piątek, 13 stycznia 2012

"Jechaliśmy do Rumunii mając w pamięci opowieści tych, którzy dotarli tam wcześniej. Wiedzieliśmy, że zachwycą nas malowane klasztory Bukowiny, warowne kościoły Siedmiogrodu i wszechobecne góry (...)"

Tak właśnie zaczyna się relacja Sylwii i Marka Kulczyków z ich kolejnej, rodzinnej podróży. Rumunia - nie tylko Bukowina, to tytuł pokazu w Jaremie - opowieści o poznanych miejscach, ludziach i ich kulturze, o rumuńskich krainach: Siedmiogrodzie, Mołdawii, Bukowinie i Marmarosz. To opowieść niezwykle bogata i różnorodna muzycznie.


Z węgierskiej granicy "(...)starym szlakiem polskich kupców ruszyliśmy(...) w stronę Oradea, czy też polskiego Wielkiego Waradu (Nagyvarad) - jednego z najlepiej rozwiniętych gospodarczo miast Rumunii. Oko szukało wysmakowanej, secesyjnej architektury, ale wokół były głównie jakieś fabryki i stada psów(...) Wjazd do miasta blokował wielki postój taksówek. O przepraszam, to nie taksówki, to cygański tabor na daciach z gigantycznymi, zawiniętymi w folię tobołami na dachach.

Pierwsze dźwięki muzyki z pokazu to uznawani za czołowych przedstawicieli nowej muzyki cygańskiej Mahala Raï Banda,  potomkowie znakomitych, tradycyjnych muzyków cygańskich (lautari) - skrzypków ze wsi Clejani (Taraf de Haïdouks) i orkiestr dętych z Zece Prajini (Fanfare Ciocârlia). Zespół powstał z inicjatywy skrzypka Aurela Ionity, w cygańskim getcie Mahala, na obrzeżach Bukaresztu, dokąd Cyganie przeprowadzają się ze swoich rodzinnych wiosek. "Królowie z Mahali" dorastali w slumsach grając na weselach, w knajpach i na ulicach. Tam też wypracowali swój żywiołowy, energetyczny styl nazywany gipsy twist. Najpełniej pokazują go w trakcie koncertów (w Polsce ostatnimi czasy dosyć częstych), stanowiących prawdziwy melanż brawury i geniuszu, wirtuozerii, radości, improwizacji, przeradzających się we wspólną, dziką imprezę. Płyta Ghetto Blasters (2009) z której słuchaliśmy chwytliwego, bigbandowego Zabrakadabra, to drugi album Królewskiej Kapeli z Mahali. To pełna energii fuzja bałkańskich orkiestr dętych, cygańskiej melodyki, muzyki orientu, katalońskiej rumby, bujającego reggae, a nawet przebojowego i tanecznego manele.

Na rumuńsko-węgierskim pograniczu, na nizinie pomiędzy doliną Cisy a Górami Bihorskimi, znajduje się dawna kraina historyczna Kriszana. Tu podziwialiśmy węgierskie kościoły obronne: "(...) Szczególną frajdę mieliśmy w pierwszym, nietypowo wyniesionym nad wieś, do którego nie dość że zdobyliśmy wspaniały kuty klucz, to jeszcze buszowaliśmy tam kompletnie bez opieki. Dzieci dostały amoku; zrobiliśmy tam kupę nieodpowiedzialnych i z całą pewnością głupich rzeczy takich, jak wejście na rozsypującą się dzwonnicę, na którą pastor ani nikt inny nie zaglądał chyba od lat."

Legendarna, działająca od 35 lat grupa Muzsikás oraz jej solistka Márta Sebestyén, to ikony współczesnej węgierskiej muzyki tradycyjnej i ludowej. Wykonują utwory z Transylwanii oraz innych regionów, dawnych historycznych Węgier, nagrywają utwory kompozytorów klasycznych (zwłaszcza Bartóka), muzykę żydowską z Maramures. Muzsikás są jednym z pierwszym wykonawców folkowych, który zdobył również uznanie w świecie muzyki klasycznej. Márta Sebestyén jest artystką o niezwykłej osobowości i talencie wokalnym. Nagrywa i występuje zarówno jako solistka, jak i wokalistka kapel tradycyjnych - Muzsikás oraz Vujicsics. W świecie muzyki popularnej znana jest z nagrań z francuskim duetem producenckim Deep Forest, a także ścieżki dźwiękowej filmu Angielski pacjent.

Muzsikás to węgierskie określenie ludowych grajków. Odpowiednia nazwa dla zespołu, który sięga do najgłębszych korzeni własnego folkloru. W swojej muzyce ożywiają popadające w zapomnienie tradycje dawnych, węgierskich wiosek. Zespół przywołuje tradycyjne tematy z węgierskich melodii ludowych, które Béla Bartók stawiał na równi z najwspanialszymi utworami klasycznymi. Wiosną każdego roku (począwszy od 1999) w Akademii Muzycznej w Budapeszcie, muzycy przedstawiają własne opracowania tradycyjnych kompozycji Bartoka i Zoltana Kodaly'ego, opartych na węgierskiej muzyce ludowej. Invirtita z albumu A Zeneakadémián - Live at Liszt Academy, to fragmenty takich właśnie koncertów z 2003 roku, na których wystąpili z towarzyszeniem chóru żeńskiego Pro Musica. Muzsikás grają w sposób przywołujący na myśl dawne zespoły ludowe ― skrzypcom grającym solo i samej melodii, towarzyszą trzystrunowa altówka i kontrabas. I oczywiście głos Marty - głos pierwotny, głos fascynujący, tak dziwny, że aż piękny. Jak sama muzyka.

Wąwóz Turda to brama do Siedmiogrodu, krainy zwanej Transylwanią, otoczonej od wschodu i południa łukiem Karpat. W uzdrowiskowej Turdzie atrakcyjnie prezentuje się widowiskowe, podziemne sale i korytarze kopalni soli.

Koçani Orkestar to jedna z najsłynniejszych w świecie, bałkańskich, cygańskich orkiestr dętych, pochodząca z miasta Koczani w Macedonii, a spopularyzowana m.in. dzięki udziałowi w filmie „Czas Cyganów” Emira Kusturicy. Mistrzowie miłosnych piosenek, pełnych energii i porywających do tańca, ognistych rytmów. To jedno z największych objawień  muzyki cygańskiej, oddające klimat wrzenia bałkańskich wesel i uroczystości. Tradycja "brass bandów" przybyła na Bałkany w XIX wieku, wraz z napływem... orkiestr tureckich janczarów. Przejęta przez licznie zamieszkujących te tereny Romów wojskowa konwencja, połączyła się z lekkością wykonawczą, finezją i nieokiełznaną wyobraźnią muzyczną. Z racji geograficznych muzyka Koçani Orkestar brzmi jednak bardziej południowo, a przez mieszkańców Skopje, Koczani i okolic, określana jest jako romska orientalna muzika. Dwie trąbki, trzy tuby, saksofon, klarnet, zyrla (tradycyjny obój), bębny i akordeon - wszystko to wybuchowa mikstura energii weselnej orkiestry, turecko-bałkańskich rytmów i solowych, instrumentalnych popisów. Album The Ravished Bride (2008), z którego wysłuchaliśmy utworu Sahara Dreams, to na razie ostatni efekt muzycznej aktywności orkiestry. Nagrania potwierdzają moc i energię ich wybuchowych występów na żywo. Są też utwory spokojniejsze, bardziej romantyczne, a także pieśni miłosne śpiewane wibrującym głosem przez charyzmatycznego, młodego wokalistę Ajlura Azizova. Niektóre kawałki instrumentalne klimatem nawiązują do motywów z filmów szpiegowskich z lat 60-tych, a nawet muzyki surferskiej (gościnnie gitarzysta Uri Kinrot z Balkan Beat Box). Tak oto Koçani Orkestar odkrywają nowe kierunki w bałkańskim etno-popie.


Siedmiogród wyróżnia się wśród pozostałych krain historycznych Rumunii, zarówno pod względem narodowościowym (mieszanka etniczna Rumunów, Węgrów, Sasów i wielu innych), jak i religijnym (prawosławni stanowią tu znacznie mniejszy odsetek ludności niż w pozostałych częściach kraju). Dawna twierdza w Alba Julia była ważnym ośrodkiem starożytnej Dacji i dawną stolicą Siedmiogrodu. Z kolei zamek w Hunedoarze, to symbol węgierskiego panowania na tych ziemiach od XV wieku.

Doulce Mémoire, założona w 1990 roku w Paryżu przez francuskiego flecistę Denisa Raisin-Dadre, to grupa instrumentalistów i śpiewaków, specjalizująca się w renesansowej muzyce dawnej, zarówno sakralnej jak i świeckiej. Nagrywają dziesiątki płyt, pojawiają się regularnie na najważniejszych festiwalach muzyki dawnej. Doulce Mémoire (Słodka Pamięć) jest symbolem historycznej rekonstrukcji, spojrzenia na muzykę dawną, którą sami porównują do renesansowych fresków. Baldassar Castiglione - Il Libro del Cortegiano (1997), to album oparty na Księgach Dworzanina Baldassara Castiglione z XVI-wiecznej Wenecji. Castiglione opisuje w nich rozmowy i muzykowanie w weneckim pałacu Urbino. W krótkich formach muzycznych zespół zabiera nas w nieznaną przeszłość, sztukę zróżnicowaną i niezwykle wyrafinowaną, tak świeżą i egzotyczną, że aż trudno uwierzyć, iż to tylko "słodka pamięć". Słychać tu zrekonstruowane, dawne instrumenty, m.in: pifferii, lutnie, lirę da braccio. Anonimowa kompozycja Tambur tambur - Ah partiale, to marsz z Florencji wykonany z udziałem śpiewaków: Marie-Claude Vallin (sopran) i Luciena Kandela (tenor).

A na zdjęciach kolejni Cyganie z napotkanego na drodze taboru. No, a jak Cyganie, to oczywiście cygański jazz i bigbandowe brzmienia Mahala Raï Banda. Jednocząc cygańskich skrzypków i akordeonistów z weteranami wojskowej orkiestry dętej i sekcją rockową (odlotowy perkusista!), "Kapela Królów z Getta Mahala" jest obecnie prawdziwą gwiazdą muzyki bałkańskiej. Spoitoresa to kawałek z debiutanckiej płyty Mahala Raï Banda (2004), z której sztandarowy przebój Mahalagesca pojawił się w ścieżce dźwiękowej filmu Borat Sashy Barona Cohena.

 

Docieramy do ruin kolejnej twierdzy Daków. Towarzyszy nam kompozycja Fureur ze ścieżki dźwiękowej filmu Tony'ego Gatlifa Transylvania. Gatlif, to urodzony w Algierze reżyser, scenarzysta, aktor i kompozytor muzyki filmowej. Naprawdę nazywa się Michel Dohmani, jest potomkiem algierskich Cyganów, a jako nastolatek wyemigrował do Francji. Jego życiową fascynacją stało się kino - reżyseria i aktorstwo, a przede wszystkim kultura cygańska, zwłaszcza muzyka, której hołd oddaje w wielu swoich filmach. Gatlif zrywa w nich z tradycyjną narracją, jego filmy tętnią hipnotyczną muzyką, podporządkowuje jej zarówno obraz, jak i dialogi. Głównymi bohaterami są Cyganie, odmieńcy oraz ich wędrówka po świecie (od Radżastanu przez Andaluzję, Egipt, Turcję, Rumunię, Węgry i Francję) wraz z ich nieodłączną kulturą i muzyką. Obraz Transylvania z 2006 roku jest rodzajem filmowej medytacji na temat miejsca, zamieszkujących go ludzi,o ich zwyczajach, mowie i uczuciach. To historia młodej Francuski Zingariny podróżującej po Transylwanii w poszukiwaniu swojego ukochanego - deportowanego do Rumunii cygańskiego muzyka. Film ma bogatą, niezwykłą oprawę muzyczną. Oprócz tradycyjnych zespołów cygańskich, pojawiają się w nim obrazy z klubów muzycznych (to tu śpiewa znakomita Bea Pálya) i z siedmiogrodzkich, wiejskich chałup, gdzie stare kobiety grają na tradycyjnych instrumentach ludowych.


Oglądamy stare, siedmiogrodzkie wioski. W tradycyjnym, folkowym stylu rozbrzmiewa Denisa, gwiazdka rumuńskiego, dyskotekowego stylu menele, w piosence Viata grea si trecatoare. Obdarzona melodyjnym głosem i słowiańską urodą Emilia Denisa Răducu pochodzi z południowej Rumunii, gdzie jako dziecko śpiewała w zespole ludowym. Aktualnie mieszka i nagrywa w Bukareszcie. Oprócz przebojów manele, nagrywa również płyty z tradycyjną muzyką ludową. Dor de mamă (Tęsknota za matką) z 2010 roku, nagrana z Kapelą Cipriana Radu z Kluż, pokazuje jej folkowe oblicze. Denisa sięga tu daleko poza ramy wykonywanego na co dzień gatunku. Płyta nagrana jest w klimacie bałkańskich przedmieść, barów, dancingów, łącząc w sobie brzmienia rumuńskie, karpackie i cygańskie. To połączenie folku miejskiego i wiejskiego – stylistyki ludowego śpiewu i brzmienia bałkańskich kapel miejskich.


Siedmiogród, to zróżnicowany i barwny tygiel narodowościowy. Mieszkają tu Rumuni, Węgrzy, Szeklerzy (węgierskojęzyczna mniejszość etniczna), Cyganie i niewielu już Sasów. Siedmiogrodzcy Sasi (niem. Siebenbürger Sachsen) to ludność pochodzenia niemieckiego, przybyli w te tereny jeszcze w XIII wieku, nadając im niepowtarzalnego charakteru. To właśnie Sasom kraina zawdzięcza nazwę Siebenburg, czyli Siedmiogród. Żyli tu przez 700 lat i dopiero za czasów Ceauescu zostali "przehandlowani" za walutę wymienialną do Niemiec. Dziś nieliczni już Sasi są w dużej mierze zrumunizowani - przede wszystkim językowo. Na obszarach zamieszkanych do niedawna przez potomków pionierów z Saksonii, pozostali już tylko "ostatni Mohikanie". A także dawne saskie miasta i wsie z kościołami obronnymi, urzekające swą wyjątkową estetyką i harmonią. To tu właśnie wysłuchaliśmy hymnu siedmiogrodzkich Sasów Siebenbürger, Land des Segens, w wykonaniu Młodzieżowej Orkiestry Symfonicznej Bruchsal pod dyrekcją Heinza Ackera.      

"Siedmiogród, ziemia błogosławieństw, ziemia bogactwa i władzy.

Z pasem Karpat w zielonej sukni z nasion, kraina złota i soku z winogron."



Fenomenem Siedmiogrodu są kościoły obronne i zamki chłopskie. Mieszkańcy stale narażeni na najazdy ze strony tureckiego imperium umacniali kościoły, obwarowując je potężnymi murami. Normą były podwójne, a nawet potrójne pierścienie murów, zwodzone mosty, potężne wieże, spichlerze na żywność, studnie. Niewiele jest też tak trwałych i krążących przez wieki opowieści, jak te o wampirach z odległych, dzikich i owianych legendą krain. Midnight in Transylvania (2005) idealnie oddaje mroczny nastrój tych historii. Kompozycję Key'a Poulana, Shawna Glyde'a i Dana Bryana wykonuje orkiestra reprezentacyjna Collingswood Panther. Key Poulan to pochodzący z Teksasu, amerykański kompozytor i aranżer reprezentacyjnych orkiestr dętych, uznany za jednego z najlepszych w dziedzinie współczesnej muzyki marszowej. Współpracuje z najlepszymi orkiestrami marszowymi z Kalifornii.


Wioska Rupea - sam środek Rumunii, wiejski targ i siedmiogrodzki zamek chłopski. To kolejna osobliwość Transylwanii niemająca odpowiednika w Europie. W przeciwieństwie do innych krajów mieszkańcy wsi budowali twierdze sami dla siebie. W razie napaści cała ludność okolicznych wiosek chroniła się w obrębie murów. Przebojowy, rytmiczny Colindat to kolejny kawałek z pierwszej płyty Mahala Rai Banda. Wybuchowa mieszanka muzyki ludowej, bałkańskich orkiestr dętych, orientalnego popu, rumby, reggae, manele i cygańskiego żywiołu.

Spośród zabytkowych miast Siedmiogrodu (Kluż, Sybin, Bystrica, Sebesz, Mediasz, Sygiszoara i Braszów) esencją Transylwanii pod względem położenia, ilości zabytków i niepowtarzalnego klimatu są dwa ostatnie. Zwłaszcza Sygiszoara, nazwana Perłą Siedmiogrodu, czyli miejsce urodzenia Vlada Tepesa zwanego Palovnikiem - pierwowzoru mitycznego wampira Księcia Drakuli. Nieco inny charakter ma średniowieczny Braszów, z gotyckim Czarnym Kościołem przy zabytkowym rynku. Z kolei Sybin uznaje się (obok Sygiszoary) za stolicę siedmiogrodzkich Sasów. Miasto przyciąga całym kompleksem pięknego i dobrze zachowanego starego miasta. Dominuje saski gotyk z rzędami kamienic o strzelistych czerwonych dachach, wieżami kościołów, bramami, basztami, fragmentami murów obronnych, wąskimi uliczkami i zacienionymi zaułkami.

Trzy Rumuńskie Tańce (Three Romanian Dances) to fragment albumu East European Hurdy-Gurdy Music (1983), antologii prezentującej tradycyjną muzykę ludową z południowego-wschodu Europy, graną na lirze korbowej. Róbert Mandel, to węgierski lirnik i lutnik z Budapesztu, grający na wytwarzanych przez siebie instrumentach. Lira korbowa przybyła do Europy Wschodniej na początku XIX wieku, wraz z wędrownymi muzykantami z zachodu. Była używana w muzyce ludowej na Węgrzech, w Rumunii, Bułgarii, Polsce i na Ukrainie. W Rumunii lira korbowa była nazywana viella mecanica, a grano na niej wraz ze skórzanymi dudami cimpoi.



Napotkane po drodze wulkany błotne, to niespodziewane spełnienie marzeń Stasia i Wojtka o wytarzaniu się w cieplutkim, bulgocącym błotku. A Mexico City, to utwór z płyty Nu Med.(2007) nowojorskiego projektu Balkan Beat Box (więcej o płycie we wpisie Podole i Besarabia, czyli ukraińskie peregrynacje).

Focul Viu, czyli Żywy Ogień (naturalne wywierzyska płonącego gazu ulatniającego się z ziemi), to jeszcze jedna, ulubiona atrakcja chłopaków. To oni zapewne nucili sobie wtedy wesołą melodyjkę z filmu Podróż za jeden uśmiech - historii dwóch chłopców - Poldka i Dudusia - podróżujących autostopem nad polskie morze. Kompozytorem melodii jest saksofonista Jerzy "Duduś" Matuszkiewicz, jeden z pionierów powojennego nurtu jazzowego w Polsce, genialny kompozytor muzyki do popularnych seriali i filmów z czasów PRL-u. Matuszkiewicz tworzył muzykę do filmów kultowych, a często to właśnie ona przyczyniała się do ich "kultowości". Jest autorem takich hitów jak tematy przewodnie z seriali: Wojna domowa (1965-66), Stawka większa niż życie (1967-68), Jak rozpętałem drugą wojnę światową (1969), Przygody psa Cywila (1970), Stawiam na Tolka Banana (1973), Janosik (1973), Czterdziestolatek (1975-78), Życie na gorąco (1978), Alternatywy 4 (1983), czy właśnie Podróż za jeden uśmiech (1971). To tylko niektóre w jego imponującym dorobku, niezapomniane "ilustracje muzyczne, które wyszły poza obraz i pozostały w pamięci widzów i słuchaczy na długie lata”. 


 

Już na pożegnanie Transylwanii - Le chant du Pope, jeszcze jeden fragment ścieżki dźwiękowej filmu Transylvania. Słuchaliśmy go już w północnym Siedmiogrodzie, oglądając prawosławny klasztor Bistrita.

Ciąg dalszy: Rumuńska mozaika - Bukowina i Marmarosz



Jechaliśmy do Rumunii mając w pamięci opowieści tych, którzy dotarli tam wcześniej. Wiedzieliśmy, że zachwycą nas malowane klasztory Bukowiny, warowne kościoły Siedmiogrodu i wszechobecne góry (...)"

Tak właśnie zaczyna się relacja Sylwii i Marka Kulczyków z ich kolejnej, rodzinnej podróży (...)

Część pierwsza: Rumuńska mozaika - początek w Siedmiogrodzie.

 

Przez "asfaltowe węże skalnego kanionu" w malowniczym wąwozie Bicaz, wjeżdżamy do zachodniej części historycznej Mołdawii, leżącej po wschodniej stronie łuku Karpat. Dalej na wschód, już za Prutem, znajduje się obecna Republika Mołdawii, a więc dawna Besarabia. Baharim (Outro), to kolejny utwór Balkan Beat Box, tym razem zamykający płytę Nu Med.(2007) (więcej we wpisie Podole i Besarabia, czyli ukraińskie peregrynacje).

Oglądając ruiny twierdzy Târgu Neamţ, najciekawszej budowli obronnej dawnej Mołdawii, słuchaliśmy pieśni Mána (Matka) wykonywanej przez greckiego barda Loudovikosa z Anoyíon. Naprawdę nazywa się George Dramountanis i jak wielu sławnych, greckich artystów, poetów i polityków, pochodzi z Anóyion na Krecie, wioski położonej na kamiennych stokach majestatycznej, najwyższej na wyspie góry Psiloritis. Loudovikos - śpiewa i gra na mandolinie, podkreślając przy tym, że ​​jest współczesnym gawędziarzem, opowiadaczem niezwykłych historii. W swoich pieśniach opowiada o życiu, uczuciach i losach okolicznych mieszkańców. Jak sam mówi: "Tu na górze, na jałowych zboczach Psiloritis, ludzie słuchają duszy kamieni. Śpiewamy o nieodwzajemnionej miłości (...) i o śmierci w głęboko... erotyczny sposób. Ludziom gór bliżej do nieba." Na płycie The Colours Of Love (2000) jego łagodny głos (bardziej szept niż śpiew) czaruje liryzmem poezji i w pełni uzupełnia się z delikatnymi, pełnymi emocji dźwiękami muzyki.

I tak oto docieramy do Bukowiny (a więc dawnej, północnej Mołdawii) podzielonej dzisiaj pomiędzy Rumunię (południe) i Ukrainę (północ). Polskie osadnictwo na Bukowinie pojawiło się po I rozbiorze Polski. Wówczas przybyli tu pierwsi osadnicy z Galicji - górnicy z Bochni i Wieliczki, których sprowadzono w celu eksploatacji złóż soli kamiennej. Osiedlili się oni we wsi Kaczyka i rozpoczęli pracę. Kopalnia istnieje tutaj do dzisiaj.

Shantel, to artystyczny pseudonim Stefana Hantela, niemieckiego DJ-a i producenta muzycznego. Jego dziadkowie pochodzili z rumuńskiej części Bukowiny. Charyzmatyczny artysta o charakterystycznym głosie i wyglądzie jest niekoronowanym królem bałkańskiego etno-disko. W prowadzonym przez siebie frankfurckim klubie, porywa do tańca bałkańskimi rytmami okraszonymi wschodnioeuropejskimi zaśpiewami. W jego muzyce pobrzmiewa to wszystko, co kojarzymy z bałkańską kulturą. Królują instrumenty dęte oraz rytm, przy którym nogi same rwą się do tańca. Tak właśnie brzmi Bucovina Original z ostatniej płyty Planet Paprika (2009).

Bukowina południowa - kraina z niezwykłą architekturą sakralną i mozaiką etniczną. Przede wszystkim sławne, malowane cerkwie, czyli grupa unikalnych cerkwi prawosławnych, ozdobionych zarówno malowidłami wewnętrznymi, jak i XVI-wiecznymi freskami zewnętrznymi, pokrywającymi fasady budowli na całej ich powierzchni. Osiem z nich jest wpisanych na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Oglądając klasztory Rasca (obronny monastyr z cerkwią), Dragomirna, Voronet i Humor, wsłuchujemy się w pieśni liturgiczne rumuńskiego kościoła prawosławnego. Troparul Praznicului to tradycyjna forma poetyckiego śpiewu w obrządku bizantyjskim (tropar, troparion). Początkowo kanon wykonuje chór żeński, potem dołącza chór męski, by za trzecim powtórzeniem zaśpiewać już wspólnie.


Najbardziej znane bukowińskie klasztory znajdują się we wsiach Sucevita i Moldovita. W tle pieśń liturgiczna z katedry patriarchalnej w Bukareszcie, wykonywana z okazji jednego z głównych świąt cerkiewnych Adormirea Maicii Domnului. Obchodzone 15 sierpnia święto Zaśnięcia Przenajświętszej Bogurodzicy, na Zachodzie nazywane jest Świętem Wniebowzięcia NMP. Z tej okazji na Bukowinie, do klasztorów pod tym właśnie wezwaniem, organizuje się pielgrzymki, w których uczestniczą całe wsie i wspólnoty.

Północna Rumunia to także niewielki, podkarpacki Marmarosz (Maramures) - kraina na pograniczu rumuńsko-ukraińskim, w przeszłości stanowiąca część Węgier, położona w górskim rejonie dorzecza górnej Cisy. Zachowało się tu kilkanaście wsi z unikalną drewnianą zabudową (słynne zagrody i bramy marmaroskie) oraz drewniane cerkwie o charakterystycznych, strzelistych wieżach. Osiem najstarszych i najpiękniejszych z nich wpisanych jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO. A przy okazji jeszcze jedna prawosławna pieśń liturgiczna związana ze świętem Wniebowzięcia, czyli lamentacje De la marginile lumii (Z końca świata).


Maramures to ostoja przebogatego w formie i pieczołowicie kultywowanego folkloru. Najciekawsze i najczęściej odwiedzane przez turystów są wioski w dolinie rzeki Izy. Szczególnie bogate i powszechnie noszone są tu stroje ludowe, a bardzo ciekawym i wartym obejrzenia zwyczaj niedzielnych parad wystrojonych dziewcząt. W utworze Sâmbra Oilor Din Maramures, pochodzącym z bałkańskiej antologii Balkan Blues: Souffles de l'âme (1999), słuchaliśmy Dumitru Farcasa, muzyka ludowego z Maramures. Farcas rozpropagował w świecie tárogató (taragot) - węgierską odmianę tureckiej fujarki, charakterystyczną dla tego regionu. Od lat 60-tych stoi na czele sławnej, marmaroskiej kapeli folkowej Mărţişorul. Kompilacja Balkan Blues: Souffles de l'âme (Tchnienie duszy), to muzyczna podróż przez siedem bałkańskich krajów. Podróż w poszukiwaniu dwóch  najważniejszych elementów muzyki bałkańskiej - z jednej strony, ballad opowiadających o cierpieniu i nadziei, a z drugiej wirtuozerskich popisów towarzyszących radosnemu świętowaniu i szalonej zabawie.



Miejscowość Sapanta - poza kolorowymi dywanami tkanymi przez miejscowe kobiety - znana jest ze względu na znajdujący się tam Cimitirul Vesel, czyli "Wesoły Cmentarz". Cmentarz dosyć specyficzny, bo nagrobki są zamalowane komiksowymi scenkami z życia pochowanych w nich osób lub okoliczności ich śmierci. 


Najbardziej znani w Rumunii muzycy cygańscy mieszkają w Clejani, małej wiosce na Wołoszczyźnie, na południowy zachód od Bukaresztu. To wioska skrzypków, cymbalistów, basistów i mistrzów akordeonu, którzy wspólnie utworzyli grupę Taraf de Haïdouks (Kapela Hajduków). Jedna z najlepszych orkiestr cygańskich świata powstała w 1989 roku. Ten unikalny zespół tworzą tradycyjni muzycy cygańscy (lautari), którzy przed „odkryciem” dla świata byli zwykłą, wiejską kapelą przygrywającą na weselach. Taraf de Haïdouks to chyba najlepszy przykład niewiarygodnej witalności i prawdziwe uosobienie ludowej muzyki cygańskiej. Dwunastu lautarów niezwykle zręcznie przeplata muzykę weselną, skrzypcowe ballady, jazz, muzykę klasyczną i pop. Dzisiaj gra już trzecie pokolenie Hajduków. Ich urok polega na tym, że pomimo odniesionego sukcesu, to ciągle są prości, cygańscy muzycy. Ciągle tryskają specyficznym poczuciem humoru, w trakcie występów zbierają od publiczności banknoty i nadal mieszkają w swoim małym Clejani. Ich siła nie polega na bezbłędnym warsztacie, ale na nieokiełznanej energii i spontaniczności. Do dzisiaj nagrali kilka entuzjastycznie przyjętych płyt. Pomimo wielkiego sukcesu na Zachodzie, w swoim kraju są nadal stosunkowo mało znani a ich płyty łatwiej kupić we Francji lub Belgii. Na płycie Maškaradǎ (2007) Hajducy wzięli na swój ludowy warsztat muzykę klasyczną, reinterpretując znanych, XX-wiecznych kompozytorów. Utwory Bartóka, Chaczaturiana, Albeniza, Kosmy i innych poddali swoistej re-cyganizacji, czyli powrotowi do korzennej, ludowej tradycji, z której garściami czerpali klasycy. Tytuł Maškaradǎ to odniesienie do baletu wg sztuki Lermontowa, do którego muzykę napisał ormiański kompozytor Aram Chaczaturian. Jego kompozycja Lezginka oparta jest na żywiołowym, tradycyjnym, tańcu kaukaskim (zwanym również Czeczenką). Wywodzi się on od ludu Lezginów, zamieszkujących w Dagestanie na północnym Kaukazie i w północnym Azerbejdżanie. Ta płyta to właśnie taka gigantyczna maskarada, w której nie do końca wiadomo co jest tradycyjne, a co klasyczne - co z czego wypływa, czy to klasyka czerpie z ludowej, etnicznej tradycji, czy może na odwrót. Całość brzmi trochę jak muzyczny kabaret, trochę jak wiejski, cygański karnawał, gdzie balownicy paradują w dziwnych, pogańskich maskach - takich jak ta z okładki płyty.


Zmęczeni zwiedzaniem Marmaroszu i Doliny Izy, ruszyliśmy w kierunku Przełęczy Prislop, skąd rozciągają się rozlegle widoki na dwa pasma górskie. Góry Marmaroskie są najbardziej wysuniętym na północ pasmem Karpat rumuńskich, zaś Góry Rodniańskie na tle okolicznych gór wyróżniają się wysokością i skalistą rzeźbą. Motoryczna sekcja dęta ozdobiona brzmieniami klubowymi, to rzecz jasna ponownie Shantel w utworze O Manolis, z jego przebojowej płyty Disko Partizani (2007). Zasłynął jako producent nagrań najlepszych cygańskich orkiestr dętych (Mahala Rai Banda, Fanfare Ciocărlia, Kocani Orkestar, Boban Marković Orkestar), a także własnych remiksów muzyki bałkańskiej z elektronicznymi bitami techno i tanecznymi rytmami. Shantel stoi na czele kilkuosobowej orkiestry Bucovina Club Orkester, z którą występuje na koncertach.

 "(...) Kiedy dziś wspominamy nasze rumuńskie wakacje, stają nam przed oczyma kolorowe freski kościołów w dolinie Izy, starożytne twierdze rzymskiego limesu i arbuzy wysypujące się z ciężarówek na wiejskich targach. Znowu słyszymy stateczne postękiwanie wulkanów błotnych i chlupot wody w potokach. Najmilej zaś wspominamy spotkanych po drodze ludzi – cygańskich „królow”, siedmiogrodzkich Sasów, wiejskie babcie z przydomowych ławeczek. Cieszymy się, że pozwolili nam zajrzeć do swojego świata."



* fragmenty relacji, zdjecia oraz opracowanie muzyczne pokazu: Sylwia i Marek Kulczyk

  (Jarema, 19.11.2011)

Playlista:

1. Mahala Raï Banda - Zabrakadabra (Ghetto Blasters, 2009)

2. Muzsikás & Sebestyén Márta - Invirtita (A Zeneakadémián - Live at Liszt Academy, 2003)

3. Koçani Orkestar - Sahara Dreams (The Ravished Bride, 2008)

4. Doulce Mémoire - Tambur Tambur - Ah Partiale (Baldassar Castiglione. Il Libro del Cortegiano, 1997)

5. Mahala Raï Banda - Spoitoresa (Mahala Raï Banda, 2004)

6. Tony Gatlif - Fureur (Transylvania - soundtrack, 2006)

7. Denisa - Viata grea si trecatoare (Dor de mama, 2010)

8. Jugendsymphonieorchester Bruchsal - Siebenbürger, Land des Segens

9. Key Poulan - Midnight in Transylvania

10. Mahala Raï Banda - Colindat (Mahala Raï Banda, 2004)

11. Róbert Mandel - Three Romanian Dances (East European Hurdy-Gurdy Music, 1983)

12. Balkan Beat Box - Mexico City (Nu Med., 2007)

13. Jerzy Matuszkiewicz - Podróż za jeden uśmiech (1971)

14. Tony Gatlif - Le chant du Pope (Transylvania - soundtrack, 2006)

15. Balkan Beat Box - Baharim (Outro) (Nu Med., 2007)

16. Loudovikos Ton Anoyion - Mána (VA, Balkan Blues: Souffles de l'âme, 1999)

17. Liturgia Kościoła Prawosławnego - Troparul Praznicului

18. Shantel - Bucovina Original (Planet Paprika, 2009)

19. Liturgia Kościoła Prawosławnego - Adormirea Maicii Domnului

20. Liturgia Kościoła Prawosławnego - De la marginile lumii

21. Dumitru Fărcaş - Sâmbra Oilor Din Maramures (VA, Balkan Blues: Souffles de l'âme, 1999)

22. Taraf de Haïdouks - Lezghinka (Maškaradǎ, 2007)

23. Shantel - O Manolis (Disko Partizani, 2007) 

sobota, 26 listopada 2011

Argentyna - powrót w Andy, to kolejny w pokaz Jaremie, na którym pięknie zabrzmiały dźwięki muzyki, tworząc klimatyczną oprawę zdjęć, budując uroczy nastrój chwili. Autorami pokazu byli Iwona "Szumi" Szumacher - geograf, uczestniczka wypraw górskich w Andy, Pamir, Góry Alaski i Andrzej Piątek - taternik, uczestnik wypraw górskich na Kaukaz, w Pamir i Himalaje. Dla Iwony to kolejny już powrót w Andy. Wcześniej był trekking w Cordillera de Vilcabamba w Peru, przejazd u podnóży równikowych wulkanów w Ekwadorze, wejście na ośnieżony szczyt Aconcagua z zapierającym dech w piersiach widokiem "wynurzających się z chmur, w promieniach wschodzącego słońca, dwóch dostojnych szczytów: Mercedario i Ramada(...)"

"Po 4 latach swój namiot rozbiłam w Dolinie Colorado na wysokości 3580 m n.p.m., u podnóża południowej ściany Mercedario. Tuż za „rogiem” stała Ramada. Pomiędzy nimi ciągnęła się Alma Negra, La Messa i Pico Polaco. Same sześciotysięczniki wokół – to jedno z piękniejszych miejsc w Andach. Miejsce to odkryli Polacy ponad 75 lat temu. Nasza wyprawa przyjęła nazwę „Polskie Andy”, gdyż miała podążać śladami polskich przedwojennych wypraw andyjskich."

Różne oblicza Argentyny zaczęliśmy poznawać od miejskiego molocha Buenos Aires: rozświetlone, wielopasmowe ulice, nowoczesne wieżowce, dworce, kolonialne zabytki, portowe zaułki Puerto Madero i La Boca. Tak, po prostu "Boskie Buenos" - jak śpiewała niegdyś Olga "Kora" Jackowska - czyli symboliczny wyraz skrywanych pragnień niejednego wagabundy i podróżnika:

Chcę jeszcze raz pojechać do Europy

Lub jeszcze dalej do Buenos Aires

Więcej się można nauczyć podróżując

Podróżować, podróżować jest bosko

Gorące - meteorologicznie, społecznie, politycznie i muzycznie - lato 1980 roku, stało pod znakiem największej rewolucji w historii polskiego rocka. To wówczas na festiwalu w Opolu wystąpił Maanam, zabrzmiało jego Boskie Buenos, na zawsze już zmieniając naszą scenę rockową. Poza Korą, za repertuarem zespołu stał jej ówczesny mąż, gitarzysta i kompozytor Marek Jackowski. Ich debiutancki album Maanam (1981) to klasyka polskiego rocka, prawdziwa kolekcja kultowych przebojów lat 80-tych, takich jak: Żądza pieniądza, Szare miraże, Stoję, stoję, czuję się świetnie, Oddech szczura, Karuzela marzeń, Szał niebieskich ciał i oczywiście Boskie Buenos. I to wszystko na jednym, skromnie wydanym, czarnym krążku - to były czasy!

Po wielkomiejskich prospektach i portowych zaułkach stolicy, przyszedł czas na kawałek płaskiej Argentyny o smaku yerba mate, vino tinto i lomo. Plaża nad Rio de La Plata, zielona pampa, place i ulice Mendozy, a na nich Argentyńczycy – wszystko w rytmie argentyńskiego tanga zmiksowanego z taneczną elektroniką. Gotan Project to międzynarodowe trio muzyków i producentów: Philippe Cohen Solal - francuski pianista; argentyński gitarzysta Eduardo Makaroff oraz Szwajcar Christoph H. Müller. Zespół powstał i działa w Paryżu, a jego nazwa wiąże się podobno z popularną we Francji zabawą w przestawianie sylab (go-tan czyli tan-go). W sposób nowatorski zeswatali oni muzykę powstałą sto lat temu w portowych spelunkach Buenos Aires (z czasem wyszlachetniałą, zadomowioną na salonach i nieco skostniałą), z nowoczesnymi dźwiękami elektroniki. Gotan Project korzysta z urokliwego i nieco egzotycznego brzmienia bandoneónu (argentyński odpowiednik akordeonu), miksując go z house'owymi rytmami, dubowym pulsem, powłóczystymi smyczkami, jazzującymi dęciakami, melancholijnym, zmysłowym śpiewem. Muzycy nadali tangu odważne, nowoczesne brzmienie i wprowadzili je do najmodniejszych klubów muzycznych na całym świecie. Rzecz obrazoburcza dla ortodoksyjnych miłośników tradycyjnego tanga, okazała się przełomowa dla tego gatunku, odświeżając go i wprowadzając twórczo w XXI wiek. Nowe spojrzenie na tango przyniosło projektowi popularność, jaką nie cieszył się żaden artysta od czasów Astora Piazzolli.

Tango 3.0 (2010), pełen ciepła i filmowej elegancji, ostatni album Gotanów jest niczym muzyczny dziennik z podróży wędrownej trupy muzyków, z Buenos Aires do kolebki bluesa w delcie Missisipi, do stolicy country Nashville i do tętniących hip-hopem dzielnic Nowego Jorku. Zespół zaprasza w niej do kontemplacji współczesnego tanga w klimacie kawiarnianym, nad lampką dobrego argentyńskiego wina. Starannie zaaranżowane kompozycje są raz to dynamiczne i melodyjne, innym razem nastrojowe, wprowadzające w leniwy nastrój zadumy. Na płytę zaproszono znakomitych gości, m.in. argentyńskiego bandoneonistę Nini Floresa oraz hiszpańską wokalistkę Cristinę Villalonga. Najbardziej niespodziewanym gościem jest argentyński pisarz Julio Cortázar, który w utworze Rayuela (Gra w klasy)  czyta fragmenty swojej słynnej powieści. Ciekawy efekt daje tu udział chóru dziecięcego, który tworzy klimat trochę jak ze szkolnej akademii. Podobnie jak Cortazar, „Gotani” w swojej muzyce mieszają żar argentyńskiego tanga z klimatem paryskich, małych kawiarenek.


W Tu Misterio (Twoja tajemnica) swojego charakterystycznego głosu użycza Daniel Melingo, kultowy muzyk i wokalista, przedstawiciel artystycznej bohemy Buenos Aires, nazywany latynoamerykańskim Tomem Waitsem. Wpływy amerykańskiego folku i country słychać w Panamericana, kompozycji z mocnym, elektronicznym pulsem, pięknie grającym bandoneónem i subtelnymi kolorami dodanymi przez gitarę i dęciaki. Érase una Vez (Pewnego razu...), to subtelne electro-tango z tłem wypełnionym przez smyczki, zmysłowo zaśpiewane przez Cristinę Vilallonga. Dużo w tej piosence elegancji, wytchnienia i relaksującej przestrzeni. Współczesność najmocniej słychać w dynamicznej La Gloria (Chwała), z zadziornie buczącą elektroniką. Do utworu zaproszono Victora Hugo Moralesa, legendarnego, argentyńskiego komentatora sportowego, który w ekspresowym tempie sytuacji podbramkowej, wykrzykuje tekst o Gotan Project. Przez chwilę można poczuć się jak w trakcie meczu piłkarskiego na stadionie Boca Juniors, San Lorenzo albo Estadio Monumental.


 

Najwyższa pora aby wyruszyć w Andy. Oglądamy szybki przejazd z Mendozy do Santa Ana, a następnie przejście Doliną Colorado do bazy głównej wyprawy. To stąd zaczynały się tzw. "akcje górskie" na Ramadzie, Alma Negra i Pico Polaco, czyli dla naszych wspinaczy prawdziwa Mission: Impossible.

 "W kierunku Ramady (6310 m n.p.m.) wyruszyliśmy 4-osobowym zespołem. Po kilku dniach akcję górską zakończyliśmy na 6000 m n.p.m. ze względu na burzę śnieżną. (...) Wszyscy byliśmy jednak zadowoleni z dobrego zaaklimatyzowania się i świetnej pracy zespołowej (torowanie drogi w śniegu, zakładanie obozów, przygotowywanie posiłków, wspieranie się wzajemne, kiedy brakowało sił). W tym czasie 2-osobowy zespół stanął na szczycie Alma Negra (6120 m n.p.m.). Po takiej „rozgrzewce” koledzy skierowali się ku szczytowi Pico Polaco Norte (6050 m n.p.m.), który nie ma jeszcze polskiego wejścia. (...) Akcja górska na „nasz szczyt” zaczęła się jednak pechowo - (...) kolega wpadł do 8-metrowej szczeliny lodowcowej. Ostatecznie Pico Polaco Norte nadal nie ma polskiego wejścia."

Tej ekscytującej relacji towarzyszył właśnie Mission: Impossible Theme, jeden z najsłynniejszych motywów filmowych. Jego kompozytorem jest Lalo Schifrin, pochodzący z Buenos Aires argentyński pianista i dyrygent. Temat przewodni Mission: Impossible, filmowej megaprodukcji z 1996 roku, nagrali perkusista Larry Mullen i basista Adam Clayton z irlandzkiej supergrupy U2.



Fragment pokazu nazwany "Kolory Wyprawy", to niekiedy intrygujące ujęcia uczestników, w najmniej spodziewanych przez nich momentach, zgrabnie połączone z krótkimi fragmentami rozmów i powiedzonek, nagranych na podręcznym dyktafonie przez Andrzeja. Wyszedł naprawdę zabawny kolaż, fajnie pokazujący atmosferę wyprawy.

Bajofondo Tango Club to muzyka, którą Szumi przywiozła z Argentyny: "Argentyńczycy powiedzieli nam w jakimś sklepie muzycznym, że Gotanu to oni nie lubią - Bajofondo lepsze." Zespół tworzy siedmioro muzyków z Argentyny i Urugwaju. Liderem jest doświadczony, argentyński kompozytor i gitarzysta Gustavo Santaolalla – znamienita postać, twórca muzyki do takich filmów jak: Amores Perros, 21 Gramów, Dzienniki motocyklowe, Babel czy Brokeback Mountain (Oskary 2006 i 2007 za muzykę). Ważną rolę w projekcie odgrywają również pianista i kompozytor Luciano Supervielle, producent i DJ Juan Campodónico oraz bandoneonista Martin Ferres - jeden z najciekawszych artystów młodej generacji argentyńskiego Tango Nuevo. Bajofondo Tango Club łączy tradycyjne tango z nowoczesną muzyką elektroniczną i klubową - elementami trip hopu, drum'n'bassu i chill-outu. Ta bardzo popularna ostatnimi czasy muzyka, określana jest jako electro-tango lub tango fusion, zaś Bajofondo porównywane jest często do sławniejszego Gotan Project. Bajofondo znaczy dosłownie "podziemie". Kiedyś tango było "bajo fondo", dzisiaj w dużej mierze jest na oficjalnych salonach. Bajofondo Tango Club wprowadzili go ponownie tam, gdzie było jego naturalne miejsce - do podziemia modnych klubów i tanecznych parkietów Buenos Aires czy Montevideo. Minimalizm klasycznego tanga połączony jest tu z nowoczesnymi dźwiękami w sposób intrygujący i wysmakowany. Raz szybkie i dynamiczne, innym razem leniwe i relaksujące kompozycje, płyną niczym nurt Rio de la Plata - rzeki, która dzieli Urugwaj i Argentynę. Mówi się, że to właśnie tam trzeba szukać źródeł inspiracji tanga. Ich pierwsza płyta Bajofondo Tango Club (2002), cieszyła się sporym sukcesem, zdobywając Latin Grammy i zyskując wielką popularność w całej Ameryce Południowej, USA i w Europie. Z tej płyty słuchaliśmy kompozycji Los Tangueros, klubowego covera tanga autorstwa Orquesta Del Plata.

Warto wspomnieć, że wyprawa, chociaż nie stricte naukowa, miała jednak do wypełnienia wyznaczone misje. Uczestnicy, poza obserwacjami geomorfologicznymi i przyrodniczymi realizowali dokument filmowy, a także w sposób szczególny upamiętnili członków przedwojennej, polskiej wyprawy:

"Aby pamięć o nich nigdy nie wygasła, na jednym z potężnych kamieni, w centralnej części obozu „Pirca los Polacos”, umieściliśmy tablicę z wygrawerowanymi ich nazwiskami."

A w podkładzie rozbujał nas skoczny, rytmiczny kawałek ska Culpa de La Luna (Wina Księżyca). To pochodzący z San Francisco zespół Rupa & The April Fishes, którego liderką jest wokalistka i gitarzystka Maria Rupa. Ich piosenki są połączeniem różnorodnych stylów, a teksty śpiewane w wielu różnych językach - głównie francuskim, hiszpańskim i angielskim. Zaczynali jako "koczowniczy" duet uliczny (gitara, śpiew i wiolonczela), grający w tramwajach, lokalnych barach, galeriach, parkach, z którego rozrośli się w grupę utalentowanych muzyków - głównie potomków imigrantów, wychowanych na muzyce świata. Zespół współtworzy niezwykle popularny obecnie, wielokulturowy ruch, obejmujący całą gamę stylów i dźwięków, który na nowo definiuje brzmienie współczesnej muzyki. To twórczy pastisz łączący teatralność muzycznego kabaretu, elegancką, francuską nouvelle vague, porywające i zmysłowe rytmy Ameryki Łacińskiej (salsa, milonga, tango, kolumbijska cumbia, mariachi), jamajskie reggae, skoczną muzykę cygańską, liryczną klezmerkę i transowe, indyjskie ragi. Nieskrępowaną muzykalność i językową różnorodność doskonale słychać na płycie Este Mundo (Ten Świat) z 2009 roku. W tekstach przeplatają się wątki polityczne i społeczne, opisujące los ludzi zmuszonych do emigracji (za  wolnością lub pracą) ze swoich ojczyzn. Muzyczny koktajl pełen jest odwołań do dokonań takich artystów jak Manu Chao, Lhasa de Sela, Los de Abajo, Amparanoia, Ojos de Brujo i innych.



Dolina Colorado czarowała nas swoimi kolorami, gdy z klubowych głośników rozległa się liryczna ballada Dolina w długich cieniach...

Kiedy przybyłem do tej doliny           

Dzień miał się już ku zachodowi               

Słońce na mojej stało wysokości   

Na widnokręgu tam po drugiej stronie    

I można było jego blask łagodny   

Nareszcie znosić bez mrużenia powiek

Dolina zaś leżała w długich cieniach    

Między górami sinoniebieskimi           

Cicho i spokojnie tu było               

Dawno po wojnie             

To oczywiście znane i lubiane Stare Dobre Małżeństwo i klasyczne już połączenie wiersza Edwarda Stachury z muzyką Krzysztofa Myszkowskiego, lidera i wokalisty SDM. Piosenka z płyty Dolina w długich cieniach (1995) doskonale odzwierciedla charakter twórczości zespołu. Utwory liryczne i smutne przeplatają się z wesołymi i niekiedy ironicznymi, poważne z żartobliwymi, miłość z nienawiścią... - mieszanka uczuć, które aż kipią. Piosenki o podróżowaniu i nieustannym poszukiwaniu pełne są gorzkich obserwacji i egzystencjonalnych refleksji. I choć traktują niekiedy o naprawdę smutnych sprawach, to jednak niemal za każdym razem z utworów przebija się jakiś promyk nadziei...

Głowa mi też ciążyła ku dołowi    

Byłem zmęczony długą znojną drogą 

Wszystkiego miałem dosyć i w myślach    

Widziałem wreszcie tu gościnę błogą.

Dolina zaś leżała w długich cieniach    

Między górami sinoniebieskimi           

Cicho i spokojnie tu było               

Dawno po wojnie    


 

Skalne "Kolory Colorado" raz po raz (time after time) pięknie i melancholijnie mieniły się na ekranie: skały, minerały, zwietrzeliny... Cóż może lepiej pasować do takich obrazków niż liryczna, jazzowa trąbka Milesa Davisa? Davis, trębacz i kompozytor, gigant światowego jazzu, był jednym z najbardziej znaczących i innowacyjnych muzyków XX wieku. Stał na czele niemal każdego etapu rozwoju współczesnego jazzu, od końca lat 40. po lata 90. Zaczynał od nagrań bebopowych, był prekursorem jazz rocka, współtworzył jazz fusion, nagrał pierwszy album cool-jazzowy, w końcu nagrywał również jazzowe interpretacje przebojów popowych (budząc tym falę krytyki jazzowych purystów). Właśnie jedną z nich jest ballada Cyndi Lauper Time After Time, w którym lekko ospałej i lakonicznej trąbce Milesa akompaniuje gitara innego, znakomitego jazzmana Johna Scofielda. Ten i inne milesowe covery piosenek z początku lat 80. ukazały się na płycie You're Under Arrest (1985). Niby to już ponad 25 lat, ale słucha się tego znakomicie i dzisiaj.     

Inne "Kolory Colorado" to andyjskie, górskie kwiaty.

Jesteś kwiatem, który do życia się budzi, lecz nie zakorzenia się tu.

Jak piosenka, która się nigdy nie nudzi - z deszczu mnie prowadzisz do snu.

Przez bezkresy morza do wieczności nieba, aż po magię i światło gwiazd.

Martwić się przegraną nie trzeba, nie trzeba, skoro jeszcze przegrasz nie raz.


Kwiat - prawda, że to całkiem trafna, poetycka i raczej filozoficzna puenta w kontekście nieco dramatycznych przygód tej wyprawy? Grzegorz Turnau - krakowski pianista, kompozytor, wokalista i poeta, stworzył swój własny styl poezji śpiewanej, muzycznie bliski łagodnemu jazzowi, zaś interpretacyjnie dokonaniom Grechuty. Swoje klimatyczne kompozycje tworzy zarówno do własnych tekstów, jak i poezji znanych, polskich poetów - zarówno współczesnych, jak i klasyków. Ciepłym głosem i poezją, niczym malarz rysuje uczucia, szkicuje historie życia, kreśli krajobrazy, skłania do refleksji i zadumy. Tak jak na Nawet (2002) - ósmym z kolei swoim albumie. Płyta powstała pod wpływem wrażeń z podróży do Aten, wzbogacona została o tradycyjne akcenty greckie , które są tu jak dobra, grecka przyprawa w smacznym daniu. Na płycie znalazły się dwie wersje subtelnej, melancholijnej ballady Kwiat (Louloudi), którą napisał grecki kompozytor Manolis Famellos. Nagraną w Atenach wersję oryginalną Turnau zaśpiewał w duecie ze znanym, greckim pieśniarzem Georgiosem Dalarasem. Wersję polskojęzyczną (w tłumaczeniu Maji Sikorowskiej i samego Turnaua) wykonuje już on sam.

Ostatni rzut migawki na magiczne kolory Colorado, to zachód słońca i bezchmurna noc w dolinie przy pełni księżyca. Takie obrazy głęboko zapadają w pamięć. Tym mocniej, że towarzyszyło im nastrojowe, jazz-rockowe Nocturno na saksofon i jazzowe combo. Chilijskie Congreso, to jeden z najważniejszych bandów w tym kraju - zespół na wskroś chilijski, zarówno jeżeli chodzi o przesłanie jak i samą muzykę. W swoich kompozycjach łączą progresywny rock z folkową balladą i muzyką andyjską, fusion jazzem i muzyką współczesną, dodając zaangażowane społecznie i politycznie teksty. 25 anos de musica - En vivo (25 lat muzyki - Na żywo) to album koncertowy z 1994 roku, podsumowujący ćwierć wieku działalności zespołu. Na Stadionie Narodowym Velodrome Chile w Santiago razem z Congreso wystąpili najsłynniejsi artyści chilijscy: Isabel Parra, Inti-Illimani, Eduardo Gatti, León Gieco i Claudio "Pajarito" Araya.

"Po trzech tygodniach mieszkania w kolorowej Dolinie Colorado, składając namiot i pakując plecak, pomyślałam, że znów przeżyłam przygodę, która przerosła moje marzenia." 

I tyle!

 

* fragmenty relacji, zdjęcia i opracowanie muzyczne: Iwona Szumacher i Andrzej Piątek 

Playlista

1. Maanam - Boskie Buenos (Maanam, 1981)

2. Gotan Project - Rayuela (Tango 3.0, 2010)

3. Gotan Project - La Gloria (feat. Víctor Hugo Morales)(Tango 3.0, 2010)

4. Gotan Project - Érase una Vez (Tango 3.0, 2010)

5. Gotan Project - Tu Misterio (feat. Melingo)(Tango 3.0, 2010)

6. Adam Clayton & Larry Mullen - Mission: Impossible Theme (Theme from Mission: Impossible, 1996)

7. Gotan Project - Panamericana (Tango 3.0, 2010)         

8. Bajofondo Tango Club - Los Tangueros - Orquesta Del Plata (Bajofondo Tango Club, 2002)

9. Rupa & The April Fishes - Culpa de La Luna (Este Mundo, 2009)

10. Stare Dobre Małżeństwo - Dolina w długich cieniach (Dolina w długich cieniach, 1995)     

11. Miles Davis - Time After Time (You're Under Arrest, 1985)

12. Grzegorz Turnau - Kwiat (Nawet, 2002)     

13. Congreso - Nocturno (Congreso-25 anos de musica-en vivo, 1994)

(Jarema, 05.11.2011)

środa, 13 lipca 2011

"Erewań, 4.30. Sala przylotów nowoczesnego lotniska Zvarnost - dumy miasta - tętni życiem. Na plecy napiera tłum obywateli wracających do ojczyzny. Następny w kolejce popycha poprzedniego czym może: tobołkiem, brzuchem, obfitym biustem. Wyraźny sygnał wkroczenia w strefę innego niż zachodnioeuropejski dystansu, swojska kultura dotyku." *

Tak właśnie w sierpniu 2010 wyglądały pierwsze chwile w Armenii i początek podróży Marzeny "Marzi" Wodnickiej, Magdy Jackowskiej i Ali Majewskiej po tym kaukaskim kraju, na pograniczu Europy i Azji. Skład w pełni damski, więc i pokaz zdjęć w wyprawy w Jaremie otrzymał stosowny i wcale wymowny tytuł - Damski notatnik z podróży, czyli Armeni(i) Mania. Podobno ma on związek z jakimś markowym zapachem perfum. Może właśnie dlatego pokaz od strony muzycznej pełen był ujmujących barw i zapachów, ciekawych osobistych odniesień, intrygujących kontrastów stylistycznych i kulturowych - zupełnie jak ten damski notatnik.

"Przy drodze na placyku z prostym klepiskiem przebierają niemrawo nogami pierwsi poranni podróżni. "- Dziwczata atkuda Wy? Ja samyj łućszij gajd? Wy sa mnoj wsju stranu pasmatricie." - pojawia się pierwszy "opiekun", gotów zaoferować swoje usługi jako przewodnik w podróży po kraju. Podobno jest dość niebezpiecznie, można zostać zaatakowanym przez...psy!" *

Erywań (tak brzmi poprawna nazwa stolicy Armenii) to miasto kontrastów - góra i koniak Ararat, architektura, kościoły stare i nowe, meczet i pomnik zagłady Ormian. W ten charakterystyczny dla Armenii klimat wprowadziła nas balladą Tebi Yerkir (Dla Ojczyzny) Sonya Varoujian - jedna z przedstawicieli wielkiej, ormiańskiej diaspory muzycznej, rozsianej dosłownie po całym świecie. Sonya pochodzi z Londynu, z ormiańskiej rodziny, której dom zawsze był pełen muzyki. W wieku 18 lat zaczęła grać na gitarze i nagrywać folkowe ballady. Pierwszą płytę wydala jeszcze w Anglii, dwie kolejne już w Nowym Jorku. W 2005 roku jako woluntariuszka wyjechała do małej wioski w Armenii, gdzie pracowała w zespole animatorów, zajmujących się nauką muzyki, rzemiosła, tańca i teatru miejscowych dzieci. W 2006 roku wydała płytę Janapar - swój pierwszy album w Armenii, będący kompilacją jej wcześniejszych piosenek. Przy płycie pracowała z lokalnymi muzykami z Erywania, którzy grali na wszystkich instrumentach towarzyszących akustycznej gitarze Sonyi. Muzyka na Janapar to klimatyczne połączenie europejskiego folku, nuty celtyckiej i ormiańskich melodii. Głos Varoujian jest świeży i naturalny - nie epatujący nadmiernymi technikami wokalnymi, a przez to prawdziwy i szczery. Teksty nawiązują do jej doświadczeń z pracy w Armenii - są gorącą afirmacją życia, piękna przyrody i międzyludzkich relacji pełnych pasji i miłości. O Sonyi mówi się, że to ormiańska Joan Baez.

"Poznana w drodze przyjazna erewańska rodzina eskortuje nas, zgodnie z życzeniem, w okolice Opery. Przy okazji lekcja języka - "sznurakhalucjum", hmmm, strasznie trudno to wymówić, jest za to prostsza wersja dziękuje - "Merci"! To daje pewną szanse, ze choć z odrobiną ogłady wkroczymy na armeński grunt." *

Erywań to miasto duże i nowoczesne, jednak przyjazne mieszkańcom i przyjezdnym. Piękne parki, fontanny, kawiarnie, uliczne tańce, światowa moda i alkohole - prawdziwe Światowe życie, jak śpiewał niegdyś Wojciech Młynarski. Poeta i satyryk, autor i wykonawca piosenki autorskiej i kabaretowej, nagrał tę piosenkę w 1967 roku, na swój pierwszy, debiutancki album zatytułowany Wojciech Młynarski śpiewa swoje piosenki. Płyta przynosi jedne z największych przebojów Młynarskiego z lat 60-tych, pełne wysublimowanego humoru, typowej dla niego zabawy słowami, z charakterystycznym nerwem i zaangażowaną interpretacją, okraszone jedynie skromnym akompaniamentem fortepianu. Pomimo braku wybitnego talentu wokalnego, starał przede wszystkim skupiać się na przekazie, pokazywaniu wszechobecnej głupoty i codziennych absurdów naszej rzeczywistości tamtych lat. Niektóre piosenki Młynarskiego w ogóle się nie starzeją, inne mogą być swoistymi lekcjami historii, niektóre jak ulał pasują do światowej atmosfery armeńskiej stolicy: "Światowe życie, szum i gwar, feerią neonów błyszczy mleczny bar. Porcję leniwych zjadam a la fourchette, i syty, i szczęśliwy czuję się wnet. (...) Po co Ci więcej? Taką masz geograficzną długość, słowiańską twarz. Więc się zachłyśnij aż do utraty tchu, światowym życiem ze mną właśnie tu!"

Oglądamy więc życie artystyczne Erywania - wernisaż z dziełami sztuki i śrubkami, główny plac miasta, mimowie w restauracji, wnętrza mieszkań artystów, uwielbienie dla Rosjan - ich symboli i kultury. Muzycznie pozostajemy w klimacie retro. Charles Aznavour (właściwie Szanur Aznavurian), to jeden z najbardziej znanych na świecie artystów pochodzenia ormiańskiego. Urodził się w 1924 roku w Paryżu, w rodzinie ormiańskich emigrantów. Kompozytor, piosenkarz i aktor, legenda piosenki francuskiej, autor około 1000 piosenek (głównie o miłości), ma za sobą już ponad 70 lat kariery. Obdarzony charakterystycznym głosem Aznavour jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci światowej muzyki rozrywkowej i francuskiego filmu. Swoją karierę rozpoczynał w latach 40. od współpracy z Edith Piaf. W 1951 roku zaśpiewał Plus Bleu Que Tes Yeux (Jeden dzień w błękicie). Utwór pochodzi ze zbioru największych przebojów wokalisty, składanki Charles Aznavour (2006).

"To pierwsze spotkanie z Armenią, choć ograniczone do stolicy, innej niewątpliwie niż interior, dobrze oddaje specyfikę całej naszej podróży, w której globalne i nowoczesne zderzało się z tym co lokalne i pokryte patyną, "profesjonalne i handlowe" zainteresowanie przybyszem ze spontaniczną i bezinteresowną gościnnością. W podróży tej wiernie towarzyszyły nam marszrutki różnych maści, łady w kolorze kości słoniowej oraz...osły!" *

W okolicach Erywania zobaczyliśmy klasztor Geghard, świątynię w Garni w wąwozie rzeki Azat, twierdzę Amberd, kościół Hovanavank w wąwozie rzeki Kasach, pomnik ormiańskiego alfabetu. Towarzyszyła nam instrumentalna, folk-rockowa kompozycja Aditon, erywańskiego zespołu Artsruni. Nazwa bandu pochodzi od nazwiska założyciela i lidera, gitarzysty Vahana Artsruni. Muzyka na płycie Cruzaid (2002), to pogranicze rocka progresywnego i folku, czasem elektrycznego jazz-rocka, przywodzące skojarzenia ze stylistyką Jethro Tull i Camel. Album wypełniają utwory o rozbudowanych aranżacjach, będące efektem kompozytorskiego talentu Artsruniego. Instrumentami wiodącymi są tu flet i gitara elektryczna, które prowadzą ze sobą czasami ognisty, innym razem liryczny dialog. Pozostałe instrumenty wypełniają muzyczne tło kompozycji, a śpiew lidera pojawia się tu tylko sporadycznie.



Echmiadzyn, to ormiański Watykan, w którym zobaczyliśmy liturgiczne obrzędy i spotkanie z katolikosem - patriarchą kościoła ormiańskiego. Fragmenty liturgii ormiańskiej przedstawił Państwowy Akademicki Chór Armenii, pod kierunkiem profesora Ohannesa Czekidiana - wybitnego dyrygenta i kompozytora. Na płycie Les Chants de la Liturgie Armenienne (2001) znalazły się dawne, kościelne hymny zaczerpnięte z Biblii, opracowane przez XIX-wiecznego kompozytora Makara Yekmaliana. Płyta została wydana w Kanadzie na obchody 1700 rocznicy przyjęcia chrześcijaństwa w Armenii.

Kolej na wejście oraz rozległe widoki z Aragats (4095), w paśmie Małego Kaukazu (najwyższego szczytu Armenii w jej obecnych granicach) oraz nocleg w tutejszym obserwatorium meteorologicznym. Dźwiękowo znakomicie ilustrował to melodyjny, ormiański jazz w wykonaniu kolejnego przedstawiciela ormiańskiej diaspory, pianisty Karena Asatriana z projektem Armenian Spirit. Asatrian wyjechał z Armenii na studia muzyczne do Austrii i tam już pozostał. Jego międzynarodowe combo tworzą muzycy z Austrii, Urugwaju i Wenezueli. Projekt to połączenie elementów tradycyjnej muzyki ormiańskiej, ze współczesnym jazzem i nowoczesnym groovem, któremu nie brakuje elementów przebojowości. Połączenie instrumentów tradycyjnych, z instrumentarium jazzowym i elektroniką, tworzy międzykulturowe skrzyżowanie Wschodu i Zachodu. Kompozycja Shnorhakal em Ter (Thank You God) pochodzi z albumu Dervish (2009), drugiego w dorobku Asatriana i Armenian Spirit.

 

Odwiedzamy położone na wyniosłym płaskowyżu, przemysłowe miasto Alaverdi. Industrialny krajobraz tworzą szyby i kominy kopalni miedzi, usadowionej w pobliskim wąwozie. W tych okolicznościach po raz pierwszy słuchamy Djivana Gasparyana - światowej sławy wirtuoza ormiańskiego instrumentu duduk. Take My Heart to utwór ze znakomitego albumu Black Rock (1998), nagranego wspólnie ze znanym, kanadyjskim producentem world music i fusion, gitarzystą Michaelem Brookiem. Djivan Gasparyan jest legendą, jednym z największych, żyjących muzyków Armenii. Duduk, to tradycyjny instrument podobny do oboju, wykonany z drewna morelowego i trzciny. Pomimo niewielkich rozmiarów zaskakuje potęgą brzmienia. Podobno żaden inny instrument nie jest w stanie przekazać emocji i charakteru Ormian, jak właśnie duduk. W rękach mistrza Gasparyana duduk staje się źródłem medytacyjnych dźwięków, wymownie przywołujących ormiańskie krajobrazy i ich mieszkańców. Większość repertuaru Gasparyana to tradycyjne, ormiańskie pieśni ludowe, w jego interpretacji przeistaczające się w ciche, fascynujące dramaty. Jest on również cenionym wokalistą i twórcą nastrojowej muzyki filmowej. Pochodzący z Toronto Michael Brook współpracował i nagrywał płyty z wieloma, znanymi artystami sceny world music. Na płycie Black Rock Brook i Gasparyan tworzą mocno uduchowione brzmienia, pełne stylistycznego eklektyzmu, wprowadzającego współczesne dźwięki w starożytną mistykę i emocje cechujące twórczość Gasparyana. Instrumentem solowym jest tu duduk, otoczony eteryczna mgiełką electro-fusion, tworzonym przez gitary i instrumenty klawiszowe. Tylko niekiedy roztacza się przejmujący, melancholijny, pełen ciepła śpiew Djivana.

Stare klasztory położone wokół Alaverdi, z sąsiednimi cmentarzykami z nagrobkami, na których malunki i zdjęcia opowiadają historię pochowanych. W tle fragment Armenian Divine Liturgy (2006) - arcydzieła muzycznej tradycji kościoła ormiańskiego, Liturgii Świętej (Patarag), skomponowanej przez księdza Komitasa Vartapeta, w wykonaniu The Hover Chamber Choir of Armenia. Komitas - żyjący na przełomie XIX i XX wieku, narodowy kompozytor muzyki sakralnej, ludowej i klasycznej był twórcą polifonicznego opracowania na chór Pataragu - głównej części rytuału ormiańskiego nabożeństwa. Słowo pochodzące z języka Pahlavi, oznacza "Dar, Ofiarę" i jest synonimem ofiary Chrystusa. Złożony z ponad 20. młodych śpiewaków Hover - Chór Kameralny Armenii z Erywania jest muzycznym ambasadorem Armenii i muzyki ormiańskiej na świecie. Chór ma bogaty i różnorodny repertuar ormiańskich pieśni, zarówno sakralnych i klasycznych, jak też ludowych i popularnych. Słowo hover (wiatr), bardzo często występuje w pieśniach ludowych Komitasa. Przez Ormian wiatr czczony jest jako pierwotny element przyrody i siły życiowej. 

Docieramy do miasteczka Dilijan, gdzie nasze podróżniczki znalazły kwaterę u miejscowych gospodarzy. Rodzinne uroczystości, przyjęcie, wspólne pieczenie lawaszu, a następnie górskie wycieczki wokół miasta, odbyły się w towarzystwie przygodnie poznanych Francuzów i Holendrów. Okazało się, że dwóch z nich, to muzycy reggae'owej kapeli Gwarana z Clermont-Ferrand w środkowej Francji. I to właśnie Gwarany słuchaliśmy w dwóch rytmicznie bujających kawałkach La Création i Les Oubliés, pochodzących z debiutanckiej płyty Graine...(2007), podarowanej dziewczynom na pamiątkę przez współtowarzyszy podróży. Muzyka Gwarany ma podobne działanie do guarany - pnącza występującego w dorzeczu Amazonki, od którego kapela wzięła swoją nazwę. Z jego nasion tubylcy z plemienia Guarani przygotowują specyficzny, gorzko-kwaśny napój, który działa stymulująco, podnosząc sprawność i koncentrację. Tak właśnie dokładnie tak samo, jak radosne i energetyczne reggae Gwarany i jej album o znamiennym tytule Ziarno... Bas, perkusja i klawisze tworzą na nim pozytywne wibracje, a wokalny dialog dwóch śpiewaków buduje, pełne zróżnicowanego tempa harmonie. Muzycy z Owernii (Mam, David, K-mar, T.Bass i Kaza), grają rytmy jamajskie z elementami dub'u, ragga i rocksteady, zdobywając coraz większą popularność na francuskojęzycznej scenie ethno-world. 


Kolejne obrazki, to ormiański ślub i weselni goście w klasztorze Sevanavank nad malowniczym jeziorem Sevan. Miejsce i uroczystość podniosłe, jednak z lekkim przymrużeniem oka - takoż i muzyka. Serj Tankian, to wokalista i autor tekstów jednej z najlepiej znanych kapel metalowych System Of A Down, założonej przez muzyków z Kalifornii pochodzenia ormiańskiego. Jeden z najbardziej charyzmatycznych, rockowych frontmenów na świecie jest posiadaczem majestatycznego głosu i niekonwencjonalnego wyglądu. W 2007 ukazała się pierwsza, solowa płyta Tankiana Elect the Dead, a trzy lata później wokalista wydał nagrany w Nowej Zelandii, koncertowy album Elect the Dead Symphony (2010). Na płycie znalazły się symfoniczne wersje utworów z jego debiutanckiego albumu, nagrane z towarzyszeniem 70-osobowiej Orkiestry Filharmonii w Auckland. Kompozycje nabrały zupełnie nowego brzmienia. Połączenie rocka i instrumentów symfonicznych, dało wyjątkowy efekt - ostre dźwięki zagrane przez klasyczne instrumenty. Pomimo nawiązań do "systemowych" wersji SOAD, materiał symfoniczny pokazuje nowe oblicze jego muzyki - melodyjny, momentami dramatyczny, niemal operowy wokal i poetyckie, pełne osobistych uczuć teksty (Lie, Lie, Lie). Serj oprócz tego, że potrafi śpiewać mocnym głosem, wyciągnąć, wyciszyć i przechodzić z dźwięków niskich do wysokich, posiada też umiejętność odpowiedniego modulowania głosu, ciągle zmieniając jego brzmienie. Charakterystyczne są również tradycyjne, ormiańskie wstawki wokalne - jego znak rozpoznawczy. Całość brzmi bardzo wzniośle - są nawet momenty przypominające pieśni śpiewane podczas uroczystości religijnych (Sky Is Over).


Odpoczynek i plażowanie w Sorży nad jeziorem Sevan, przywiodło na myśl malownicze kurorty nad Morzem Czarnym, a zwłaszcza gruzińskie Batumi. W tych okolicznościach nie mógł nie wybrzmieć klasyczny już refren niezapomnianego szlagieru lat 60-tych: "Batumi, ech Batumi, herbaciane pola Batumi. Cykadami dźwięczący świt, świadkiem był szczęścia chwil". Batumi to przebój lata 1964 roku, pierwszego w Polsce, legendarnego girls bandu Filipinki - muzycznego fenomenu PRL. Najsławniejsza polska, grupa wokalna lat 60., założona przez siedem uczennic ze Szczecina, śpiewała popularne piosenki dla młodzieży. Gdy za oceanem zaczynała się hippisowska rewolucja "dzieci kwiatów", u nas obowiązywał socrealistyczny, siermiężny pop, w który idealnie wpisały się Filipinki, z melodyjnymi, niezwykle naiwnymi, ale uderzającymi młodzieńczym optymizmem piosenkami. Nazwa zespołu została zapożyczona z bardzo popularnego wówczas pisemka dla licealistek Filipinka. Na scenie, dziewczęta najczęściej występowały wspólnie z bigbitowymi Trubadurami. (Filipinki, 1964)
I chyba nie przypadkiem nasze dzielne podróżniczki darzą takim sentymentem tę właśnie piosenkę: "W swych wędrówkach przeszłyśmy wiele miast, wiele mórz i rzek, wiele gór wśród gwiazd. Ale miasto, o którym śpiewamy dziś, milsze jest, bo z nim wiążą się nasze sny". Z najnowszych wieści od Marzi, Magdy i Ali wynika, że sny te wkrótce mają szansę się zmaterializować - na kolejnej wyprawie w rejon Kaukazu.

 

Ale póki co podziwialiśmy kolejne krajobrazy wokół jeziora Sevan. Jazda wynajętą "marszrutką" z opiekuńczym kierowcą, pozwoliła na obejrzenie Zorac Karer (armeńskiego Stonehenge), miasteczka Sisjan z amerykańskimi wolontariuszami i śladami wojny o Górski Karabach. Słuchaliśmy Armenian Navy Band - folk-jazzowego zespołu, założonego przez urodzonego w Turcji bębniarza i wokalistę Arto Tunçboyacıyana. Dwunastu muzyków pochodzenia ormiańskiego łączy folkowe brzmienie różnych kultur, muzyki wschodu (Armenii i Anatolii) z muzyką afrykańską, a wszystko okraszone oryginalnym w brzmieniu etno-jazzem i bluesem. Charakterystyczne są tu orientalne melodie, z bogatą sekcją rytmiczną oraz wielogłosowym, ormiańskim śpiewem. Zwraca uwagę szeroki zestaw wykorzystywanych instrumentów - od instrumentów jazzowych: trąbek, saksofonu, puzonu; przez instrumenty etniczne: duduk, zurna, kemanche, kanun i rożnego rodzaju piszczałki; po ostre dźwięki gitary elektrycznej, perkusji, czy fortepianu. Działający na co dzień w USA Armenian Navy Band, nagrał jak dotąd cztery albumy. Z ich ostatniej płyty How much is yours? (2005) słuchaliśmy utworu Red Bird. Co ciekawe, nazwę kapeli można przetłumaczyć jako Zespół Armeńskiej Marynarki Wojennej, co jak na kraj bez dostępu do morza jest doprawdy intrygującym pomysłem.


"Ja pana z sobą zabiorę w nieznaną podróż daleką, sympatia moim wyborem powodowała poniekąd. Na towarzysza podróży przewidział pana mój plan, nie bedzie panu się dłuzyć - nie pożałuje pan..."

Wspólnie z amerykańskimi woluntariuszami odwiedziliśmy klasztor w Vorotnavank niedaleko Sisjan. Motywem przewodnim okazała się tu leciutka i bezpretensjonalna bossa nova Ja pana z sobą zabiorę, autorstwa tandemu Przybora-Wasowski, w wykonaniu Magdy Umer, z płyty Wszystko skończone (1995). Ta wszechstronna artystka i niezwykła osobowość jest wykonawczynią poezji śpiewanej, dziennikarką, scenarzystką, aktorką i autorką recitali. Upowszechniła modę na piosenkę poetycką, łącząc w sposób ciepły i naturalny wiersze, muzykę i aktorstwo. Repertuar Magdy Umer tworzą liryczne, nastrojowe utwory starannie dobrane do jej warunków głosowych. Wokalistka jest niczym jej piosenki - zwiewne, eteryczne, niekiedy pogodne i radosne, innym razem smutne i nostalgiczne, śpiewane zawsze cicho i delikatnie. Specjalnie dla niej pisali najlepsi, polscy tekściarze i kompozytorzy ostatnich dziesięcioleci.

Ostatnie, górskie krajobrazy Kaukazu podziwialiśmy podczas trekkingu do Lor, z wejściem na przełęcz i zejściem do klasztoru Tatev. A do tego cicha i relaksująca muzyka mistrza Gaspariana. Tym razem to tradycyjna, ormiańska melodia Dle Yaman, która znalazła się na płytowym debiucie artysty, Salute (1998), wydanym pierwotnie w 1983 roku w ZSRR, nakładem państwowej Melodii. Najbardziej znana wersja Dle Yaman znalazła się na płycie I Will Not Be Sad in This World (1990), poświęconej ofiarom i ocalałym z olbrzymiego trzęsienia ziemi, które nawiedziło Armenię w grudniu 1988 roku. Kojąca i sugestywna muzyka Gaspariana podnosi na duchu, niosąc poszkodowanym przesłanie zwycięstwa w ciężkiej walce z żywiołem. Nie przypadkiem taki właśnie tytuł płyty. Djivanowi towarzyszy na tym albumie Vachagan Avakian, która gra na drugim duduku, tworząc swoiste echo melodii wygrywanych przez Gaspariana.

I tak oto dotarliśmy do końca Damskiego notatnika z podróży do Armenii. Tak jak zaczynał się, tak i kończył w Erywaniu. Tym razem obejrzeliśmy wieczorny pokaz światło-woda-dźwięk, przy miejscowych, wielkich fontannach. Czas na pożegnanie z Armenią, a więc nnie zabrakło klasycznego już Time to Say Goodbye (Con Te Partirò), wielkiego hitu duetu Andrea Bocelli i Sarah Brightman. Bocelli - niewidomy tenor, popularny, włoski śpiewak i kompozytor z Toskanii, nagrywający zarówno opery, jak też albumy klasyczne i popowe - oraz Brightman - angielska wokalistka musicalowa (sopran) i aktorka - stworzyli jeden z najsłynniejszych, wokalnych duetów. Nagrywając wspólnie balladę Time To Say Goodbye, udało im się w drugiej połowie lat 90. wspiąć na szczyty list przebojów muzyki komercyjnej i popularnej. Utwór wykonywany w sposób operowy ukazał się na albumie Bocelliego, zatytułowanym Romanza (1996), a także na płycie Brightman wydanej w Europie pod tytułem Timeless (1996), zaś w świecie jako Time To Say Goodbye (1996).

W ten sposób zakończyła się Armeni(i) Mania. Jeszcze tylko napisy końcowe, oklaski i można zapalić klubowe światła. Nastrój tej podróży podtrzymał ostatni już utwór ze ścieżki dźwiękowej pokazu. To Armenia - kolejna folkowa ballada z płyty Janapar (2006) pięknej Sonyi Varoujian.


* fragmenty relacji, zdjecia i opracowanie muzyczne: Marzena Wodnicka, Magdalena Jackowska, Alicja Majewska

 




Playlista pokazu:

1. Sonya Varoujian - Towards the Homeland (Janapar, 2006)

2. Wojciech Młynarski - Światowe życie (Wojciech Młynarski śpiewa swoje piosenki, 1967)

3. Charles Aznavour - Plus Bleu Que Tes Yeux (Charles Aznavour, 2006)

4. Artsruni - Aditon (Cruzaid, 2002)

5. Makar Yekmalian - Hayr Mer, Orhnial E Astvats, Shnorhakal em Ter (Les Chants de la Liturgie Armenienne, 2001)

6. Karen Asatrian & Armenian Spirit - Shnorhakal em Ter (Dervish, 2009)

7. Djivan Gasparyan & Michael Brook - Take My Heart (Black Rock, 1998)

8. Komitas - Barekhosoutiamp Mor Ko (Armenian Divine Liturgy, 2006)

9. Gwarana - La Création (Graine..., 2007)

10. Gwarana - Les Oubliés (Graine..., 2007)

11. Serj Tankian - Lie, Lie, Lie (Elect The Dead Symphony, 2010)

12. Filipinki - Batumi (Filipinki, 1964)

13. Armenian Navy Band - Red Bird (How much is yours?, 2005)

14. Magda Umer - Ja pana z sobą zabiorę (Wszystko skończone, 1995)

15. Serj Tankian - Sky Is Over (Elect The Dead Symphony, 2010)

16. Djivan Gasparyan - Dle Yaman (Salute, 1998)

17. Andrea Bocelli & Sarah Brightman - Time To Say Goodbye (Con Te Partirò) (Romanza / Timeless, 1996)

18. Sonya Varoujian - Armenia (Janapar, 2006)

(Jarema, 02.04.2011)



Ps. A jeszcze muzyczna zapowiedź kolejnych zapisków w "Damskim notatniku z podróży". Najwyższy czas na herbaciane pola Batumi!!!


Do Gruzjii dziewczyny wybierają się już w sierpniu. Powodzenia!!! :-)

poniedziałek, 02 maja 2011

Podole i Besarabia. To tam właśnie Sylwia i Marek Kulczyk zabrali nas w swoje kolejne, tym razem Ukraińskie peregrynacje. Pokaz slajdów analogowych (to pewnie jedna z ostatnich okazji obejrzenia na ekranie zdjęć pozytywowych), który odbył się 19 marca w Jaremie, poprowadził widzów przez tereny zachodniej i południowo-zachodniej Ukrainy, aż do brzegów Morza Czarnego, Odessy, Delty Dunaju i niewielkiej Republiki Mołdawii, wciśniętej pomiędzy Ukrainę i Rumunię oraz rzeki Dniestr i Prut.


Podróż rozpoczęliśmy od zabytków starego Lwowa oraz folk-rockowych Haydamaków. Zespół z Kijowa gra tzw. kozak-rock, czyli mieszankę rocka, ska, reggae, dubu, ukraińskiego i bałkańskiego folku. Swoją nazwą nawiązują do XVIII-wiecznych, ukraińskich Hajdamaków i ich krwawej rebelii - buntu chłopów i kozaków przeciwko władzy magnatów i Rzeczpospolitej. Hajdamacy znani byli z tego, że działali w luźnych grupach, trudniąc się rozbojem i napadami. Muzyczna sława współczesnych Haydamaków jest jednak z goła odmienna. Rozkwitła w trakcie Pomarańczowej Rewolucji i od tego czasu zespół uznawany jest za jeden z najciekawszych zjawisk na scenie ukraińskiej. Liderami kapeli są charyzmatyczny i charakterystyczny wokalista Ołeksandr Jarmoła oraz akordeonista Iwan Łenio. Grają żywiołowego i dynamicznego rocka, wspartego solidnym podkładem bębnów, basów oraz gitarowych riffów, połączonego z dźwiękami etnicznymi z różnych regionów Ukrainy: Polesia, Bukowiny, Huculszczyzny i Zakarpacia. W swoje utwory wplatają ludowe melodie grane na bandurze, lirze korbowej, cymbałach huculskich, drymbie, sopiłce (ukraińska fujarka) i akordeonie. Sporo tu też instrumentów dętych (trąbka, puzon), przybliżających niekiedy Haydakamów do brzmienia bałkańskich orkiestr. Perwerzija (2005) to trzecia płyta zespołu, której tytuł zaczerpnięto z powieści współczesnego pisarza ukraińskiego Jurija Andruchowycza. Na rynku europejskim płyta ukazała się pod tytułem Ukraine Calling (2006). Poza tradycyjnymi motywami ludowymi, pojawiły się tu również teksty dotykające tematów społecznych i politycznych. Wysłuchaliśmy krótkiego kawałka Centr Ukrainskoj Kultury (Ukraine Calling), który na rozpoczęcie i zakończenie pokazu spiął go tematyczną, muzyczną klamrą.

W okolicach Lwowa obejrzeliśmy cerkiew w Stradczu, Podkamień, źródła Bugu, Pałac w Złoczowie, skalne formy Szwajcarii Rozdolskiej. W tle zaś sączył się hipnotyczny głos Switłany Ochrymenko, znanej u nas jako Svitlana Nianio. Nastrojowy utwór Bez tytułu pochodzi z albumu Kytyci (1999), nagranego i wydanego w Warszawie przez firmę Koka Records, specjalizującej się w muzyce ukraińskiej. W latach 80. Switłana znana była z kijowskiej, awangardowej grupy Cukor Bila Smert. Artystka śpiewa, melorecytuje, gra na syntezatorach, fortepianie, akustycznym harmonium i flecie. Muzycznie wspomogli ją gitarzysta Serhij Chotiaczuk i wiolonczelista Bolesław Błaszczyk. Barwa głosu Switłany, zwiewność i prostota jej piosenek, odwołują się do muzyki ludowej, jednak artystka przenosi w nie cały bagaż swoich dotychczasowych, muzycznych doświadczeń. To intrygująca droga łącząca muzykę ludową z tradycją XX-wiecznej awangardy i współczesnej kameralistyki, wytyczona przez takich artystów jak Meredith Monk, Philip Glass, czy Iva Bittova. Rzewną śpiewność ukraińskich pieśni Nianio oprawia subtelnymi dźwiękami wywodzącymi się z tradycji nowojorskiej minimal music - pełnymi hipnotycznych, transowych brzmień i motywów medytacyjnych. Rozlegają się w nich wysmakowane, rozbujane walczyki i nostalgiczne melodyjki z pordzewiałej pozytywki. Otulone mgłą melancholii pieśni, pełne są przejmującej, jesiennej nostalgii: "W koronie drzewa płaczą anioły, zziębnięty na tamtym świecie zmarły, puka nocą do progów domostwa, a wszystko to zatopione jest we wszechobecnej srebrzystej poświacie księżyca, którego symbolika związana jest z kobiecością, śmiercią i transformacją". W utworze Bez tytułu Nianio śpiewa: "Płynie czarna rzeka, wołam mego brata - on nie odpowiada. Gdy nadejdzie zima, zamrze wtedy nurt, pójdę ścieżki lodem posłuchać jak stuka w przejrzyste okienko".


Czas wyruszyć na Podole, gdzie oglądaliśmy historyczne miasta i zamki. Na początek Podgórzany, Tarnopol, Trembowla i Czortków, a muzycznie Roksana Vikaluk w etno-jazzowej kompozycji Mizrah. Roksana jest Ukrainką, która od wielu lat mieszka w Polsce. Obdarzona ciekawą, czystą barwą głosu oraz znakomitą zdolnością interpretacji jest oryginalnym zjawiskiem na naszej scenie muzycznej. Swoją pierwszą płytę Mizrah (2002) nagrała z muzykami jazzowymi, inspirując się muzyką wschodnioeuropejską i żydowską, ale również np. hinduską mantrą. Vikaluk w sposób naturalny sięga do wschodnich korzeni, nawiązuje do kultury i ludowej tradycji ukraińskiej, ale też tatarskiej, żydowskiej i polskiej. Traktując je z szacunkiem, nadaje im współczesny charakter, tworząc jazzowe, wysmakowane, niekiedy mroczne aranżacje, zabarwione wokalizami Roksany, z wykorzystaniem instrumentów elektronicznych i fortepianu. W trakcie pokazu pojawiły się dwie kompozycje z płyty Roksana Vikaluk Quintet - tytułowy Mizrah oraz Przestrzeń.


Kolejne zamki to Buczacz i Jazłowiec, a w podkładzie następny przedstawiciel ukraińskiej diaspory muzycznej, czyli kanadyjski projekt Paris To Kyiv. Pochodzą z Winnipeg. Liderką jest Kanadyjka ukraińskiego pochodzenia, wokalistka i producentka Alexis Kochan. Drugą, wiodącą postacią w zespole jest nowojorczyk ukraińskiego pochodzenia Julian Kytasty, grający na bandurze i sopiłce. Ich pasją jest odkrywanie dawnych pieśni ukraińskich i ich współczesna, twórcza interpretacja. Filtrując je przez pryzmat tradycji zachodniej, muzycy odkrywają miejsca wspólne dla zdawałoby się odległych od siebie kultur. Efektem jest nieco steatralizowana muzyka akustyczna, sięgająca do cytatów ze Średniowiecza, jak też współczesnej awangardy i kameralistyki. Wydana u nas przez Koka Records płyta Fragmenti’ (2005), to czwarty album zespołu, z którego słuchaliśmy dwóch kompozycji: Trans Siberian Blues oraz Oj U Poli Mohyla. Tytuł albumu dobrze oddaje jego różnorodną strukturę muzyczną. Na Fragmentach ukraiński zaśpiew przeplata się raz to z gorącym, rytmem andyjskim, raz to z dalekowschodnią mantrą i śpiewem alikwotowym; łączy się z bluesowym riffem, albo ozdobnikami art-rocka. Całość utrzymana jest w przestrzennych, stonowanych klimatach brzmień akustycznych i kontemplacyjnej poetyki. Paris To Kyiv udowadniają, że kulturowe odmienności między Wschodem i Zachodem często bywają symboliczne, a odległość z Paryża do Kijowa całkiem niewielka.

Dotarliśmy nad Dniestr i jego malowniczy, podolski przełom. Ukraińska, muzyczna diaspora reprezentowana została tym razem przez zespół z angielskiego Leeds, czyli legendarnych The Ukrainians. Muzyka Ukraińców to przede wszystkim skoczne i melodyjne pieśni ludowe w mocnym, punk-rockowym wydaniu. Zespół w 1990 roku stworzyli gitarzysta Peter Solowka (Anglik pochodzenia ukraińskiego) oraz irlandzki wokalista i skrzypek "The Legendary Len" Liggins. Wszystko zaczęło się od nietypowej sesji nagraniowej nowofalowego The Wedding Present - jednej z najlepszych brytyjskich grup gitarowych lat 80. w której grał Pete. Jej plonem był zestaw tradycyjnym, ukraińskich piosenek, w wersjach nowofalowo-punkowych. Sukces tych nagrań skłonił Sołowkę do założenia własnego zespołu, którego muzyka nawiązywałaby do jego fascynacji kulturą przodków. Ukrainiansi korzystają z tradycyjnego zestawu rockowego (gitara, bas, perkusja), wzbogaconego o akordeon, mandolinę, skrzypce oraz ukraińskie instrumenty ludowe: cymbały, lirę czy bandurę. The Ukrainians (1991) - pierwszy album, zawierający zarówno ludowe standardy, jak i własne kompozycje - to czadowy przeplataniec muzyki ludowej i najlepszych tradycji brytyjskiego, niezależnego rocka. Zespół należy do wykonawców, którzy najlepiej na świecie połączyli ludową inspirację z zadziorną, punkową ekspresją, wyłamując się jednocześnie z anglojęzycznego kanonu gatunku. Ich śpiew i język ukraiński są mocno ułomne, ale przecież tak naprawdę nie o to w tym chodzi. Liczy się tęskny, stepowy zaśpiew i siarczysty huculski przytup... jak choćby w kawałku Pereyidu.


Słuchając ukraińskiego lirnika, oglądamy ruiny zamku Czerwonogród, wodospad Dzurynu i Kryształową Grotę. Etnomuzykolog Mychajło Chaj, znany jako Lirnik Stefan, od wielu lat wskrzesza zapomnianą (i zakazaną w czasach ZSRR), narodową tradycję ukraińskiego lirnictwa. Akompaniując sobie na lirze korbowej i bandurze, śpiewa pieśni i ballady kozackie, modlitwy, psalmy, epickie dumy, kołomyjki (przyśpiewki). Czasem grywa też pod świątyniami i na ulicach miast. To pieśni opisujące naród ukraiński - jego historię, kulturę i tradycję. Odtwarza je w oparciu o zapisy źródłowe, ale też własne, zanotowane bezpośrednio u ludowych lirników i kobziarzy. Swoim interpretacjom nadaje prawdziwie naturszczykowskiego uroku. Lirnictwo - podobnie jak spokrewnione z nim kobziarstwo - należy na Ukrainie do najstarszych, sięgających średniowiecza tradycji. Lirnicy byli ludowymi misjonarzami, których posłaniem było krzewienie pieśnią wartości etyczno-moralnych i religijnych, przestroga i pokrzepienie. Ukraińcy traktowali lirników jak kaznodziei niosących słowo Boże poza mury świątyń. Pieśń Zbratal Sie Sokol znalazła się na niezwykłej kompilacji ukraińskiego folku i folk-rocka, płycie Barszcz Ukraiński czyli Miecz, Tryzub i Ogień - insercie do miesięcznika Machina (1999).

Pora na legendarne zamki Chocim, Kamieniec Podolski i Bar, znane z polskiej historii i sienkiewiczowskiej Trylogii. To już prawdziwy kres historycznego Podola. Dla podtrzymania nastroju towarzyszyła obrazom muzyka Krzesimira Dębskiego z filmu Jerzego Hoffmana Ogniem i mieczem (1998), w wykonaniu chóru i orkiestry Sinfonia Varsovia. Krzesimir Dębski jako skrzypek jazzowy grał w znakomitym składzie String Connection. Jako kompozytor tworzy muzykę filmową, teatralną i eksperymentalną. Ogniem i mieczem to prawdziwa superprodukcja - największa realizacja filmowa w całej historii polskiej kinematografii. Podziwiając ruiny starych zamków słuchaliśmy monumentalnych, podniosłych kompozycji Szarża jazdy polskiej i Obrona Zbaraża.

 

Tak oto dotarliśmy na samo południe Ukrainy, do zabytkowej, czarnomorskiej Odessy. Z debiutanckiego albumu Haydamaky (2002) słuchaliśmy żywiołowego kawałka Stara Rumunija, w folk-rockowym, autorskim stylu Karpatian-ska.

Z Odessy wyruszyliśmy w mickiewiczowskie Stepy Akermańskie, gdzie znajdować się miał obronny, starożytny Wał Trajana.
"(...) Oczy łzawią od ciągłego wpatrywania się w spaloną słońcem równinę. Gdzieś tu musi być – oskarżycielsko stukam palcem w mapę. Ale wysuszone rżyska zieją pustką. Żyzny less osypuje się spod kół naszego samochodu, lecąc daleko, daleko w dół – wprost w wody szerokiego limanu.
- Wał Trajana? Jaki wał? - rumianolicy jegomość z chaty na skarpie jest naszą ostatnią deską ratunku. – A był, ale od jakiś dwudziestu lat uże jego niet. My znali, że on antyczny, ale kazali równać pod kukurydzę. Tak i my zaorali, a to trudna robota była. A wy ot kuda?" (SMK)


Lechistan - tak w językach wschodnioeuropejskich oraz Bliskiego Wschodu nazywa się Polskę. Lechistan, to również nazwa warszawskiego zespołu tworzącego muzyczny pomost między tradycją Wschodu a Zachodu. Znani z wielu różnych projektów folkowych muzycy (m.in. Huba Połoniewicz, Wojciech Lubertowicz, Magdalena Tejchma) posiadają szerokie doświadczenia - od europejskiej klasyki, przez muzykę indyjską, turecką, perską, aż po muzykę eksperymentalną i jazz. Grają na tradycyjnych instrumentach Bliskiego Wschodu, m.in: ney, ganassi, santur, bendir, daf, riqq, czy kanun. Bliskowschodnie formy i skale łączą z polską muzyką ludową. Zespół zainspirował się między innymi Mazurkami Chopina, łącząc ich ludową melodykę z motywami muzyki tureckiej. Dobrym przykładem jest tu Mazurek od Adampola, pochodzący ze składanki festiwalowej Nowa Tradycja 2009. XII Festiwal Folkowy Polskiego Radia (2010).


Na krótką chwile zatrzymaliśmy się w nadmorskim, podupadłym "kurorcie" Lebiediwka. "(... )Chwilami rzeczywistość miesza się z obrazami żywcem wyciętymi z radzieckich filmów. Oto plażą idzie pani w szlafroku, nieco za nią, niczym awangarda postępu, młoda dziewczyna z pełną ostentacją błyszczy brakiem topu. Kolejny pomarszczony wieloryb wymazany czarnym błockiem, ale za to w czapeczce z gazety, pożera kiszony czosnek ze słoika. Gdy już nieco do tych widoków przywykliśmy ze słonecznego blasku wyłania się fotograf z wielkim aparatem marki ZENIT i jeszcze większą papugą krzywo spoglądającą na tłustego pytona oplatającego młodziutkiego asystenta." (SMK)



Haydamaky słuchaliśmy tym razem w tytułowym kawałku z ich drugiego albumu Bohuslav.
Płyta ma wiele odcieni - od punka, przez dub i reggae, po ukraiński folk. Zespół zaprosił do współpracy m.in: skrzypka Vasyla Hekkera - znawcę ukraińskiej, ludowej muzyki skrzypcowej; gitarzystę i bandurzystę Jurija Fedynskyja z Nowego Jorku; bandurzystę Romana Grynkiva, znanego z nagrań z Andreasem Vollenweiderem i Alem Di Meolą. Zaproszono również dwie śpiewaczki z ludowego zespołu wokalnego Bożyczi, które wykonały chórki do większości utworów na płycie Bohuslav (2004).

 

Besarabia to stepy - niezmierzone, płaskie przestrzenie; wioski i przysiółki, a w nich kolorowe, pomarszczone babuszki; budowa domu w Bazariance i muzyka The Ukrainians. Tym razem rockowa wersja tradycyjnej pieśni Kozaków Nalyvaimo Brattya z płyty Respublika (2002). Ta płyta, to powrót do stylistyki z sesji ukraińskiej The Wedding Present. Zawiera zestaw ludowych piosenek w ostrych, punkowych aranżacjach, ale też dwa covery legendy punk rocka Sex Pistols, zaśpiewane oczywiście po ukraińsku.

I tak dotarliśmy do rozległej delty Dunaju i wsi Wilkowo na granicy z Rumunią, tuż przy ujściu rzeki do Morza Czarnego. Delta Dunaju, to wprawdzie nie delta Missisipi, ale pływając łodzią, robi ona niezwykłe wrażenie. Dalej, w poszukiwaniu punktów triangulacyjnych Południka Struvego, przejechaliśmy przez naddunajski port Izmaił oraz Bołhrad - gdzie znajduje się przejście graniczne z Mołdawią.
"(...) W Izmaile, wiekowym porcie u nasady delty, nie krzyżują się już szlaki kupców ze wschodu i zachodu. Zawiłości politycznych podziałów skutecznie zdusiły handel. Większość statków pływa przez Tulczę po rumuńskiej stronie. Na północ czy wschód Ukrainy najłatwiej jechać przez Mołdawię. Na ulicach słychać głównie rosyjski. Czyż nie o takim obrocie spraw marzył Suworow, który na cztery lata przed rzezią warszawskiej Pragi właśnie w Izmaile posłał w objęcia Allacha dziesięć tysięcy dusz? Pomnik marszałka dumnie prezentuje się na tle potężnego soboru o błękitnych ścianach.
Lenin w pobliskim Bołhradzie pewnie jeszcze wypięknieje, kiedy skończą remontować deptak." (SMK)

Diaspora (2009) to póki co ostatnia płyta Ukrainiansów. Zawiera nowy materiał autorski, w oryginalnej, ukrainiansowej konwencji, z zadziornym folk-punkowym pazurem, niekiedy tylko trochę bardziej stonowanym i urockowionym. No, ale w końcu Ukraińcy to już dosyć stateczni panowie. Nie zabrakło na płycie hitów, z których jeden to tytułowa Diaspora.

 

Dalej była już Mołdawia, jej mała, nieco prowincjonalna stolica Kiszyniów i zwieńczenie poszukiwań śladów starożytności.
"(...) Po mołdawskiej stronie czekała na nas nagroda – niezbyt wyraźny, ale trudny do przeoczenia ziemny wał rozdzielał pola kukurydzy, przecinał słoneczniki i ginął wśród winorośli na wzgórzu. Poczuliśmy uderzające do głowy bąbelki satysfakcji. A jednak nie zaorali wszystkiego! Ale może to wcale nie był wał Trajana?" (SMK)

Mołdawia to kulturowo praktycznie już Rumunia, a więc Bałkany. Przenieśliśmy się więc w zdecydowanie bałkańskie rejony muzyczne. Balkan Beat Box to projekt stworzony w nowojorskim Brooklynie przez pochodzących z Izraela: saksofonistę i klarnecistę Ori Kaplana (ex-Gogol Bordello) oraz perkusistę Tamira Muskata. Ich produkcje to wybuchowa, żywiołowa mieszanka dźwięków etnicznych z nowoczesnymi, syntetycznymi brzmieniami, tanecznymi rytmami, energią i surowością punk rocka. Kulturowy tygiel inspiracji Balkan Beat Box generuje niezwykłą energię poprzez wymieszanie elektronicznych dźwięków, z klimatami Bliskiego Wschodu, Północnej Afryki, Bałkanów i Europy Wschodniej. Ważny jest przekaz, jaki niosą ich kompozycje. Muzykom zależało na stworzeniu nowego stylu, który oddałby charakter współczesnej, globalnej wioski. Przenikające się tradycje z różnych części świata budują swoisty dialog kultur, muzyczne porozumienie ponad granicami i narodowościowymi podziałami. BBB to dzisiaj jedna z najbardziej energetycznych i rozrywkowych ekip na scenie muzyki świata. Tytuł albumu Nu Med. (2007), z którego pochodzi utwór Hermetico, to nawiązanie do idei przenikającego się muzycznie regionu Nowego Śródziemnomorza (Nu Mediterranean).

 

Droga na północ prowadzi przez środek Mołdawii. Zahaczamy o zabytkowe monastyry w Orhei. Jedyny na pokazie muzyczny przedstawiciel Mołdawii to etno-jazzowy Trigon z Kiszyniowa. Zespół wykonuje muzykę improwizacyjną, opartą na tradycji ludowej ze wschodnich Bałkanów. Muzyka Trigonu, określana bywa mianem muzycznego malowidła - zawiera elementy folku, jazzu, rocka, a niekiedy muzyki kameralnej. Lider i założyciel grupy, wirtuoz altówki Anatol Stefanet, pochodzi z północnej Mołdawii, z rodziny Lautari - tradycyjnych muzyków cygańskich. Karierę muzyka ludowego rozpoczynał mając 12 lat. Grywał z Gheorghe Zamfirem, we Francji nagrał trzy albumy solowe, nagrywa i koncertuje z Trigonem, Stefanet Folk Band i Black Sea Orchestra. Z płyty The Voice of My Earth (2001) słuchaliśmy kompozycji Another Night.


Mijaliśmy kolejne mołdawskie wioski, krzyże, studnie, stare monastyry wzdłuż Prutu i granicy z Rumunią, coraz bardziej zbliżając się do granicy z Ukrainą. Album Balkan Beat Box (2005), z którego sluchaliśmy utworu Cha Cha, jest właśnie taką muzyczną podróżą wzdłuż całych Bałkanów, a nawet i dalej. To połączenie elektronicznego world-music z folkowymi dźwiękami z Macedonii, Rumunii, brzmień żydowskich i tureckich. W nagraniach BBB słychać fuzję nuty etnicznej z hiphopowym, czy dancehallowym bitem. Pobrzmiewają echa fascynacji dub'em i oczywiście - jakże by inaczej - "gębowy" beat box. Ważne są też donośne dęciaki brzmiące jak żywcem wyjęte z cygańskiego wesela lub imprezy w zapadłej, serbskiej wiosce.

I tak powróciliśmy na ukraińskie Podole, do Czerniowców i dalej już w kierunku Polski. Ukrainę, Podole, Besarabię i Mołdawię żegnaliśmy muzyczną klamra pokazu, czyli Centrom Ukrainskoj Kultury kozackich Haydamaków.

 

 

* fragmenty relacji, zdjecia oraz opracowanie muzyczne pokazu: Sylwia i Marek Kulczyk

 (Jarema, 19.03.2011)

 

Playlista:

1. Haydamaky - Centr Ukrainskoj Kultury (Perverzija, 2005)

2. Svitlana Nianio - Bez nazwy (Kytyci, 1999)

3. Roksana Vikaluk Quintet - Mizrah (Mizrah, 2002)

4. Paris To Kyiv - Trans Siberian Blues (Fragmenti, 2005)

5. The Ukrainians - Pereyidu (The Ukrainians, 1991)

6. Mychajło Chaj - Zbratał się sokół (Barszcz Ukraiński czyli Miecz, Tryzub i Ogień. Machina, 1999)

7. Sinfonia Varsovia - Szarża jazdy polskiej (Ogniem i mieczem, OST, 1998)

8. Sinfonia Varsovia - Obrona Zbaraża (Ogniem i mieczem, OST, 1998)

9. Haydamaky - Stara Rumunija (Haydamaky, 2002)

10. Lechistan - Mazurek od Adampola (Nowa Tradycja 2009. XII Festiwal Folkowy Polskiego Radia, 2010)

11. Haydamaky - Bohuslav (Bohuslav, 2004)

12. The Ukrainians - Nalyvaimo Brattya (Respublika, 2002)

13. Paris To Kyiv - Oj U Poli Mohyla (Reprise) (Fragmenti, 2005)

14. The Ukrainians - Diaspora (Diaspora, 2009)

15. Balkan Beat Box - Hermetico (Nu Med., 2007)

16. Trigon - Another Night (The Voice of My Earth, 2001)

17. Balkan Beat Box - Cha Cha (Balkan Beat Box, 2005)

18. Roksana Vikaluk Quintet - Przestrzeń (Mizrah, 2002)

19. Haydamaky - Centr Ukrainskoj Kultury (Perverzija, 2005)

sobota, 02 kwietnia 2011

Uwaga, audycja!

Muzyczna Mapa Jaremy - podróż 20

06.05.2011 piątek, godz. 21.00-23.30

RRI RadioWid


--------------------------------------------------

"W środku nocy obudził mnie rumuński strażnik na granicy węgiersko-rumuńskiej i jak zobaczył polski dowód to po polsku powiedział "Dziękuję", było to miłe :) Jak tylko wjechałem do Rumunii poczułem się jak u siebie..."

Tak rozpoczyna się historia krótkiego, ale owocnego w poznane miejsca i ludzi, wypadu do rumuńskiej Transylwanii - do Klużu, Sibiu i Bologi. Rumunia - Frumoasă draguţă Transilvania, to tytuł pokazu slajdów, który odbył się w Jaremie. Jego autorem i narratorem barwnej opowieści był Witt Wilczyński (vel Wilczyn Warszyc, Vilcinescu, albo V.Ziutek) - miłośnik i propagator muzyki folkowej, turbofolkowej i folkmetalowej, w szczególności środkowo i wschodnioeuropejskiej. Z zawodu chemik, z zamiłowania dziennikarz muzyczny i radiowy (redaktor internetowego radia RadioWid), fan lotnictwa, varsavianista, a ostatnio również zagorzały rumunofil.

Z granicy przenieslismy się prosto do Klużu (Cluj-Napoca), który na te kilka dni stał się bazą wypadową Wilczyna w Transylwanii. Na wstępie krótka wizyta w ogrodzie botanicznym i folk metalowe, rockowe dźwięki połączone z popowym, rumuńskim manele. Inima Salbatica (Dzikie serce), to tytuł kostiumowej telenoweli meksykańskiej, a również jeden z przebojów pewnej popularnej, rumuńskiej wokalistki menele. Inimă Sălbatică, to także nazwa studyjnego projektu stworzonego w 2009 roku przez Wilczyna (Vilcinescu) i jego dwóch przyjaciół: Sproketa (byłego gitarzystę metalowej kapeli Atropos) oraz DJ Stronta (z którym wspólnie tworzyli elektro-punkowy, pastiszowo-prześmiewczy skład SemaforCe). Panowie wzieli na warsztat kiczowato-taneczne manele, w wykonaniu Denisy - młodej gwiazdki tego gatunku - i zmiksowali je z heavy metalem, trash'em i elektroniką. Połączenie tyleż niespotykane, co intrygujące - spotkanie gatunków wydawałoby się całkowicie niemożliwych do połączenia. A jednak.
Manele, to mieszanka rumuńskiej muzyki ludowej, muzyki cygańskiej, orientalnej oraz współczesnego popu. Podobne gatunki można spotkać także w Bułgarii (czałga), Serbii (turbofolk), Grecji (laika), Albanii i Turcji. Inimă Sălbatică w metalowych aranżacjach zmienia tempo i dodaje mocnego rytmu popowym przebojom Denisy. Dominuje ostra, metalowa gitara i kanonada perkusji, a spomiędzy nich przebija się melodyjny wokal. Jak sami mówią: "Projekt został stworzony dla zabawy z dźwiękiem.
To oczywiste, że nie jesteśmy poważnym zespołem." Jednak jakby na to nie patrzeć, to zabawa ta wychodzi im całkiem zgrabnie. Pierwszym remiksem Denisy słuchanym w trakcie pokazu był Dragoste multa si Ura (Tyle miłości i nienawiści), z debiutanckiej płyty Vilcinescu, Sproketa i Stronta zatytułowanej Metalisti (2011). Tytuł ten to gra słów, określających wykonawców manele (manelisti) i metalu.

"Kluż jest, co tu dużo mówić, po prostu przepiękny !!! Niestety 4 dni to zdecydowanie za mało, żeby zobaczyć wszystko, ale dobre i cztery dni. Rozgrzałem zatem swój aparat fotograficzny do czerwoności, żeby zrobić jak najwięcej fotek z których potem będę mógł zrobić pokaz w klubie Jarema... Fotografowałem i zabytki (w tym starówkę i stary cmentarz na wzgórzu), i ogród botaniczny z owocującymi jeszcze drzewkami miłorzębu, ale także te miejsca, których się raczej turystom nie pokazuje (też na swój sposób fascynujące)."

Oglądając widoki Kluż słuchaliśmy zespołu Trooper z Târgovişte, najbardziej znanej, heavy metalowej kapeli z Rumunii. Na czele kapeli stoją bracia Dinca: wokalista i frontman Alin oraz gitarzysta Aurelian. Słuchaliśmy hard-rockowego w brzmieniu Tari Ca Muntii (Kraje jak góry) z debiutanckiej płyty Trooper (2002) oraz dwóch kawałków z drugiej płyty, zatytułowanej Desant (2005) - dynamicznego i melodyjnego Doar a mea (Po prostu moja) oraz akustycznej, rockowej ballady Amintiri (Wspomnienie).


W Kluż oglądaliśmy uniwersytet, bibliotekę, zabytkową wieżę i miejskie deptaki, aż w końcu trafiliśmy na koncert metalowy do jednego z tutejszych klubów. Towarzyszyła nam folk-metalowa Bucovina, grupa powstała w Jassach, niedaleko granicy z Mołdawią. Bukowina to kraina położona pomiędzy Karpatami Wschodnimi a środkowym Dniestrem. W obecnej Rumunii znajduje się jej południowa część. Pagan-metalowe dźwięki Bukoviny, to połączenie tradycyjnych pieśni ludowych i potężnego, metalowego uderzenia, ubarwione głębokim, męskim wokalem. Bucovina nawiązuje wprost do rumuńskich korzeni ludowych, a jednocześnie otwiera się w kierunku muzyki współczesnej. Sporo tu nawiązań do natury: gór, rzek i dzikiej przyrody, wschodów i zachodów słońca. Kompozycje niekiedy podniosłe, o symfonicznym brzmieniu, innym razem są ostre, dynamiczne i melodyjne. Straja to przebój z najnowszej płyty zespołu, nagranej w Szwecji, zatytułowanej Duh (2010). zobacz film: Muzica straveche din Straja- Bucovina

Kolej na ulubioną przez Wilczyna gwiazdkę rumuńskiego manele Denisę - tym razem jednak w utworze folkowym Dor de Mamă (Tęsknota za Matką). Blondwłosa, obdarzona melodyjnym głosem i słowiańską urodą Emilia Denisa Răducu, sięga tu daleko poza ramy wykonywanego na co dzień gatunku. Pochodzi z południowej Rumunii, gdzie jako dziecko śpiewała w zespole ludowym. Mieszka, studiuje i nagrywa w Bukareszcie. Oprócz kolejnych, przebojowych płyt manele, wydała trzy płyty folkowe. Ostatnia z nich, Dor de Mamă (2010), nagrana z kapelą Radu Cipriana z Klużu, pokazuje jej skrywane, folkowe oblicze i ludowe korzenie. Płyta to jedenaście utworów zagranych w klimacie bałkańskich przedmieść, barów, dancingów, łączących w sobie brzmienia rumuńskie, karpackie i cygańskie. Denisa śpiewa tu współczesne teksty Varu Sandela. To ciekawe połączenie folku miejskiego i wiejskiego - stylistyki ludowej i brzmień charakterystycznych dla bałkańskich orkiestr miejskich.

"Nazajutrz pojechaliśmy do Bologi, gdzie oprócz starej, ludowej zabudowy i olbrzymiego kamieniołomu można zobaczyć przepiękne panoramy górskie i ruiny jednego z zamków. Miejscowi przyjęli nas bardzo przyjaźnie, a jeszcze przed wyjazdem koleżanka stwierdziła, że właśnie w Bolodze będę mógł poczuć prawdziwy folklor rumuński, a nie jakąś tam Denisę... Zamek jest nieogrodzony, można spokojnie się do niego wdrapać na górkę, a potem połazić po ruinach (i poprzeciskać wąskimi schodkami aż na wieżę). Wymaga to pewnej ekwilibrystyki ale warto."

A my w tym czasie słuchaliśmy bukaresztańskie tango Femeia, Eterna Poveste (Kobieta, Odwieczna Opowieść), w ujmującej interpretacji Oany Cătăliny Chiţu. Obdarzona charyzmatycznym głosem, na co dzień mieszkająca w Berlinie wokalistka jest przedstawicielką nowego pokolenia Rumunów, którzy zainteresowali się bogatą, w większości zapomnianą, muzyczną tradycją swojego kraju. Projekt Bucharest Tango (2008) jest nawiązaniem do tradycji z lat 30-tych, wykonywania tanga w kawiarenkach, restauracjach i parkach Bukaresztu. W Rumunii Ceauşescu nie było miejsca na dekadencję tanga - przez 50 lat komunizmu muzyka ta uległa całkowitemu  zapomnieniu. Bucharest Tango, to także hołd złożony Marii Tănase (1913-1963) - nazywanej rumuńską Edith Piaf - której głos porywał cały naród. Chiţu i jej muzycy odkrywają zaginioną muzykę, brzmienie rumuńskiego tanga, łącząc je z balladami Tănase. Połączenie tanga a'la romanesque i ludowych ballad jest w ich wykonaniu niezwykle naturalne i autentyczne. W muzyce dominuje atmosfera zadymionych, bukaresztańskich barów, przesyconych mroczną namiętnością tanga.


Najbardziej znani i utalentowani muzycy cygańscy w Rumunii mieszkają w dwóch wioskach. Clejani, na południowy zachód od Bukaresztu, to wioska skrzypków, cymbalistów, basistów i akordeonistów, którzy stworzyli formację Taraf de Haiduks. W Zece Prajini, rodzinnej wiosce Fanfare Ciocarlia, dominują specjaliści od instrumentów dętych. Mahala Rai Banda to synowie i wnukowie muzyków z Clejani i Zece Prajini. Zespół powstał w cygańskich gettach (Mahala) położonych na obrzeżach Bukaresztu, dokąd rumuńscy Cyganie przeprowadzają się ze swoich rodzinnych wiosek. Mahala Rai Banda od lat uznawana jest na świecie za czołowego przedstawiciela nowej muzyki cygańskiej. Dorastali w podmiejskich slumsach grając muzykę na weselach, w knajpach, na ulicach. Tam wypracowali swój energetyczny, taneczny styl nazwany gipsy twist. Muzyka Bandy to wybuchowa mieszanka tradycyjnej muzyki ludowej, bałkańskich orkiestry miejskiej, orientalnego popu, katalońskiej rumby, reggae, manele i cygańskiego żywiołu. Zespół nagrał 2 płyty, a ich wspólny z Shantelem przebój Mahalageasca można usłyszeć w filmie Borat. Spoitresa to kawałek z debiutanckiej płyty Mahala Rai Banda (2005).

Podmiejskim pociągiem wracamy z Bologi do Klużu, słuchając przeróbek kolejnych przebojów Denisy autorstwa projektu Inimă Sălbatică, z ich wydawnictwa Metalisti (2011). Pierwszy to remiks Nu mai sunt cine am fost (Że nie jestem już kim jestem) z debiutanckiego krążka wokalistki, zatytułowanego po prostu Denisa (2007). Oprócz typowego manele płyta zawiera sporo indyjskich wpływów muzyki tanecznej - piosenek rodem z bollywood, nagranych w rumuńskiej wersji językowej. To bardzo popularna praktyka na Bałkanach, że jakiś hit nagrywany jest w wielu wersjach językowych, przeznaczonych dla różnych krajów (Bułgaria, Rumunia, kraje byłej Jugosławii, Turcja). Często powstają również lokalne wersje przebojów z Iranu, czy właśnie z Indii. Drugi utwór to nietypowa jak na manele ballada Cu tine impreuna (Razem z Tobą). W remiksie wyszedł z tego rockowy protest song bez mała.


"(...) dzień później pojechaliśmy do Sibiu... Te kilka godzin spędzone na włóczeniu się po wąskich uliczkach starówki sibiańskiej to były najpiękniejsze chwile 2010 roku jakich doświadczyłem (...)"

Grupa Zbor (Motyl) z Bukaresztu to przedstawiciel rumuńskiego rocka alternatywnego. Wokalistką i liderką zespołu jest Elena Stoica. Wysłuchaliśmy utworu Nu te mai aud (Nigdy nie usłyszysz) z ich debiutanckiego demo (2010).

Przyszła kolej na samą Marię Tănase. Aktorka i piosenkarka, wykonawczyni tradycyjnej muzyki ludowej i popularnej, w Rumunii to prawdziwa legenda. Jej śpiew, głęboka, pełna melodramatyzmu barwa głosu, stały się symbolem kultury przedwojennego Bukaresztu, który w latach 30. i 40. nazywany był "Paryżem Wschodu". Porównywano ją do Edith Piaf, jednak jej styl odróżniał się bogactwem wpływów arabskich i cygańskich. Jej śpiew był namiętny, a zarazem pełen pasji i surrealistycznego poczucia humoru, kiedy śpiewała o miłości, winie, przystojnych mężczyznach i pięknych kobietach. Klasyczna już, ludowa pieśń Ciuleandra to tytułowy utwór z kolekcji (2001) zremasterowanych nagrań Tănase z lat 1955-57, nagranych z towarzyszeniem trzech orkiestr: Victora Predescu, Ionela Banu i Nicusora Predescu.

Tak było dawniej. Obecnie w Rumunii panuje niepodzielnie moda na tandetny, elektroniczny pop, który od czasu rewolucji ogarnął cały kraj. Prym wiedzie oczywiście megapopularne manele - połączenie piosenki wiejskiej, cygańskiej romancy, rapu i modulowanego bliskowschodniego zaśpiewu. Manele narodziło się pod koniec lat 80. w południowej Rumunii, zyskując popularność również w pozostałych częściach kraju. Za kolebkę manele uważa się bukareszteńska dzielnica biedoty Ferentari, zamieszkana głównie przez ludność cygańską. To tu powstały pierwsze, nowatorskie interpretacje lokalnej muzyki, silnie zabarwione wschodnimi akcentami rodem z Turcji i Bliskiego Wschodu. Środowisko manele zdominowane przez wykonawców i odbiorców cygańskich wytworzyło własną, specyficzną subkulturę.



Manelişti (wykonawcy manele) są współczesnym odpowiednikiem tradycyjnych Lautari - zawodowych muzyków cygańskich, którzy uświetniali wszystkie ważniejsze uroczystości, takie jak wesela, chrzciny, pogrzeby, czy zwykłe zabawy. Jednak tradycyjni muzycy cygańscy bojkotują manele, traktując go jako gatunek podrzędny, zdegenerowany i kiczowaty. Wykonawcy manele znani są z zamiłowania do wypasionych samochodów, złotej biżuterii, ekstrawaganckich ubiorów oraz towarzystwa młodych, atrakcyjnych dziewczyn.
Instrumentarium w manele często ogranicza się jedynie do syntezatora, niekiedy rozbudowane jest o skrzypce i akordeon. Maneliści śpiewają o kobietach i pieniądzach; miłości, seksie i zabawie. Charakterystyczne są wulgaryzmy i seksistowski stosunek do kobiet. Główne zarzuty wobec manele to prymitywność muzyki oraz niski poziom wykonawstwa. Na naszym gruncie analogicznie postrzegane jest disco polo. Manele znajduje się poza tzw. oficjalnym obiegiem, a większość manelişti tworzy we własnych, domowych studiach. Większość rozgłośni radiowych i telewizyjnych bojkotuje manele, nie wpływa to jednak na jego popularność.

Najnowsze przeboje manele mogliśmy usłyszeć w wykonaniu popularnych manelişti. Najpierw Susanu w przebojowym, balcan bitcie Mai Tare ca Ali Baba (Głośniejszy niż Ali Baba) z płyty Altceva (2010). Następnie duet Nek i Florin Salam w Imi fac nebuniile (Robię szalone rzeczy) z płyty Nek si prietenii (Nek i przyjaciele, 2010). Nek, to popularny muzyk i producent manele. Do swoich piosenek zaprosił m.in. Florina Stoiana, lepiej znanego pod pseudonimem Florin Salam (arab. Pokój) lub Salami (rom.). Stoian jest Romem, jednym z najbardziej znanych manelisti, a jednocześnie cenionym artystą i skrzypkiem. Na zakończenie tego minisetu manele oczywiście Denisa, w kolejnym, przebojowym hicie Nu Pleca (Nie odchodź), tym razem w remixie DJ Stronta z jego najnowszej kolekcji Pachete Pachete (Pakunki, Pakunki, 2011).


Jeszcze tylko pod wieczór w Kluż widok na okoliczne wzgórza z chatami oraz światła pobliskiego stadionu piłkarskiego CFR Cluj, i... "I miałem nadzieję wieczorkiem, że autobus nas nie zabierze i już tam zostanę na zawsze - ale zabrał i niedługo potem wracałem już do Polski. Po przekroczeniu granicy czegoś mi zaczęło brakować. I mam tak cały czas do dziś."

No tak, zostały Wilczynowi więc już tylko nasze, krajowe "rumunalia". Alina Alens, to poetka i rockowa wokalistka, od kilku lat mieszkająca w Krakowie. Alina przyjaźni się z Vilcinescu, prowadząc jednocześnie własną, autorską audycję w RadioWidzie. Wspólnie ze znakomitym perkusistą Atma Anurem - brytyjczykiem pochodzącym z Barbadosu, wziętym sidemanem, który dla Aliny również osiedlił się w Krakowie - nagrali debiutancki materiał Maine (2010). Teksty Aliny w języku rumuńskim poświęcone są Olimpiadzie 2012 w Londynie. Tytułowy utwór Maine został zremixowany ponownie przez DJ Stronta.

Pora na puentę. Ach te Rumunki! - zaśpiewał w 1934 roku Tadeusz Faliszewski z towarzyszeniem Orkiestry Henryka Golda. To kompozycja w niezwykle modnym, przedwojennym stylu fokstrot-orientale, nagrana dla Syrena Record, największej firmy fonograficznej lat 30-tych w Polsce. Faliszewski był jednym z najbardziej cenionych piosenkarzy dwudziestolecia międzywojennego. Wszechstronny śpiewak i aktor, którego nazwano "Ulubionym głosem II Rzeczypospolitej". W repertuarze miał tanga, piosenki liryczne i satyryczne, wykonywał arie operetkowe oraz piosenki z rewii i filmów. Orkiestra Henryka Golda, szczyciła się mianem najlepszej orkiestry tanecznej w międzywojennej Polsce. Henryk Gold był kompozytorem pochodzenia żydowskiego, skrzypkiem, pianistą, aranżerem oraz dyrygentem orkiestry, która współpracowała z Polskim Radiem oraz grywała w najlepszych miejscach przedwojennej Warszawy: słynnej kawiarni "Ziemiańska", klubie "Adria", czy też teatrzyku "Morskie Oko".


"(...) Ach te Rumunki, ich pocałunki, z obcego kraju, wprost do raju wiodą nas..." No i jakoś tak na koniec zrobiło się nostalgicznie i sentymentalnie. Ale przecież była to wycieczka do "Uroczo pięknej Transylwanii", a tęsknota za nią bez przerwy toczy biednego Wilczyna. Czyżby szykował się już na kolejny wypad do Rumunii?


* fragmenty relacji oraz opracowanie muzyczne: Witt Wilczyński

zdjęcia do pokazu: Witt Wilczyński, Luciana Ciobanu, Andreea Pocol, Rada Nita

(Jarema, 05.03.2011)


Playlista:

1.
Inimă Sălbatică feat. Denisa - Dragoste multa si Ura (Metalisti, 2011)

2. Trooper - Doar a mea (Desant, 2005)

3. Bucovina - Straja (Duh, 2010)

4. Denisa - Dor de Mamă (Dor de Mamă, 2010)

5. Trooper - Amintiri (Desant, 2005)

6. Oana Cătălina Chiţu - Femeia, Eterna Poveste (Bucharest Tango, 2008)

7. Mahala Rai Banda - Spoitoresa (Mahala Rai Banda, 2005)

8. Inimă Sălbatică feat. Denisa - Nu mai sunt cine am fost (Metalisti, 2011)

9. Trooper - Tari ca munti (Trooper, 2002)

10. Zbor - Nu te mai aud (Demo, 2010)

11. Maria Tănase - Ciuleandra (Ciuleandra, 2001)

12. Inimă Sălbatică feat. Denisa - Cu tine impreuna (Metalisti, 2011)

13. Susanu - Mai Tare ca Ali-Baba (Altceva, 2010)

14. Nek si Florin Salam - Imi fac nebuniile (Nek si prietenii, 2010)

15. Denisa - Nu Pleca (Pachete Pachete DJ Stront Remixes, 2011)

16. Alina Alens - Maine /DJ Stront rmx/ (Maine, 2010)

17. Tadeusz Faliszewski & Henryk Gold Orchestra - Ach te Rumunki! (Syrena Record Box, CD 7, 2009)

niedziela, 13 marca 2011

Śladami „Śladami Stasia i Nel” to pokaz zdjęć z rowerowej wyprawy Marcina S. Sadurskiego, szlakiem zarówno bohaterów W pustyni i w puszczy Sienkiewicza, jak też książki Mariana Brandysa - reporterskiej relacji z podróży do Egiptu, Sudanu i Etiopii z 1956 roku. Jak pisał Marcin:

"Książka Brandysa okazała się dla mnie kluczem do powieści Sienkiewicza. Uzmysłowiła mi, że Egipt, Sudan (i Etiopia) to prawdziwe, a nie tylko bajkowo-powieściowo kraje. Że mieszkają tam realni ludzie, i to niekoniecznie tacy, jak ich opisywał Sienkiewicz. A co ważniejsze – pozwoliła mi spojrzeć na opisywane w "W pustyni i w puszczy" wydarzenia z punktu widzenia Sudańczyków czyli "mahdystów". Okazało się, że nawet sam Mahdi też nie był wcale tak zły, jak go obsmarował pan Sienkiewicz." (MS)

Podróż rozpoczęta w Marsa Mubarak nad Morzem Czerwonym w Egipcie, a zakończona w stolicy Sudanu Chartumie, zajęła Marcinowi dwa miesiące i 2400 km. Ponieważ podróżował sam, rowerem, nie musiał się z nikim ścigać. Za to miał dużo czasu na fotografowanie i kontemplowanie krajobrazów.

W prologu slajdowej relacji w Klubie Podróży Jarema słuchaliśmy Tematu przewodniego ze ścieżki dźwiękowej do filmu Lawrence z Arabii (David Lean, 1962), autorstwa Maurice'a Jarre'a (1924-2009). Ten znakomity francuski kompozytor, twórca muzyki filmowej jest autorem muzyki do dziesiątków znanych filmów, trzykrotnym laureatem Oscara za muzykę do: Lawrence z Arabii, Doktora Żywago (1965) i Podróży do Indii (1984). Jego synem jest kompozytor i wykonawca muzyki elektronicznej Jean-Michel Jarre. Jarre komponował głównie na orkiestrę, do tego dołączał egzotycznie brzmiącą perkusję oraz ondium Martenot – instrument elektryczny zbudowany w 1928 roku, wykorzystujący przetworzony ludzki głos. Do Lawrence z Arabii stworzył ilustrację prawdziwie epicką i romantyczną, podpartą rozpoznawalnym i zapadającym w pamięć tematem przewodnim. Szerokim kadrom pustyni, licznym panoramom z "lotu ptaka", wielkim scenom bitewnym towarzyszy muzyka, która jest tu jedynym narratorem, jedynym medium łączącym widza z ekranem. W wykonaniu The Philharmonia Orchestra pod dyrekcją Tony Bremnera dominuje bombastyczna sekcja dęta, podkreślająca heroizm postaci bohatera.

Cześć pierwsza wyprawy, to trasa z Marsa Mubarak na południe, wzdłuż brzegu Morza Czerwonego, przez Wadi Gimal i rezerwaty mangrowców koło Hamata. Dalej na zachód przez pustynię, w kierunku Asuanu i Doliny Nilu. Po drodze samotna skała Jabel Silai'i, a także Sheikh Shazli - jedyna tutaj osada, za to z kilkoma meczetami - w tym meczetem-mauzoleum (tzw. gobba) Szeika Abu El Hassana el Shazli, średniowiecznego przywódcy sufich.

W trakcie pokazu z Egiptu słuchaliśmy niezwykle popularnego, egipskiego popu i tanecznej muzyki bellydance, często goszczących w egipskiej kinematografii (jednej z największych na świecie). Egipski pop (tzw. geel music, od nabrylantowanych fryzur gwiazd arab-popu) rozwija się od lat 70-tych, łącząc w sobie arabską melodykę i tradycyjne rytmy z nowoczesną produkcją i taneczną aranżacją. Najpopularniejszymi wykonawcami tego gatunku są m.in: Amr Diab, Mohamed Hamaki i Tamer Hosny, których muzyka ilustrowała relację Marcina. Mohamed Hamaki jest popularnym, egipskim piosenkarzem stylu bellydance i arab-pop. Khallena N'eesh (Żyjmy) z 2003 roku, to jego pierwszy album, który wyprodukował egipski aranżer Tarek Madkour. Pierwszym singlem i największym przebojem z tej płyty był Betedhak (Śmiejesz się?).

Święta Bożego Narodzenia Marcin spędził w Asuanie. Na ekranie oglądaliśmy stare uliczki przy asuańskim suqu, Wielki Meczet, Katedrę Koptyjską, Klasztor Św. Szymona, Mauzoleum Agi Khana (polityka i religijnego przywódcy), Kopułę Wiatrów (Qubbet el-Hawa), Old Cataract - najstarszy, najsłynniejszy i najbardziej luksusowy hotel w Egipcie, a może i w całej Afryce.

Kolejny wokalista, to pochodzący z Port Said Amr Diab, zwany "królem arabskiego popu". Na to miano zasłużył sobie swoim melodyjnym głosem, muzykalnością, charyzmą i... wyglądem amanta. Stworzył własny styl będący połączeniem egipskiej melodyki i rytmów zachodnich, zwany Mediterranean Sound (Brzmienie Śródziemia). Gdyby nie był Arabem, mieszkał w USA, zapewne już dawno zrobiłby karierę na miarę Elvisa. Swój pierwszy album Ya Tareeq (1986) wydał tuż po ukończeniu Kairskiej ASP. Album odniósł ogromny sukces i zapoczątkował niewiarygodną modę na piosenki Amr Diab'a. Do dzisiaj wydał 16 albumów, z których każdy umacniał jego pozycję super gwiazdy i żywej legendy arabskiej muzyki pop. Diab sprzedał 50 mln płyt - najwięcej w całej historii muzyki arabskiej. Amr jest także aktorem - był pierwszym Arabem który nakręcił do swojej piosenki klip video. To jego przeboje używane są najczęściej przez tancerki brzucha na całym świecie - choćby słynny Habibi.

Pierwszy dzień Świąt to wycieczka na zachodni brzeg Nilu. Tu widoki na Wyspę Kitchenera (Geziret an-Nabatat) i feluki na Nilu. Na Elefantynie - malownicze, ciasne uliczki i rzecz jasna starożytny Nilometr. Asuan żegnaliśmy w porcie przy Wielkiej Tamie, skąd po Jeziorze Nassera, jedynym przejściem granicznym, przepływa się promem do Sudanu.

Tamer Hosny, to kolejna gwiazda arab-popu. Jest jednym z najpopularniejszych, młodych piosenkarzy arabskich, zwanym "Królem Generacji". Pochodzi z Egiptu i oprócz śpiewu zajmuje się aktorstwem i komponowaniem. Mówi się, że Hosny, to taka egipska odpowiedź na Justina Timberlake'a. W 2008 roku nagrał swój czwarty album zatytułowany Arrab Kaman. W ostatnich latach zgarnął wszystkie, najważniejsze nagrody muzyczne na najlepszego wokalistę w krajach arabskich (2008), Bliskiego Wschodu (2009) i Afryce (2010). W ostatnich tygodniach Hosny stał się mocno kontrowersyjny. Zyskał wśród Egipcjan naprawdę zła reputację ze względu na swoje poparcie dla rządów Mubaraka. Od tego momentu stał się wrogiem publicznym wśród protestujących na placu Tahrir w Kairze. Gdy 9 lutego pojawił się na scenie na Tahrir, został zaatakowany przez demonstrantów i wygoniony ze sceny. Od tego czasu Hosny stara się z powrotem wkupić w łaski egipskich fanów, popierając protestujących, przepraszając ich w internecie i nagrywając patriotyczne pieśni.

"Cóż Egipt!... Egipt to nie Afryka. Staś i Nel przecież wędrowali po Sudanie..." czytamy u Brandysa.

"W drodze do Chartumu czekały mnie kolejne pustynie, starożytne egipskie i meroickie świątynie, defuffy, nubijskie piramidy i... wspaniali, gościnni ludzie, jakimi okazali się być Sudańczycy. Nawet Mahdi, wnuk tego z 'W pustyni i w puszczy' okazał się być przemiłym kulturalnym starszym panem." (MS)



Po przepłynięciu Jeziora Nassera, znaleźliśmy się w Wadi Halfa, po drodze podpływając jeszcze do świątyń Abu Simbel. Jakieś 150km za Wadi Halfa, po przebyciu pustyni, skręcamy z asfaltu do miejscowości Farka. W Quikkah oglądamy gobbę (grobowiec) Szeika Idrysa. W Sawarda przeprawiamy się na drugą stronę Nilu, potem Kerma i tzw. Zachodnia Deffufa. Deffufa to po nubijsku wielka budowla z cegły mułowej. Mijamy rozliczne piramidy: przy Jabel Barkal koło Karimy; w Nuri i Meroe. Na środku pustyni znajduje się coś w rodzaju sawanny w Parku Narodowym Jebel Hassania. Docieramy do Atbary, gdzie znajduje się muzeum starego kolejnictwa. W drodze do Chartumu mijamy jeszcze Shendi, kompleks świątyń w Musawwarat es-Sufra, aleja sfinksów przed świątynią Amona w Naqa, a także Szóstą Kataraktę (Saballuka Cataract) - modne wśród mieszkańców Chartumu miejsce piknikowe.

I oczywiście Chartum. Olbrzymia aglomeracja, tworzona jest wraz z sąsiednim, starym Oumdurmanem, kolebką Mahdystów i najbardziej zabytkową częścią stolicy. To tu znajduje sie grobowiec Mahdiego, a w każdy piątek, na cmentarzu przy grobie Sheika Hamed al-Nil, odbywa się uroczysta ceremonia z udziałem Tańczących Derwiszy. W samym Chartumie uwagę zwracają Mesjid al-Kabir (Wielki Meczet), Katedra Św. Mateusza, Meczet Faruka, Muzeum Narodowe, futurystyczny hotel i centrum biznesowe Burj Al-Fateh, wyspa Tuti i Mogran Park, położony tuż przy połączeniu dwóch rzek - Nilu Białego i Błękitnego.

Muzyka Sudanu na płytach jest niezwykle trudno osiągalna. Nawet na suku w Omdurmanie próżno szukać miejscowych wydawnictw. Album Mustafy Al-Sunni Songs of the Sudan (1999) wydała brytyjska wytwórnia Nimbus Records, specjalizująca się w brzmieniach folkowych. Al-Sunni pochodzi z miasta Rafa'a nad Nilem, na południe od Chartumu. Aktualnie mieszka w Londynie, wygnany tam przez niedawną jeszcze wojnę domową. Jego twórczość odbiega zdecydowanie od tego, co można usłyszeć na co dzień na ulicach Chartumu, przez mocno eksploatowane głośniki samochodowe. Jest to muzyka tradycyjna, akustyczna, spokojniejsza i bardzo wysublimowana. Ciepłemu głosowi artysty towarzyszą dźwięki arabskiej lutni 'ud i delikatne uderzenia bębenków, na których gra Abd Al Hafiz Karar. Sudan jest miejscem, w którym muzycy łączą elementy muzyki Bliskiego Wschodu i Afryki. Mustafa gra na 'ud inaczej niż gra się na nim w Syrii, czy Arabii Saudyjskiej. Jego styl jest bardziej hipnotyczny i rytmiczny.
Teksty w pieśniach Al-Sunni mają pierwszorzędne znaczenie. Atmosfera i emocje pomagają w przedstawianiu tematów miłości, tęsknoty, czy straty. Artysta wykonuje również pieśni w formie tradycyjnej. W klasycznej formie hagiba, poeta tworzy słowa wraz z muzyką, aby układać je pod melodie turath - przekazywane z pokolenia na pokolenie, związane z obrzędami pieśni ludowe. Z Mustafą pracuje tu jego kuzyn, poeta Bashir al Qamar, z którym wspólnie stworzyli kilka współczesnych piosenek w tej tradycji. Muzyka i poezja Mustafa Al Sunni przenosi nas do południowego Sudanu, do Nubii, nad Nil Błękitny.


* zdjecia, fragmenty relacji oraz opracowanie muzyczne pokazów: Marcin S. Sadurski

Playlista:

1. Maurice Jarre - Main Title (Lawrence of Arabia OST, 1962)

2. Mohamed Hamaki - Khallena N'eesh (2003)

3. Amr Diab - The Very Best of Amr Diab (2001)

4. Tamer Hosny - Arrab Kaman (2008)

5. Mustafa Al Sunni - Songs of the Sudan (1999)

(Jarema, 20.11.2010; 22.01.2011)


poniedziałek, 21 lutego 2011

Afryka Nowaka to projekt zapoczątkowany w listopadzie 2009 roku, realizowany przez grupę rowerzystów, w celu przypomnienia postaci polskiego podróżnika Kazimierza Nowaka, który jako pierwszy przejechał rowerem Afrykę z północy na południe i z powrotem. Kilkudziesięciu rowerzystów jak najwierniej powtarza trasę jaką przebył Nowak, jadąc w formie sztafety w zmieniających się, kilkuosobowych składach. Poszczególne etapy, to podróż rowerami przez kolejne, afrykańskie kraje, począwszy od Libii, poprzez Egipt i Sudan, docierając do Zimbabwe i RPA, a stamtąd z powrotem na północ. Uczestnikiem dwóch etapów był Piotr Strzeżysz*, który opowiadał o ich przebiegu w trakcie swoich pokazów w Jaremie.

 

W odcinku sudańskim Piotr opowiadał o przygodach na trasie Wadi Halfa - Chartum, opisywał sudańskie przysmaki - takie jak surowa wątróbka z wielbłąda, mówił o ludziach, o tym, dlaczego lepiej nie fotografować kobiet i jak wygląda sudański akademik. Etap nazwany „Z Nowakiem w Pustyni i w Puszczy” rozpoczynał się w egipskim Asuanie, skąd promem po Nilu, przez jedyne przejście graniczne pomiędzy Egiptem i Sudanem, dociera się do Wadi Halfa.

"Opuściliśmy Wadi Halfa, spędziwszy tam zaledwie jeden wieczór, by zanurzyć się w piaski Pustyni Nubijskiej i objęcia nieznośnie piekącego słońca."

Na powitanie z Sudanem słuchamy transowej muzyki qawwali. Rizwan-Muazzam Qawwali to grupa, na której czele stoi dwóch śpiewaków qawwali - siostrzeńców legendarnego Nusrat Fateh Ali Khana. Qawwali, arabskie słowo oznaczające "wypowiedź", to tradycyjna, sięgająca ponad pięć wieków wstecz muzyka sufich - islamskich mistyków z Pakistanu i północnych Indii. Śpiew qawwali jest formą religijnego przesłania i modlitwy. Zadaniem transowej muzyki, poprzez rytmiczne klaskanie, dźwięki tabli i harmonium, a przede wszystkim wielokrotnie i namiętnie powtarzane poetyckie frazy jest wprowadzenie słuchaczy w stan duchowej nirwany. W wykonaniu grupy braci Rizwana i Muazzama Ali Khan wysłuchaliśmy 16-to minutowej mantry Manum Khak E Sarey (I Am The Dust Of The Street Of Mohammed) z albumu Sacrifice To Love (1999).

"Potwornie gorąco - w cieniu czterdzieści stopni, dookoła żadnego drzewa, jedziemy na południe w czteroosobowym składzie po równiutkiej, asfaltowej drodze, pchani północnym pasatem znad Morza Czerwonego."

Pozostajemy w kręgu pakistańskiego qawwali, muzyki pogranicza dwóch kultur – hinduskiej i muzułmańskiej - w której mieszają się tradycje dwóch wielkich religii. Sufickie teksty niosą mistyczny, emocjonalny przekaz i przesłanie miłości. The Sabri Brothers przez ostatnie trzydzieści lat nazywani są „muzycznymi ambasadorami Pakistanu”. Obecny lider Mahmood Ghaznavi Sabri pochodzi z uznanej rodziny tradycyjnych muzyków z Karaczi, która jeszcze za życia Nusrata Fateh Ali Khana, uważana była za kolejnych po nim mistrzów qawwali. Pełne pasji i emocji pieśni Braci Sabri raz są zawodzące niczym płacz, innym razem krzykliwe i radosne. Na pokazie wysłuchaliśmy jednego z ich największych przebojów Sultan-E-Haram z płyty The Greatest Hits (1997).

"Po kilkuset kilometrach drogi przez pustynię wreszcie zabudowania. Dojeżdżamy do miejscowości Atbara."

Dalej pociągiem do Shendi, gdzie rowerzyści zaprzyjaźniają się z miejscowymi studentami, poznają uczelnię i akademik.

Malijski zespół Tinariwen (co w języku tamaszek oznacza Pustynię) to prawdziwa duma Tuaregów. Określani są mianem ambasadorów tuareskiej kultury, wspierających walkę o niezależne państwo. Zespół został założony w latach 80. w obozie tuareskich rebeliantów w Libii, a sami muzycy brali czynny udział w saharyjskim powstaniu. Liderem zespołu jest wokalista i gitarzysta Ibrahim „Abaraybone” Ag Alhabib. Brzmienie Tinariwen, oparte na typowych dla kapeli rockowej instrumentach (gitary elektryczne, perkusja), ubarwione jest elementami malijskiego bluesa, algierskiego rai i berberyjskiego chaabi, a przede wszystkim tradycyjnymi pieśniami Tuaregów. To tradycyjne tuareskie melodie, grane na pasterskich piszczałkach, a także czymś w rodzaju jednostrunowych skrzypiec, prostych bębnów, obciągniętych skórami zwierząt i teherdentu (tamtejszej lutni). Rytm utworów odzwierciedla powolny chód, albo trucht wielbłąda. To muzyka pulsująca czarnym rytmem, rockowym brzmieniem i bluesowymi riffami, pełna melodyjnych wokali, zawodzących okrzyków i saharyjskiej melancholii. Debiutancka płyta The Radio Tisdas Sessions (2002), z której pochodzi utwór zatytułowany Pieśń dzikich zwierząt (Le Chant des Fauves), została zrealizowana podczas sesji radiowych i była pierwszym materiałem wydanym poza Afryką.

I tak dojeżdżamy do miejsca gdzie spotykają się Nil Biały z Błękitnym. Tu znajduje się Chartum, który wraz ze starym Omdurmanem tworzą wielką, afrykańską metropolię.

Orchestra Baobab z Senegalu, to jedna z najpopularniejszych i najbardziej charakterystycznych formacji w historii muzyki afrykańskiej. Twórcy jednego z najbardziej nowatorskich stylów w gatunku world music, mającego wpływ na całą współczesną muzykę z Czarnego Lądu. Założona w 1970 w Dakarze, łączy rytmy afro-kubańskie, kreolskie melodie z Portugalii, rumbę z Kongo oraz całą gamę lokalnych stylów z Afryki Zachodniej. To głównie dzięki temu zespołowi Dakar stał się jednym z najważniejszych muzycznych miejsc Afryki. Zespół stworzony przez saksofonistę Baro N'Diaye, połączył niezwykle popularną w Afryce Zachodniej muzykę kubańską, z rytmami afrykańskimi i tradycyjnymi pieśniami w języku wolof, wykonywanymi przez griota Laye M'Boup. Utru Horas to utwór pochodzący z legendarnej sesji nagraniowej Pirates Choice z 1982 roku.


Do niezwykłego przesłania uczestników projektu Afryka Nowaka, nawiązuje wprost przebój Boba Marleya & The Wailers - spokojny, ciepły i radosny Africa Unite. Robert Nesta Marley (1945-81) jamajski "Król" reggae, związany był silnie z ideologią Rastafarianizmu, w której Afrykanie są postrzegani jako naród wybrany. Teksty Marleya opierały się na idei powrotu Afrykanów z Babilonu - ziemi rozpusty i wyzysku (świata Zachodu) do Afryki - ziemi wolności. Dziewiąta płyta Boba Marleya i Wailersów Survival (1979), poświęcona afrykańskiemu kontynentowi i jego mieszkańcom, to hołd dla jednoczącej się Afryki. Płyta okazała się wielkim hitem, utwór Zimbabwe został uznany jako nieoficjalny hymn "Czarnego Kontynentu", a sam Bob stał się ogólnonarodowym bohaterem Afryki. Survival to płyta pełna modlitw i hymnów - manifest wzywający do walki z Babilonem o swoje prawa i o zjednoczenie całej Afryki.


W części drugiej opowieści o Afryce Nowaka, wybraliśmy się z Piotrem na etap przez Zimbabwe i RPA.



"(... ) było o przygodach podczas nocnej przeprawy przez busz i odganianiu lwów rowerową trąbką, jeździe po torach kolejowych w poszukiwaniu śladów Kazimierza Nowaka, jedzeniu sadzy, za którą płaci się pulami albo kwachami, muzycznym studio w środku buszu, ale przede wszystkim opowiem o spotkanych ludziach, o pracujących w Afryce Polakach, jak i o samych Afrykańczykach, o ich gościnności, pomocy i uśmiechu (...) Ten odcinek sztafety nazwaliśmy „Gdzie krokodyl zjada słońce”, zapożyczając nazwę z tytułu książki Petera Godwina, a traktującej o dzieciństwie autora w Zimbabwe."



Etap rozpoczynał się na granicy Zimbabwe i Zambii, przy Wodospadach Królowej Wiktorii.

Muzycznie rozpoczął Salif Keita - albinos z Bamako, jeden z najsłynniejszy muzyków z Mali. Określany "Złotym Głosem Afryki" jest potomkiem rodu królewskiego. Jednak wbrew pochodzeniu zdecydował się na karierę muzyka, według tradycji zarezerwowaną wyłącznie dla Griotów. Keita w formule world music łączy różne style i gatunki, nie uciekając od kulturowych korzeni i tradycji. Sięga po rocka, bluesa, jazz, funky, ale również brzmienia zachodnioafrykańskie, łącząc tradycyjne instrumenty afrykańskie z elektroniką. Całość spina łagodny i subtelny głos Salifa. Na pokazie słuchaliśmy dwóch spokojnych, bluesowych ballad z płyty The Best of Salif Keita: The Golden Voice (2002). Folon (Przeszłość) i Seydou to kwintesencja niezwykłego talentu Keity, stylowego połączenia afrykańskiej tradycji i wspólczesności.


W miejscowości Hwange w środku afrykańskiego buszu, rowerzyści zostają ugoszczeni przez polskich woluntariuszy pracujących w tutejszej, salezjańskiej misji Don Bosco. Stąd wybrali się na safari w Parku Narodowym Hwange, największym rezerwacie dzikiej przyrody w Zimbabwe.

Oliver Tuku Mtukudzi - kompozytor, śpiewak i gitarzysta, jest jednym z najbardziej znanych artystów z Zimbabwe. Obdarzony głębokim, zachrypniętym głosem Tuku, pisze piosenki o codziennym życiu i problemach mieszkańców swojej ojczyzny. Przy czym nie porusza w nich tematów politycznych, nie krytykuje represji i rządów Mugabe - może właśnie dlatego nadal mieszka w Zimbabwe. Mtukudzi pochodzi z plemienia KoreKore, a swoje pieśni śpiewa przede wszystkim w dominującym w kraju języku Shona Ndebele. Unikalny i charakterystyczny styl jego muzyki, nazywany jest przez fanów Tuku music.  Poza elementami Shona oraz mieszanką tradycyjnych rytmów z Zimbabwe (np. mbira, mbaganga, korekore), Tuku music bazuje na południowoafrykańskiej pop music, folku, jazzie i klasycznym R&B. Chyba największym przebojem Tuku jest Neria - ballada folkowa napisana do ścieżki dźwiękowej filmu fabularnego o takim tytule z 1992 roku. Neria to dramat ukazujący problemy kobiet we współczesnej Afryce. Mtukudzi zagrał w nim oraz skomponował cały soundtrack.


"Lupane. 3 dni jechaliśmy na Nowaka, wzdłuż torów – całkiem nie wiemy, jak On tego dokonał! Mnóstwo piachu, kolce dziwnych roślin co kilkaset metrów dziurawiły opony, w końcu prowadziliśmy rowery torami! Wokoło żyrafy, słonie i inny zwierz, było ciężko, jechaliśmy nocą w buszu, a lwy odganialiśmy trąbką rowerową!"

W 1997 roku Mtukudzi nagrał album Ndega Zvangu (z Shona: Wszyscy są samotni), w hołdzie dla jego trzech muzyków z zespołu, którzy zmarli na AIDS. Utwory pierwotnie napisane na cały zespół Tuku zagrał jedynie na gitarze. W efekcie wyszedł album całkowicie akustyczny, bez tanecznych rytmów i melodii, pełen transowych ballad, śpiewanych charakterystycznym, zachrypniętym głosem, z towarzyszeniem gitary akustycznej. Handiende, to właśnie jedna z takich nastrojowych, lirycznych ballad.

"W ciągu pobytu w Bulawayo mieliśmy dość napięty grafik. Spotkanie z biskupem, wizyta w Parku Matopos, odwiedziny parafii księży misjonarzy w Plumtree i wizyta w Cronicle of Bulawayo – dzienniku, w którym drugiego lipca 1934 roku ukazał się artykuł o Kazimierzu Nowaku. Szczególnie wrażenie zrobiła na nas wizyta w Plumtree, gdzie znajduje się profesjonalne studio nagrań, założone przez księdza Maćka Malickiego, muzyka i zapalonego motocyklistę. Wiele lat jeszcze będziemy wspominać ten przemiły wieczór z księżmi z Plumtree i z Botswany, którzy akurat odwiedzili swoich sąsiadów zza wschodniej granicy."


I to właśnie od  Maćka Malickiego - ojca werbisty z misji w Plumtree, tego, co założył prawdziwe studio nagrań w buszu - Piotr dostał nagranie zespołu Flame of The Africa. To muzycy-amatorzy grający bardzo popularne w całej Afryce Południowej reggae, którzy nagrali swoje utwory dzięki pomocy misjonarzy. Zespół jak setki innych jest całkowicie anonimowy - tam tak się po prostu gra.

Czas kontynuować podróż w stronę granicy z RPA i dalej do Johannesburga. Droga z Bulawayo do granicy z RPA zajęła rowerzystom niecałe trzy dni.

Witaliśmy ją wraz z legendarnymi Ladysmith Black Mambazo, grupą wokalną z RPA o 40-letniej historii, założoną i do dzisiaj prowadzoną przez sędziwego Josepha Shabalalę. Ich repertuar to unikalne połączenie tradycyjnego śpiewu Zulusów, dźwięków z południa Afryki, z wielogłosową stylistyką i emocjami chrześcijańskiego gospel. Ladysmith, to nazwa miasteczka, z którego pochodzi zespół; Black, to odniesienie do czarnego woła i jego siły; Mambazo - w języku Zulu: topór - symbolizuje waleczność. LBM, to gwiazdy najlepszych sal koncertowych i festiwali, miliony sprzedanych płyt na całym świecie, dwukrotni laureaci Grammy. Album Long Walk To Freedom (2006), z którego usłyszeliśmy ich pierwszy, wielki hit Nomathemba, to zbiór 12 największych przebojów grupy.

Przekroczyliśmy granicę z RPA i wjechaliśmy do prowincji Limpopo. Pod Polokwane odwiedziliśmy polskie franciszkanki prowadzące ośrodek dla niewidomych, miejscowych dzieci. Na krótkim filmiku zobaczyliśmy, że dzieciaki nie tylko są wesołe, ale potrafią też zaśpiewać polską pieśń religijną.

Black is Beautiful z płyty Raise Your Spirit Higher: Wenyukela (2004), to kolejny kawałek Ladysmith Black Mambazo. W swoim repertuarze odwołują się do tradycji południowoafrykańskiego śpiewu Isicathamiya (Zulu: cathama - chodzić cicho, ostrożnie), wywodzącym się z tradycji Zulusów. Nawiązuje on do obyczaju niedzielnego śpiewania a capella, bardzo wczesnym rankiem,  zrodzonego wśród napływowych górników żyjących z dala od domów pozostawionych w odległych wioskach. Świat usłyszał o nich dzięki słynnej płycie Paula Simona Graceland (1986), która połączyła muzyczne tradycje Afryki ze współczesnym pop music i folkiem z Zachodu. Grupa zdobyła popularność przebojami Homeless, Hello My Baby, a także adaptacją tradycyjnej pieśni zuluskiej Mbube (Lew) (1967). Tak też nazwano afrykański, wielogłosowy śpiew a’capella, z męskim falsetem zastępującym głos kobiecy, z którego wywodzi się Isicathamiya.

Ruszyliśmy w stronę Pretorii. Po drodze gościliśmy u miejscowych Burów, potomków dawnych holenderskich osadników, którzy do niedawna rządzili RPA.

Kolejna pieśń Ladysmith Black Mambazo to tradycyjna Shosholoza (zaadaptowana jako oficjalny hymn Mistrzostw Świata 2010 rozgrywanych na boiskach RPA), z płyty Long Walk to Freedom (2006). Ten album to prawdziwa retrospekcja 40 lat twórczości grupy, która nagrała swoje najbardziej znane utwory w nowych wersjach, z towarzyszeniem zaproszonych muzyków i wokalistów z Zachodu (m.in: Emmylou Harris, Sarah McLachlan, Taj Mahal, i Zap Mama) oraz kilku najpopularniejszych artystów z RPA. Shosholozę, wraz z LBM zaśpiewali: Lucky Dube (zm. 2007) – największy, południowoafrykański artysta reggae, który rok po tym nagraniu zginął w Johannesburgu, zastrzelony przez bandytów, podczas próby kradzieży jego samochodu; Bhekumuzi Luthuli (zm. 2010) - gitarzysta i wokalista, jedna z legend tradycyjnej muzyki z prowincji KwaZulu- Natal; Hugh Masekela - kolejny legendarny muzyk i kompozytor, jazzman, trębacz i wokalisty, były mąż Miriam "Mama Africa" Makeby. To on skomponował m.in. jej największy przebój Pata Pata; Vusi Mahlasela - kompozytor i wokalista, twórca południowoafrykańskiego folku, którego twórczość była inspiracją dla wielu osób zaangażowanych w walkę z aparthaidem.



"Nasz pobyt w Afryce dobiega końca. Dojeżdżamy do Johannesburga, gdzie czeka już na nas ekipa, na kolejny etap Afryki Nowaka."

Żegnamy się z Południową Afryką piosenką w wykonaniu Khadji Nin, pochodzącej z Burundi wokalistki, od ponad 30 lat zamieszkałej w Belgii. Związała się tam z producentem muzycznym Nicolasem Fiszmanem, który wyprodukował i pomógł w wydaniu jej nagrań. Khadja Nin z dużą swobodą łączy współczesny pop music z rytmami afrykańskimi. Jej największe atuty, które zdobywają jej fanów (również w Polsce), to niewątpliwa uroda (piękna, pociągła twarz, i smukłe nogi), ale też wyjątkowa, jazzująca barwa głosu. Wydała do tej pory tylko cztery płyty, z których trzecia, Sambolera (1996) była przełomem w jej karierze i jest, jak dotąd, najbardziej popularna. Na płycie tej śpiewała w dwóch językach afrykańskich - suahili oraz kirundi, a także po francusku. Jednym z jej najsławniejszych utworów jest Sambolera Mayi Son z płyty Ya Pili... (1995).


"W Afryce wszystko wydaje się przejaskrawione, bo to miejsce ogromnych kontrastów. Ot, choćby takie słońce. Zachody słońca w Zimbabwe są po prostu przepiękne, a rozpalona, drgająca, czerwona kula jest przeogromna. Nie ma obawy. Tego afrykańskiego słońca żaden krokodyl nie zje."

*zdjecia, fragmenty relacji oraz opracowanie muzyczne pokazów: Piotr Strzeżysz

 

Playlista:

Sudan (Jarema, 23.10.2010)
1. Rizwan-Muazam Qawwali Group - Manum Khak E Sarey/I Am The Dust Of The Street Of Mohammed (Sacrifice To Love, 1999)
2. Sabri Brothers - Sultan-E-Haram (Greatest Hits, 1997)
3. Tinariwen - Le Chant Des Fauves (The Radio Tisdas Sessions, 2002)
4. Orchestra Baobab - Utru Horas (Alternate Take) (Pirates Choice - The Legendary 1982 Session, 1989)
5. Bob Marley & The Wailers - Africa Unite (Survival, 1979)

Zimbabwe i RPA (Jarema, 08.01.2011)
1. Salif Keita - Folon - The Past (The Best of Salif Keita: The Golden Voice, 2002)
2. Salif Keita - Seydou (The Best of Salif Keita: The Golden Voice, 2002)
3. Oliver Mtukudzi - Neria (Neira soundtrack, 1992)
4. Oliver Mtukudzi - Handiende (Ndega Zvangu, 1999)
5. Flame of The Africa
6. Ladysmith Black Mambazo - Nomathemba (Long Walk to Freedom, 2006)
7. Ladysmith Black Mambazo - Black is Beautiful (Raise Your Spirit Higher: Wenyukela, 2004)
8. Ladysmith Black Mambazo - Shosholoza (Long Walk to Freedom, 2006)
9. Khadja Nin - Sambolera Mayi Son (Ya Pili..., 1995)

środa, 19 stycznia 2011

Całkiem dawno już nie pisałem o muzyce do pokazów, które od jesieni znowu zagościły w Jaremie. Czas to nadrobić, zwłaszcza, że zebrało się trochę ciekawej i niekiedy mało znanej u nas muzyki. Zacznijmy od grudniowego pokazu z zeszłorocznej wyprawy Sylwii i Marka Kulczyków do Chin - Junnan - na południe od chmur.


"By zrozumieć miejsce, trzeba zrozumieć jego muzykę" (Konfucjusz)

 

Jak napisali autorzy pokazu: "Chiny budują autostrady w Europie, Chiny wykupują Afrykę, Chiny trują świat i zalewają nas zabawkami z kocim włosiem, ale tak naprawdę, jaki jest ten odległy, znany z gazet kraj? Z Hongkongu ciekawość pchnęła nas do górzystego Junnanu - może przez sentyment do dobrej herbaty? (...)" Może? A może to te ryżowe tarasy, z których słyną południowe Chiny; może zagubione w górach wioski, gdzie ludzie żyją jak przed wiekami; może miejskie parki, pełne rozśpiewanych, tańczących, ćwiczących, ale przede wszystkim oddających się hazardowi Chińczyków? A może jeszcze zupełnie co innego? No tak, ale miało być o muzyce.


 

Zanim jednak dotarliśmy do Junnanu, rzut oka na futurystyczny, przeludniony i sterylny Hongkong. Do obrazów nowoczesnego, elektronicznego molocha, jak ulał pasował dance-popowy przebój niezapomnianego, niemieckiego duetu Modern Talking. China in Her Eyes z płyty Year of the Dragon (2000), to przebój z tzw. drugiej młodości mega popularnych "Młodych Tłoków", jak już nie byli wcale tacy młodzi i popularni. Wiemy w końcu, że szczyt zachwytów nad sobą panowie Dieter Bohlen (ten brzydki blondyn - kompozytor i producent) i Thomas Anders (ten śliczny brunet - wokalista) przeżywali w latach 80-tych, gdy okupowali wszystkie, możliwe listy przebojów, pisma kolorowe, programy TV, stacje radiowe, dyskoteki, balangi i imprezy. Wrócili na krótko pod koniec lat 90-tych, kiedy to z dance-popu przerzucili się na Euro-dance z udziałem rapera Erica Singletona. Nostalgia za młodością jednak pozostała, co słychać w elektroniczno-tanecznej, orientalnej poświacie Chin w jej oczach z Roku Smoka. A w końcu Hongkong to też Chiny - trochę inne, ale jednak. Tak więc w drogę do górzystego Junnanu.


Pierwsze miasto na naszej drodze to stolica prowincji - Kunming, z kolorowymi, pełnymi relaksujących się Chińczyków parkami i świątynią Yuangtong. Shan Di Orchestra wykonuje tradycyjną muzykę Państwa Środka, grając ją na tradycyjnych, chińskich instrumentach: gu sheng, erhu, dizi, yangqin, pipa. Dragon ceremony, Beautiful Ming oraz Eternally Shining, to utwory instrumentalne, które przenoszą nas do dawnego Królestwa Środka (L'empire Du Milieu/ The Middle Kingdom, 2008).

 

Kierując się na wschód ku granicy z Birmą, zatrzymaliśmy się w mieście Dali. Zobaczylismy pokaz tańców ludu Bai, a także tradycyjny połów ryb na jeziorze Erhai, przy pomocy kormoranów. Stąd blisko już do Tybetu, co podkreślała kompozycja Olivera Shanti - Spring in Lhasa. Niemiecki muzyk i kompozytor new age, zafascynowany Orientem, tworzy ezoteryczne dźwięki oparte na muzyce wschodu. Płyta Tai Chi Too - Himalaya, Magic & Spirit (1996) wielokrotnie już wykorzystywana była w ścieżkach dźwiękowych pokazów w Jaremie. Medytacyjna muzyka działa niczym balsam - odstresowuje i uspokaja, niezwykle plastycznie oddaje magię Himalajów, buddyjskiego ducha Tybetu, przestrzeń mongolskich stepów. W Spring In Lhasa na tradycyjnych instrumentach zagrali zaproszeni do projektu muzycy z dalekiej Azji: Erdenebold Dashtscren (mongolski flet limbe); Sarangerel Zerewsamba (cymbały jot-chin); Xiaojing Wang (strunowe er-hu).


Oglądając wioski i świątynie wokół jeziora Erhai, po raz pierwszy słuchaliśmy muzycznej gwiazdy tego wieczoru, znakomitej Sa Dingding. Pochodząca z dynastii Han, z Mongolii Wewnętrznej wokalistka i autorka piosenek, okrzyknięta została „azjatycką Björk”. Śpiewa w mandaryńskim, ale także tybetańskim i w sanskrycie. Gra na instrumentach tradycyjnych: cytrze zheng gu, sitarze i chińskim gongu. Nowoczesne, elektroniczne brzmienia w połączeniu z chińską muzyką ludową - instrumentami i emocjonalnym śpiewem - tworzą oryginalną całość. Muzyka Sa Dingding odzwierciedla charakter współczesnych Chin. Łączy w sobie wpływy wielu regionów - chińskich kultur Han i Junnanu, kultur Tybetu i Mongolii. 
Płyta Harmony (2010) jest najnowszym albumem Sa Dingding. Promujący go, rytmiczny i przebojowy Ha Ha Li Li opowiada legendę, którą artystka zasłyszała od ludu z plemienia Wu w Junnanie: "Dawno temu ziemia i niebo były połączone za pomocą ogromnego drzewa. Ludzie i zwierzęta żyli razem w jaskiniach. Pewnego dnia pojawił się ogromny złoty kogut, który przewrócił drzewo, oddzielając niebo od ziemi. Od tamtej pory ludzie i zwierzęta rozpoczęły życie pośród natury." Legenda Ha Ha Li Li ma silne znaczenie w Chinach, jest ważnym elementem wielu religijnych ceremonii. Na płycie znalazł się również remiks tego kawałka autorstwa Paula Oakenfolda.


Dziurawą, przebudowywaną drogą ruszyliśmy na północ w kierunku górskiego miasta Yunlong. Ekstremalne warunki jazdy znakomicie oddało Drunken Tango 2001, czyli chińska przeróbka Takiego Tanga Budki Suflera. Przebój tajwańskiego, rockowego zespołu Power Station (albo jak kto woli Dongli Huoju), 10 lat temu zajmował czołowe miejsca na chińskich listach przebojów. Power Station to zespół założony przez dwóch braci: Yu Chiu Hsin i Yu Chih Lin. Różnią się oni znacznie od gwiazd chińskiego popu. Noszą długie włosy, grają na gitarach melodyjne, rockowe ballady. W 2001 roku ukazał się ich album zatytułowany Walking along Jhonghsiao East Street Nine Times, czyli Spacerując 9 razy wzdłuż Zhong Xiao East Road (to chyba jednak gdzieś na Tajwanie), z którego właśnie pochodzi mocno rozbujane Pijane Tango.


W pobliżu Yunlong odnaleźliśmy Nuodeng, położone pośród gór dawne centrum handlu solą. W inspirowanej starożytną Japonią, podbarwionej dźwiękami z Chin i Indii, instrumentalnej kompozycji Cesarzowa (The Empress), zaprezentował się projekt Ancient Future. To jeden z najdłużej działających zespołów tworzących muzykę world-fusion. Założony w 1978 roku przez gitarzystę Matthew Montforta, łączy muzyczne tradycje różnych kultur: antyczną przeszłość z dźwiękami przyszłości; współczesny jazz i rock z etnicznymi rytmami Afryki, Bali, Indii, Bliskiego Wschodu i Ameryki Południowej, bogate harmonie Europy i orientalne melodie Azji. Zespół tworzy kilkunastu muzyków, grających na przeróżnych instrumentach tradycyjnych. Płyta Asian Fusion (1993) to muzyczna podróż przez geograficznie i kulturowo rozległe połacie Azji. Słychać na niej znakomitych muzyków azjatyckich, w tym: Zhao Hui, wybitnego mistrza zheng gu (chińskiej cytry) i Bùi Huu Nhut, grającego na wietnamskim bau dan.


W Nuodeng jest konfucjańska świątynia, którą oglądaliśmy przy dźwiękach chińskiego śpiewu, w delikatnej, elektronicznej otoczce new age. The Child Going Far Away, to utwór z płyty Yellow Children (1992), debiutanckiego albumu międzynarodowej gwiazdy współczesnej muzyki chińskiej. Dadawa to pseudonim Zhu Zheqin, wokalistki i autorki tekstów, nazywanej "chińską Enyą". Jej muzyka jako pierwszego artysty z Chin była wydawana na całym świecie i nagradzana przez media i przemysł muzyczny. Sporo w niej elektronicznej mgiełki i wypadów w kierunku world music. Śpiewa pełnym tęsknoty głosem, poruszającym swoją pasją i głębią. Dadawa znana jest również jako podróżnik i poszukiwacz, odwiedzający wiele krajów na świecie i zanurzający się w różnorodności ich kultur. Współpracuje z He Xuntian, kompozytorem i muzykiem z Szanghaju. Wspólnie podróżowali po Tybecie, prowadząc badania tybetańskiej kultury i ludowych wierzeń.

 

Z Dali ruszyliśmy na południe do Weishan - miasta w starym stylu chińskim, ku Weibaoshan - świętej góry taoizmu. Kolejny utwór Sa Dingding z płyty Harmony to Little Tree/Big Tree. Spokojny rytm jest tu niczym bicie serca. Śpiew - połączeniem subtelnej intymności z przenikliwym, pełnym emocji zawodzeniem, w wymyślonym, nieistniejącym języku.


Na południe od Kunmingu, w kierunku granicy z Wietnamem, przejeżdżaliśmy przez Tonghai, Jianshui i Shiping. A tam - ulice pełne cichobieżnych, elektrycznych skuterów; zabawa na placach, chińskie jedzenie i miejskie wieczory. Towarzyszyła nam dość dziwna, muzyczna hybryda - próba adaptacji japońskiej, współczesnej muzyki pop na tradycyjne instrumenty chińskie. To Princess China Music Orchestra w wersjach w stylu karaoke przebojów Ayumi Hamasaki, popularnej piosenkarki J-pop z Japonii. Proste i melodyjne Ourselves i Voyage wykonywane są tu na tradycyjnych er-hu, pipa i yang, wymieszanych z elektronicznym podkładem. Trzeba przyznać, że to dosyć specyficzna mieszanka.


Inna muzyczna hybryda, to próba wplecenia pierwiastków chińskich w nurt popularnej muzyki lat 80. Chodzi oczywiście o China Girl - słynny przebój ekscentrycznego Davida Bowie. Piosenka została nagrana wcześniej przez Iggy Popa, który jest jej współautorem, a teledysk do wersji Bowiego był przez dłuższy czas na "czarnej liście" MTV z powodu (naprawdę delikatnych) scenek miłosnych. Pochodzi z płyty Let's Dance (1983), która była całkowitym zwrotem w twórczości brytyjskiego wokalisty. W przeciwieństwie do jego poprzednich płyt, była płytą komercyjną, z łatwymi i przystępnymi piosenkami. Jednym z muzyków na Let's Dance był znakomity, blues-rockowy gitarzysta Stevie Ray Vaughan.


Dotarliśmy w okolice Pu'erh, do herbacianego zagłębia Junnanu. Qing Mei Jing Yue to żeński kwartet chińskiej muzyki klasycznej i tradycyjnej, który mogliśmy zobaczyć w trakcie Dnia Chińskiego na zeszłorocznym festiwalu Skrzyżowanie Kultur w Warszawie. Kwartet tworzą artystki wydobywające niezwykle subtelne dźwięki z tradycyjnych, chińskich instrumentów: Fan Weiqing gra na cytrze guzheng; Yu Hongmei na pochodzącym z Mongolii, smyczkowym er'hu; Liu Yuening na yangqin (odmiana cymbałów), a Yang Jing na lutni pipa. Płyta Evening Poem (1999) zawiera przekrój z ich bogatego repertuaru, obejmującego zarówno kompozycje dawne, jak i współczesne. Wiele utworów, w tym Waterscape Silhouette, tradycyjnymi dźwiękami opisuje piękno chińskich krajobrazów.


Dotarliśmy pod granicę z Birmą, do niewielkiego miasteczka Ximeng. Muzycznie wracamy do Sa Dingding i jej tym razem drugiej (ale pierwszej po tej stronie muru) płyty Alive (2007). Wokalista śpiewa na niej, poza chińskim oczywiście, również w starożytnym sanskrycie (Tuo Luo Ni), języku o specyficznym tonie i melodyce. Utwór Oldster by Xilin River, z partią wokalną dziecięcego chóru i towarzyszącym beatem jest przykładem wykorzystania przez Sa stworzonego przez siebie, wymyślonego języka. Całość brzmi intrygująco, niczym połączenie współczesnych brzmień Massive Attack z chińską operą. (ciekawy wywiad z Sa Dingding z RadiaRAM Wrocław)


Objechaliśmy wioski w okolicy Ximeng i dotarliśmy do Meng Luo - świętego miejsca ludu Wa. Towarzyszyła nam kompozycja Rzeka Huang-ho naszej rodzimej specjalistki od muzyki Dalekiego Wschodu. Maria Pomianowska to instrumentalistka, wokalistka i kompozytorka, założycielka zespołów Raga Sangit, Zespół Polski, San-Nin Trio, grająca zarówno na tradycyjnych instrumentach azjatyckich, jak i dawnych staropolskich. Nagrana wspólnie z muzykami z Japonii, Chin i Australii płyta Suita Jedwabnego Szlaku (2003) jest podsumowaniem wieloletnich poszukiwań artystki wspólnego muzycznego pierwiastka, łączącego różne kultury Europy i Azji. Efekt wzmacnia użycie charakterystycznych dla danej kultury instrumentów. W utworze na motywach chińskiej melodii ludowej Wesoła Rzeka Huang-ho, Pomianowska gra na er-hu, a towarzyszy jej m.in. Fei Jenron na pipie i chińskich kołatkach. Dźwięki instrumentów układają się w muzyczną opowieść: "Promienie słońca tańczą na tafli wody jak palce muzyka na instrumencie. Pomiędzy dwoma strunami  jak brzegami rzeki płynie skoczna, szmaragdowa melodia".


Na zakończenie objazdu po Junnanie, dotarliśmy w pobliże granicy z Wietnamem. Zagubione w górach, pośród tarasów ryżowych Ailaoshan, Wari i Bada w okolicach Yuangyang, to wioski, w których ludzie żyją jak wiek, dwa temu. Krajobrazy Junnanu żegnamy jeszcze jedną fuzją tradycyjnych dźwięków Chin, zachodniej muzyki klasycznej, elektroniki i przestrzennego new age. Ask for Today's Liquor to utwór enigmatycznego wykonawcy o pseudonimie Shi Fu, z albumu The Pond of Fairy Mother's Abode (1999). "Shi Fu" to chiński termin oznaczający mistrza lub nauczyciela (odpowiednik hinduskiego guru). W ten sposób tytułowano mnichów z klasztorów buddyjskich oraz taoistycznych. Mistrzami nazywano również artystów i rzemieślników, np. muzyków, malarzy i kaligrafów.


Daleki Junnan pożegnaliśmy - a jakże by inaczej - razem z Sa Dingding w jeszcze jednym utworze z płyty Harmony - Pomegranate Woman. Dingding jest pierwszą gwiazdą z Chin, która ma realną szansą zrobienia kariery na Zachodzie. W ojczyźnie jej pozycja jest niezagrożona, więc postanowiła popracować nad zachodnią publicznością. Do nagrania Harmony zaangażowała znanego producenta Mariusa de Vriesa (współpracownika wielu znanych wokalistek), który doskonale wie, czego szukamy u śpiewających pań. Pod jego opieką Sa dorosła do porównań z Björk. Jednak nie jest ona aż tak awangardowa jak ekscentryczna Islandka. To po prostu szlachetny pop, o mocno orientalnym smaku. Harmony jest płytą bardziej zróżnicowaną i przebojową od poprzedniej Alive. Refreny wbijają się w pamięć już przy pierwszym przesłuchaniu, a przy takim Xi Carnival, to wręcz trudno usiedzieć. Na płycie znajdziemy zgrabnie skrojone piosenki pod zachodnie gusta, ale mimo tego piękna Chinka brzmi oryginalnie i bardzo ożywczo.

 

Po wszelakich dobrach, produktach, towarach, jedzeniu, filmach, przyszedł czas na export chińskiej popkultury. Jeśli jednak chiński pop ma mieć twarz (i głos) Sa Dingding, to ja nie mam nic przeciwko. Ale uwaga! Nie wszystko to jest takie "made in China" jak by się nam wydawało.

 

zdjęcia i opracowanie muzyczne: Sylwia i Marek Kulczyk

 

Playlista:

1. Modern Talking - China in Her Eyes (Year of the Dragon, 2000)
2. Shan Di Orchestra - Dragon ceremony (L'empire Du Milieu/ The Middle Kingdom, 2008)
3. Shan Di Orchestra - Beautiful Ming (L'empire Du Milieu/ The Middle Kingdom, 2008)
4. Oliver Shanti & Friends - Spring in Lhasa (Tai Chi Too: Himalaya Magic and Spiritt, 1996)
5. Sa Dingding - Ha Ha Li Li (Harmony, 2010)
6. Power Station - Drunken Tango 2001 (Walking along Jhonghsiao East Street Nine Times, 2001)
7. Ancient Future - The Empress (Asian Fusion, 1993)
8. Dadawa - The Child Going Far Away (Yellow Children, 1992)
9. Shan Di Orchestra - Eternally Shining (L'empire Du Milieu/ The Middle Kingdom, 2008)
10. Sa Dingding - Little Tree/Big Tree (Harmony, 2010)
11. Princess China Music Orchestra - Ourselves (Ayumi Hamasaki Songs Meet Princess China Music Orchestra, 2004)
12. Princess China Music Orchestra - Voyage (Ayumi Hamasaki Songs Meet Princess China Music Orchestra, 2004)
13. Dawid Bowie - China Girl (Let's Dance, 1983)
14. Qing Mei Jing Yue - Waterscape Silhouette - Dark Sampan (Evening Poem, 1999)
15. Sa Dingding - Oldster by Xilin River (Alive, 2007)
16. Maria Pomianowska - Rzeka Huang-ho (Suita Jedwabnego Szlaku, 2003)
17. Shi Fu - Ask for Today's Liquor (The Pond of Fairy Mother's Abode, 1999)
18. Sa Dingding - Pomegranate Woman (Harmony, 2010)

Jarema, 11.12.2010

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12

Wirtualne Gęśle