"Do Rumunii dotarliśmy przez Kraków i Budapeszt. Na miejscu planowaliśmy podróżowanie lokalnymi autobusami, ale życie szybko zweryfikowało nasze plany... Przesiedliśmy się do pociągów – wolnych, ale przynajmniej trzymających się rozkładu."
Tak rozpoczęła się relacja Ani "Ginii" i Witta "Wilczyna" Wilczyńskich, z wakacyjnej eskapady do gorącej Rumunii. "Moja rumuńska komórka" - jak zatytułowali oni swój pokaz w Jaremie - pokazała ten kraj z innej, mniej znanej turystom strony. Rumunia to kraj kontrastów, co czyni go różnorodnym i niezmiernie ciekawym. Obejrzeliśmy miejsca zarówno znane i popularne, jak i takie, których inaczej niż "z komórki" nie da się sfotografować. Pełnej ciekawostek i swady opowieści towarzyszyła wybrana przez Ginię i Wilczyna rumuńska muzyka - zarówno tradycyjna, ludowa, jak i ta całkiem współczesna - niezwykle w Rumunii popularna.
"(...) niezwykle pociągające były zaułki Klużu, olbrzymia twierdza w Alba Julia, blokowiska Bukaresztu (łącznie z Pantelimonem – bo kto nie był w Pantelimonie, nie był w Bukareszcie), Babele, Sfinxul i klimaty górskie powyżej 2000 w lokalnym Zakopanem - czyli Buşteni, urokliwy Braşov i krótka noc w Sibiu, spotkania z przyjaciółmi. Parę chwil i człowiek czuł się jak u siebie..., tylko język jakiś dziwny."
Podróż rozpoczęliśmy w Transylwanii od siedmiogrodzkiego Klużu (Cluj-Napoca), który dosyć dogłębnie poznaliśmy z wielu, różnych, nie zawsze tych najbardziej znanych stron. Lekko zaniedbany ogród botaniczny, park i skansen; urokliwe zaułki starego miasta i detale zabytkowej architektury; spotykane na ulicach ludowo odziane Cyganki; studenckie bary i znakomite piwo Ursus; kolacja w tradycyjnej karczmie, a po niej nocna eskapada po uśpionym mieście. A wszystko to przy dźwiękach rumuńskiej (z niewielkim wyjątkiem) muzyki popularnej i ludowej.
Muzica populara to wszechobecna w rumuńskich mediach, niezwykle popularna, współczesna muzyka ludowa - zarówno ta mocniej etniczna, regionalna, jak i ta zabawowa, biesiadna i weselna. W tym stylu mieści się również lautareasca, czyli muzyka lautarów - wędrownych, cygańskich muzykantów. Nurt ten ma swoje, specjalnie dedykowane kanały radiowe i telewizyjne (Etno TV, Taraf TV), gdzie jest mocno promowany jako podtrzymujący tożsamość narodową Rumunów. Obowiązkowe stroje z ludowymi akcentami muzyków i śpiewaków towarzyszą melodyjnym, wesołym i często satyrycznym piosenkom - przeważnie o miłości.
Emilia Ghinescu pochodzi z miasta Pitesti na Wołoszczyźnie w południowej Rumunii. Zamiłowanie do ludowej populary wyniosła z wiejskiego domu dziadków, w którym spędziła dzieciństwo. Śpiewać zaczęła jeszcze jako dziecko biorąc udział w regionalnych przeglądach i konkursach wokalnych. Poza śpiewaniem populary prowadzi również doradztwo ślubne. Doradza w jaki sposób zorganizować tradycyjny ślub i wesele w stylu ludowym, zapewnia weselną muzykę i dobrą zabawę. To chyba dosyć popularna oferta i całkiem intratne zajęcie. Piosenka Mama draga spune-mi tu! (Droga matko powiedz mi!) pochodzi z płyty Vino sa-ti dau Huzele (2010).
Benone Sinulescu to aktualnie już 75-letni wokalista muzica populara, jedna z największych gwiazd współczesnej muzyki ludowej i etno-dance w Rumunii. "Nea Beni" (Wujek Beni) jak nazywają go rodacy, swoje pierwsze kroki w świecie muzyki stawiał jeszcze w latach 50-tych ubiegłego wieku, inspirując się ludowymi balladami przedwojennych, rumuńskich pieśniarzy, m.in: Marii Tanese, Marii Lataretu czy Ioany Radu. Wielką karierę i sukcesy sceniczne odnosił z grupami Ciocarlia oraz Barbu Lautaru. W czasach komunizmu, to były największe gwiazdy muzyki rumuńskiej, a Sinulescu uważany był za ulubieńca samego Ceausescu (często występował na jego przyjęciach), pupilka kolejnych przywódców ZSRR, a nawet Kim Ir Sena, na zaproszenie którego wystąpił w Phenianie, śpiewając koreańskie pieśni ludowe w oryginale (sic!).În Grădina Lui Ion(W ogródku Iona), to jeden z jego największych, klasycznych już przebojów z lat 70-tych, z płyty Romanţe Şi Cîntece De Petrecere, nagranej z orkiestrą Gheorghe Zamfira - legendarnego już, rumuńskiego wirtuoza fletni Pana.
Kluż - a więc jesteśmy w Transylwanii. Kawałek o takim właśnie tytule, to jedna z pierwszych kompozycji Iron Maiden - legendy nowej fali brytyjskiego heavy metalu. Jeden z najpopularniejszych zespołów heavymetalowych w historii, został założony w 1975 roku, w podziemnych klubach Londynu, przez basistę Steve'a Harris'a. Na samym początku swojej kariery "Żelazna Dziewica" (średniowieczne narzędzie tortur) grała bardzo szybko, agresywnie - nie tak dynamicznie i melodyjnie jak później - stąd traktowani byli jako zespół punk-metalowy. Dopiero z czasem ostre i melodyjne riffy gitar, wirtuozerskie solówki (Dave Murray i Dennis Stratton), szybka, dynamiczna perkusja i charakterystycznie klekocący bas określiły na lata ich muzyczny styl. Na pierwszych, znanych zdjęciach panowie wyglądali bardziej jak nasze początkujące Lady Pank, niż jak bogowie i demony metalu. Choć już wtedy był z nimi niejaki Eddie - stała, sceniczna maskotka, obecna na okładkach większości ich płyt i koncertach. W 1980 Iron Maiden wydali swój debiutancki, punk-metalowy singiel Running Free, a wkrótce potem klasyczny już album Iron Maiden (utwór tytułowy uważany jest za hymn zespołu). Transilvania to jeden z dwóch instrumentali na płycie - w całej swojej karierze nagrali ich raptem 4. Mimo upływu lat, płyta - poza niedoskonałościami producenckimi - brzmi wciąż świeżo i bezkompromisowo. Zespół w swojej, już ponad 35-letniej karierze sprzedał ponad 100 mln płyt. Każdy z ich 15 premierowych albumów cieszył się niemal kultowym uwielbieniem fanów metalu, a ich muzyka przeżywa obecnie olbrzymi renesans na całym świecie.
Kolejne dźwięki to krótki fragment bogatej kolekcji nagrań live, dokonywanych przez Wilczyna na licznych festiwalach i koncertach. Melodia z Maramures, to fragment koncertu Grigore Leşe i Grupy Iza w Teatrze Collegium Nobilum w Warszawie, który odbył się w maju 2011, w cyklu wieczorów kultury rumuńskiej, zatytułowanych "Gwiazdy Rumuńskich Winnic". Pochodzący ze Stoiceni w regionie Maramuresz Grigore Leşe jest śpiewakiem, twórcą i badaczem muzyki ludowej. Wykłada tradycyjną literaturę narodową i ludową na Uniwersytecie oraz muzykę ludową na Akademii Muzycznej w Bukareszcie. W repertuarze ma melodie, tańce, pieśni obrzędowe i przyśpiewki, wywodzące się z folkloru Maramuresz, którego położenie wśród gór na północnych krańcach Rumunii sprzyja zachowaniu tej archaicznej kultury. Leşe wykorzystuje instrumenty ludowe: flet, fujarka, kobza, toaca. Z wiosek w dolinie rzeki Izy w Maramuresz pochodzi również Grupa Iza. Założona przez Ioana Popa nazywanego "Popica", stara się ocalić od zapomnienia unikalny folklor regionu, w formie jak najbardziej zbliżonej do pierwowzoru. Aby odtworzyć dawne melodie, pieśni i tańce, trio muzyków używa tradycyjnych instrumentów pasterskich i ludowych: tilincă (flet), ceteră/vioară (skrzypce), braci (altówka), kobza, zongoră (gitara) i dobă (perkusja). Najchętniej grywają na wiejskich imprezach, zabawach, weselach i niedzielnych potańcówkach - również w popularnych Domach Tańca. Muzyka wiosek z doliny Izy jest nie tylko charakterystyczna, ale też zupełnie niepowtarzalna. Najbardziej znane jej formy to liryczne piosenki "hori", wesołe i dowcipne przyśpiewki "zicali the baut" (do kieliszka) oraz grane do tańca, instrumentalne "zicali de jucat". Najpopularniejsze tańce to "Barbatescul" - rytmiczny taniec w męskim kręgu, podczas którego tancerze wykrzykują zabawne teksty - oraz "De invartit" - bardzo szybki, wirujący taniec w parach. W melodii z Maramuresz proste, transowe riffy gitary i skrzypiec muzykantów z Grupy Iza doskonale zgrały się z charakterystycznym głosem Leşe, dopełnioną najbardziej archaicznym dźwiękiem fujarek i fletów.
Całkowitą zmianę muzycznych klimatów zaproponował nam dance'owy Activ - disco-popowy tercet, utworzony w 1999 w Timişoarze. Wokalistką grupy jest Oana Nistor, a uzupełniają ją Rudi (Rudolf Stefanic) i Avi (Flaviu Cicirean) - producenci, DJ'e i założyciele formacji. W Polsce zaistnieli dzięki hitowi Doar cu Tine (Tylko Z Tobą), którą znaleźć można na krążku Motive (Powody) z 2004. Popularność w Europie przyniósł im za to w 2006 roku hicior Visez. W 2007 roku Activ wystąpił na bardzo popularnej w naszym kraju imprezie masowej "Hity Na Czasie" w Białymstoku.
Po tanecznym disco, kolej na melodyjne, cygańskie manele, współczesną odmianę folkloru miejskiego, tak popularnego w bukaresztańskiej Taraf TV. Tym razem to 16-letni obecnie Babi Minune - młodociana gwiazdka, nagrywająca przeboje z największymi gwiazdami manele, m.in. z Denisą. Babi jest jednym z najbardziej wielbionych manelişti, zawsze otoczonym kolorowym wianuszkiem młodych, skąpo odzianych dziewczyn - fanek zwanych "pic'ponkami" (pitipoance). Am un dor nebun (Tęsknię szalenie), to jeden z takich sztandarowych duetów manele, tym razem z blondwłosą, smukłą Madaliną, pochodzący z Compilatia anului 2011 - oryginalnej składanki najlepszych przebojów manele w roku 2011. Jak widać więc, dla każdegocoś...
Więcej o manele i manelişti w opisie pierwszego pokazu Vilcinescu, z jego wypadu do Transylwanii:Frumoasă draguţă Transilvania
Alba Iulia, to dawna stolica Siedmiogrodu, obecnie zabytkowe miasteczko w drodze na południe, do Bukaresztu. Na kolejowym dworcu "(...) napotkany, sześcioletni Cygan (obeznany siłą rzeczy w manele) śpiewa ludowe doiny za jedyne 1 lei..." Miasto i potężną twierdzę zobaczyliśmy zarówno za dnia, jak i nocą, gdy już żaden turysta tam się nie zapuszcza. W Albie słuchaliśmy dwóch, jakże różnych kawałków. Hymnowa Straja, tradycyjna pieśń z Bukowiny, to sztandarowy kawałek folk-metalowej kapeli Bukovina (zob.Frumoasă draguţă Transilvania). Z kolei Ionut Sturzea, to już kolejny przedstawiciel subkultury bukaresztańskich manelişti. Podobnie jak większość wykonawców manele muzyką para się już od samego dzieciństwa, grając przy tym na gitarze i klawiszach. W przeprowadzonej przez Wilczyna rozmowie dla portalu Folk24 Ionut twierdzi, że manele to stan umysłu: "(...) muzycy w inspirowane swoim życiem piosenki, w teksty i melodie przenoszą swoje własne emocje i uczucia, a dzięki temu powołują do życia piosenkę, w której odnajduje się wiele osób". I tak to wygląda. Przebojem zeszłorocznych wakacji w Rumunii był Te iubesc mult, zaś dziewczyna z królującego na Taraf TV teledysku, to rumuńska modelka Alice.
I tak dojechaliśmy do Bukaresztu, który za sprawą Ginii, Wilczyna i ich miejscowych przewodników, odkrył przed nami swoje nieznane przyjezdnym oblicza. Pierwsze obrazki stolicy to rozwalające się rudery obok głównego dworca. Miejskie zaułki, park i skansen, monumentalna Akademia Wojskowa, wycieczki po bukaresztańskich dzielnicach i osiedlach: Sector 4, Moara Lu'Bucur i Pantelimon. Właśnie tam nastąpiło długo wyczekiwane spotkanie z tutejszymi gwiazdami gipsy-twista i manele - Nicusorem, wokalistą Mahala Rai Banda oraz Denisą. Gospodarze okazali się niezwykle gościnni dla przybyszów z północy. Przedstawili swoje rodziny, pokazali jak żyją i co robią, gdy nie koncertują po całym świecie. A temu wszystkiemu towarzyszyło zniewalające, bukaresztańskie 40 stopni w słońcu, zraszacze na ulicach i wieczorne podmuchy powietrza jak z nagrzanego piekarnika... Ot i uroki nieznanego Bukaresztu.
W takich to okolicznościach nie mogło więc zabraknąć bukaresztańskiego tanga z 30-tych lat ubiegłego wieku. Femeia, Eterna Poveste (Kobieta, odwieczna historia) to wielki retro-przebój w rytmie tanga - ballada Marii Tanese, współcześnie zinterpretowana przez niezwykłą Oanę Cătălinę Chiţu (zob.Frumoasă draguţă Transilvania).
Ileana Sărăroiu (1936-1979), choć nie tak znana jak Maria Tanese, wciąż pozostaje jedną z najważniejszych, rumuńskich wokalistek tradycyjnych. Na jej repertuar składały się pieśni popularne i ludowe wywodzące się z regionów u podnóża Gór Bucegi i Fagaras. Pochodziła z ubogiej, wielodzietnej rodziny z niewielkiej miejscowości pod Targoviste. Jej głos wcześnie został odkryty przez mającego nieograniczone wpływy Benone Sinulescu, który odtąd mocno ją wspierał i promował. Szkołę artystyczną ukończyła w Bukareszcie i pod skrzydłami Sinulescu zadebiutowała z zespołem Ciocarlia. Pierwszą płytę solową wydała w 1966. Niezwykła osobowość oraz wokalna technika Ileany, pozwoliły wykonywać jej tak odlegle stylistycznie gatunki jak: romanse, pieśni ludowe, ideologiczno-partyjne, muzykę rozrywkową. Jedną z jej pamiętnych piosenek jest Unde e Târgoviștea? (Gdzie jest Targoviste?) - opowieść zasmuconej matki, która na stacji kolejowej w Targovistea, czeka na swojego syna. Zamiast niego, na stacji pojawia się nigdy wcześniej nie widziana przez nią dziewczyna, która okazuje się być żoną jej syna. Pieśń ukazała się w 1977 roku, na jednej z jej ostatnich płyt Zori de ziuă se revarsă, nagranej z towarzyszeniem Orkiestry Radiowej Rumuńskiej Muzyki Ludowej pod dyrekcją Paraschiva Oprea (1937-2004). Sărăroiu zmarła w 1979 na udar mózgu, w trakcie występu na jednym z lokalnych wesel, na których uwielbiała wprost występować.
Opowieści o bukaresztańskich spotkaniach i biesiadach z zaprzyjaźnionymi, cygańskimi muzykami nie mogła nie ubarwić właśnie ich muzyka - Mahala Raï Banda w rytmicznym kawałku Spoitoresa(zob.Frumoasă draguţă Transilvania). Jednak niespodziewaną kulminacją wieczoru okazało się być długo wyczekiwane przez Wilczyna spotkanie z jego ulubioną wokalistką, blondwłosą Denisą, gwiazdką tutejszego manele (zob.Frumoasă draguţă Transilvania). Emilia Denisa Răducu zaprezentowała się nam w przebojowym, pełnym orientalnych melizmatów kawałku Milionarii, z zeszłorocznej kompilacji Manele... la maxim !!! (2011).
Pożegnaliśmy gorący i duszny Bukareszt. Na odpoczynek wybraliśmy orzeźwiający, górski chłód, w samym środku Rumunii. Buşteni, to uzdrowisko w Górach Bucegi, jednym z pasm Południowych Karpat. Z miasteczka rozłożonego w dolinie Proahovei, rozchodzą się "różnie oznakowane, górskie szlaki i ich drogowskazy znikające jak kamfora (przecież tędy nikt nie chodzi, wszyscy zjeżdżają (i wjeżdżają) kolejką górską". Linową kolejką dotarliśmy na wysokie, rozłożyste plateau, gdzie zobaczyliśmy "owce powyżej 2000 m npm, pod wodzą prawdziwego ciobana (bacy), w słynnej pasterskiej czapie na głowie", oraz spektakularne Babele i Sfinxula - fantazyjnie uformowane przez deszcz i wiatr kamienne baby i sfinksa.
Sistemul Fetelor, czyli Dziewczyny, to ulubiony temat rumuńskich manelişti - obowiązkowo w ciemnych okularach. Tym razem jednak to temat instrumentalny, z akordeonem w roli głównej. Yoanne's, to jeszcze jeden cygański "Młody Bóg", który rządził na kanale Taraf TV, w czasie rumuńskiej podróży Ginii i Wilczyna. Dla wyciszenia i stonowania nastroju, usłyszeliśmy dwie rockowe ballady. Alina Alens - mieszkająca na stałe w Krakowie rumuńska wokalistka i poetka, w nastrojowej balladzie Maine(zob.Frumoasă draguţă Transilvania) oraz hard-rockowy Trooper w gitarowej, scorpionsowskiej Amintiri (zob.Frumoasă draguţă Transilvania).
Z dzikich, cichych gór zejście wprost do przepychu urządzonego na tyrolską modłę, gwarnego kurortu Sinaia. W pobliżu jeszcze Poiana Tzapului, wodospad, zabytkowy cmentarz i ze spokojem sumienia można było wracać do swojskiego i bardziej przystępnego Buşteni. A mając przy sobie "rumuńską komórką", bez strachu można było obejrzeć miejscowe zaułki, ruiny fabryki papieru, porzuconego DAC-a pod płotem, Poiana Cerbului... "Stary, zielony DAC (a właściwie jego kabina) leżący gdzieś pod płotem; sympatyczna zaczepka cygańskich cocolari („Polonezi ??? Super tare, Polonia e mijto !!!”) Takie klimaty pasowały "naszym" najbardziej. Zwłaszcza, gdy z głośników atmosferę przedmieść nakręcał Susanu, w hicie manele Mai Tare ca Ali Baba(zob.Frumoasă draguţă Transilvania).
I w tym klimacie pozostaliśmy właściwie do końca podróży, przejeżdżając przez kolejne miasta Siedmiogrodu. Braşov, to zabytkowe zaułki miejscowej "starówki", dawne fortyfikacje i nowe blokowiska. To również wielkie oczy pani w kolejowej kasie, na widok wilczynowej, czarnej koszulki z Denisą. Ciekawostki architektury Sibiu, skontrastowało codzienne (i nocne) życie miasta poza jego centrum. A wszystko to w transowych rytmach manele, w wykonaniu kolejnych jego gwiazd: Nek i Florin Salam - Imi fac nebuniile(zob.Frumoasă draguţă Transilvania) oraz duet Księżniczek Mołdawii (Printesele Moldovei), czyli Simony i Anamarii, w jeszcze jednym, wakacyjnych hicie z Taraf TV, o niewyszukanym tytule N-ai sa poti sa ma ai.
I tak nieubłaganie nadszedł czas na powrót do domu. Z Rumunią pożegnaliśmy się razem z "Wujkiem Benim", tym razem w duecie z Anamarią Ferent - wokalistką dance-popowego trio Demmo. Pochodząca z Konstancy Anamaria od zawsze chciała śpiewać i tworzyć muzykę. Aby to osiągnąć przeprowadziła się do Bukaresztu, gdzie poznała grających rocka George i Silviu. Wspólnie stworzyli Demmo, które podbiło rumuński rynek muzyczny tanecznymi przebojami w stylu euro-dance, house i dance-pop. Czyli można? Benone Sinulescu ma za sobą ponad 50 lat artystycznej kariery. Różne epoki, realia polityczne, kultura i trendy muzyczne, a "Nea Beni" ciągle w formie, ciągle na topie. Jak to możliwe? Po upadku komunizmu Wujek Beni z tradycyjnych pieśni ludowych przestawił się z duchem czasu na taneczny etno-folk. Rozpoczął współpracę z młodymi zespołami Ro-Mania i Crasmarita, kolejny raz zdobywając popularność, tym razem nurcie tanecznych przebojów i w dyskotekach. Pomimo swojego wieku jest nadal bardzo aktywny, nagrywa kolejne przeboje (solowe i w duetach), tryska radością, entuzjazmem i młodzieńczym głosem (niczym u nastolatka). Tylko włosy gdzieś się już zapodziały. No, ale po tylu przygodach? I kto zaprzeczy, że muzyka najlepiej konserwuje? Na płycie Fiul Risipitor (Syn Marnotrawny) z 2005 roku, znalazły się nowocześnie wyprodukowane, przebojowe kawałki, takie właśnie jak duet z Anamarią - Mandro, Batute-ar Focu'! (Idź do diabła, kochanie!)
Przez Copsa Mica, Budapeszt i Słowację, Ginia z Wilczynem wrócili cali i zdrowi do Polski. Na pamiątkę została im "rumuńska komórka" i niezatarte z pewnością wrażenia.
" Rzymskie relikty. Świat Daków vs Świat Cyganów – a my pośrodku. (...) Koczujący w różnych miejscach Cyganie, zwisające na chybił trafił nad głowami kable (nie tylko trolejbusowe) i słynne wszędobylskie bezpańskie psy (zwłaszcza na Południu)... Znakomite piwo, znakomite sery (choć drogie, ale coś za coś) (...) Manele i musica populara w Taraf TV, kablówkach, dostępnych w hotelach i pensjonatach. I, co najważniejsze, ogromna życzliwość miejscowych na hasło „Jesteśmy z Polski”.
"W naszej podróży chcieliśmy odkryć urodę Gruzji dla siebie. Posmakować kachetyjskiego wina, powędrować pod Kazbek, zadumać się w ciszy osamotnionych klasztorów Dawid Garedża i Wardzii, nacieszyć się górską przestrzenią Swanetii, poczuć wielki świat nadmorskiego Batumi i stołecznego Tbilisi. Nasze spotkanie z Gruzją to konfrontacja mitu z rzeczywistością. A także konfrontacja z literackimi głosami piewców urody Sakartwelo z jednej, a obrazoburczymi krytykami, z drugiej strony. Jak wypadła ta konfrontacja?" (mw,mj)
Tego właśnie mogliśmy się dowiedzieć na pokazie z gruzińskiej podróży Marzi Wodnickiej, Magdy Jackowskiej i ich przyjaciół Ani, Ali i Sznurka. Jak to zwykle bywa w Jaremie, pokaz był bogato ubarwiony muzyką, w przeważającej mierze wykonywaną przez artystów gruzińskich lub tych, którzy swoje korzenie wywodzą z Gruzji. Nie zabrakło utworów takich gruzińskich legend i znakomitości, jak: Bułat Okudżawa, Gija Kanczeli, czy Kwintet Urmuli. Usłyszeliśmy też zespoły Mgzavrebi i The Shin, męski chór polifoniczny Ensemble Georgika, a nawet urodzoną w Kutaisi, niejaką Ketevan Melua.
"Gruzja zawróciła nam w głowie. Uderzyła mieszanką upału, górskiej rześkości, oddechem przestrzeni, zapachem traw (bardzo dosłownie!), klaustrofobiczną ciasnotą skalnych jaskiń, alkoholowymi procentami. Zawróciła też nasze myślenie, każąc na każdym kroku podważać utarte schematy i konfrontować się z kwestiami mniej lub bardziej fundamentalnymi…" (mw,mj)
Gdzie bije religijne serce Gruzji?
Mscheta nad brzegiem rzeki Mtkwari (Kury), to siedziba najwyższych władz Kościoła Gruzińskiego. Przez wieki stolica Królestwa Iberii, jednego z dwóch obok Kolchidy wielkich, gruzińskich królestw. Tu w IV wieku, iberyjski król przyjął chrześcijaństwo. Podziwiając widoki z kościoła Dżwari (Św. Krzyża) na łączące się doliny dwóch rzek – Aragwi i Mtkwari, usłyszeliśmy pierwsze dźwięki kompozycji Interlude Giji Kanczelego. To utwór napisany w 1979 roku, specjalnie na potrzeby sztuki teatralnej Rola dla Debiutanta, według powieści gruzińskiego pisarza i dramaturga Tamaza Chiladze, wystawionej w 1980 roku w Tbilisi. Gija Kanczeli, to obecnie 77-letni, kompozytor muzyki współczesnej i awangardowej. Po ukończeniu studiów w tbiliskim Konserwatorium, zaczął pisać muzykę dla filmów i miejscowych teatrów. Od 1971 roku był kierownikiem muzycznym Teatru im. Rustaweli w Tbilisi. W latach 90-tych zamieszkał na stałe w belgijskiej Antwerpii, komponując dla Filharmonii Flamandzkiej. Kanczeli tworzy zarówno popularne piosenki, jak i muzykę kameralną oraz orkiestrowe symfonie. Dla Zachodu odkrył go Manfred Eicher, szef niemieckiej wytwórni ECM Records, który w latach 70-tych zaczął wydawać jego muzykę na płytach. Do dzisiaj wydał ich już kilkanaście. W 2009 roku ukazał się nutowy zbiór kompozycji zatytułowany Simple Music for Piano - 33 Miniatures for Piano, obejmujący muzykę pisaną przez Kanczelego na potrzeby kina i teatru. Większość tematów pochodzi z lat 60-tych i 70-tych, z często już zapomnianych filmów i sztuk. To dosyć proste, muzyczne miniatury, najczęściej spełniające funkcję typowo ilustracyjną. Jedną z takich kompozycji jest temat przewodni do sztuki Rola dla Debiutanta (Main theme from The Role For A Beginner). Wesoła i chwytliwa melodia jest raczej nietypowa dla stylu tego kompozytora.
Z czego słynie Kachetia?
Wschodnia Gruzja. Kachetia, to kraina kościołów, zabytków i wina: monastyr Ikalto, w którym podobno nauki pobierał Szota Rustaweli; dawna twierdza Sihnagi, teraz malownicze, turystyczne miasteczko; górująca nad okolicą katedra Alawerdi; piwniczki do przechowywania wina. Podobno szał robią tutejsze "snikersy" Czurczcheli. Czy można znaleźć lepszą ilustrację dla niezapomnianej Pieśni gruzińskiej Bułata Okudżawy? Song ten usłyszeliśmy w interpretacji Witalija Petraniuka, mieszkającego od wielu lat w Krakowie, ukraińskiego aktora i barda, lidera Muzycznego Teatru Zwierciadło.
"Winogrona ziarenko w ciepłej ziemi ułożę, ucałuję owoce potem zerwę dojrzałą już kiść.
I przyjaciół zawołam i na miłość serce otworzę...jeśli nie - po cóż miałbym na wiecznym świecie tym żyć?"
Bułat Okudżawa (1924-1997), to legendarny, rosyjski poeta, pieśniarz, kompozytor ballad, pieśni lirycznych i satyrycznych, prozaik i dramaturg. Był synem Ormianki i Gruzina, jednym z filarów rosyjskiego ruchu poetyckiego lat 60, autorem zbiorów poezji, opowiadań i powieści. Największe uznanie zdobył własną i niepowtarzalną interpretacją swoich wierszy z akompaniamentem gitary. W poezji Okudżawy dominuje zaduma, smutek, refleksja nad ludzkim losem.
Witalij Petraniuk pochodzi z Kijowa, a od 1992 roku mieszka i występuje w Krakowie. W latach 80-tych był współtwórcą kijowskiego Teatru Dzerkało. Komponuje, śpiewa i pisze piosenki, występuje w teleserialach. Do dzisiaj nagrał 9 płyt – dwie z pieśniami Okudżawy, dwie z własnymi utworami oraz pięć z muzyką ukraińską i klezmerską, z zespołem Zwierciadła. Pieśni Bułata Okudżawy (2000) to pierwszy solowy album Petraniuka, który gra tu na gitarze akustycznej oraz śpiewa wiersze w języku rosyjskim. Na płycie gra również kilku muzyków, w tym m.in: Mykoła Myronenko na klarnecie i saksofonie, tworząc nowocześnie zinstrumentalizowane aranżacje, tak nietypowe dla bardowskiej poezji Okudżawy.
"Ile chinkali da się zjeść na obiad?"
O tym przekonać się można wędrując po Kachetii pod opieką gościnnych Gruzinów. Wycieczka po krainie wina; zajadanie się arbuzami; wizyta w miejscowej fabryce wina i w "domowej wytwórni" siostry gospodarza; stół i wino, lokalne jedzenie - supra-chinkali i zupa lobio; oraz tradycyjna muzyka gruzińska w wykonaniu grupy Mgzavrebi. Zespół założony został w 2006 roku przez gitarzystę i kompozytora Gigi Dedalamaziszwili. Początkowo składał się ledwie z 3 muzyków, a z czasem rozrósł się do 15-osobowej, prawdziwej orkiestry. W 2008 roku wydali swoją debiutancką płytę Me Movigone... (2008), a w 2011 najnowszą Meore Albomi. W ojczyźnie Mzgavrebi cenieni są za swój indywidualny styl przesycony emocjami i improwizacją, wypełniony elementami gruzińskiego folku i muzyki klasycznej. Tradycyjne instrumenty (fanduri, gruziński bęben) łączą z klasycznymi (wiolonczela, fortepian, flet), jazzowymi i rockowymi. No i jak to Gruzini, swoje polifonie wykonują aż na 9 głosów. Słuchaliśmy dwóch kawałków z pierwszej płyty Mgzavrebi: Ubralod, mgzavri var (Jestem po prostu pasażerem) i Cremlebs tuchebze (Łzy na ustach).
Dawid Garedża, to pełen starych fresków kompleks monastyrów z VI wieku, na granicy z Azerbejdżanem. Wokół rozciągają się przestrzenne widoki na dawny, radziecki poligon, obecnie teren sporny między dwoma sąsiadami. A jak intrygująco i twórczo łączyć odmienne tradycje i kultury pokazali: gruzińska grupa The Shin oraz muzycy łotewscy pod kierunkiem Valtsa Pūce, w projekcie Es Arī, opartym na łotewskiej i gruzińskiej muzyce tradycyjnej. W utworze Way to Stairway artyści śpiewają, że "dusza nie potrzebuje schodów do nieba, bo dusza już tam jest".
Etno-jazzowe trio The Shin jest obecnie jednym z najbardziej znanych, gruzińskich bandów. Grupa działa od 1998 roku w Niemczech, gdzie na stałe mieszkają jej założyciele: Zaza Miminoshvili (gitara, panduri), Zurab J. Gagnidze (bas, wokal) i Mamuka Gaganidze (wokal, perkusja). Muzyka The Shin nawiązuje do gruzińskich korzeni, łączy ludowe melodie i śpiew polifoniczny z elementami jazzu i rocka; melodie Bliskiego Wschodu i flamenco z nowoczesnymi brzmieniami Zachodu. Nazwa zespołu, oznaczająca w języku ojczystym muzyków "Drogę do domu", oddaje ich zdaniem charakter tworzonej przez nich muzyki. To wycieczka w przeszłość, do dzieciństwa, wspomnienia smaków, zapachów, obrazów... ojczystej mowy, tradycji i kultury. W rodzinnej Gruzji cieszą się statusem muzycznych gwiazd. Na koncie mają siedem wydanych płyt (m.in. świetna EgAri(2006), muzykę do spektakli Teatru Narodowego w Tbilisi, gruzińskich filmów, radia i telewizji. W Polsce zagrali dwa razy: w Sali Kongresowej w ramach festiwalu Jazz Jamboree 2010 oraz na Etno Jazz Festival 2008 we Wrocławiu.
Muzyk i kompozytor Valts Pūce (pol. Sowa) znany jest na Łotwie z łączenia łotewskiego folku, muzyki klasycznej i rockowej. Jego filozoficzno-poetyckie kompozycje opierają się na stylistycznych niuansach i zgłębianiu tradycyjnej kultury łotewskiej. Komponuje musicale, pieśni chóralne, muzykę do filmu i teatru. Na co dzień jest liderem Pūces Etnogrāfiskais Orķestris (Etnograficzna Orkiestra Sowy), poruszającej się w stylistyce folk-rocka. Artyści z Orkiestry Sowy są bardzo dobrze znani i cenieni na Łotwie. Zane Šmite - mistrzyni łotewskiego śpiewu tradycyjnego, znana z udziału w wielu projektach etnograficznych i folkowych - przez wiele lat była wokalistką najpopularniejszej na Łotwie, folk-rockowej grupy Iļģi. Normunds Šnē, światowej sławy oboista, jest dyrektorem orkiestry kameralnej Sinfonietta Ryga. Skrzypek Raimonds Ozols jest członkiem łotewskiej Narodowej Orkiestry Symfonicznej, autorem i wykonawcą solowych projektów crossover. Valdis Muktupāvels jest mistrzem tradycyjnych kokli - narodowego instrumentu Łotyszy. Kristīne Kārkle-Puriņa, to wokalistka, znana ze współpracy z wieloma łotewskimi zespołami folkowymi i ludowymi, m.in. Laimas Muzykanti, Skandinieki, Vilkači i Iļģi. Z kolei Valters Pūce to wiolonczelista, grający zarówno muzykę klasyczną, tanga Piazzolli, jak i rocka.
Wiele niezwykłych i ważnych wydarzeń w tym świecie pojawiło się przez przypadek. Wśród nich i to gruzińsko-łotewskie spotkanie. Artyści spotkali się w 2008 roku, podczas łotewskiego Festiwalu Porta, w trakcie którego grali swoje koncerty. To spotkanie doprowadziło do nawiązania niecodziennej współpracy, której efektem jest unikalny album Es Arī (I ja też), łączący elementy łotewskich i gruzińskich melodii i pieśni ludowych, jazz i world music. Są w niej zarówno elementy tradycyjne, nuty klasyczne, jak i całkiem współczesne bity. W utworach wykorzystywane są instrumenty tradycyjne typowe dla obu kultur. Nagrania powstały w lecie 2009 roku, w domu Valts Pūce nad brzegiem Bałtyku. Oprócz Łotyszy i Gruzinów w nagraniach uczestniczył gościnnie Shankar Lal Chaterjee - tablista i śpiewak z Indii. Es Arī to jedność przeciwieństw i harmonia kontrastów, gdzie chłodna Północ staje się gorącym Południem, i na odwrót. Pozornie sprzeczne elementy łączą się tu ze sobą: zamyślenie, spokój i bałtyjski dystans, z kaukaską bezpośredniością i spontanicznością; krystalicznie czyste głosy łotewskich kobiet, z gruzińskim, koronkowym brzmieniem męskiej polifonii; proste konstrukcje północnych rytmów, ze skomplikowanymi polirytmiami Południa.
"Czy Gruzini kochają swojego prezydenta i czy czacza ma władzę nad gruzińskimi kierowcami?"
Tym podobne dywagacje towarzyszyły naszym bohaterom w drodze z Tbilisi do miasta Kazbegi (obecnie Stepancminda) przy granicy z Rosją, u podnóża kaukaskiego szczytu Kazbek (5034 m). A to dzięki niezwykle otwartym i gadatliwym, gruzińskim kierowcom (i ich czaczy?), w trakcie nocnej jazdy busem-taksówką, z ogromnymi tablicami nagrobnymi w zastępstwie dodatkowych pasażerów (sic!). Dość, że KGB Song, to nader trafnie do konkluzji rozważań kierowców, dobrany tytuł kolejnego utworu łotewsko-gruzińskiego projektu Es Arī. Chociaż faktycznie, piosenka ta jest chyba o... miłości (w tłumaczeniu dowolnym).
"Moje oko sokoła bacznie Cię obserwuje. Znam każdy Twój ruch, wiem wszystko o Tobie i myślę, że cię znam. Ale twoje serce jest przede mną ukryte i nie wiem, co myślisz o mnie."
"Czy można przejść przez lodowiec nie zauważywszy go?"
Bazą wypadową w Kazbegi była gwarna kwatera u Nazi, w której atmosfera panowała jak w izraelskim kibucu. A to dzięki licznemu gronu młodych turystów z tego właśnie kraju. Ze stoków Kazbeku spływają liczne, rozległe lodowce - po stronie gruzińskiej jest to lodowiec Gergeti. Wędrówka we mgle do jego podstaw, obfitowała w budzące emocje wydarzenia, jak np. spotkanie niewielkiego niedźwiadka, znalezienie porzuconej pary starych, górskich butów, w końcu sam, niezauważony jęzor lodowca. Wędrówce tej towarzyszyła tradycyjna muzyka gruzińska w wykonaniu sławnego Kwintetu Urmuli. Powstali w 1991 roku w Tbilisi. W swoim repertuarze mają zarówno muzykę instrumentalną, jak i pieśni polifoniczne, pochodzące niekiedy jeszcze z czasów średniowiecza. Gruzińskie pieśni i melodie ludowe aranżowane są przez muzyków w sposób tradycyjny - zarówno pieśni wielogłosowe, jak i utwory wykonywane na oryginalnie brzmiących instrumentach, takich jak: salamuri, panduri, duduki, czonguri, czuniri i cziboni. Kwintet Urmuli wydał dotychczas 6 płyt, pod zbiorczą nazwą Gruzińska Muzyka Wieków, koncertował w wielu krajach na całym świecie. W Polsce zespół występował w Warszawie na Festiwalu Nowa Tradycja 2009, gdzie byli jedną z gwiazd, a także w Poznaniu, w 2009 i 2010 roku. Mzchemsis Pikrebi to kompozycja na tradycyjny flet gruziński salamuri, z akompaniamentem pozostałych instrumentów.
Z Kazbegi kolejna wędrówka - tym razem wąwozem Truso - przez opuszczone, zniszczone wioski, w pobliże granicy z Osetią Północną (Ałanią). Piękne, górskie widoki południowych stoków Kaukazu podkreślał Satrpialo (Love song) - kolejny, instrumentalny kawałek Kwintetu Urmuli z ich pierwszej w serii płyty Georgische Musik der Jahrhunderte Vol.I z 1997 roku. Artyści są prawdziwymi mistrzami improwizacji oraz nauczycielami śpiewu i gry na instrumentach tradycyjnych. Około 30 instrumentów na których grają, pochodzi ze wszystkich zakątków Gruzji. Jeden z najstarszych instrumentów gruzińskich, drewniany flet salamuri, pochodzi z wschodniej Gruzji. Panduri jest najbardziej popularnym tu instrumentem lutniowym. Ma trzy nylonowe struny, drewniane progi i charakterystyczny, miękki dźwięk. Na panduri gra się zazwyczaj taneczne melodie, wesołe i radosne pieśni. Czuniri to instrument służący przeważnie do akompaniamentu lub grania smutnych melodii. Strunowe czonguri ma kształt gruszki z długą szyją. Nie ma progów i dlatego można na nim uzyskać efekt płynnego przejścia od jednego dźwięku do drugiego. Duduki, to instrument z ponad 1500-letnią tradycją, odpowiednik ormiańskiego duduka. Niewielka fujarka wykonana z drewna morelowego, z ustnikiem z trzciny. Dźwięk duduki jest ciepły, miękki i ma nieco nosowy tembr. Jego delikatny i smutny dźwięk jest odbierany przez Gruzinów w sposób bardzo intymny. Na duduki gra się przeważnie w duecie, gdzie jeden z muzyków wygrywa melodię, zaś drugi gra spokojne i monotonne tło.
Kolej na gruzińską stolicę. Tbilisi swoją stołeczność zawdzięcza ciepłym źródłom, przy których powstawały liczne łaźnie. Panoramę starej części miasta tworzą obok siebie: twierdza, kościół ormiański, katolicki, cerkiew gruzińska, synagoga, meczet i łaźnie. Jest też blichtr nowoczesnej stolicy - wielka cerkiew z pomnikiem Wachtanga Gorgasalego, nowa katedra Św. Trójcy, nowoczesne obiekty - parlament, albo most na rzece Kura, czemuś nazywany "Always". Oglądając te obrazki słuchaliśmy jakże wymownej Pieśni o Tbilisi (Песня о Тбилиси/Simgera Tbilisze): "Radziłsja ja w Tbilisi, zdzieś maja ziemlia. Zdzieś garit swiecioj maja prawasławnaja dusza..." Ta popularna piosenka śpiewana przez Gruzinów w dziesiątkach wersji, zabrzmiała tym razem po rosyjsku, w kiczowato-weselnej aranżacji disco-pop. Swoista stylistyka, tak popularna w krajach byłego CCCP, swobodnie łączy rytmy zapożyczone z naszego disco polo, z charakterystycznym, drapieżnym i szorstkim wokalem a'la Włodzimierz Wysocki.
"Ile „żyć” trzeba mieć, żeby przejść przez tbiliską ulicę?"
Przejście przez ulicę "jak w grze komputerowej" (tam ma się wiele żyć...), zamaskowane straganami przejście podziemne, wyburzane stare kamienice, zastępowane nowymi - oto prawdziwe, żywe Tbilisi. Wycieczka po starej części miasta pokazała nam nostalgiczne oblicze miasta - smutne odczucia, duch czegoś znikającego. Taki nastrój pogłębiła dodatkowo jazzowa ballada Shy Boy, w wykonaniu Katie Melua.
Urodziła się w gruzińskim Kutaisi jako Ketevan Melua. Mieszkała z rodzicami w Batumi, aż w 1993 cała rodzina wyemigrowała do irlandzkiego Belfastu. Po kilku latach przenieśli się do Londynu. Pierwsze piosenki zaczęła pisać jeszcze jako nastolatka, a mając 15 lat wygrała w angielskiej telewizji konkurs piosenki. Melua została odkryta przez kompozytora i producenta Mike'a Batta, który poszukiwał artysty śpiewającego "jazz i blues w ciekawy sposób". Jej pierwszy album ukazał się w 2003 i wszedł na pierwsze miejsca brytyjskich list przebojów. Drugi,Piece by Piece z 2005 roku, potwierdził status Katie jako najlepiej sprzedającej się brytyjskiej wokalistki. Do dzisiaj nagrała 5 płyt studyjnych, w tym najnowszą Secret Symphony (2012), z udziałem orkiestry symfonicznej.Melua obraca się w kręgu akustycznego, nastrojowego folk-popu. Posiada niezwykłą umiejętność łączenia różnych typów muzyki w jedną, zgrabną całość. Czerpie ze swojego ojczystego folkloru i łączy go z europejską muzyką pop. Katie jest uroczą dziewczyną i raczy nas swoim zmysłowym, melodyjnym głosem, obok którego nie można przejść obojętnie. Z jej piosenek bije szczerość i autentyczna melancholia. Płyta Piece by Piece to album niezwykle nastrojowy, wypełniony ciepłym i delikatnym głosem. Dwanaście utworów, zawieszonych jest pomiędzy bluesem, delikatnym jazzem i folkiem, a wśród nich między innymi niezapomniany przebój Nine Million Bicycles. Spokojne, melancholijne piosenki śpiewane są zarówno z towarzyszeniem gitary i fortepianu, jak i przy delikatnym akompaniamencie zespołu. Kojący głos Katie i jej nastrojowa muzyka są idealnym panaceum na skołatane myśli dnia codziennego.
"Czy Gruzini złapali bakcyla kapitalizmu" i czy udaje się podryw "na lemoniadę"?
Region Meschetia, miasteczko Achalciche. Życie toczy się tu leniwie, dostojnością wyróżniają się tylko budynki państwowe i policyjne. Miejscowa knajpa z tubylcami w sobotnie popołudnie i próba podrywu "na lemoniadę". I jeszcze jedno zadziwienie – w okolicy Wardzi kwatera z meblami "a la wczesny Putin", u miejscowego przedsiębiorczego Gruzina. Jak mawiają starzy Rosjanie: "Biez poł litra nie rozbieriosz!" Stąd zapewne Gruzinski samogon (czyli popularna Czaczia), bliżej nieokreślonego artysty, weselno-dancingowy przyczynek do ognistych, gruzińskich toastów. Mocne jak sama czaczia i niewątpliwie pouczające.
Skalne miasto Wardzia (oraz pobliski, mniejszy Wanis Kwabebi) w głębokim kanionie rzeki Mtkvari, to największa atrakcja turystyczna Mescheti. Kompleks wykutych w skale komnat, korytarzy, schodów, kościołów, a nawet skalny klasztor, przez lata był jednym z głównych ośrodków religijnych w Gruzji. Oglądając tzw. "skalny plaster miodu" słuchaliśmy raz jeszcze Kwintetu Urmuli, tym razem w utworze Aslanuri Mrawalzhamieri (Holiday song).
"Gdzie można najlepiej wypocząć w cieniu terminalu?"
Czyli czas na prawdziwe, gruzińskie wakacje. Najpierw gruzińskie "spa", czyli betonowy basen przy gorących źródłach w okolicach Wardzi, a potem już Adżaria i okolice sławnego Batumi. Czarnomorska plaża przy tureckim przejściu granicznym w Sarpi i wypoczynek w pobliżu granicznego terminalu... Prawdziwe Acapulco, jak śpiewała niegdyś w swoim niezapomnianym przeboju italo-disco grupa Ricchi e Poveri. Radosna pioseneczka o gorących plażach Meksyku, to był prawdziwy szlagier wszystkich dyskotek początku lat 80-tych, do dzisiaj obowiązkowy punkt programu "tradycyjnych", polskich wesel i dancingów. Ricchi e Poveri (Bogaci i Biedni) byli jednym z najpopularniejszych, włoskich zespołów disco-pop. Powstali w 1967 roku w Genui. Na początku lat 80-tych zdobyli popularność, sprzedając ponad 20 milionów płyt i wygrywając "szałowy" festiwal piosenki włoskiej w Sanremo. Angela, Franco i Angelo wylansowali dziesiątki popularnych w tamtym czasie przebojów, m.in: Che Sara, Mamma Maria, Sarà perche ti Amo, Ciao Italy ciao amore, Voulez vous danser, Made in Italy (O Cherie, Cherie!) czy właśnie Acapulco - hit lata 1983 roku, z płyty Voulez vous danser (Zatańczysz...?) A był ktoś, kto wtedy nie chciał zatańczyć? Grali ich po prostu wszędzie.
"Czy Batumi nadal jest królestwem gruzińskiej herbaty?"
"Batumi, ech Batumi, herbaciane pola Batumi..." - to z tą piosenką Filipinek kojarzy się to pełne kontrastów miasto. Z jednej strony postsowieckie, biedne oblicze, szczególnie smutne w deszczu, z drugiej - nadmorska promenada uderzająca przepychem i bogactwem, szczególnie nocą. Piękna, czarnomorska roślinność do zobaczenia w ogrodzie botanicznym, a gruzińska herbata - jako produkt na wyginięciu - widoczna w ogrodzie i na okolicznych zboczach. I raz jeszcze zespół Mgzavrebi, w utworze tytułowym z płyty Me Movigone... (2008).
"Jaka grupa zawodowa - choć ubrana w szorty - cieszy się społecznym uznaniem?"
Szybki przelot na północ, samolotem dowodzonym przez pilotów w szortach, do kaukaskiej Swanetii. Na początek krótka wizyta w rozkopanej stolicy regionu - Mestii. A tam aż prosiło się zanucić razem z Golec uOrkiestra: "Tu na razie jest ściernisko, ale będzie San Francisko, a tam gdzie to kretowisko, będzie stał mój bank."Ściernisco to jeden z największych przebojów braci Golec, absolutny hit "nowego, polskiego kapitalizmu". Golec uOrkiestra została założona przez Pawła (puzon, tuba, śpiew) i Łukasza (trąbka, śpiew) Golców w Milówce, w Beskidzie Żywieckim. Ich znak firmowy to pełne energii i humoru połączenie muzyki góralskiej z jazzem, rockiem i popem - przebojowe kompozycje, świetnie zgrana sekcja dęta i góralski temperament. Elementy folkloru mieszają się ze stylistyką miejskich ballad, rock'n'rollem, jazzowym big bandem, energetycznym ska, a często również kabaretem. Zespół zawojował rodzimą scenę w roku 1999, płytą Golec uOrkiestra 1, z której wylansowali takie przeboje jak Lornetka, czy Crazy is my live. W 2000 roku potwierdzili swój megasukces płytą Golec uOrkiestra 2. Sztandarowe, symboliczne Ściernisco, zostało okrzyknięte hymnem pokolenia nowej, odradzającej się po 1989 roku Polski. Żartobliwy, pełen optymizmu tekst, cytował nawet George W. Bush, w swoim oficjalnym przemówieniu podczas wizyty w Warszawie. Inne hity z tego albumu to: żartobliwe Słodycze, Pieniądze to nie wszystko, czy żywiołowy Szarpany. Niesamowite - minęła już ponad dekada, jak te przeboje hulały po całym kraju.
"Czy kultura i tradycja Swanetii mają szanse przetrwać?"
Swanetię zamieszkuje grupa etniczna Swanów. Posługują się swanuri, jednym z dialektów języka gruzińskiego. Zarówno język, jak i obyczaje wyraźnie różnią ich od Gruzinów z innych regionów. Oryginalna kultura Swanów powstawała na skutek wielowiekowej izolacji mieszkańców regionu od reszty Gruzji. Docieramy do Uszguli, trudno dostępnej wioski w śródgórskiej dolinie na wysokości 2200 m, znana jest z oryginalnych, zabytkowych baszt mieszkalno-obronnych. W podkładzie instrumentalna kompozycja Samschoblo, to jeszcze jeden utwór Kwintetu Urmuli, zagrany na tradycyjnym gruzińskim salamuri.
Uszguli położona jest u stóp najwyższej góry Gruzji Szchary (5068 m). W okolicach Uszguli nasi wędrowcy podjęli kolejną próbę dotarcia do górskiego lodowca. A my słuchaliśmy jeszcze jednej, tradycyjnej pieśni polifonicznej, śpiewanej tym razem przez męski chór Ensemble Georgika. Gruzini szczycą się swoją tradycją męskiego śpiewu wielogłosowego. Polifonie stanowią istotę ich muzyki, w której harmonia jest dużo ważniejsza niż melodia. Każdy region, od wysokich Gór Kaukazu, po brzegi Morza Czarnego, posiada swój własny, oryginalny styl. Tradycja śpiewu wielogłosowego utrzymywana jest przede wszystkim przez mieszkańców wsi, gdzie spełnia on wiele ważnych funkcji w życiu lokalnych społeczności. W gruzińskiej tradycji bogato zastawiony stół, wokół którego zbierają się przyjaciele i goście, jest tak jak i w przeszłości, miejscem, gdzie tradycyjny śpiew na głosy kwitnie w najlepszym, bo żywym wydaniu.
Zespół Georgika powstał w 1989 roku w Tbilisi, jako pierwsza grupa po 70 latach władzy radzieckiej, działająca bez państwowego patronatu, państwowych funduszy i wsparcia. Zaczynali jako 13 osobowy chór pod dyrekcją Davita Szanidze, wykonujący pieśni pracy, biesiadne i obrzędowe, ale też gruzińskie śpiewy liturgiczne. Później dołączyli do nich trzej muzycy, grający na tradycyjnych instrumentach gruzińskich: salamuri, panduri i czonguri. Na wydawanych przez siebie płytach Ensemble Georgika zabiera słuchaczy w muzyczną podróż przez ogromnie zróżnicowane, gruzińskie krajobrazy, rozciągające się pomiędzy Kaukazem i Morzem Czarnym. Na płycie Ensemble Georgika - Vol. III (1996) 22 utwory pokazują muzyczną różnorodność i oryginalność 10 regionów historyczno-etnograficznych Gruzji, ich bogatą kulturę i burzliwą, pełną nieustannych tragedii historię. Szaratin aszua, to tradycyjna, abchaska pieśń i taniec, wywodzące się z wysokogórskich regionów Kaukazu. Śpiewacy ustawiają się w kręgu, który w trakcie śpiewu zaczyna się obracać. Rytualny charakter tańca ma również swoje odzwierciedlenie w mitologicznym tekście:
"Wszystkie strumienie są suche, / pozostały bez nawet kropli wody. / Olcha, po której pnie się winorośl, / też nie daje wina."
Okazuje się, że spokojne na pozór życie Uszguli zdominowane jest przez "świńskie gangi". Nie da się ich nie zauważyć, a nawet przejść obok spokojnie - prawdziwa mafia. Całą tą mafijną menażerię oglądaliśmy przy dźwiękach Tematu Miłosnego, kultowej już kompozycji z Ojca chrzestnego (1972) Francisa Forda Coppoli. Nino Rota (1911-1979), włoski kompozytor pochodzący z Mediolanu, był jednym z najbardziej cenionych i rozpoznawalnych twórców muzyki filmowej. Zilustrował muzycznie ponad 150, często wybitnych obrazów. Współpracował przede wszystkim z Federico Fellinim - tworząc wyrazistą i wyrafinowaną muzykę do jego największych filmów - a także z innymi, znakomitymi reżyserami włoskimi: Luchino Viscontim, Franco Zeffirellim, czy właśnie Coppolą. Pisał muzykę do teatru, symfonie, opery, muzykę kameralną i chóralną. Nino Rota obdarzony był subtelną wyobraźnią i niezwykłą inwencją melodyczną. W swoich kompozycjach sięgał często do muzyki dawnej (baroku) i klasycznej (Wagner). Najbardziej znaną kompozycją Nino Roty pozostanie charakterystyczny motyw z dwóch pierwszych części Ojca chrzestnego. W wersji oryginalnej z 1972 roku, ścieżkę dźwiękową do I części filmu nagrali czescy filharmonicy z City of Prague Philharmonic Orchestra.
Okolice Uszguli to prawdziwa, wiejska sielanka. Nie licząc "świńskiego gangu", bez przeszkód można obserwować życie miejscowych rolników, pasterzy, wypasające się swobodnie konie. W ten sielankowy klimat wprowadziła nas gruzińska piosenka Pataro Qalo - modny przebój wylansowany przez GrupęMirage (Jgufi Miraji). Shotiko i Dundua, czyli dwóch panów z Tbilisi, Shota i Paata Dunduebi, podbijają serca młodych Gruzinek łzawymi, romantycznymi balladami, silnie zabarwionymi tradycyjnymi, gruzińskimi melodiami. Jak widać przystojni Gruzini zawrócili w głowach także i naszym koleżankom. Ale w końcu nie ma się czemu dziwić, skoro miało być Gruzjawisko? Prawdziwie zjawiskowy zawrót głowy. No i tak to wszystko w końcu się wydało.
"Od mieszanki świeżego powietrza, widoków, smaków i zdziwień wciąż kręci nam się w głowie… I wciąż nie potrafimy odpowiedzieć sobie na pytanie: jaka właściwie jest ta Gruzja?" (mw,mj)
* fragmenty relacji, zdjecia i opracowanie muzyczne pokazu: Marzi i Magda
Playlista:
1. Giya Kancheli - Interlude (Main theme from The Role For A Beginner, 1979)
To opowieść o najpiękniejszym wybrzeżu Europy, gdzie ciepła woda, olbrzymie fale i majowe słońce miesza się z zapachem atlantyckiego powietrza. Małe, senne wioski i miasteczka położone na klifie. Postrzępione skały, stare zamki, wiatr i szum oceanu." (IJM)
Właśnie takie, romantyczne obrazy mogliśmy zobaczyć na kolejnym pokazie slajdów w Jaremie. Tym razem to pokaz Iwony i Jurka Maronowskich, którzy wraz z córeczkami Zosią i Helenką, wiosną zeszłego roku wybrali się do odległej, nadatlantyckiej Portugalii. I Portugalia ta, w oczach Iwony i Jurka, okazała się krajem dzikich, pustych plaż i małych, prowincjonalnych miasteczek. To Portugalia daleka od stereotypowego spojrzenia "zwykłego turysty", bez popularnych, nadmorskich kurortów, historycznych miast i portów, sławnych zabytków i wszelkich atrakcji Lizbony, Setubal, Coimbry, Bragi czy Porto. Tak, to trochę inna - nie mniej malownicza - twarz nazywanej "krainą łagodnych obyczajów" Portugalii.
"Maj to w Portugalii okres jeszcze przed początkiem sezonu turystycznego. W wielu miejscach nie ma jeszcze żadnych turystów, plaże są puste, a na uliczkach zabytkowych miasteczek można spotkać jedynie stałych mieszkańców. Każdy hotel czy pensjonat oferuje dla nielicznych gości specjalne ceny. Jednocześnie przyroda jest w największym rozkwicie. Pola, które latem są spieczone słońcem, w maju pokryte są kobiercem kwiatów. Strumienie toczą dużo wody, a ptaki nie ustają w swoich śpiewach. Portugalia to też kraj muzyki. Kraj, który dzięki swoim koloniom stał się miejscem spotkania muzyki z wielu zakątków świata." (IJM)
Poszukiwanie dzikich plaż rozpoczęliśmy w okolicach Lizbony, w Sesimbrze, od wędrówki po klifie przy plaży Meco. Praia do Meco jest cicha i spokojna, idealna dla szukających odrobiny samotności. Stąd już tylko mały krok na przylądek Cabo Espichel, ze starym klasztorem, latarnią morską i klifami. Wokół wzburzone fale Atlantyku, na horyzoncie pierwszy, malowniczy zachód słońca, a w tle piosenka lizbońskiego kwartetu Deolinda. Ten rodzinny zespół, grający tzw. "alternatywne fado", albo jak kto woli "fado z uśmiechem", powstał w 2006 roku z połączenia czwórki muzyków mających doświadczenia w muzyce klasycznej, jazzowej, etnicznej i tradycyjnej. Dwaj gitarzyści klasyczni, bracia Pedro da Silva i Luis José Martins zaprosili do współpracy swoją kuzynkę, wokalistkę Anę Bacalhau oraz jej męża, kontrabasistę José Pedro Leitão. Ana jest prawdziwą duszą zespołu, przykuwającą uwagę swoją postacią, śpiewem i osobowością. Panowie skromnie ograniczają się do muzycznego akompaniamentu.
Deolinda podchodzi do tradycji fado w sposób odmienny, od utartego kanonu. Dla nich ten "portugalski blues", ten "los i przeznaczenie", nie są tak smutne i melancholijne, choć przecież wcale też nie wesołe i radosne. Fado Deolindy bardzo różni się od dekadenckiego, nostalgicznego "saudade" z zadymionych, lizbońskich Domów Fado lub brukowanych uliczek z romantycznych fantazji turystów. Ich piosenki nie są smutne, teksty fatalistyczne, nie grają na portugalskich gitarach fado, a muzycy nie ubierają się na czarno. To fado nie powstaje w portowych zaułkach Alfamy czy Mourarii, ale na równie biednych, jednak całkowicie już współczesnych przedmieściach. Lizbońskie suburbia, osiedla wielkich bloków, to prawdziwy konglomerat pokazujący lokalny koloryt współczesnego, portugalskiego społeczeństwa. Skupiają ludzi z północy i południa kraju, z byłych portugalskich kolonii w Afryce i Ameryce Południowej. W muzyce Deolindy słychać zarówno inspiracje starymi, tradycyjnymi pieśniami fado, ciepłymi nastrojami Wysp Zielonego Przylądka, gorącymi rytmami Brazylii, jak i popularnymi piosenkami portugalskimi z lat 70-tych. To "fado śpiewane z uśmiechem" - jest w nim miejsce na humor, ironię, wesołe i szybkie rytmy. Teksty "nie są oderwane od rzeczywistości i nie smęcą o pięknych młodzieńcach, którzy dali dyla do Brazylii". Prosty śpiew z akompaniamentem dwóch klasycznych gitar i kontrabasu, urozmaicony jest dźwiękami tradycyjnych ukulele, cavaquinho, guitalele, czy viola braguesa. UtwórSe Uma Onda Invertesse A Marcha pochodzi z płyty Dois Selos e Um Carimbowydanej w 2010 roku.
Sesimbra, to malownicze, rybackie miasteczko, z krętymi i stromymi uliczkami, portem, starym fortem i górującym nad całością, potężnie ufortyfikowanym zamkiem. W Sesimbrze pierwszy raz usłyszeliśmy At Tambur, portugalski zespół tradycyjnej muzyki ludowej, w utworze Sorrizo. Muzycy At Tambur czerpią inspirację z różnych kultur, a zwłaszcza arabskiej i Afryki Północnej, zawsze jednak podkreślając korzenie i koloryt kultury portugalskiej. Wspólnie grają od 1999 roku, początkowo jako kapela Domu Tańca, odtwarzająca dawne, europejskie tańce ludowe, przy których publika uczyła się podstawowych kroków i układów tanecznych. Kilka lat później stworzyli projekt równoległy, złożony z większej liczby instrumentów i zapraszanych wokalistów, z którym zaczęli występować na scenie. W swojej muzyce łączą bębny, skrzypce, gitarę akustyczną, lirę korbową i akordeon, flety, dudy galicyjskie, celtycki bodhrán, kontrabas i żeńskie głosy (Anabela Fernandes, Margarida Simas, Xana Abreu). Płyta zatytułowana At Tambur (2003) sięga do ludowych korzeni portugalskich, z bogatymi wpływami muzyki dawnej, klasycznej i jazzu.
Przed nami dzikie plaże regionu Alentejo. Podziwiamy urwiste wybrzeże obok wzgórz Serra da Arrábida, z ukrytymi plażyczkami, przeźroczystą wodą i białym piaskiem. Góry opadają tu stromymi, zalesionymi zboczami wprost do oceanu. Oniryczne dźwięki ilustracyjnego pianina, to dzieło koreańskiego pianisty o pseudonimie Yiruma i jego kompozycji May Be. Yiruma (właściwie Lee Ru-ma), to pochodzący z Seulu kompozytor i pianista, którego albumy sprzedawane są w całej Azji, Stanach i Europie, ale przede wszystkim w internecie. W latach 90-tych studiował w prestiżowych szkołach muzycznych w Londynie, a swoją muzyczną karierę rozpoczął w Japonii. Koreańczycy zachwycili się nim dopiero po tym, jak skomponował tytułową melodię do znanego, koreańskiego serialu. Yiruma wykonuje wciągające swoim spokojem i prostotą kompozycje na fortepian. W 2001 roku wydał swój najpopularniejszy jak dotąd album First Love. Relaksujące, sentymentalne brzmienia fortepianu, uzupełnione kojącymi dźwiękami skrzypiec, wiolonczeli i altówki, są niczym muzyczne wspomnienia pierwszej, młodzieńczej miłości.
W drodze na południe odwiedzamy miasteczka Porto Covo (znane z połowów krabów) i Vila Nova de Milfontes. Wzdłuż głównych uliczek stoją parterowe domki w stylu charakterystycznym dla regionu Alentejo - niskie, pobielane, z niebieskimi bądź żółtymi motywami. Słuchamy melodyjnej piosenki śpiewanej przez dwie niezwykłe, portugalskie wokalistki, niekwestionowane gwiazdy world music i fado.
Sara Tavares, swoje korzenie wywodzi z Wysp Zielonego Przylądka. Urodziła się już w Lizbonie - gdzie mieszka do dzisiaj - w rodzinie emigrantów, którzy przybyli tu w poszukiwaniu pracy. Od dzieciństwa przejawiała talent muzyczny, jako nastolatka założyła pierwszy w kraju chór gospel. Wygrywała lokalne konkursy wokalne, które dały jej przepustkę na Festiwal Eurowizji i szansę na nagranie pierwszej płyty Mi Ma Bo (1999). Po początkach w stylu gospel i R&B, przeniosła się w rejony muzyki popularnej, by wreszcie odnaleźć się w osobliwym połączeniu klimatów afrykańskich, brazylijskich i portugalskich, tak charakterystycznym dla współczesnej Lizbony. Tavares śpiewa, gra na gitarze i komponuje. Jasne, pogodne piosenki są zmysłowe, intensywne i liryczne, pobrzmiewają w nich pozytywne, funkowe rytmy z Cabo Verde i Afryki. Sara śpiewa zarówno po portugalsku, w kabowerdyjskim kriolo, jak i w lokalnym, ulicznym slangu. Śpiewa głównie o miłości, a w jej tekstach nie brak filozoficznych refleksji o życiu. Jej druga płyta Balancê (2006) przyniosła uznanie i międzynarodową popularność. "Dla mnie Balancé to płyta o równowadze - balansowaniu uczuć, pomiędzy smutkiem a radością, dniem a nocą, solą a słodyczą. Poruszamy się zawsze po cienkiej linie i staramy się utrzymać równowagę. Musimy na niej tańczyć, aby utrzymać się, jeżeli będziemy zbyt sztywni, spadniemy" – opowiada Sara. W piosence De Nua towarzyszy jej Ana Moura - gwiazda młodego pokolenia fado. Ana pochodzi z Santarém, stolicy prowincji Ribatejo, a jej mocny głos o przejmującej barwie, czaruje intymnością i kameralnością.
Costa Vincentina na zachodnim wybrzeżu, to najpiękniejsze i najdziksze plaże Portugalii. Tu po raz drugi zabrzmiał tradycyjny At Tambur, tym razem w akustycznym, folkowym kawałku Sonho.
Zalesione, wulkaniczne pasmo Serra de Monchique tworzy naturalną granicę pomiędzy równinami Alentejo i kurortami Algarve. Górskie miasteczko Monchique znane jest ze względu na swoje położenie i zabytki: XVI-wieczny kościół Igreja Matriz oraz górujące nad miastem ruiny klasztoru Franciszkanów. Na południe od Monchique, w pełnej zieleni dolinie rozłożyło się urocze uzdrowisko Caldas de Monchique, słynące z gorących źródeł. I raz jeszcze dobiega nas delikatna i ciepła muzyka Sary Tavares. Tym razem to prawdziwy przebój - Lisboa Kuya z płyty Balancé (2006). Sara ujmuje swoim dźwięcznym, dziewczęcym głosem i ekspresją. Jej piosenki pełne są motywów afrykańskich, ciepłego, portugalskiego wokalu i melodyjnych, akustycznych brzmień gitar. Delikatny i ciepły, chwilami kokietujący śpiew, gitary i stonowana perkusja, przeplata łagodne pianinko. Smakowicie łączy tradycyjne rytmy z Cabo Verde (mornę, coladeirę, batuku i fundnę) z reggae, soulem, brazylijską sambą i bossa novą.Sara Tavares występuje na wielu scenach i festiwalach na całym świecie. W zeszłym roku była między innymi gwiazdą naszych, krajowych festiwali: Siesta Festival w Gdańsku i Skrzyżowania Kultur w Warszawie. Jej piosenki pojawiają się na wydawanych przez Marcina Kydryńskiego składankach z serii Siesta. Na najnowszej płycie Anny Marii Jopek Sobremesa (2011), wspólnie zaśpiewały właśnie Lisbona Kuya, czyli tutaj Lizbona, Moja Miłość.
Silves, to jedno z kilku wartych obejrzenia, położonych w głębi lądu miast regionu Algarve. Pod panowaniem Maurów, Silves (dawniej Xelb) było stolicą muzułmańskiej prowincji Al-Gharb. Pozostałością po dawnym mieście są zbudowane z czerwonego piaskowca, ogromne mury Castelo de Silves (najlepiej zachowanej twierdzy Maurów w Portugalii), stara katedra Se postawiona na fundamentach dawnego meczetu oraz ogromna Cisterna da Moura Encantada (Cysterna Zaczarowanej Mauretańskiej Dziewczyny), do dzisiaj dostarczająca do miasta wodę. Silves dużo bardziej przypomina miasteczko gdzieś w północnej Afryce niż w Europie. I chyba nie przez przypadek zabrzmiał tu kawałek Arabesca, ze znanej nam już płyty At Tambur (2003).
Z kolei Senhora Da Azenha to prawdziwy, folkowy przebój znanego u nas kwartetu Dazkarieh [patrz: Portugalia - nie tylko fado]. Zespół pochodzący z Lizbony, łączy muzykę portugalską z rockiem oraz wpływami innych kultur. Używają zarówno tradycyjnych instrumentów portugalskich, jak i skandynawskich, celtyckich czy arabskich. Choć muzycy grają na instrumentach akustycznych, potrafią z nich wyzwolić niesamowitą energię i niemal elektryczny ładunek. Lider i autor muzyki Vasco Ribeiro Casais gra na szwedzkiej nyckelharpie, greckim bouzuki i portugalskich dudach (gaita-de-fole). Rui Rodrigues gra na gitarze i portugalskim ukulele, zwanym tu cavaquinho. Urocza Joana Negrão śpiewa, pisze teksty oraz gra na portugalskich tamburynach - adufe i pandeiro. Perkusista João Campos gra również na darabuce i kubańskim cajón. Dazkarieh jest częstym gościem wielu festiwali, zarówno w Portugalii, jak i poza jej granicami, np. w Warszawie, gdzie zagrali na festiwalu Skrzyżowanie Kultur 2007. W zeszłym roku byli gośćmi największego festiwalu folk-rockowego na Litwie Mėnuo Juodaragis 2011. Do dzisiaj zespół wydał pięć albumów. W roku 2006 ukazała się płyta Incóngita Alquimia. Największy przebój z tej płyty, a jednocześnie najbardziej znany utwór Dazkarieh, to oczywiście Sinhora d'Azenha:
Nossa Sinhora d'Azenha / A minha mãe / Minha Madrinha
(Nasza Sinhora d'Azenha / Matka moja / Matka Chrzestna)
Docieramy na południowe wybrzeże Costa do Algavre, nazywane tu Costa Dourada (Złote Wybrzeże). To całe kilometry złotych plaż z pocztówkowo błękitnym niebem i oceanem. Podziwiamy najbardziej fotogeniczne klify, zatoczki i skalne bramy Algarve, w czasie wiosennego sztormu, wsłuchując się raz jeszcze w tradycyjne brzmienia At Tambur - tym razem w nostalgicznej pieśni Folhinha do Salgueiro.
W nastrój relaksu wprowadziła nas z kolei spokojna muzyka fortepianowa. Moonrise to popularna i wykorzystywana w wielu ścieżkach dźwiękowych (np. jako podkład do audiobooków) kompozycja Briana Crain'a z albumu A Simple Life (1999). W necie bardziej znany jest jednak cover tego utworu zatytułowany Moonlight, a wykonywany przez Koreańczyka Yirumę. Brian Crain, pianista i kompozytor, pochodzi z Hollywood. Wiele z jego kompozycji było wykorzystanych w filmach i reklamach telewizyjnych na całym świecie. Na swoich najnowszych albumach Crain poszedł w kierunku minimalizmu, pisząc duety na fortepian i wiolonczelę oraz fortepian i skrzypce. Wielu muzyków na całym świecie wykonuje kompozycje Crain'a, w tym również Yiruma.
Czas na nocny spacer wąskimi uliczkami Lagos. Znany kurort, położony nad zatoką Baia de Lagos, przyciąga turystów sławnymi, okolicznymi plażami. Lagos wpisało się w historię odkryć i podbojów świata. To stąd w 1499 roku wyruszył w swą podróż Vasco da Gama. Wejścia do starego portu strzeże XVII-wieczny Fort Ponta da Bandeira. W centrum, przy Praça da República, odbywał się pierwszy w Europie i jedyny w Portugalii targ niewolników (Mercado de Escravos). Dzisiaj w miejscu dawnego targu usłyszeć można portugalskie i afrykańskie reggae.
Zespół Mercado Negro (Czarny Rynek) to połączenie jamajskiego reggae, angolańskiej, afrobeat'owej kizomby i portugalskich tekstów. Założycielem i liderem kapeli jest Messias - pochodzący z Angoli wokalista, były członek grup Terrakota oraz kultowej już Kussundulola, pionierów reggae w Portugalii. W trakcie spędzonego w Angoli dzieciństwa Messias nasiąknął afrykańską kizombą. Młodość w latach 90. w Lizbonie to już fascynacja reggae i występy z największymi tuzami tej muzyki w Portugalii. W roku 1999 Mesjasz założył i został duchowym mentorem Mercado Negro. W 2004 roku ukazała się ich pierwsza płyta zatytułowana właśnie Mercado Negro. W nagraniu wzięło udział kilkunastu muzyków oraz zaproszonych gości, w dużej mierze pochodzących z Angoli. Przed wydaniem płyty pojawił się singiel Beija-Flor (voa), skoczne ska, uznane za jeden z największych radiowych hitów w Portugalii. My wysłuchaliśmy dwóch, innych przebojów z tej płyty: chwytliwego Oh Lua (encontro) i rytmicznego Sente o Coração (naya) z wyraźnymi wpływami muzyki afrykańskiej i brazylijskiej capoeiry. To niezwykle pozytywna i radosna muzyka, z przeplatającymi się, afrykańskimi wokalami. Teksty w języku portugalskim krążą wokół typowych dla reggae tematów - Jah, Babilonu, miłości, walki dobra ze złem...
I tak, słuchając portugalskiego reggae, docieramy do cichego miasteczka Tavira. Ciągnie się ono malowniczo wzdłuż brzegów rzeki Gilao, przeciętej kilkoma mostami, z których najstarszy pamięta czasy rzymskie. Dawniej Tavira była obronną twierdzą. Zachowały się tu aż 32 kościoły i wiele cennych zabytków. Nad miastem górują średniowieczne mury (pozostałości po zburzonym zamku), z których roztacza się widok na całe miasto, a właściwie jego charakterystyczne, czterospadowe dachy. W pobliżu Tavira, kolejką po grobli wśród rozlewisk, dojeżdża się do rozległej, piaszczystej plaży.
W końcu jednak opuszczamy złote plaże Algavre i przez interior wracamy na północ do Alentejo. Kilka kilometrów od granicy regionu leży Mertola. To malowniczo położone, między rzekami Gwadiana i Oeiras miasteczko, z przerobionym z meczetu kościołem i kamiennym mostem-akweduktem z czasów rzymskich. Oglądamy pobliski wodospad Pulo do Lobo (Wilczy Uskok) i słuchamy folkowego zespołu Vai de Roda w pieśni A Roupa do Marinheiro.
Vai de Roda ("Chodzić w koło" - rodzaj tańca chodzonego) pochodzą z Porto. Grupa powstała w 1978 roku z inicjatywy Manuela Tentúgala i wydała w sumie trzy płyty, w tym ostatnią Polas Ondas w 1996 roku. W latach 80. tworzyli kilkunastoosobową, tzw. "spółdzielnię etniczno-kulturową", która poza odtwarzaniem muzyki tradycyjnej, prowadziła badania terenowe, odszukiwała dawne, ludowe teksty i odtwarzała instrumenty muzyczne. Grali tradycyjne dźwięki z północnej Portugalii, z pogranicza z hiszpańską Galicją, w których wyraźne są korzenie celtyckie. Muzyka Vai de Roda opierała się na dźwiękach portugalskich, tworząc jednocześnie kulturowy dialog z sąsiednią, hiszpańską prowincją. Do swoich projektów zapraszali muzyków z Galicji, określając swój styl jako współczesny folk iberyjski. Wykorzystywali przeróżne, tradycyjne instrumenty ludowe - zarówno z Portugalii, jak i Galicji; iberyjskie, jak i celtyckie: lira korbowa, dudy galicyjskie, bodhran, akordeon, braguesa, gitara portugalska, trocanhola, koncha, ukelele, berimbau... i wiele, wiele innych. W 2000 roku grupa zmieniła formułę, tworząc Towarzystwo Kulturalne Bailadouro - Warsztat Muzyczny, które za swój cel postawiło zachowanie i upowszechnianie portugalskiego dziedzictwa kulturowego.
Muzyka na płycie Polas Ondas (Poprzez Fale) świadczy o wielkiej, kulturowej różnorodności Półwyspu Iberyjskiego. Vai de Roda szczególny nacisk położyli na prezentację tradycji portugalskich regionów Minho, Beira, Montes, atlantyckiej Madery, ale też hiszpańskich Galicji i Kastylii. Nie brakuje również brzmień celtyckich i bardziej jeszcze północnych. To niezwykła, muzyczna podróż przez historyczne krainy i źródła ludowej tradycji. W tym morskim rejsie "Poprzez Fale", doskonale prezentuje się pieśń A Roupa do Marinheiro (Mundur dla Marynarza), śpiewana przez galicyjską wokalistę Uxíe. Uxía Domínguez Senlle jest jedną z najbardziej znanych i cenionych pieśniarek w Galicji. Melodyjnym głosem śpiewa pieśni głęboko zakorzenione w tradycji i atmosferze jej rodzinnego regionu. Na swoich płytach Uxía stworzyła ekscytującą kolekcję muzyki, odtwarzającą historię tego mało znanego regionu jakim jest Galicja. W A Roupa do Marinheiro, pieśni z przygranicznej prowincji Minho w północnej Portugalii, śpiewa z towarzyszeniem muzyków grających na gaita de foles (dudy galicyjskie), portugalskiej gitarze, celtyckim flecie low whistle i skrzypcach.
Docieramy do granicy z Hiszpanią. Serpa to kolejne miasteczko w iberyjskim interiorze Alentejo. Podziwiamy dawne mury obronne z potężną bramą Porta de Beja, zamek i średniowieczny kościół Convento de Santo António. Kolejny, folkowy zespół z Porto to Pé na Terra w utworze Escadas de Luar.
Pé na Terra to stosunkowo młody zespół. Powstali w 2005 roku, współtworząc współczesną scenę nowego, portugalskiego neofolku. To świeży nurt, który bazując na portugalskiej tradycji, nie stroni od współczesnej stylistyki i nowoczesnego podejścia do brzmienia. Mówią o sobie, że chcieliby pozostawić muzyczny ślad swoich stóp na starej, portugalskiej ziemi - Pé na Terra to po portugalsku właśnie "Stopa na Ziemi". Zespół założyli muzycy grający na lokalnych, tradycyjnych instrumentach: Cristina Castro (śpiew i akordeon); Ricardo Coelho (instrumenty dęte: dudy, gralha, tarota) i Tiago Soares (perkusja i instrumenty perkusyjne: adufe, tar, bilha, sanzula, darbuka). Wykonują zarówno dawne tematy, zbierane i interpretowane w swoim, oryginalnym stylu, jak i własne utwory jedynie inspirowane tradycją, w których poezja uzupełnia się z tanecznymi rytmami. W roku 2007 do grupy dołączyli Adérito Pinto (bass) i Hélio Ribeiro (gitara, braguesa) - muzycy z doświadczeniem w kapelach rockowych, wnosząc do muzyki zespołu rockowe, elektryczne brzemienia. W tym samym roku Pé na Terra wydali swój pierwszy maksi-singiel, zaś w 2010 płytę zatytułowaną "13". 13 zebranych piosenek pokazuje szereg pomysłów i doświadczeń, które Pé na Terra wniosła do nowego, portugalskiego folku. Escadas de Luar (Schody w blasku księżyca) zachęca do wieczornego spaceru w świetle księżyca, w radosnym, tanecznym rytmie, po wąskich uliczkach małego, portugalskiego miasteczka...
Monsaraz, to przygraniczne, średniowieczne miasteczko nad rzeką Gwadianą, w którym mieszka niewiele ponad sto osób. Wznoszące się na wzgórzu, niedostępne Monsaraz, przez mieszkańców nazywane jest Ninho das Águias (Orle Gniazdo). Całe otoczone jest murami, a po środku znajduje się ufortyfikowany zamek. Obecnie, dziedziniec zamku służy kilka razy w roku jako arena walk byków. W Monsaraz panuje średniowieczna atmosfera, jakby współczesność nigdy tu nie dotarła. Starzy ludzie przyglądają się przybyszom, siedząc spokojnie w cieniu swoich domów. Dzięki temu przybysze mogą spokojnie zrobić zdjęcia i obserwować nielicznych mieszkańców w ich Orlim Gnieździe. A wszystko to przy radosnym Cantaria, kolejnym kawałku folkowego Dazkarieh, z płyty Incognita Alquimia (2006).
Ze wzgórza Monsaraz rozpościerają się malownicze pejzaże Alantejo. Z jednej strony widok na rzekę Gwadianę, z drugiej na Hiszpanię. W rozległej panoramie dominują łagodne wzgórza porośnięte dębami korkowymi i drzewami oliwnymi. Z głośników rozbrzmiewa ludowa piosenka Na Taberna do Jacinto (W Tawernie Jacinto), w neofolkowej interpretacji Cerebral Pain.
Cerebral Pain to projekt Tiago Marques'a, multiinstrumentalisty, kompozytora i producenta. Po początkowych eksperymentach z akordeonowym dark ambientem, Marques zdecydował się na eklektyczną stylistykę współczesnego neofolku. Projekt łączy popularne, portugalskie melodie i piosenki ludowe z muzyką klasyczną, jazzem, elektroniką, industrialem, a nawet metalem. Marques sam gra na wszystkich instrumentach - a jest ich wcale nie mało - różne gitary, akordeon, mandolina, irlandzkie bouzouki, ukulele, tamburyn galicyjski, afrykańskie djembe, marakasy. Prawdziwy "Ból Mózgu", którego efekt został w 2010 roku zarejestrowany na płycie A Viagem (Podróż), nagranej w domowym studiu, za pomocą jednego mikrofonu i starego laptopa. Wszystkie utwory skomponował i zagrał na wszystkich instrumentach Tiago Marques, zaś w kawałku Na Taberna do Jacinto gościnnie zaśpiewał niejaki Michael Smith.
Wracamy na plaże zachodniego wybrzeża w okolicach Lizbony. W zatoce Lagoa de Albufeira, przy dźwiękach relaksującego, fortepianowego easy-listening w wykonaniu Yirumy, oglądamy wyczyny szalonych kitesurfingowców. Kompozycja The Day After pochodzi z trzeciego albumu koreańskiego pianisty From The Yellow Room (2003).
Jednak największa frajda dla małych dziewczynek, to bez wątpienia skoki po piasku na wydmach, w blasku zachodzącego nad oceanem słońca. Można się poczuć niczym Superman - a właściwie Supergirl. Zwłaszcza, gdy w tle rozbrzmiewa temat przewodni z Supermana, w kompozycji Johna Williamsa. Pochodzący z Nowego Jorku pianista i dyrygent jest jednym z najwybitniejszych w historii kompozytorów muzyki filmowej. Kto nie zna Marszu Imperialnego z Gwiezdnych wojen, czy motywów przewodnich z przygód Indiany Jonesa? Williams jest zdobywcą aż pięciu Oscarów (za muzykę do Listy Schindlera, Szczęk, E.T., Gwiezdnych wojen, część IV: Nowa nadzieja oraz adaptację musicalu Skrzypek na dachu; nominowany w sumie aż 47 razy), niezliczonych, muzycznych i filmowych nagród: Grammy, Złotych Globów, Emmy... Dzięki Williamsowi ponownie doceniono w muzyce filmowej rolę orkiestry symfonicznej. Jego partytury charakteryzuje majestatyczność, znakomite orkiestracje i niezwykła chwytliwość tematów przewodnich. Ścieżka dźwiękowa z filmu Superman, w oryginalnym wykonaniu Londyńskiej Orkiestry Symfonicznej, ukazała się w roku 1978. Theme from Superman (Main Title), to jeden z najbardziej imponujących motywów jaki kiedykolwiek został napisany do filmu - Superman utożsamiany jest głównie z tą właśnie kompozycją. Podstawę tworzą tu marszowe fanfary dęciaków, uzupełniane solowymi partiami trąbki, porywające aranże, potęga i ogromna majestatyczność.
Sintra, to niewielkie, urocze miasteczko niedaleko Lizbony. To tu oglądaliśmy stare zabawki zgromadzone w prywatnym muzeum przez pewnego, starego Portugalczyka. Tu dosłownie każdy może na chwilę cofnąć się do lat beztroskiego dzieciństwa. Domki dla lalek i ich wystrojone lokatorki; morskie okręty i statki; niemieccy żołnierze i ich motocykle; stare samochody i "ruskie" czołgi; postacie z Gwiezdnych wojen; lalki Barbie... Gdzieś w tle zamajaczył nawet wypchany siankiem pluszowy miś. Było tam prawie wszystko - no może z wyjątkiem "dziewczyny co trąbę ma" :-) A całej tej zabawkowej menażerii towarzyszyły niezwykłe i jakże adekwatne przeboje.
Tą zabawkową mozaikę rozpoczęli Czarno-Czarni w poszukiwaniu szczęścia i tej jedynej dziewczyny: "Gdzie jest dziewczyna co trąbę ma, Ona mi jedna szczęście da!" Trąbo-Twist z debiutanckiej płyty Czarno Czarni (1998), to jeden z pierwszych przebojów swingowo-rockowej grupy, powstałej z połączenia sił muzyków łódzkiego Big Cyca i specyficznego, rubasznego poczucia humoru Jarka Janiszewskiego - wokalisty trójmiejskiej Bielizny. Czarno-Czarni w swoich bigbitowych piosenkach powracają do rock'n'rollowych brzmień lat 60. opierając je na pastiszu i słownym komizmie. Debiutancką płytę nagrali przy użyciu "starych, bułgarskich wzmacniaczy, enerdowskich gitar i radzieckich organów, a samą perkusję przy pomocy tylko trzech mikrofonów". Inny, wielki przebój z tej płyty, to oczywiście szalone, rockandrollowe Nogi.
Niemieccy żołnierze i ich wojskowe motocykle... - zagrać musiał więc niemiecki, metalowy Rammstein. Nazwa zespołu pochodzi od amerykańskiej bazy lotniczej w Niemczech. Zaczynali w 1993 roku od mrocznego, industrialnego metalu. Patetyczne, podniosłe hymny, ciężkie riffy gitar, dopełniały ich totalitarno-industrialną estetykę. Z czasem przerzucili się na bardziej przebojowy i romantyczny "tanz metal". Ognisty, taneczny metal Rammsteina, pełen jest muzycznych kontrastów, inspiracji house'em i techno. Amerika, to przebój z 2004 roku, pochodzący z albumu Reise, Reise. To swoisty, metalowy protest song, w sposób ironiczny opisujący, jak Ameryka traktuje całą resztę świata i jak olbrzymie są wpływy amerykańskiej kultury. To jedna z niewielu piosenek Rammsteina, w której używany jest język angielski. W refrenie pojawiają się słowa, będące parafrazą Yellow Submarine, genialnego przeboju Beatles'ów:
"We’re all living in America, America, America... ...Amerika ist wunderbar".
Stare samochody, traktory, czołgi...
"Zawsze chciałem mieć takie coś, Właśnie po to, by wozić ją..." śpiewali Blendersi w swoim pamiętnym "czarnym Ciągniku". Gdański zespół Blenders działa z przerwami już od ponad 20 lat. Grają przebojowe kawałki utrzymane w klimatach funk, disco, pop i rapcore, a ich znakiem rozpoznawczym są humorystyczne teksty i stylowo aranżowane wokale, śpiewane charakterystycznym falsetem. W pierwszych latach ich działalności za te niezwykle wokale odpowiadali: Glenn Meyer (Amerykanin znany jako Glennsky); Marcel Adamowicz i gitarzysta Szymon Kobyliński. Zadebiutowali w 1995 roku płytą Kaszëbë, a ich najbardziej znany przebój Ciągnik, znalazł się na albumie Fankomat z 1996 roku, którym w tamtym czasie podbili nasz krajowy rynek.
Jeżeli zabawkowe figury z Gwiezdnych wojen, to oczywiście musiał zabrzmieć Marsz Imperialny (Darth Vader's Theme), kultowy motyw ze ścieżki dźwiękowej Johna Williamsa, z pamiętnej, V części gwiezdnej sagi: Imperium kontratakuje, z 1980 roku. Muzyka z Gwiezdnych wojen to prawdziwa ikona wszechobecnej, amerykańskiej popkultury, która zawojowała również świat zabawek, a więc dziecięcych marzeń i fascynacji. Kto z nas nie był w dzieciństwie Lukiem Skywalkerem, Hanem Solo albo księżniczką Leylą? Nikt na pewno nie był za to Lordem Vaderem - nie prawda?
Lale, lalki, laleczki... oj tak, było tego trochę. Nie łatwo dostrzec ich przykurzoną elegancję i urodę, a więc jak śpiewają Leszcze w swoim wakacyjnym hicie:
"Kombinuj dziewczyno nim Twe wdzięki przeminą, Uśmiechaj się zdrowo, jeśli chcesz wyjść za mąż młodo."
To kolejny zespół z Trójmiasta, który wybrał się w kierunku dancingowego pastiszu, z dominującym barytonem wokalisty Maćka Miecznikowskiego - niedoszłego śpiewaka operowego i trębacza. Zadebiutowali w 2001 roku, a dwa lata później ukazał się ich pierwszy album Kombinuj dziewczyno z przebojem wakacji 2003.
I raz jeszcze Czarno-Czarni, tym razem w swoim Wydłubanym misiu, polifonicznym rarytasie a capella z krążka Niewidzialni, wydanego w 2000 roku. "Czarni" pozostali wierni swojemu rubasznemu, radosnemu stylowi w bigbitowym klimacie. W cyklu kawałków opiewających dziecięce zabawki znalazł się zaśpiewany na głosy Wydłubany miś, historia zawiedzionego uczucia i... zmasakrowanej pluszowej przytulanki ;-)
"Wydłubałaś sianko z naszego misia, Nie chcę się z tobą więcej spotykać..."
Mocno sentymentalny charakter ma za to Kaczuszka, historia pewnego faceta wspominającego wspólne kąpiele w wannie, w towarzystwie gumowej kaczuszki. To od lat ulubiona piosenka Iwony i Jurka ;-)
"Kiedy powrócą tamte dni, Byliśmy tak szczęśliwi, kaczuszka ja i ty"
W pobliżu Sintry, na najwyższym wzniesieniu gór Serra de Sintra, jeden król-artysta zbudował w połowie XIX wieku wspaniały Palacio da Pena. Pałac otoczony jest olbrzymim, egzotycznym parkiem, gdzie wśród romantycznych altanek i fontann wiją się tonące w bujnej zieleni ścieżki. Druga już na pokazie piosenka DeolindyOm Contra O Outro (Przeciwko sobie), pochodzi z płyty Dois Selos e Um Carimbo, wydanej w 2010 roku. W tym numerze ich "fado z uśmiechem" zachęca do wyluzowania się i optymistycznego spojrzenia na życie:
"Chodź, zrób sobie przerwę. Zaparkuj samochód, przerwij wyścig, opuść tę wojnę, bo meta jest po drugiej stronie twojego życia. Wyjdź z domu i chodź ze mną na ulicę. Chodź, bo życie, które masz, im więcej innych żyć wygrasz, to ono więcej straci..." Tłumaczenie całego tekstu na blogu A Canção do Mar - Pieśń Morza. Portugalia moimi oczami....
Na północ od Lizbony wybrzeże robi się coraz bardziej skaliste i niedostępne. Na Cabo de Roca (Przylądku Skalistym) odnajdujemy wysoki, 140-metrowy klif. Poszarpane skały o różowo-szarej barwie, urywają się w lazurowo-turkusowym Atlantyku. Cabo de Roca, z latarnią morską i piękną panoramą na ocean, to najdalej na zachód wysunięty punkt kontynentalnej Europy. A River Flows In YouYirumy nastroił nas do romantycznego zamyślenia i zapatrzenia w kierunku dalekich, zamorskich lądów i kolejnych, egzotycznych, muzycznych podróży.
Na sam koniec obejrzeliśmy jeszcze położoną w pobliżu Sintry, otoczoną malowniczymi, wysokimi klifami Praia da Adraga, uważaną za jedną z najpiękniejszych plaż w Europie. Jak wiec widać, poszukiwanie dzikich plaż na portugalskim wybrzeżu, zakończyło się dla rodzinki Maronowskich pełnym sukcesem. Co lepiej mogło to opisać, niż szum fal, spokój oceanu i błoga cisza, cisza, cisza...
* fragmenty relacji, zdjecia i opracowanie muzyczne pokazu: Iwona i Jurek Maronowscy
Playlista:
01. Deolinda - Se Uma Onda Invertesse A Marcha (Dois Selos e Um Carimbo, 2010)
02. At Tambur - Sorrizo (At Tambur, 2003)
03. Yiruma - May Be (First Love, 2001)
04. Sara Tavares - De Nua (feat. Ana Moura) (Balancé, 2006)
05. At Tambur - Sonho (At Tambur, 2003)
06. Sara Tavares - Lisboa Kuya (Balancé, 2006)
07. At Tambur - Arabesca (At Tambur, 2003)
08. Dazkarieh - Senhora Da Azenha (Incognita Alquimia, 2006)
09. At Tambur - Folhinha do Salgueiro (At Tambur, 2003)
10. Brian Crain - Moonrise (A Simple Life, 1999) (aka Yiruma - Moonlight)