Kategorie: Wszystkie | audycje | muzyka z płyt | pokazy | relacje | zapowiedzi | zdjęcia
RSS
sobota, 04 marca 2017

"Bułgaria to kraj, kojarzony z dawnymi wczasami nad Morzem Czarnym, kolorową ceramiką, perfumami różanymi i winem Sofia. A jak wygląda mniej znane oblicze Bułgarii?" (MAF)

Bułgaria - z dala od Złotych Piasków, to kolejny muzyczny pokaz slajdów z podróży, który odbył się w Klubie Podróży Jarema. Tym razem autorzy pokazu Malwina i Artur Flaczyńscy, poprowadzili nas swoimi, tajemnymi ścieżkami, po których przez kolejne lata odkrywają te mniej znane oblicza Bułgarii. A są one nieoczywiste, niekiedy zaskakujące, ale zawsze różnorodne i niezwykle ciekawe.

"(...) prawdziwa mozaika pozornie niedopasowanych do siebie elementów: socrealistyczne gmachy, zaniedbane blokowiska, sielankowe wioski i miasteczka, będące żywymi skansenami, skaliste szczyty Riły otaczające połyskujące jak lusterka polodowcowe jeziora, zielone łagodne stoki Starej Płaniny, szeroko rozlana wstęga Dunaju, bezkresne pola słoneczników, pełne malowideł cerkwie pachnące woskiem, a do tego jeszcze cała masa znanych głównie miejscowym atrakcji przyrodniczych: niesamowitych kształtów formacje skalne, jaskinie, wodospady..." (MAF)

Ale po kolei. Na początku podróży odwiedzamy Ruse - miasto na granicy z Rumunią, największy bułgarski port rzeczny na Dunaju. Ruse znane jest ze swojej XIX i XX-wiecznej, secesyjnej architektury. Graniczny Most Przyjaźni z 1954 roku, to do niedawna jedyny most na tej "granicy przyjaźni".       

Wjeżdżając do Bułgarii przez Most Przyjaźni na Dunaju, słuchaliśmy pierwszej na pokazie tradycyjnej, bułgarskiej melodii. Kraydunavsko horo, to tradycyjne, bałkańskie kolo (inaczej choro lub oro) - ludowy taniec wywodzący się z antycznych, słowiańskich tańców kołowych. Pierwotnie pochodził z Dalmacji, jednak z czasem stał się popularny na całym Półwyspie Bałkańskim. Trio Mopmu (Morti) - pomimo swojej nazwy - to zespół amerykański z Kalifornii, grający współczesny ethno-jazz, bazujący na tradycyjnych rytmach i melodiach z Bułgarii, połączonych z wpływami muzyki zachodniej. Trio tworzą - grający na bułgarskiej tamburze i kavalu, producent i kompozytor Ryan Francesconi; basista Bill Lanphier oraz grający na dumbeku perkusista Bryan Bowman. Francesconi jest wirtuozem tambury i jako jeden z niewielu muzyków grających na tym instrumencie, używa go w swoich kompozycjach jako instrumentu wiodącego - przeważnie jest to instrument jedynie akompaniujący. Bułgarska tambura, od popularnej tambury indyjskiej różni się tym, że posiada na swoim długim gryfie progi, w czym trochę przypomina mandolinę. Technik gry na tamburze Ryan uczył się w Bułgarii od mistrza tego instrumentu Ljubo Władimirowa. To od niego nauczył się charakterystycznych dla bułgarskiej muzyki, bogatych ornamentów, skomplikowanego, nieparzystego metrum i szybkich zmian rytmu. Na płycie Trio Mopmu Torta Bułgarski z 2005 roku, gościnnie wystąpili Mike Marshall na mandolinie oraz wokalistka Lily Storm, specjalizująca się w technikach bułgarskiego, wielogłosowego śpiewu białego. Trio Mopmu łączy naturalną energię bułgarskiej muzyki ludowej z kameralnością i subtelnością małego składu jazzowego.

Niewiele osób wie zapewne, że w Bułgarii jest aż 9 niezwykłych miejsc wpisanych na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Jest wśród nich 7 obiektów dziedzictwa kulturowego i 2 obszary dziedzictwa przyrodniczego, a na liście oczekujących na wpisanie znajduje się jeszcze 13 innych miejsc i obiektów. Będąc w tym kraju nie można po prostu ich wszystkich ominąć.

Na początek Park Naturalny Rusenski Łom - głęboko wcięte w wapiennych skałach jary, wypłukane przez rzekę Łom i jej dopływy. Średniowieczne, warowne miasto Czerwen było jedną z pierwszych fortyfikacji z czasów justyniańskich (VI w.) Miasto zostało zdobyte i zniszczone przez Turków w XIV w. Dziś jest tu najlepiej zachowana, średniowieczna baszta strażnicza w Bułgarii, a także pozostałości 13 cerkwi i innych budynków. Z baszty rozciąga się piękny widok na zakola Czarnego Łomu. Skalne cerkwie w Iwanowie koło Ruse, to zespół wykutych w skale kościołów, kaplic i klasztorów.  Wykute zostały w skałach tworzących wysoki brzeg, 32 metry ponad poziomem rzeki. W ich wnętrzu zachowały się średniowieczne freski pokrywające ściany i sklepienia. Najbardziej znane są freski z klasztoru św. Michała Archanioła, zwanego Iwanowskim, ufundowanego w 1220 r. przez mnicha Iwanowa. Poza klasztorem jest tu jeszcze ok. 20 cerkwi skalnych i 300 innych pomieszczeń. W malowniczej dolinie Rusenskiego Łomu znajduje się skalny monastyr Św. Demetriusza  w Basarbowie. Zwiedzający mogą zobaczyć tu skalną cerkiew z drewnianym, rzeźbionym ikonostasem, wykonanym w 1941 roku. 

W te sakralne obrazy pięknie wpisuje się mistyczna muzyka bułgarskiego zespołu Irfan oraz urzekający, "niebiański głos" wokalistki Denicy Serafimowej. Irfan wykonuje muzykę z pogranicza folk, ethno i world music, z elementami muzyki średniowiecznej. Nazwa Irfan została zapożyczona z islamu, z terminologii sufickiej. Z języka perskiego i arabskiego może być tłumaczona jako "wiedza tajemna" lub "objawienie". Muzyka Irfan to mistyczna podróż w czasie przez Bałkany, Azję Mniejszą, Bliski Wschód i Afrykę Północną. Połączenie muzyki sakralnej i ludowej tradycji Bułgarii, Bałkanów, Persji, Kaukazu, Bliskiego Wschodu i Maghrebu. Muzycy pełnymi garściami czerpią z muzycznego i duchowego dziedzictwa Bizancjum oraz średniowiecznej Europy. W ich mrocznej, niezwykle bogatej w dźwięki muzyce słychać wpływy takich tuzów jak: Dead Can Dance, Vas, Azam Ali, Jordi Savall, czy Loreena McKennitt, jednak udało im się również zachować własne, oryginalne brzmienie.

Irfan powstał w 2001 roku jako poboczny projekt muzyków kilku znanych, bułgarskich zespołów, jednak z czasem zespół stał się nowym, niezależnym podmiotem. Iwajło Petrow na gitarze i baghlamie, Kirył Bakardijew na santurze, cytrze i klawiszach, Kalin Jordanow na bębnach, tamburynach i instrumentach perkusyjnych, połączyli swoje siły z Denicą Serafimową - wokalistką o niezwykle głębokim i silnym, wręcz nawiedzonym głosie. Denica używa "języka serca" - transowej techniki wokalnej, którą rozpowszechniła jej idolka Lisa Gerrard z DCD. To śpiew w nieistniejącym języku, przy użyciu nieokreślonych słów, wymyślanych przez nią na poczekaniu. W niektórych utworach zespół używa również języka starobułgarskiego, łaciny lub średniowiecznego hiszpańskiego (kastylijski i galicyjski).  Muzycy Irfan grają na tradycyjnych, bułgarskich, bałkańskich, perskich, indyjskich oraz średniowiecznych europejskich instrumentach - m.in. oud, saz, tambura, santur, kaval, duduk, darbouka, daf, viola da gamba, bodhran, bendir, zarb i riq - stosując solowe i chóralne techniki wokalne, z dodatkami ambientu oraz dźwięków elektroniki. W 2003 roku zespół zadebiutował płytą zatytułowaną Irfan. W 2006 roku Denica została mamą i od tego czasu na niektórych koncertach zastępują ją inne wokalistki folkowe. W 2007 roku ukazał się drugi album zespołu z Serafimową na wokalu, zatytułowany - nomen omen - Seraphim. Z tej płyty posłuchaliśmy na pokazie utworu Simurgh. W roku 2015 Irfan wydał swój trzeci album The Eternal Return, a wśród nowych muzyków pojawili się Peter Todorow i Jasen Lazarow - obydwaj na instrumentach perkusyjnych. Zespół występuje prawie wyłącznie w Europie, w tym także w Polsce, głównie na festiwalach i koncertach muzyki dawnej - gotyckiej, średniowiecznej i neofolkowej.

W pobliżu Ruse odwiedzamy wyrzeźbioną przez podziemną rzekę, wapienną jaskinię Orlova Czuka (Orla Turnia). Ta druga pod względem długości jaskinia w Bułgarii (ponad 13 km długości), zamieszkana jest przez potężną kolonię ok. 10 tys. nietoperzy. Jaskinię można zwiedzić z przewodnikiem, który poza opowieścią prezentuje również niezwykłą akustykę skalnych wnętrz.

I tak na przykład w korytarzu zwanym "Polami Elizejskimi", nasz wesoły przewodnik odśpiewuje a'capella słynne "Ooo, Szanz Elize", pamiętny przebój Joe Dassina z płyty Les Champs-Elysées z 1969 roku. Któż nie zna tej piosenki? Wystarczy pierwszy takt, pierwsze słowa i wszyscy zaczynają nucić ten hymn do paryskich Pól Elizejskich. Autorem tekstu tego megapopularnego w latach 70, francuskiego przeboju był Pierre Delanoë, a kompozytorem muzyki Mike Wilsh. Uznana za jedną z najlepszych francuskich piosenek wszechczasów, to klasyczna piosenka z tekstem ("chanson à texte”), w której najważniejszą rolę odgrywają słowa. Piosenka sławiąca uroki reprezentacyjnej alei Paryża podbiła dosłownie cały świat, stała się międzynarodowym hitem i do dzisiaj kojarzy się z kolorowymi i beztroskimi latami siedemdziesiątymi, przywołując sentymentalne wspomnienia. Joe Dassin (1938-80) był amerykańskim piosenkarzem i kompozytorem pochodzenia żydowskiego. Rodzina ojca - amerykańskiego reżysera filmowego - pochodziła z Ukrainy i Polski, przodkowie matki (skrzypaczki) z Węgier. Joseph urodził się i spędził dzieciństwo w Nowym Jorku oraz Los Angeles, skąd w latach 50. cała rodzina musiała wyemigrować z powodów politycznych (ojciec oskarżony o komunizm znalazł się na tzw. "czarnej liście Hollywood") - najpierw do Szwajcarii, a potem do Francji. Dassin swoje największe triumfy święcił we Francji, gdzie był jednym z najpopularniejszych wokalistów w latach 60. i 70. W swojej twórczości łączył folk, country, pop i francuską chanson. Przebój Les Champs-Élysées opowiada o niespodziewanym spotkaniu kobiety i mężczyzny na Polach Elizejskich, spotkaniu, które jest początkiem wielkiej miłości. Pokazuje Francję uśmiechniętą, romantyczną, beztroską. Na Polach Elizejskich wszystko jest możliwe, jak w amerykańskim śnie: "Na Polach Elizejskich, w słońcu, w deszczu, w południe, o północy, tam jest wszystko czego chcecie. Na Polach Elizejskich".

Aux Champs-Elysées, aux Champs-Elysées
Au soleil, sous la pluie, à midi ou à minuit
Il y a tout ce que vous voulez aux Champs-Elysées

Na północnym przedgórzu Bałkanu znajduje się miasto Łowecz. Poza znanym klubem piłkarskim Liteks, Łowecz słynie z Zakrytego Mostu na rzece Osym, zbudowanego w 1876 roku przez najsłynniejszego bułgarskiego architekta Kolju Ficzetę. Most posiada oryginalne zadaszenie, tworzące konstrukcję tunelową (początkowo drewnianą, potem kamienną, a obecnie blaszaną). W XIX i XX wieku most był swego rodzaju bazarem, ale również popularnym miejscem tajnych spotkań ówczesnej opozycji bułgarskiej pod przywództwem Wasyla Lewskiego. Stąd też był wielokrotnie palony i niszczony przez Turków. W starej, zabytkowej dzielnicy Warosza, zwiedzamy kysztę, czyli tradycyjne, miejscowe muzeum.

Oglądając Łowecz po raz pierwszy słuchamy muzyki zespołu Oratnitza. To obecnie najbardziej popularny zespół z Bułgarii, grający muzykę etno-fusion - transową, prawdziwie wybuchową mieszankę bułgarskiego folkloru, tradycyjnych melodii i brzmień instrumentów, bałkańskich łamanych rytmów, wielogłosowych harmonii, muzyki Aborygenów i popularnych, nowoczesnych stylów muzycznych. Słowo Oratnica wywodzi się z prasłowiańskiego rytuału oczyszczania duszy ogniem, pochodzącego jeszcze z czasów pogańskich. Nazwa zapewne nieprzypadkowa, gdyż Oratnitza, to świeże i pełnie entuzjazmu podejście do tradycyjnej muzyki bułgarskiej. W ich grze słychać nie tylko odległe kulturowo instrumenty, takie jak peruwiański cajon, czy aborygeńskie didgeridoo, ale także fascynację takimi stylami jak drum'n'bas, hip hop czy dubstep. Zespół interpretuje tradycyjną muzykę bułgarską w taki sposób, aby obecne, młode pokolenie słuchaczy mogło ją lepiej zrozumieć. Jako cel muzycy stawiają sobie zainteresowanie i popularyzację bułgarskiej tradycji muzycznej, nie tylko w rodzinnym kraju, ale i w całej Europie. Oratnitza to czterech, młodych muzyków z Sofii: Christian Georgiew (kawal i dwojanka), Georgi „Horhe” Marinow (didgeridoo i gajda), Petar „Buny” Jordanow (cajón i tupan) oraz Iwan „Popa” Gospodinow (wokal).  Od 2009 roku zespół początkowo grywał na ulicach, potem kilkukrotnie zdołał objechać całą Bułgarię, a międzynarodową karierę rozpoczął w 2012 roku, zwyciężając w konkursie World Music Network. W tym samym roku muzycy zadebiutowali albumem zatytułowanym Oratnitza, z którego dwie piosenki znalazły się na ścieżce dźwiękowej naszego pokazu.  W 2015 Oratnitza wydała swój drugi album Folktron, na którym znalazły się tradycyjne utwory z różnych rejonów Bułgarii, podane w etno-jazzowych aranżacjach. W 2016 zespół dwukrotnie zagrał w Polsce - najpierw w Bułgarskim Instytucie Kultury w Warszawie, a w lipcu na Festiwalu "Z Wiejskiego Podwórza" w podlaskiej Czeremsze. Ten ostatni występ tak opisał Witt Wilczyński na portalu Folk24.pl: "(...) dialog bułgarskiej muzyki ludowej z didgeridoo, transowo-ambientowe melorecytacje kontra energetyczno-akustyczne dubstepy i ciekawie na tenże bit nałożone hiciory bułgarskiego folku (np. Mari Marijko)". A my, na pokazie w Jaremie, wysłuchaliśmy tradycyjnej, bułgarskiej piosenki ludowej Tzurni ochi. Muzyków wsparła w niej żeńska grupa wokalna Kipri, czyli duet Ilijana Najdenowa i Kristina Karamfiłowa, które bardzo często występują razem z Oratnitzą na koncertach.   

Jaskinia Dewetaszka we wsi Dewetaki w pobliżu Łowecza jest jedną z największych jaskiń w Bułgarii. Została odkryta w 1921 roku, a w niej wiele interesujących pozostałości z okresu neolitu. W nie tak dalekiej przeszłości jaskinia była obiektem wojskowym, wykorzystywanym jako magazyn paliw, rezerw żywności oraz magazyn rakietowy. Do niedawna żyła tu wielka kolonia ok. 30 tys. nietoperzy, złożona z aż 15 różnych gatunków. W 2011 w jaskini kręcono Niezniszczalnych 2, hollywoodzki film akcji z Sylwestrem Stallone. Niemal cała kolonia nietoperzy uciekła wówczas z jaskini. Obecnie z każdym rokiem kolonia powoli się odbudowuje. Nieopodal Dewetaszki oglądamy wodospad Kruszuna, tworzący w wapiennych skałach malownicze tarasy i kaskady, z których najwyższa ma 20 m wysokości. Monastyr Trojański w pobliżu miasta Trojan, to uważany za trzeci pod względem ważności kompleks klasztorny w Bułgarii. Jego początki sięgają XV wieku, kiedy osiadł tu pewien prawosławny mnich-pustelnik. W 1830 na mocy umowy z Turkami klasztor przeszedł pod nadzór Cerkwi, dzięki czemu pomimo niewoli osmańskiej mógł się rozwijać, stając się ostoją kultury i duchowości Bułgarów. Renesansowy monastyr zachwyca świetnie zachowanymi freskami, mozaikami i ikonami wykonanymi przez braci Zachariego i Dimitra Zografów. W pobliżu monastyru znajdują się ruiny warownego obozu rzymskiego, które przypominają o starożytnej historii Bułgarii.

Płyta Gaïtani (2010) Trio Tzane, to historia spotkania w Paryżu trzech kobiet, trzech różnych narodowości, które opowiadają swoje historie - różne i tak podobne jednocześnie. Śpiewają je na trzy, pełne harmonii głosy, w wielu różnych, bałkańskich językach: greckim, tureckim, bułgarskim, macedońskim, serbskim, bośniackim, rumuńskim i węgierskim. Gaïtani oznacza "ogniwo", "połączenie". Gülay Hacer Toruk, Sandrine Monlezun i Xanthoula Dakovanou śpiewają swoje bałkańskie historie w tradycyjnej polifonii, na wzór swoich przodków, mieszając harmonie i wokalne improwizacje w zupełnie nowych aranżacjach. Trio Tzane zabiera nas w bałkańską podróż z Turcji przez Grecję, Macedonię, Serbię i Bośnię, do Bułgarii i brzegów Morza Czarnego. Pochodząca ze Stambułu Gülay Hacer Toruk jest uważana za jedną z najlepszych wykonawczyń tradycyjnej pieśni tureckiej, specjalizującą się w poezji i klasycznych pieśniach otomańskich oraz tradycji ludowego śpiewu z Anatolii i Azji Środkowej. Jest jak jej rodzinne miasto, które oczy i serce zwrócone ma jednocześnie na Wschód i na Zachód. Gülay, dorastająca i wykształcona muzycznie w Paryżu, znana jest ze swojego artystycznego eklektyzmu. Współpracuje w wielu różnych projektach z wieloma muzykami, tancerzami, opowiadaczami historii i współczesnymi kompozytorami. Występuje i nagrywa m.in. z zespołem muzyki dawnej Renaissance Doulce Mémoire, z muzykiem i kompozytorem Titi Robin'em, a od 2013 roku śpiewa w słynnej, wielokulturowej orkiestrze Sarband, zrzeszającej artystów z bardzo różnych kultur i środowisk muzycznych. Z kolei urodzona w Paryżu Sandrine Monlezun jest etnomuzykologiem, specjalizującą się w tradycyjnych śpiewach bułgarskich. Xanthoula Dakovanou pochodzi z Aten i na co dzień  jest lekarką homeopatą i terapeutką muzyczną. Specjalizuje się w ludowych pieśniach z greckich gór Epiru (odziedziczonych po swojej babci), muzyce średniowiecznej i śródziemnomorskiej. Wszystkie trzy wokalistki spotkały się nad Sekwaną i w projekcie Trio Tzane połączyły swoje wysokie, krystalicznie czyste głosy w pełne harmonii polifonie. Gościnnie towarzyszą im zaproszeni muzycy z Francji, Grecji i Bułgarii, grający na tradycyjnych instrumentach, takich jak flet ney, lutnia saz, cymbały sandouri, bułgarska gadulka, akordeon, bas, tapan, daf, tombak i inne instrumenty perkusyjne. Xanthoula, Sandrine i Gülay śpiewają ludowe piosenki miłosne, religijne, obrzędowe, kołysanki, klasyczną poezję suficką. Snošti sedenki kladohme (Poszliśmy tej nocy na spotkanie), to ludowa pieśń bułgarska śpiewana na głosy. Rzecz dzieje się podczas Wigilii w pewnej rodopskiej wsi, gdzie mieszkańcy wspólnie oczekują na powrót pasterzy z gór. Jest to okazja dla młodych do poznania nowych osób - dziewczyn przez chłopaków, chłopców przez dziewczyny. Piosenka opowiada, jak podczas takiego spotkania, jednym z konkurentów jest młody pasterz, ubrany w "odświętne, reprezentacyjne" ubranie - kapelusz ze skóry królika, buty ze skóry myszy i spodnie z dziurami.

Snošti sedenki kladohme
Plevni go, ravni go, zâmni go, nakiči go, buljo mâri bajova
Plevni go, ravni go, zâmni go, nakiči go, buljo mâri bajova

Wielkie Tyrnowo, to jedno z najstarszych miast w Bułgarii, malowniczo położone na wzgórzach u podnóży Starej Płaniny, nad rzeką Jantrą. Na centralnym wzgórzu Carewec znajdują się pozostałości potężnego grodu i stolicy drugiego państwa bułgarskiego (XIII i XIV wiek). Gród na Carewcu zburzyli Turcy jako symbol bułgarskiej niepodległości. Na teren twierdzy prowadzą trzy zachowane bramy, za którymi znajdują się pozostałości ponad 470 średniowiecznych, spiętrzonych na stokach wzgórz domów, 23 cerkwi i czterech klasztorów, które odkryto w trakcie prac wykopaliskowych. Dopiero w latach 80-tych XX wieku odbudowano sobór - wielką cerkiew na szczycie wzgórza, dawną siedzibę bułgarskich patriarchów. Nad rzeką u podnóża Carewca, rozciąga się stara malownicza dzielnica z drewnianymi mostami, cerkwiami i tradycyjnymi domami. W miejscowej cerkwi w 1908 roku została ogłoszona niepodległość Bułgarii.

Theodosii Spassov, to prawdziwa, wielka gwiazda muzyki etno i etno-jazz. Muzyk, kompozytor i instrumentalista, który osiągnął niezwykłą wirtuozerię w grze na kavalu - popularnym w krajach bałkańskich drewnianym flecie, używanym dawniej przez pasterzy. Spassov jest klasycznie wykształconym muzykiem, twórcą własnego stylu, łączącego tradycyjne rytmy i melodie bałkańskie (głównie bułgarskie, tureckie i cygańskie) z elementami muzyki klasycznej, jazzowej improwizacji oraz współczesną muzyką pop. W rodzinnej Bułgarii uważany jest niemal za „bohatera narodowego”, który rozsławił muzykę bułgarską na całym świecie. Pochodzi z niewielkiego miasteczka Isperich w regionie Łudogorie, na północnym-wschodzie Bułgarii. Naukę gry na kavalu - jednym z najstarszych europejskich instrumentów, o specyficznej technice gry i pięknym, unikalnym brzmieniu - ukończył w Akademii Muzycznej w Płowdiw. Już od ponad 30 lat występuje na całym świecie, na swoim koncie ma nagranych około 40 płyt (solowych i wspólnych z innymi muzykami), jest kompozytorem muzyki filmowej i teatralnej, laureatem wielu międzynarodowych nagród muzycznych.  Spassov stworzył całkowicie nowy styl gry na kavalu. Jego utwory, to najczęściej jazzowe improwizacje, bazujące na muzyce tradycyjnej, tworzące naturalną i pełną maestrii syntezę dźwięków - ludowych i klasycznych, tradycyjnych i nowoczesnych. Pisze również bardziej rozbudowane kompozycje  na orkiestrę symfoniczną i kaval. Swoją debiutancką płytę The Long Road wydał w 1986 roku. Za album nagrany ze słynnym chórem Mistery of Bulgarian Voices otrzymał w 1994 roku prestiżową nagrodę Grammy. Współpracuje z  muzykami światowego formatu: m.in. z  Wyntonem Marsalisem,  Trilokiem Gurtu, Rabih Abou-Khalilem, Ennio Morricone, grupą Oregon. W 2015 roku otrzymał tytuł Artysty Pokoju UNESCO. Theodosii Spassov jest również częstym gościem w Polsce. W naszym kraju występował już m.in. na Mikołajkach Folkowych 2001 w Lublinie, Festiwalu Polskiego Radia Nowa Tradycja 2005 w Warszawie i w wielu innych miastach - ostatnio w 2016 roku we Wrocławiu. Na szóstej płycie artysty Beyond the Frontiers z 1995 roku, znalazło się kilka jego kompozycji filmowych z muzyką ilustracyjną zagranych na kaval, kwartet etno-jazzowy (klarnet, tupan, bas i fortepian), orkiestrę symfoniczną oraz żeński, ludowy zespół wokalny. Z tej płyty słuchaliśmy utworu Coloured Glass.

W pobliżu Wielkiego Tyrnowa znajduje się niewielka, acz niezwykle urokliwa wioska Arbanasi. Ze względu na unikatową, XIX-wieczną architekturę, Arbanasi wpisana została na listę UNESCO. We wsi podziwiać można ponad sto domostw należących dawniej do zamożnych rodzin kupieckich, a także pięć cerkwi i dwa monastyry. Większość domostw otoczona jest wysokimi, grubymi murami, z drewnianymi bramami i wąsko okratowanymi oknami.

Oglądając Arbanasi słuchamy pieśni będącej już prawdziwym kanonem muzyki bałkańskiej. Legendarne Ajde Jano...

Część 2 już wkrótce.

Tagi: bułgaria
15:31, piotrpiegat , pokazy
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 29 stycznia 2017

Na zakończenie wyprawy ścieżkami Majów, odwiedzamy niewielki Salwador (czyli po hiszpańsku Zbawiciel), położony wśród wulkanicznych gór, na wybrzeżu Pacyfiku.

Podczas trekkingu w Parku Narodowym Wulkanów Cerro Verde, wchodzimy na wulkan Santa Ana (2381 m n.p.m.) Jest to najwyższy wulkaniczny szczyt w Salwadorze. Ostatnia jego erupcja miała miejsce w 2005 roku, a z krateru nadal wydobywają się masy gorącego powietrza i dym. Podziwiamy położone w wulkanicznej kalderze jezioro Coatepeque i po raz kolejny słuchamy muzyki Gustavo Santaolalli ze ścieżki dźwiękowej Dzienników motocyklowych. Tym razem to De Usuahia a la Quiaca (Od Ushuaia do Quiaca) - kameralny utwór zagrany m.in. na charango i bandoneon.


"Wśród wulkanów Salwadoru (...) odwiedzamy kolonialne, kolorowe miasteczka, w których zatrzymał się czas, a ich mieszkańcy wiodą spokojne życie wśród żyznych plantacji kawy i kwiatów, śpiewając i tańcząc rodzimą cumbię." (ADKP)

Na północ od Parku Wulkanów odwiedzamy trzecie co do wielkości miasto Salwadoru - Santa Ana. Podziwiamy XVIII-wieczną, hiszpańską architekturę kolonialną, m.in. neogotycką katedrę Catedral de Santa Ana, ratusz (Alcaldía Municipal) i Teatro de Santa Ana. Wokół miasta rozciągają się obszary rolnicze, gdzie uprawia się głównie kawę i trzcinę cukrową. Jedziemy dalej tzw. Drogą Kwiatów (Ruta de las Flores) w kierunku wulkanicznych gór Cordiliera Apaneca przy granicy z Gwatemalą. Przy drodze podziwiamy niewielkie, bajecznie kolorowe miasteczka Juayua, Ataco, Apaneca, Nahuizalco i Salcoatitan. W końcu docieramy do kolejnych majskich ruin, tym razem w Tazumal. To najważniejsze i najlepiej zachowane ruiny cywilizacji Majów w Salwadorze, z pozostałościami piramid, podziemnych tuneli i grobowców. W języku Majów Tazumal oznacza „miejsce, w którym zostały spalone ofiary”.

A my przy tej okazji, poznajemy taneczną muzykę rozrywkową z Salwadoru. Orkiestra Los Hermanos Flores (Bracia Flores), to już klasyka salwadorskiej cumbi, nagrywająca i występująca na scenie od 55 lat. To najdłużej działająca w kraju orkiestra, prawdziwa instytucja ciesząca się niezwykłym prestiżem i odkrywająca na międzynarodowych scenach muzyczną kulturę tropikalnego Salwadoru. Orquesta Internacional Hermanos Flores została założona w 1962 roku w mieście San Vicente przez Andresa Rodrigueza Floresa, muzyka miejscowej Marimba Orquesta Alma Vicentina. Flores zaangażował do swojego projektu pięciu synów, a z biegiem lat w skład kilkudziesięcioosobowej Orkiestry Braci Flores weszło w sumie dziesięcioro jego dzieci (siedmiu braci i trzy siostry). Swój pierwszy, najsławniejszy album La Bala (Pocisk) Hermanos Flores nagrywają w 1970 roku. Płyta ta pozwoliła orkiestrze zaistnieć na rynku międzynarodowym, a w samym Salwadorze do dzisiaj cieszy się niesłabnącą popularnością. W sumie Bracia Flores nagrali dotychczas aż 36 płyt długogrających i odbyli ponad 200 tournee, wielokrotnie koncertując w Stanach, Kanadzie, Meksyku, Australii i Europie. Prezydent kraju Arturo Molina nadał orkiestrze tytuł "Narodowej", za "ogromne znaczenie dla muzycznej kultury i dziedzictwa narodowego Salwadoru", a salwadorski Kongres, tytuł "Muzycznego ambasadora Salwadoru". W 2003 roku Los Hermanos Flores odebrali w Las Vegas prestiżową statuetkę Latin Grammy, którą otrzymali jako pierwszy wykonawca zespołowy w tej kategorii. Obecnie liderem i frontmanem orkiestry jest Arnoldo "Nono" Flores, najmłodszy z braci, który odpowiada za jej najnowszy repertuar. Z wydanej w 2001 roku płyty pochodzi kompilacja El Churro #1, zestaw tanecznych przebojów w rytmie cumbi, złożony z trzech utworów: Salvadoreña, La Tanga oraz La Cumbia Folklorica.


Miasto Santa Tecla w pobliżu San Salvador, zostało założone w XIX wieku, po tym jak stolica kraju została zniszczona przez potężne trzęsienie ziemi. Przez kilka lat pełniło nawet jej funkcję. San Salvador (Św. Zbawiciel) położony u stóp wulkanu o tej samej nazwie, to obecnie wielka aglomeracja miejska (ponad 2 mln mieszkańców). W swojej historii miasto było wielokrotnie niszczone przez trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów, wojny domowe, a nawet powodzie. W San Salvador znajdują się trzy uniwersytety, w tym najstarszy założony w 1841, a miasto jest głównym ośrodkiem handlowym i przemysłowym kraju. W drodze na wybrzeże Pacyfiku oglądamy urocze, położone nad jeziorem, kolonialne miasteczko artystów Suchitoto, z górującą nad nim katedrą oraz wielkim placem. Kilka razy do roku to niewielkie miasteczko staje się centrum artystycznym, do którego zjeżdżają aktorzy, malarze, rzeźbiarze i plastycy z niemal całego świata. W końcu docieramy nad ocean na wybrzeże La Costa del Balsamo, czyli na rajskie, tropikalne plaże "Kraju Zbawiciela". Sporo tu już turystów i surferów z zachodu. Wokół ciemnych, wulkanicznych plaż wyrosły na ich potrzeby hoteliki, sklepiki i restauracje. Wszędzie z głośników króluje tu niepodzielnie salwadorska cumbia.

A jak cumbia to oczywiście niezawodni Los Hermanos Flores. Tym razem w dużym zestawie El Churro #2, z płyty wydanej w 2001 roku. Ten taneczny mix znalazł się również na przebojowej płycie Lo Mejor de lo Mejor z 2004 roku. Cumbia de el Salvador, La Sortija, El Carbonero i La Avispa pozwalają nam rytmicznie i bardzo radośnie pożegnać się z Salwadorem, Hondurasem i Gwatemalą.

 

 

Ania, Darek i Kuba Piech: El camino del Maya/Na ścieżkach Majów

19.11.2016, Klub Podróży Jarema

 

Lista utworów:

01. Marc Anthony - Che Che Colé (El Cantante, 2007)

02. Buika - No Habrá Nadie En El Mundo (Niña de Fuego, 2008)

03. Jorge Drexler - Al Otro Lado Del Rio (The Motorcycle Diaries, 2004)

04. El Gordo - Amuleto (El Segundo Disco de El Gordo, 2011)

05. Susana Baca - De Los Amores (Eco De Sombras, 2000)

06. Gustavo Santaolalla - Endless Flight (Babel OST, 2006)

07. Armand Amar, Julien Carton & The City of Prague Philharmonic - Castells (Human OST, 2015)

08. James Horner - The Storyteller's Dreams/To the Forest (Apocalypto OST, 2006)

09. Antonio Zepeda - Maya Fly By

10. Ñuca Llacta (Nuestra Tierra) (sanjuanito)

11. The Garifuna Collective - Seremei Buguya (Ayó, 2013)

12. The Garifuna Collective - Mongulu (Ayó, 2013)

13. The Garifuna Collective - Ubóu (Ayó, 2013)

14. Gustavo Santaolalla - Jardin (The Motorcycle Diaries, 2004)

15. Francis Maxino - World Allthing (Windsongs of the Ocarina, 2001)

16. Johnny Cash - (Ghost) Riders in the Sky (Silver, 1979)

17. Gustavo Santaolalla - De Usuahia a la Quiaca (The Motorcycle Diaries, 2004)

18. Los Hermanos Flores - El Churro #1 (El Churro No.1, 2001)

19. Los Hermanos Flores - El Churro #2 (El Churro No.2, 2001/Lo Mejor de lo Mejor, 2004))

"Jeśli ktoś ma więcej determinacji pojedzie jednak dalej na północ, w trudno dostępne rejony Gór Cuchumatanes. Tutaj żyje niezwykle ciekawy i tragiczny w swej historii lud Ixil. Ci potomkowie Majów zamieszkują tzw. Trójkąt Ixil - górskie doliny rozpostarte pomiędzy trzema niedużymi miastami: Santa Maria Nebaj, San Gaspar Chajul i San Juan Cotzal." (ADKP)

Oglądając trekking po tzw. Trójkącie Ixil (Triángulo Ixil) i niewielkich wioskach La Pista i Acul, słuchaliśmy nastrojowej melodii Endless Flight, ze ścieżki dźwiękowej filmu Babel (2006), w reżyserii Meksykanina Alejandro Gonzáleza Inárritu. Jej autorem jest pochodzący z Buenos Aires, popularny, argentyński muzyk i kompozytor Gustavo Santaolalla. Pracujący dla Hollywood Santaolalla jest cenionym twórcą muzyki, między innymi do filmów Amores Perros (2000), 21 Gramów (2003), Dzienniki motocyklowe (2004), czy Tajemnica Brokeback Mountain (2005), za którą uzyskał dwie, kolejne statuetki filmowych Oskarów (2006 i 2007 za Babel właśnie). Swoją muzyczną karierę zaczynał jeszcze w latach 60. w argentyńskiej formacji Arco Iris, łączącej muzykę rockową z latynoamerykańskim folkiem i muzyką andyjską. Po przeprowadzce w latach 90. do Los Angeles, zajął się działalnością producencką, lansując argentyńskiego rocka i nagrywając płyty solowe z muzyką instrumentalną. Santaolalla jest również gitarzystą, liderem argentyńsko-urugwajskiego projektu Bajofondo, łączącego tanga argentyńskie z klubową muzyką elektroniczną (więcej: Argentyna - powrót w Andy).

Babel, to trzy różne (jednak łączące się ze sobą) historie, rozgrywające się na trzech kontynentach, w czterech krajach: Maroku, Tunezji, Meksyku i Japonii. Razem historie te tworzą współczesną, filmową wersję biblijnej opowieści o budowie wieży Babel, w której bliscy sobie ludzie nie mogą się ze sobą porozumieć, mówiąc zupełnie innymi językami. Ścieżka dźwiękowa filmu to również dosłownie muzyczny Babel. Podobnie jak w filmie pojawiają się tutaj różne języki, wykonawcy z kilku kontynentów i najróżniejsze, muzyczne style. Filmowa partytura rozpisana została na brzmienia różnego rodzaju gitar, wzbogaconych innymi instrumentami oraz elektroniką. Całość utrzymana jest w kameralnej, nieco minimalistycznej, atmosferze - tak jak lekki i nastrojowy Endless Flight. Kompozycje Santaolalli urozmaicone zostały meksykańskimi piosenkami, motywami etnicznymi oraz ambientową elektroniką w wykonaniu Ryuichi Sakamoto. Na ścieżce dźwiękowej filmu możemy usłyszeć również wspaniały głos Chaveli Vargas, klasycznych, meksykańskich marriachi oraz taneczną, latynoską cumbię. Jak na prawdziwy, muzyczny Babel przystało jest tu też trochę muzyki klubowej, weselnych przyśpiewek po hiszpańsku, japońskiego popu i amerykańskiego rocka.

 

W mieście Chajul oglądamy niezwykłe zdjęcia portretujące Majów Ixil. Najważniejszy jest na nich portretowany człowiek, zwłaszcza gdy w tle rozbrzmiewa niezwykle klimatyczna muzyka ze ścieżki dźwiękowej dokumentalnego filmu Human (2015).

"Człowiek" francuskiego reżysera i fotografa Yanna-Arthusa Bertranda, to przedsięwzięcie z wielkim, logistycznym rozmachem. Reżyser zgromadził przed kamerą 2 tysiące rozmówców (o różnej narodowości, wieku, kolorze skóry i religii) z 60 państw z całego świata. Siedząc na wprost kamery, każdy z nich odpowiada na zestaw tych samych pytań - kim jest człowiek, jakie są jego ciemne i jasne strony i co tak naprawdę łączy nas wszystkich. Odpowiedzi składają się na obraz współczesnego świata i życia człowieka na Ziemi. Bertrand wykorzystuje swoje słynne zdjęcia Ziemi z lotu ptaka, tworząc wizualnie porywający, wręcz epicki obraz świata, ubarwiony nastrojową muzyką napisaną przez francuskiego kompozytora Armanda Amara.  Amar jest Francuzem pochodzenia marokańskiego, urodzonym w Jerozolimie, mieszkającym i tworzącym obecnie w Paryżu. Dzieciństwo spędził w Maroko, gdzie "przesiąkł" miejscową egzotyką, ucząc się gry na tradycyjnych, etnicznych instrumentach. W swoim kompozytorskim warsztacie zgrabnie łączy muzyczny minimalizm z bliskowschodnią tradycją etniczną. Jego wieloletnia współpraca z Bertrandem rozpoczęła się od projektu, który miał na celu sfotografowanie niesamowitych miejsc na Ziemi z "lotu ptaka". Barwne ilustracje muzyczne Amara towarzyszyły również kolejnym, proekologicznym pracom reżysera, takim jak Home, Planet Ocean, i w końcu Human. Ścieżka dźwiękowa do tego dokumentu to zestaw kompozycji o szerokiej palecie barw i zróżnicowanych, celnie ujętych emocjach. Przeważają stonowane brzmienia, pełne refleksji nad naturą człowieka. Muzyka do filmu Human powstała przy współudziale kilkudziesięciu znakomitych muzyków i wokalistów z całego świata (m.in. senegalski śpiewak Youssou N'Dour, Divna i Ravid Kahalani), a poza fragmentami instrumentalnymi z powracającym tematem przewodnim, pojawiają się również piękne, etniczne wokalizy i pieśni zaczerpnięte z kultury Bliskiego Wschodu. Fortepianowo-smyczkowej kompozycji Castells słuchaliśmy w wykonaniu pianisty Juliena Cartona oraz orkiestry The City of Prague Philharmonic, pod dyrekcją Adama Klemensa.  


Położone na wyspie na jeziorze Peten Itza miasto Flores, to brama wypadowa do zagubionych w dżungli ruin Tikal - państwa-miasta imperium Majów, które dominowało na tych terenach w VIII wieku. Historię upadku tej legendarnej cywilizacji opowiada nakręcony w dżungli na Półwyspie Yucatán film Apocalypto (2006), w reżyserii Mela Gibsona. Autorem ścieżki dźwiękowej tego niezwykle sugestywnego filmu jest znany, hollywoodzki kompozytor James Horner (1953-2015), twórca muzyki  do takich  superprodukcji, jak Braveheart (1995), Titanic (1997), Piękny umysł (2001) czy Avatar (2009). 

W Apocalypto Horner stworzył nastrojowe ilustracje muzyczne za pomocą rozbudowanej sekcji smyczkowej oraz emocjonalnych wokaliz pakistańskiego śpiewaka qawwali Rahana Nusrat Fateh Ali Khana. Autor korzysta tu z całej palety instrumentów etnicznych i dawnych - rozmaitych bębnów, grzechotek, afrykańskiej kory, rogów antylopy gnu, średniowiecznej tromba marina - ale również mocno zagęszczającej brzmienie elektroniki. Nastrojowy The Storyteller's Dreams operuje wyciszonymi, minimalistycznymi dźwiękami i elementami etnicznymi, tworząc naturalny efekt "wodno-leśny" obrazujący jedność pradawnej cywilizacji Majów z naturą. Z kolei w utworze To the Forest jeszcze głębiej wchodzimy w mroczną i tajemniczą dżunglę. Słychać wręcz jak ona żyje - odległymi fletami, piszczałkami, głosami ptaków. Dźwięki fletów, fujarki i bębny, które zanim staną się głośne i groźne, początkowo są miłe i pogodne. W punkcie kulminacyjnym dudniące bębny i hałaśliwe fujarki oddają sceny wkroczenie bohaterów w okrutny świat innej cywilizacji.

W ruinach Tikal podziwiamy wysokie i strome piramidy schodkowe, na których w okresie imperium Majów odbywało się rytualne składanie ofiar z ludzi - niewolników i schwytanych w dżungli wojowników z innych plemion. Rytuał ten niezwykle obrazowo i realistycznie przedstawił właśnie w Apocalypto Mel Gibson. Z kolei James Horner, autor ścieżki dźwiękowej filmu, poprosił o napisanie kilku tradycyjnych motywów muzycznych Antonio Zepedę. Ten pochodzący z Meksyku kompozytor, flecista i perkusjonista, oparł swoją twórczość na wyobrażeniu dawnej muzyki i kultury prekolumbijskich plemion Indian, zamieszkujących Meksyk i Amerykę Środkową. W latach 70-tych, na początku swojej kariery, Zepeda był muzykiem free-jazzowym i nagrywał muzykę filmową. Zainspirowany brzmieniem dawnych instrumentów Indian (gliniane bębny i flety), Zepeda od 1980 roku tworzy w swoim studio nagraniowym sugestywne, mistyczne dźwięki, budujące rytualny nastrój i uduchowioną atmosferę. Rytmiczny trans łączy się tu z rozbudowanymi improwizacjami, stając się duchowym pomostem między abstrakcyjnym światem duchów, dawnych, zaginionych cywilizacji, a wrażliwością współczesnego słuchacza. Wciągając się w tajemniczą atmosferę pradawnego Tikal wysłuchaliśmy instrumentalnej kompozycji Maya Fly By.  

"Odwiedzamy jeszcze starsze ruiny w Uaxactún w Gwatemali, Copan w Hondurasie i Tazumal w Salwadorze." (ADKP)

Niedaleko od Tikal znajdują się ruiny Uaxactún - kolejnego, ukrytego w dżungli, dawnego miasta Majów - ze słynną Świątynią Masek. Uaxactún w języku Majów oznacza "Osiem kamieni" i uznawane jest za najstarsze miasto ich cywilizacji. Towarzyszą nam andyjskie rytmy sanjuanito, gatunku popularnego wśród Indian potomków Azteków w Ekwadorze, północnym Peru i południowej Kolumbii. Pochodzenie tych rytmów określa się jeszcze na czasy prekolumbijskie, choć współcześnie dominują już tradycyjne instrumenty andyjskie i język Indian Keczua. Najbardziej popularnym wykonawcą grającym ekwadorskie sanjuanito jest grupa Ñanda Mañachi, kierowana przez Alfonso Cachichuango. Najbardziej popularna melodia i taniec sanjuanito to utwór Ñuca llacta (Nasza ziemia).


"Na wybrzeżu karaibskim poznajemy kulturę Garifuna  - potomków czarnych niewolników, którzy dzisiaj zamieszkują rybackie wioski Belize, Gwatemali i Hondurasu. Garifuna mówią własnym językiem a przede wszystkim tańczą i śpiewają w sposób, który prowadzi nas w tajniki wspólnot plemiennych Afryki Wschodniej." (ADKP)

W XVII wieku afrykańscy niewolnicy, którzy uciekli od pracy na plantacjach, rozbili się u wybrzeży wyspy Saint Vincent na Morzu Karaibskim. Tam wspólnie z lokalną ludnością indiańską (Awakami) zakładali rodziny i stawiali opór kolonizacji. Podbici przez Brytyjczyków, zostali przesiedleni do Ameryki Środkowej. O ludzie Garifuna mówi się "Czarni Karibowie". Czarnoskórzy, o kręconych włosach już na pierwszy rzut oka różnią się od Indian i Metysów. Zachowali swoją odrębną kulturę, tradycje, silnie afrykańskie korzenie i znajomość języka angielskiego, która ułatwia kontakt z cudzoziemcami przybywającymi do ich wiosek - na piękne, ocienione palmami, pełne kolorowych, rybackich łódek plaże. Garifuna mają swój własny taniec, który nazywają punta. Ich tradycyjny zespół muzyczny składa się z trzech dużych bębnów, skorupy żółwia, którą uderza się pałeczką oraz dużej muszli, na której się trąbi. Język, taniec i muzyka Garifunów zostały wpisane na listę Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. 

Niewielkie miasto Livingstone, położone jest u ujścia rzeki Dulce do Zatoki Honduraskiej na Morzu Karaibskim. Mieszkają tu zarówno potomkowie Majów, Garifuna, jak też grupa osadników z Europy. Dawniej był to najważniejszy port w Gwatemali, a obecnie stawia się tu na rozwój turystyki. Z miasteczka Rio Dulce do Livingstone płynie się "publicznym transportem rzecznym", czyli pasażerskimi łodziami.

Garifuna wyróżniają się charakterystyczną, afrykańską w rodowodzie muzyką, a jej najbardziej znanym wykonawcą jest grupa The Garifuna Collective. Zespół został założony w sąsiednim Belize przez Andy'ego Palacio - muzyka, polityka i działacza społecznego, który całe życie poświęcił zachowaniu i promowaniu kultury Garufina. W latach 90. zgromadził on najlepszych muzyków Garifuna z kilku krajów, stając się ambasadorem i symbolem muzyczno-społecznego odrodzenia tej niewielkiej społeczności. Dzięki ich nagraniom i koncertom świat dowiedział się o tej, przez lata dyskryminowanej grupie etnicznej. Ich pierwsza płyta Wátina z 2007 r. była sensacją i do dzisiaj zaliczana jest do najważniejszych albumów muzyki świata, a sam Palacio stał się prawdziwym bohaterem narodowym w rodzinnym Belize. Po nagłej i przedwczesnej śmierci Palacio w 2008 roku, liderem zespołu został jego przyjaciel i współpracownik, producent płyty Ivan Duran. Muzycy The Garifuna Collective odkrywają przed światem tradycyjny śpiew, taniec i muzykę Czarnych Karibów, łącząc je ze współczesnymi aranżacjami, gitarą, basem i saksofonem. Skład kolektywu często się zmienia, nigdy nie jest do końca zamknięty, nie ma jednego solisty, czy gwiazdy, a każdy może się przyłączyć do wspólnego muzykowania. Ten duch wspólnoty cechuje też ich bardzo energetyczne występy. Artyści wyznają zasadę współudziału publiczności i zachęcają do wspólnego śpiewu i tańca. Ich wyjątkowo rytmiczna muzyka, oparta jest na bębnach i grzechotkach (sisera), a dzięki gitarze zachowuje też wyjątkową melodyjność. W 2013 roku ukazał się ich drugi album The Garifuna Collective, zatytułowany Ayó (Do widzenia), w całości poświęcony pamięci Andy'ego Palacio. Z tego albumu wysłuchaliśmy na pokazie aż trzech, niezwykle rytmicznych kawałków:  Seremei Buguya (Dzięki Tobie) - pieśń, która opisuje żal i smutek po śmierci Palacio; Mongulu oraz Ubóu (Świat). Jesienią tego samego roku, w ramach swojego europejskiego tourne, The Garifuna Collective odwiedzili Warszawę, będąc jedną z gwiazd Festiwalu Skrzyżowanie Kultur 2013.  


Żegnamy się już z Gwatemalą oraz ludem Garifuna i przekraczamy granicę z Hondurasem. Podróżując w kierunku zagubionych w dżungli ruin w dolinie rzeki Copán, podziwiamy tamtejsze, kolorowe zwierzęta.

W tle muzyka filmowa skomponowana przez  Gustavo Santaolallę, kompozytora budzącego niemal tyle samo zachwytów, co i kontrowersji, ze względu na charakterystyczny dla jego muzyki minimalizm. Jednak ścieżka dźwiękowa filmu Dzienniki motocyklowe (Motorcycle Diaries, 2004), w reżyserii Waltera Sallesa, jest chyba najbardziej ze wszystkich dotychczasowych dzieł Santaolalli rozwinięta pod względem brzmieniowym i instrumentalnym. To bardzo nastrojowy zestaw skromnych w formie kompozycji, ilustrujących poszczególne etapy wędrówki po krajach Ameryki Południowej dwóch, głównych bohaterów filmu. Charakterystyczna jest tu różnorodność brzmień łączących latynoamerykański, gitarowy folk z argentyńską i andyjską muzyką etniczną, rockiem, a nawet elektronicznym ambientem. Całość oparta jest na melodyjnych, wpadających w ucho tematach przewodnich. Wiodącym instrumentem jest gitara akustyczna, puentująca wszystkie ważne momenty filmu. Jej brzmienie zostało wzbogacone o różne instrumenty etniczne, charakterystyczne dla Ameryki Południowej (między innymi andyjskie charango, czy argentyński bandoneon), niekiedy o zestaw rockowy, albo skromną sekcję smyczkową. Dwa utwory Jardín i De Usuahia a la Quiaca (Od Ushuaia do Quiaca) pochodzą z solowej, instrumentalnej  płyty Santaolalli wydanej w 1998 roku, a zatytułowanej Ronroco.

Copán to najbardziej na południe wysunięta metropolia Majów. Było to jedno z największych i najważniejszych miast Majów. Przez jakiś czas było nawet stolicą imperium, jednak ok. X wieku zostało całkowicie opuszczone i zarosło dżunglą. Ruiny zostały odkryte jeszcze w XVI wieku, zaś w połowie XIX wieku dwóch amerykańskich badaczy kupiło je za 50 $ i rozpoczęło ich penetrację archeologiczną, która trwa praktycznie do dzisiaj. W centrum znajdowały się świątynie zbudowane na piramidach schodkowych, zespoły pałacowe, pięć wielkich dziedzińców oraz boisko do gry w pelotę. Najokazalsze są tzw. Schody Hieroglifów, zbudowane z 63 stopni, na których wyryto 2500 znaków. Jest to najdłuższy zabytek piśmiennictwa Majów i zarazem najbardziej znany zabytek Copán. Reliefy wyryte na podstopnicach przedstawiają sceny z życia kolejnych władców.


Ruiny Copán oglądaliśmy przy dźwiękach okaryny - małego, glinianego instrumentu dętego - o charakterystycznym kształcie i brzmieniu. Nazwa tego instrumentu pochodzi od włoskiego słowa "occarina", oznaczającego "gąskę". W obecnej postaci okarynę skonstruował w XIX wieku Włoch Giuseppe Donati, jednak bardzo podobne instrumenty były wytwarzane wcześniej w Chinach (z porcelany) i Afryce (z wypalanej gliny). Ta mała "gąska" o owalnym, wydłużonym kształcie posiada 8 otworów bocznych i szpiczasty czubeczek do zadęcia. Jednym ze znanych mistrzów okaryny jest nowozelandzki multiinstrumentalista Francis Maxino. Jest klasycznie wykształconym pianistą, wokalistą, kompozytorem i autorem piosenek. Gra na instrumentach klawiszowych, strunowych progowych (wszelkie gitary, bas, charango, ukulele), perkusyjnych oraz dętych (m.in. różnego rodzaju dawne flety, didjeridoo, yidaki i okaryna). Prawdziwy człowiek-orkiestra. Specjalizuje się zarówno w brzmieniach i muzyce dawnej (od neolitu, po renesans i barok), jak i muzyce tradycyjnej i etnicznej z różnych kultur całego świata. Tworzy również muzykę do przedstawień teatralnych i multimedialnych. W 2001 roku w Nowej Zelandii, ukazała się jego płyta Windsongs of the Ocarina, która rynku międzynarodowym miała premierę w roku 2009. Maxino gra na niej na instrumentach wytworzonych specjalnie dla niego w , okarynach i innych instrumentach, powstałych jedynie z materiałów naturalnych - drewna, gliny, kości i kamienia. To prawdziwa mieszanka  stylów muzycznych z różnych epok i miejsc na świecie - od średniowiecznej muzyki dawnej, przez tradycyjną muzykę wyspiarską basenu Oceanu Spokojnego (tzw. Pacifica), po jazz i fusion. W kompozycji World Allthing słyszymy dźwięki drewnianych bębnów, aborygeńskiego didjeridoo oraz oczywiście tenorowej i sopranowej okaryny.

"Pojechaliśmy do Hondurasu, gdzie poznaliśmy kowbojski charakter tego górzystego państwa – ogrodu." (ADKP)

Tak jest - w Hondurasie mieszkają całkiem współcześni kowboje. Zajmują się wypasem bydła i wyglądają jak ich pierwowzory ze Stanów. Mężczyźni z dumą noszą szerokie spodnie i kowbojskie kapelusze i wyglądają jak bohaterowie westernów, w których swoje przeboje śpiewał sam Johnny Cash - legenda amerykańskiego country.

Johnny Cash (1932-2003) był największą gwiazdą muzyki country. Był piosenkarzem, muzykiem i aktorem, a obok tradycyjnego country pop i ballady kowbojskiej (country western), wykonywał również inne, popularne w Stanach gatunki, takie jak gospel, spirituals, rockabilly, southern blues i rock and roll. Początek jego twórczości przypadł właśnie w okresie narodzin rock and rolla, którego wpływy były w jego muzyce zawsze słyszalne. W ciągu całej kariery umieścił na listach przebojów ponad 100 swoich piosenek. Cash śpiewający barytonem, jedynie przy akompaniamencie gitary lub niewielkiego zespołu, nagrał setki ballad i piosenek country, które na trwałe weszły do kanonu gatunku. Ze względu na kolor ubrań jakie nosił - będący symbolem sprzeciwu wobec społecznych dyskryminacji i nierówności - nazywany był "Człowiekiem w Czerni". W latach 50-tych, wraz z kolegami brata - gitarzystą Lutherem Perkinsem i basistą Marshallem Grantem - grali amatorsko w domach, na rodzinnych imprezach i w lokalnym radiu w Memphis, tworząc zespół Johnny Cash and the Tennessee Two. Dzięki uporowi Casha nagrali swój pierwszy singiel Cry Cry Cry i od tego czasu ich kariera nabrała niezwykłego tempa. Po śmierci Perkinsa w 1968, stałym gitarzystą Casha na ponad trzydzieści lat został Robert Wootton. To on był współautorem największych przebojów Johnny'ego, które ukazały się na niemal 100 płytach. W 1987 roku Cash wystąpił wraz z zespołem na festiwalu w Operze Leśnej w Sopocie, a w 1992 został wprowadzony do Rock and Roll Hall of Fame. Nagrywał i koncertował praktycznie do końca życia. Po śmierci został pochowany w Nashville - Mekce muzyki country.

Jednym największych i najbardziej popularnych przebojów Johnnego Casha był (Ghost) Riders in the Sky - piosenka w stylu country western napisana w 1948 roku przez amerykańskiego autora piosenek i aktora filmowego Stana Jonesa. Melodia tej piosenki oparta została na tradycyjnej, irlandzkiej piosence ludowej Spancil Hill. Jest to ludowa opowieść o starym kowboju, który pędząc bydło przez prerię, ścigany jest przez "duchy przeklętych kowbojów pędzących po niebie".  Fabuła tej opowieści oparta została na dawnych celtyckich i skandynawskich legendach o mitycznych polowaniach. Pierwszym wykonawcą, który w 1949 roku umieścił Riders in the Sky na listach przebojów był Vaughn Monroe. Natomiast członkowie Western Writers of America wybrali ją jako jeden ze 100 najlepszych, zachodnich przebojów wszechczasów. W sumie aż ponad 50 wykonawców nagrało wersje tego przeboju, a jednym z nich był Johnny Cash, którego bardzo bliskie oryginałowi wykonanie, znalazło się na albumie Silver wydanym w 1979 roku.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 67

Wirtualne Gęśle