóch poprzednich części Piratów. Zimmer powierza realizację większości swoich zleceń, młodym i utalentowanym kompozytorom, a stworzona przez niego firma producencka stała się wręcz fabryką muzyki filmowej, rezerwując dla siebie największe tytuły Hollywood. Małżeński duet gitarowy Rodrigo y Gabriela tworzą Rodrigo Sánchez i Gabriela Quintero. Muzycy poznali się w Meksyku, grając w zespole thrashmetalowym. Zniechęceni skromnym zasięgiem lokalnego rynku muzycznego, wyemigrowali do Europy, osiedlając się w Dublinie. Grając w dublińskich pubach i barach szybko zyskali markę i rzeszę fanów. Duet wirtuozów w oryginalny sposób łączy gitary klasyczne, rytmy flamenco i heavy metal, grają głównie szybkie, rytmiczne i pełne ognia utwory - zarówno kompozycje własne, jak i covery rockowej klasyki. Rodrigo i Gabrielę, obok smyczkowego ansamblu Apocalyptica, uznać można za największy fenomen interpretatorów rockowej klasyki. Niepowtarzalne wykonania, maestria i wirtuozeria, zjednały Meksykanom uznanie i popularność na całym świecie - sprzedają miliony płyt, grają w największych salach koncertowych. Współpraca z Hansem Zimmerem to ich pierwszy projekt filmowy. Muzyka na soundtracku Pirates Of The Caribbean: On Stranger Tides (2011), pomimo rozbuchanych aranżacji orkiestrowych, nie przytłacza i zachowuje odpowiednie – w ramach hollywoodzkiej konwencji – proporcje. Rodrigo y Gabriela wnoszą do niej powiew świeżości. Wygrywane przez nich tematy przewodnie Zimmera, delikatne brzmienie klasycznych gitar, ożywiają oraz nadają całości lekkości i nieco łotrzykowskiego charakteru. 

"Nieopodal Chichicastenango poznaliśmy autochtonicznego mieszkańca Gwatemali, który nosił dwa imiona: hiszpańskie Martin i majańskie – Siedem Jeleni. Dzięki tej znajomości mieliśmy niepowtarzalną okazję uczestniczyć w rytualnych obrzędach, które nadal są kultywowane wśród potomków Majów." (al/tc)
Na jednym ze wzgórz znajduje się liczący blisko 2 tysiące lat kamienny ołtarz Pascual Abaj, przy którym majańscy szamani odprawiają tajemnicze obrzędy. Ruiny K`umarcaaj - antycznej stolicy Majów Quiche - to miejsce zarośnięte wysokimi drzewami i przeryte obronnymi wąwozami. Do dzisiaj część Gwatemalczyków pali tam świece oraz składa ofiary z kurczaków.

W tej część relacji słuchaliśmy dwóch kompozycji Ahometa Kuyaxi i Pac Chen - dźwięków fusion z kolekcji meksykańskiej wytwórni Alux Records (2007), specjalizujących się w nagrywaniu muzyki inspirowanej kulturą Majów. Alux (czyt. Alusz) w języku Majów oznacza "Elfa". Majowie wierzyli w istnienie małych stworzeń, które uznawali za przyjazne, zabawne, zapewniające ochronę i szczęście. Również współcześni potomkowie Majów kultywują tę tradycję, wierząc w magiczną moc elfów, chroniących rodzinę, domostwo i dobytek. Autorem projektu Alux jest Meksykanin Alfredo Roel. W swoich kompozycjach łączy prehistoryczne rytmy i instrumenty (przede wszystkim drewniane ksylofony, gliniane gongi i bębny wodne, muszle, rogi, piszczałki i flety) z elektroniką i nowoczesną produkcją. Na płytach Roel prezentuje różnorodne nagrania inspirowane przyrodą, kulturą, nauką i wierzeniami Majów. Napisane i śpiewane w oryginalnym języku Majów teksty, oparte są na Popol Vuh - świętej księdze Majów.

 

"El Mirador i Tikal – miasta–państwa nieistniejącej już cywilizacji. O ile Tikal jest dzisiaj łatwo dostępny, o tyle El Mirador wymaga kilkudniowej wędrówki przez dżunglę." (al/tc)
El Mirador najprawdopodobniej było pierwszym miastem w świecie Majów. Tworzą go dwie masywne piramidy: Tygrysa (70 m n.p.m. - największa jaką kiedykolwiek wybudowali Majowie) oraz Danta. W Tikal oglądamy strome piramidy schodkowe.

W tle, ścieżka dźwiękowa z filmu Apocalypto (2006) w reżyserii Mela Gibsona, opowiadającego historię upadku legendarnej cywilizacji Majów. Jej autorem jest popularny, hollywoodzki kompozytor James Horner, twórca oprawy muzycznej między innymi takich filmów jak Braveheart, Titanic, Piękny umysł czy Avatar. To nastrojowe, ilustracyjne tematy, stworzone z pomocą rozbudowanej sekcji smyczkowej oraz emocjonalnych, zawodzących wokaliz pakistańskiego śpiewaka qawwali Rahana Nusrat Fateh Ali Khana. Soundtrack Apocalypto korzysta z całej palety instrumentów etnicznych i dawnych - rozmaite bębny, grzechotki, afrykańska kora, rogi antylopy gnu, średniowieczna tromba marina - ale też zagęszczających brzmienie podkładów elektronicznych. Całość daleka jest od typowego dla Hollywood patosu - operuje wyciszonymi, nieco minimalistycznymi dźwiękami i elementami etnicznymi, tworząc organiczny, "wodno-leśny" efekt jedności pradawnego człowieka z naturą (nastrojowy The Storyteller's Dream). Wchodzimy coraz głębiej w mroczną, ogromną i tajemniczą dżunglę. Słychać jak ona żyje - odległymi fletami, piszczałkami, głosami ptaków. W Words Through the Sky - The Eclipse Horner opowiada historię stworzenia świata i związku człowieka z naturą. Brzmią dźwięki fletów i fujarki oraz bębny, które zanim będą groźne, są miłe i pogodne. Punktem kulminacyjnym jest Sacrificial Procession, w którym groźne bębny i głośne, drażniące fujarki idealnie oddają sceny wkroczenie bohaterów w nowy, okrutny świat innej cywilizacji.


Następnie wybraliśmy się do graniczącego z Gwatemalą Belize - państwa na półwyspie Jukatan nad brzegiem Morza Karaibskiego. Tam w pełni mogliśmy "docenić odpoczynek przy rumie na belizyjskiej wyspie Caye Caulker, położonej niedaleko jednej z największych raf koralowych na świecie. Na pokładzie „Żółtej Damy” wyruszyliśmy w jej kierunku aby pływać z rekinami, które okazały się wegetarianami." (al/tc)

Belize jest jedynym krajem w Ameryce Środkowej gdzie językiem urzędowym jest język angielski. W żadnym innym kraju tego regionu nie spotyka się takiej mieszanki ras i kultur. Połowa tutejszych mieszkańców to Murzyni i Mulaci. Południowe wybrzeże zamieszkują tzw. "Czarni Karibowie", czyli potomkowie Indian Karibów, Arawaków i afrykańskich niewolników sprowadzonych na tutejsze plantacje.

Tą kolorową, etnokulturową mieszankę świetnie podkreśliła muzyka zespołu SuperHeavy. Ta nowa, niezwykła supergrupa powstała w zeszłym roku w Los Angeles, jako efekt muzycznego eksperymentu dwóch brytyjskich legend rocka: Micka Jaggera (wokalisty The Rolling Stones) i Dave’a Stewarta (gitarzysty i założyciela Eurythmics). Byli oni ciekawi jak brzmiałby zespół złożony z wielu, różnych muzyków związanych z zupełnie odmiennymi gatunkami muzycznymi. Dlatego też w skład zespołu weszli ponadto: młoda, angielska wokalistka soulowa Joss Stone; A.R. Rahman - indyjski kompozytor, instrumentalista, nazywany królem bollywoodzkiej muzyki filmowej (m.in. Slumdog. Milioner z ulicy) oraz Damian Marley, jamajski muzyk reggae, dancehall i ragga, najmłodszy syn Boba Marleya, kontynuujący muzyczną misję ojca. Na nagranym w studio na Jamajce albumie SuperHeavy (2011) można usłyszeć różne nurty muzyki z wielu zakątków świata. Jest tu sporo energetycznego reggae, trochę rocka, soulu i kilka melodyjnych, popowych ballad. Sama nazwa projektu jest nieco myląca. SuperHeavy epatuje skocznym, radosnym rytmem, słonecznym, pozytywnym brzmieniem. Nie ma tu "superciężkich" uderzeń, mięsistego, gitarowego rocka. Jest za to kilka sprawdzonych pomysłów na radiowe hity. Takich jak łagodnie pulsujące Miracle Worker.

"Czarni Karibowie" należą do grupy etnicznej Garifuna, zamieszkującej wioski na karaibskim wybrzeżu Belize, Gwatemali i Hondurasu. Czarnoskórzy, o kręconych włosach już na pierwszy rzut oka różnią się od Indian i Metysów. Zachowali swoją odrębną kulturę, tradycje, silnie afrykańskie korzenie i znajomość języka angielskiego, która ułatwia kontakt z cudzoziemcami przybywającymi do ich wiosek, na wspaniałe, ocienione palmami, pełne kolorowych, rybackich łódek plaże. Garifuna mają swój własny taniec, który nazywają punta. Ich tradycyjny zespół muzyczny składa się z trzech dużych bębnów, skorupy żółwia, którą uderza się pałeczką i dużej muszli, na której się trąbi. Język, taniec i muzyka Garifunów zostały uznane przez UNESCO za tzw. niematerialne, światowe dziedzictwo ludzkości.

Umalali – Projekt Kobiet Garifuna to zbiór tradycyjnych, ale też współczesnych pieśni wykonywanych przez kobiety z wiosek Garifuna. Projekt rozpoczął się w 1997 roku, kiedy belizejski producent muzyczny i wydawca Ivan Duran zaczął podróżować do wiosek Garifuna w poszukiwaniu wyjątkowych, kobiecych głosów. Przez pięć lat nagrywał śpiewy kobiet w ich naturalnym otoczeniu: w domu, kuchni, na ulicach lub w świątyniach. Duran odkrył wiele wyjątkowych talentów - kobiet z wielkim głosem i osobowością. Śpiew jest nieodłączną częścią ich codziennego życia. W pieśniach przewijają się ich osobiste historie, opowieści o huraganach porywających domy, dobytek i środki do życia; synu zamordowanym w dalekiej wsi; bólu porodu; smutkach i radościach, jakich doświadczyły w swoim życiu.
W 2002 roku Duran założył studio nagrań w małej, krytej strzechą, ustawionej na palach nadmorskiej chacie. Do realizacji nagrań zaprosił kilku członków The Garifuna Collective - muzyków znanych z odkrywania tradycyjnej muzyki Garifuna - łącząc śpiew kobiet z nowoczesnymi aranżacjami na gitary, bas i saksofon.
Album Umalali (2008) (w języku Garifuna oznacza "Głos") łączy oryginalne pieśni z elementami bluesa, funky, rocka, rytmami Afryki Zachodniej i Karaibów - soca z Trynidadu, jamajskiego reggae i kubańskiej salsy. Styl śpiewu kobiet Garifuna naznaczony jest charakterystyczną ludową, wiejską szorstkością. Afrykańskie śpiewy przypominają tradycyjne „koła samby” (roda de samba) śpiewane przez stare kobiety w brazylijskiej Bahia. Sofia Blanco z Livingston w Gwatemali (54-letnia matka czwórki dzieci) wraz z córką Silvią, łączą w swoim śpiewie rytmy calypso, afrykańską rumbę z Konga i malijskiego bluesa. Z kolei Desere Diego, to młoda śpiewaczka, obdarzona potężnym głosem, który w połączeniu z biciem bębnów wprowadza pełen emocji, rytmiczny trans. W pieśni Mérua transowy śpiew Desere uzupełnia głos Chale Torres

Wracamy do Gwatemali, w okolice jeziora Atitlan. To położone w starej, wulkanicznej kalderze otoczone wzgórzami i wulkanami jezioro, ze względu na niezwykłe krajobrazy nazywane jest często "najpiękniejszym jeziorem świata".

Tym razem towarzyszyła nam muzyka innego znakomitego muzyka i kompozytora filmowego, Argentyńczyka Gustavo Santaolalli. Ten pochodzący z Buenos Aires muzyk i kompozytor, pracujący dla filmowców z Hollywood jest autorem muzyki między innymi do filmów (Amores Perros, 21 Gramów, Dzienniki motocyklowe, Babel czy Tajemnica Brokeback Mountain) – zdobywcą muzycznych Oskarów 2006 i 2007. Swoją karierę zaczynał w latach 60. w legendarnej, argentyńskiej formacji Arco Iris, łączącej muzykę rockową z latynoamerykańskim folkiem i muzyka andyjską. Po przeprowadzce w latach 90. do Los Angeles zajął się działalnością producencką, lansując argentyńskiego rocka (m.in. Café Tacuba) i nagrywając płyty solowe z muzyka instrumentalną. Santaolalla jest również gitarzystą, liderem argentyńsko-urugwajskiego projektu Bajofondo Tango Club, łączącego tanga argentyńskie z klubową muzyką elektroniczną (patrz: Argentyna – powrót w Andy).

Od roku 2000 Santaolalla jest cenionym kompozytorem muzyki filmowej. Film Waltersa Sallesa Dzienniki motocyklowe (The Motorcycle Diaries, 2004), nakręcony na podstawie dzienników Ernesto Che Guevary, opowiada o podróży w 1952 roku, zdezelowanym motocyklem przez Amerykę Południową, dwóch młodych Argentyńczyków: Alberto i Ernesto - studenta medycyny, późniejszego rewolucjonistę El Che. Zaplanowali oni swoją trasę tak, by poznać „prawdziwe oblicze podzielonego kontynentu…” Muzyka Santaolalli to zestaw nastrojowych, skromnych w formie kompozycji, ilustrujących poszczególne etapy ich wędrówki. Charakterystyczna jest w nim różnorodność brzmień łączących latynoamerykański, gitarowy folk z argentyńską i andyjską muzyką etniczną, rockiem, a nawet ambientem. Całość oparta jest na wpadających w ucho tematach przewodnich. Wiodącym instrumentem jest tu gitara, puentująca wszystkie ważne momenty w filmie. Jej brzmienie zostało wzbogacone o różne instrumenty etniczne, charakterystyczne dla Ameryki Południowej (między innymi andyjskie charango w De Usuahia a la Quiaca/Od Ushuaia do Quiaca), niekiedy o zestaw rockowy, a nawet o skromną orkiestrę smyczkową (Apertura). Dwa utwory - Jardín i De Usuahia a la Quiaca - pochodzą z solowej, instrumentalnej  płyty Santaolalli Ronroco (1998).


Gustavo Santaolalla skomponował muzykę do filmu Amores Perros (2000) w reżyserii Meksykanina Alejandro Gonzáleza Inárritu. Od tej pory został etatowym kompozytorem tego reżysera, pisząc muzykę również do pozostałych części jego filmowej trylogii (21 gramów oraz Babel). Na Babel (2006) składają się trzy różne (a jednak łączące się) historie, rozgrywające się na trzech kontynentach, w czterech krajach: Maroku, Tunezji, Meksyku i Japonii. Brak porozumienia między bohaterami tych historii jest tu współczesną, filmową wersją biblijnej opowieści o budowaniu wieży Babel. Ścieżka dźwiękowa to także, dosłownie muzyczny Babel. Podobnie jak w filmie pojawiają się tutaj różne języki, wykonawcy z kilku kontynentów i najróżniejsze style muzyczne. Filmowa partytura rozpisana została na różnego rodzaju gitary, gdzieniegdzie wzbogacone innymi instrumentami lub elektroniką, zawsze jednak utrzymana w kameralnej, nieco minimalistycznej, atmosferze – tak jak lekki i nastrojowy Endless Flight. Kompozycje Santaolalli urozmaicone zostały meksykańskimi piosenkami, motywami etnicznymi oraz ambientową elektroniką Ryuichi Sakamoto. Możemy usłyszeć wspaniały głos Chaveli Vargas, klasycznych meksykańskich marriachi oraz taneczną cumbię. Jest tu też trochę muzyki klubowej, weselnych przyśpiewek po hiszpańsku, japońskiego popu, amerykańskiego rocka... - jak na prawdziwy Babel przystało.

"(...) zwiedziliśmy Antiguę, dawną stolicę Gwatemali. To klimatyczne miasto urzeka swym położeniem pośród trzech wulkanów i postkolonialną architekturą." (al/tc)
Stolicę zmieniono po tym jak miasto nawiedziło kilka trzęsień ziemi. By odróżnić je od nowej stolicy nadano mu nazwę Antigua Guatemala, czyli Stara Gwatemala.


W głośnikach tym razem Manu Chao – muzyk i wokalista, prawdziwy wulkan energii, muzyczny atlas świata, czerpiący inspiracje z wielu kultur i tradycji. José-Manuel Chao jest jedną z najważniejszych postaci światowej sceny alternatywnej. Związany z ruchami lewicowymi jest zaangażowanym alterglobalistą. Jego pochodzący z hiszpańskiej Galicji rodzice wyemigrowali do Francji, uciekając przed reżimem Franco. Manu dorastał na przedmieściach Paryża, a jako nastolatek nauczył się gry na gitarze, grywając na podwórkach i w knajpach. Szerszy rozgłos zdobył w znanej francuskiej, punk-folkowej kapeli Mano Negra (1987-1994), której był liderem, wokalistą i autorem tekstów. Karierę solową rozpoczął albumem Clandestino (1998), który był wielkim przebojem w Europie i Ameryce Łacińskiej. Chao współpracuje również z wieloma artystami, nagrywa z nimi piosenki, produkuje ich płyty, m.in. Dimanche à Bamako (2004) malijskiego duetu Amadou & Mariam.

Bezpretensjonalne, szczere, oparte na chwytliwych melodiach piosenki Manu Chao, bazują na rytmach latynoskich, reggae, ska, a nawet punk rocku. Artysta z lubością stosuje metodę patchworku, zszywając ze sobą różne fragmenty swoich wcześniejszych kawałków, muzyczne i tekstowe odniesienia, a nawet fragmenty latynoskich telenowel. Wydana w 2007 roku La Radiolina to 6 płyta w jego dorobku. Chao zrezygnował na niej z wiodącego dotychczas reggae, na rzecz dynamicznego, latynoskiego rocka. Skoczne kawałki grane na instrumentach rodem z andyjskich wiosek, przeplatają się z nostalgiczno-lirycznymi balladami (takimi jak gipsy-flamencowa Me Llaman Calle) i agresywnymi, niemal punk-rockowymi brzmieniami, przypominającymi o mano-negrowskich korzeniach. W piosenkach posługuje się kilkoma językami: francuskim, portugalskim, hiszpańskim, arabskim, a nawet zdarzyło mu się że angielskim. Teksty, tak jak i te z poprzednich krążków, przepełnione są ideologicznym przesłaniem. Pomimo tego La Radiolina to świetna okazja do zabawy w rytm kołyszącej, pełnej słońca i radosnej muzyki.


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 21

Wirtualne Gęśle